Start Varia Zatrzymajmy chwilę

Zatrzymajmy chwilę

Jakże bezkresna jest potęga przyrody! Ileż w niej zagadek, piękna i grozy! Jakaż pracowitość połączona z nadzieją każe jej dokonywać zmian oblicza stosownie do pory roku. Wydawać mogłoby się, że w otchłani dziejów powinna tworzyć formy, które oprą się tym przemianom. Tymczasem wiosna jak młodość niesie nadzieję, lato słoneczne w trwałość mierzy, jesień na szaleństwa się nie waży, zima gołymi konarami zwiastuje zmianę kalendarzy.
Dzięki Niebu za ten świat kolorowy. Jakimiż kolorami oczy nasze jesienią pieści! Czyż odradzanie się przyrody wiosną, jej pełnia, a potem przygasanie, wschody i zachody słońca, przypływy i odpływy mórz nie były źródłem wierzeń religijnych naszych protoplastów? Od sześciu lat w naszym regionie chcemy zwrócić się do społeczeństwa w momencie pożegnania ze spadającymi liśćmi i zbliżania się pory chłodu, ze śniegiem i długą nocą:
Czy to wina jesieni, że bzy kwitną w maju? Otrzymujemy za to kolorowe drzewa, jarzębinę czerwoną, niepowtarzalną atmosferę grzybobrania. Drzewa pracują nocą i dniem przez wiosnę i lato. Pragną więc jesienią udać się na spoczynek. I to im się należy.
Korzystając z przychylności „Gazety Lubuskiej”, Telewizji Regionalnej, Uniwersytetu Trzeciego Wieku, wielu szkół i przedszkoli, Biblioteki Norwida, Zielonogórskiego Ośrodka Kultury i ludzi otwartych, z poczuciem humoru zatrzymujemy się na chwilę, przyglądamy się zachodzącym zmianom, rozważamy nasze zrozumienie dla związków łączących los człowieka z różnymi aspektami i przejawami tej więzi. Ostatnie dni lata to nowy impuls nadany dniu 23 września przez Dom Dziennego Pobytu „Retro” i Ośrodek Terapii Zajęciowej Arkadia z ul. Głowackiego w Zielonej Górze. Imprezy społeczne, na początku, z przejściem przez miasto Pani Jesieni (tę rolę z wdziękiem realizowała Barbara Bartusz), potem ze śpiewem starych piosenek, pisaniem i czytaniem utworów gotyckich, muzyką i konkursami, nie mogą prowadzić do smutnych wniosków. Przyroda, jak zaznaczyliśmy wyżej, zmienia się w więzi z losem człowieka. Taki wniosek potwierdza ostatnia piękna impreza w Arkadii.
Radość młodości wiosny, nabiera cech dojrzałości lata i jesieni. To pora na wykorzystanie doświadczenia i życiowej mądrości. Jest naszym zamysłem, aby spadający liść spowodował, że w tym momencie zadumamy się różnorodnością natury, jej potrzebami i wpływem na kształtowanie sylwetki duchowej człowieka.
Traktujemy liście edukacyjnie. Mogą je przynosić do szkoły dzieci i uczyć się rozpoznawania drzew, z których pochodzą.
Poeci mogą stworzyć wiersze poświęcone jesieni, możliwe są przedstawienia teatralne z tematyką zawierającą stosowną problematykę. A ile piosenek może być nadane w rozgłośniach radiowych! Dobry jest każdy pomysł, który rozweseli nadciągające krótsze i chłodniejsze dni. Bo przecież jesienią w kalendarzu tak mało świąt! W tym roku, gdy już po raz szósty obchodzimy ten dzień, wyszliśmy z nowym hasłem – w mojej dzielnicy, na mojej ulicy, w mojej wsi mówimy sobie „Dzień dobry”. I to nawet wtedy, gdy się osobiście nie znamy. Spotykamy się przecież niemal codziennie. Będzie to nasz wkład w tworzenie cieplejszych stosunków sąsiedzkich! Czyż nie warto uczynić tego kroku zbliżającego bliskich przecież ludzi?
Taki obyczaj panuje w wielu krajach. Pokonajmy sztuczną obcość. Poczujemy się przyjaciółmi, związanymi z lepszym funkcjonowaniem społeczności miasta, dzielnicy, wsi. Niech nam towarzyszą słowa hymnu spadających liści:
 
  Dlaczego nikt nie pyta liścia
  O jego dzieciństwo
  Dlaczego jestem zielony
  Choć całkiem dojrzały
  Dlaczego kolorowy
  Choć przecież opadający
  Dlaczego nikt nie żałuje
  Szarej pamiątki lata?
  A jednak z sercem
  Życie pędziłem ulotne
  Jeśli choć jeden człowiek
  O dniu moim pamięta
  Dla niego zachowam
  Moją przyszłość w pąku zamkniętą
  I gdy odejdzie
  Z moimi przyjaciółmi
  Nad jego grobem zaszumię.

A w przypływie dobrego nastroju człowiek z poczuciem humoru przeczyta wiersz Nocturn Jana Lechonia:

  Cóż ja jestem? Liść tylko, liść z drzewa, co leci
  Com uczynił – wszystko było pisane na wodzie
  Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie
  Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci.
  […]
  Uciszaj, srebrna nocy, całą ziemię śpiewną!
  A ja padnę na trawę wilgotną od rosy
  Lub będę muskał cicho nigdyś złote włosy
  Których dziś już koloru nie poznałbym pewnie
             (cyt. za: J. Lechoń, Poezje, Warszawa 1987)

Jeżeli kogokolwiek zainteresuje on poezją, i wzbudzi uśmiech, to dla przyrody i człowieka będzie miłą satysfakcją, bo z uśmiechem żyje się przyjemniej.

Jerzy Szewczyk