Start Varia Kto czyta, nie jest samotny

Kto czyta, nie jest samotny

Poeci mniejsi

Są poeci mniejsi. O istnieniu tego zakonu pomyślałem,
czytając wiersz Arkadiusza Irka Bracia mniejsi:

  Są w nas
  bracia mniejsi
  najczęściej nierasowi
  z niedużymi kiełkami
  pazurkami [...] czasem
  z oczami geparda
  lub nóżkami
  zwinnej antylopy

Myśl czytelnika poezji chadza, kędy chce. Poetom wielkim wiele wolno, mniejszym nie pomogą nieduże kiełki, pazurki, zwinność antylopy.
Jestem przekonany, że gdyby frazy z jego wiersza W chowanego:

  Każde życie
  ma swój trzepak
  przy którym wyrasta [...]
  świetna bramka dla najmłodszych piłkarzy
  niebezpieczne miejsce
  na akrobacje
  idealne
  do przekazywania tajemnic

  a pod wieczór –
  serce zabawy w chowanego

  i znów właśnie tam
  czas zatrzymał się – chowamy się do dziś
  trwa odliczanka

opublikował ktoś uznany, pisano by o nich nie tylko w czasopismach kulturalnych, ale także w prasie codziennej, jak było z wierszem Vermeer Wisławy Szymborskiej kończącym zbiór Tutaj:

  Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
  w namalowanej ciszy i w skupieni
  mleko z dzbanka do miski
  dzień po dniu przelewa,
  nie zasługuje Świat
  na koniec świata.

Zestawienie autora nieznanego jakich tysiące z noblistką, trzepaka z obrazem Johannesa Vermeera Mleczarka, jest nie tylko prowokacją. W życiu, w rozwoju duchowym podobnie, potrzebne jest i podwórko, i muzeum. Większość ma bliżej do tego pierwszego. O którym wierszu byłoby łatwiej rozmawiać z uczniami na lekcji języka polskiego?
Nie zamierzam burzyć hierarchii, ale lubię znajdować wiersze tam, gdzie nikt ich nie szuka. Takie, które dodadzą coś do kanonu. Ważną też funkcją takich utworów jest to, że nie da się tworzyć legendy małego miasta na poezji Szymborskiej, Herberta, czy Miłosza. Książkę Irka znalazłem, idąc ulicą Główną w jego mieście, o której napisał w wierszu Fotografia. Miałem kilkadziesiąt minut między pociągami. Zdecydowałem się na krótki spacer. Wszedłem do saloniku prasowego, w którym obok gazet codziennych leżała Harmonijka. Jej autor mieszka w Jabłonowie Pomorskim, jest pedagogiem, z wykształcenia matematykiem. Autorem kilku książek, zapewne, jak znany mi tomik, też wydanych nakładem własnym.
Kiedy ktoś gra na harmonijce ustnej, słychać oddech muzyki. U Arkadiusza Irka znajdujemy oddech poezji. Nie jest to zdobywanie ośmiotysięczników w warunkach zimowych, raczej tylko wędrówka turystycznym szlakiem. W tytułowym wierszu napisał:

  Kiedyś
  prawdziwy wędrowiec
  w każdej chwili
  potrafił poderwać świat
  do tańca
  wyciągając z kieszeni
  ustną harmonijkę

Na retoryczne pytanie: „co jest większe –/ hałas/ czy cicha tęsknota/ za miłością/ prawdziwą muzyką”, chyba odpowiedzielibyśmy tak samo, ale nie zgadzam się z nim, że „ulepieni jesteśmy/ jak droga – z tej samej melodii”. Czytając jego wiersz, przypomniał mi się fragment z Siekierezady Edwarda Stachury:
 
  I co można zrobić? Na organkach coś cichutko zagrać. Wyszperałem organki i zacząłem grać
  cichuteńko tę cudowną przenajsmutną melodię do straszliwych przenajświętszych wierszy
  Baczyńskiego: Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne – obraz dni, które czaszki białe toczy
  przez płonące łąki krwi. Jeno odmień czas kaleki, zakryj groby płaszczem rzeki: zetrzyj z włosów
  pył bitewny, tych lat gniewnych – czarny pył.

Poeci mniejsi często tworzą „przeciw nicości” albo się w niej pogrążają. Wiersz Zaklęcie wskazuje, po której stronie opowiada się Irek:

  Jeśli być –
  to tu i teraz

  jeśli zmieniać się –
  to na dobrą pogodę

  jeśli grać –
  to tylko w swoje kości
  bez oczekiwania cudów

  a jeśli odejść – to z przekonaniem
  że było cudownie

Sporo w tych wierszach jesieni. Więcej niż innych pór roku. Jesteśmy „tacy jesienni/ że tak naprawdę/ to nie mamy nic”. Jego książkę zamykają Harmonijkowe myśli. Oto dwie z nich: „To proza życia robi z nas poetów” i „Świat potrafi się uśmiechać jedynie przez nasze usta”. Chociaż nigdy nie strzelaliśmy do jednego trzepaka, moglibyśmy zagrać w jednej drużynie na różnych pozycjach. Przed dwoma laty w moim mieście gościł bydgoski uznany poeta Dariusz Tomasz Lebioda. Cenię go za wierność kolegom z młodości. W 2002 roku w wierszu Chłopcy z podwórka napisał:

  wychodźcie z grobów i więzień
  wracajcie z ameryki australii
  irlandii

  usiądziemy w kręgu i snuć
  będziemy opowieść

  o cudownych latach
  siedemdziesiątych

  – gdy słuchaliśmy led zeppelin i slade.

Przywołuję to wspomnienie, bo po tym spotkaniu uzmysłowiłem sobie podczas rozmowy z brodnickim poetą Marcinem Kołodziejskim, że jeśli zna się autora nieznanego, którego utwory są dobre, to ma się szczęście należeć do grona nielicznych znających jego twórczość. Znam poezję Kołodziejskiego tak jak nikt inny. Opublikował po kilka wierszy w warszawskiej „Więzi”, we „Franciszkańskim Świecie” i w „Ziemi Michałowskiej”. Wcześniej w studenckich wydawnictwach. Czy ktoś zwrócił na nie uwagę? Czytałem także jego utwory niepublikowane. Poeci mniejsi są dla wybranych.

Mirosław R. Kaniecki