Start Varia Młoda poezja lubuska Rozstrzygnięcie IV edycji Konkursu „Debiut Poetycki Pro Libris”

Młoda poezja lubuska Rozstrzygnięcie IV edycji Konkursu „Debiut Poetycki Pro Libris”

Przygotowując się cztery lata temu do zainicjowania Konkursu, organizatorzy nie mieli zamiaru mobilizować młodych autorów do frustrującego współzawodnictwa w konkurowaniu o wygraną. Planowali wyłonienie świeżo kiełkujących talentów, które – jak miano nadzieję – co roku ujawnią się i zasilą grupę współczesnych liryków lubuskich.
Dzisiejszy świat żyje w klimacie ciągłego pośpiechu, poszukiwania nowych technologii, gonitwy za pieniądzem, który jest synonimem sukcesu. Przez to wiele prawd ulega dewaluacji, wiele symboli traci sens. Ale głód intelektualny, głód literatury istnieje nadal. Nowe pokolenia garną się do tworzenia słowa pisanego, przenosząc się w ten sposób w świat lepszych, ważniejszych wartości. Twórczość młodych nadsyłających wiersze świadczy o tym dobitnie. Dowodzi, że zagubienie duchowe, wyobcowanie w zastanej rzeczywistości nie jest stanem, który młodość akceptuje, a ich poszukiwania koncentrujące się na tworzeniu dają szansę na poczucie własnej godności i smakowanie życia.
Kolejna, czwarta edycja Konkursu „Debiut Poetycki Pro Libris” potwierdza, że proces poszukiwania własnych dróg i wyborów życiowych wciąż trwa, a chęć i potrzeba pisania nie wygasa.
Do tegorocznego Konkursu zakwalifikowało się dziesięcioro uczestników, spełniających wymagane warunki, tj. przypisanie do województwa lubuskiego, wiek do 35 lat, brak dotychczasowej publikacji w postaci książki poetyckiej oraz nadesłanie w wyznaczonym terminie zestawu co najmniej 40 wierszy o dowolnej tematyce.
Spośród nadesłanych prac trzyosobowe Jury wyłoniło i nagrodziło zestaw Mirosławy Szott, autorki dobrze znanej czytelnikom „Pro Libris”. Laureatka urodziła się w 1987 r., ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Zielonogórskim, gdzie obecnie jest doktorantką. Poza tym aktywnie uczestniczy w zajęciach Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów w Zielonej Górze. Już jako studentka rozpoczęła efektywną współpracę z redakcją pisma „Pro Libris”, regularnie dostarczając do publikacji teksty krytycznoliterackie i wykazując się sprawnym piórem oraz dużym znawstwem nie tylko lubuskiej literatury.
Nagrodą w Konkursie jest publikacja autorskich wierszy w formie tomiku poetyckiego w nakładzie 200 egzemplarzy w wydawnictwie Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. C. Norwida w Zielonej Górze. Laureatce należą się serdeczne gratulacje i życzenia dalszego literackiego rozwoju. Pozostałym uczestnikom natomiast – podziękowania za nadesłane prace i słowa zachęty do aktywności w pisaniu. W imieniu redakcji wyrażam nadzieję, że dołączą oni do grona naszych współpracowników.
Poniżej publikujemy wybrane wiersze wszystkich uczestników Konkursu.

Mirosława Szott (godło Kotszredingera)

  góry
alt
  niepewnie patrzą w dół
  gdzie nocują cienie
  jest doskonale cicho aby milczeć

  jej lęk wysokości to obawa
  przed śmiercią w pomylonej przepaści
  jego lęk wysokości to pragnienie skoku
  do każdej przepaści prawdziwej

 
  * * *
 
  nie mam pretensji
  do kotów że znikają nagle
  jak w japońskich powieściach

  należy wtedy usiąść
  i przemyśleć wszystkie aluzje
  sny zaplanowane
  na najbliższy miesiąc
  sprawdzić studnię

Mirosława Szott    
  nie znikają przecież bez powodu
  bez powodu dzieje się
  co najwyżej Wszechświat

Sebastian Piórkowski (godło CHORY KRÓLIK)

  Judasz

  staram się nie myśleć o tobie
  dziś na górze oliwnej wskazałem cię
  gorzkim pocałunkiem.
  w mojej sakwie brzęczy trzydzieści srebrników,
  teraz szykuję swój sznur.
  pogrążony w wyrzutach sumienia,
  piszę ostatni wiersz o miłości.

  Operacja

  zabierz ból i zwątpienie
  nim pęknie mi serce,
  jeszcze aksamitne i żywe.
  zastygam jak nieforemna bryła,
  to w twoich dłoniach spoczywa skalpel,
  gotowy do wykonania powierzonej misji.
  pamiętaj, że cięcie powinno być pewne i precyzyjne.

  krążysz w moich żyłach jak heroina.

  obraz gubi ostrość i kształty,
  zasypiam błogo zdany tylko na ciebie.
  czy potraktujesz mnie jak kolejny kawał mięsa?
  po nieudanej operacji kiedy serce przestanie bić,
  powiesz – trudno
  następnie wpakujesz moje cielsko w czarny worek.

  czy zapłaczesz w ukryciu?
  nad sobą, nade mną?

  budząc się, w oddali widziałem twoją postać
  czułem piekielny ból, trawił mnie od środka.
  głaskając mnie po głowie dałaś mi bilet.

  bez możliwości powrotu.

  podczas podróży nie płakałem,
  stałem się kimś innym.

  nowym. niedoskonałym. człowiekiem.

Michał Rożko (godło M.Jester)

   * * *

  Mojemu ojcu serce pękło
  od piękna tego świata
  od piękna świata krew się rozlała
  i posiniał.

  Ojciec raz zacharczał lub więcej razy,
  prawdopodobnie z zachwytu nie potrafił wypowiedzieć słowa
  kiedy przyszło mu odejść.
  Cicho, bardzo lubił ciszę.

  Niekoniecznie dlatego, by móc w spokoju
  podziwiać piękno tego świata
  dzielę się z tobą świecie moim smutkiem.
  Ponieważ nie było mnie przy ojcu kiedy odchodził.

 
* * *

  Powiedzże wietrze, zatrzymawszy się tylko
  Na drzewie, którego gałęzie
  Trą ledwo o ziemię
  Jakże mi będzie?
  A muszę powiedzieć,
  Że ojca już nie mam
 
  Ja nawet myślę o tym niechętnie,
  A myśl, która spływa po moim ciele
  I każdy liść od góry trąca, ulotna jest,
  Nim zapuści korzenie – milknie
  I w ziemię wsiąka

  Jako, że muszę się podnieść po stracie,
  Powiedzże wietrze które gałęzie
  Przyjdzie mi wyrwać ze stawów głębokich,
  A trzeba ci wiedzieć,
  Że topieli otchłań jest we mnie
  Od łez i od piekielnego ognia
  I mnóstwo jest we mnie widoków ciemnych
  I gór wysokich
  Gdzieniegdzie

Maciej Kubiak (godło Johann van Baumwald)

  Tchnienie

  Jedno tchnienie życie powołało.
  Jedno tchnienie opoką jest, skałą.
  Jedno tchnienie światem rozporządza,
  I jawi się blado w poświacie miesiąca.

  Życiem jest jedno tchnienie,
  Bólem, radością i wielkim cierpieniem.
  Obarczone nieskazitelnością,
  Spokojem ducha, bezkresną miłością.

  I Ty jesteś jednym tchnieniem;
  Bezkresną miłością i moim marzeniem.
  I jedwabna na Twej szyi spoczywa chusta,
  Jesteś mym tchnieniem? – Masz zamknięte usta!

  Szczęście

  Chciałbym złapać Szczęście –
  – Za rękę i powiedzieć Mu,
  Że nie wypuszczę
  Go już więcej.
  I chciałbym też patrzeć –
  Przez oczy zamknięte.
  I widzieć Je, widzieć –
  Bijącym sercem.
  I siedzieć z Nim w parku –
  – Na ławce kochanków.
  I czuć Je, czuć mocno,
  Za swoimi plecami.

Kacper Pietrenko (godło buwaj)

  Gdy wyrosnę
  [...]
  a gdy już wyrosnę z tego żywota
  i stanę się czystą Treścią,
  samą blizną z tętniącą pode mną krwią,
  wtedy przeniosę się wraz z moim synem
  do ogrodów i będziemy liczyć gwiazdozbiory i chmury,
  a także wyznaczać ich nowe granice.
  Wtedy też dojdziemy razem do pewnej myśli, że
  możliwe jest dla ludzkich rąk opisanie i zrozumienie idei Boga,
  dowiemy się, że potrzeba do tego jedynie
  całej wieczności!
  (która ziarno po ziarnie przesypuje się nam między palcami)
  [...]

  …do źródła
  Prawdą jest starożytne
  Twierdzenie, że najstarszymi zegarami są
  Rzeki, które wyznaczały upływ czasu,
  Jeszcze zanim został on okiełznany.
  Zanim odlano formy godzin i minut,
  Tych małych klatek, którymi ujarzmiono dzikie zwierzę czasu,
  Stworzenie to hasało sobie swobodnie
  Po łąkach kosmosu.
  Później pojawił się Człowiek – zniewolił bestię i nazwał ją Czasem.
  Bestia jednak jest stworzeniem niezwykle przemyślnym
  I pod Pozorem poddaństwa, rządzi swym nieświadomym powagi
  sytuacji
  Panem.

Elżbieta Ziomek (godło MatE)


  „PoOle Love&dove”
  Lawendowe pole się przyśniło
  Świat fioletu ukazując
  Do rozmyślań przyczyniło
  Na gołębia mi wskazując
  Ptak był bowiem nieprzeciętny
  Dumny bardzo w swej postawie
  Potrzebuje więc zachęty
  By popluskać ze mną w stawie
  Ciało więc zaczynam prężyć
  Lekko się przy tym bawię
  Okiem rzucę zalotnie
  By uchwycił nić kontekstu
  Zignoruję później psotnie
  Aby sam poszukał pretekstu
  Do kłębka odnaleźć drogę
  Sposobem tym wkrótce go poznam
  Gdybym ją miała, dałabym głowę
 

  Marzenia senne mnie prześladują
  Mówią głośno, za głośno czasami
  Bywają takie co ulatują
  Razem z czarnymi kruczo krukami
  Literaturę stosowną pożyczyłam
  Myślą rozprawić się z marami
  W książkach ponownie zaszyłam
  Z Gustavem Jungiem i jego wywodami
  Oczy w połowie lektury otworzyłam
  Że sny pozostaną snami
  A jeden z nich najważniejszy jest
  Życzenie o scenariusz do Boga posłałam
  Anioł stróż podsunął mi tekst
  Do góry dołem w nieświadomości czytałam
  A jakże wymownym bywa przeszłości gest
  I nie pytaj proszę czy oszalałam
  Bo skąd wziąć by na normalność test?

Michał Adamkiewicz (godło mr. mud)

  Łowcy głów
 
  Żadnych poszukiwań, obraza
  nie dla nich
  Nasz talent wyprodukować chcą
  Strzał w Twoje oczy
  Lepszy niż stos kłamstw
  Ja i Wy – nasze czasy
  Pocałunek ziemi odkrywa wieczność
  Strzał przywraca mnie do kłamstw
  Roztocza i ciepłe mleko
  Popularny trans
  Zbrodnią nazwał by to nawet pies

  Kulinarny przysmak szczęścia

  Jak smakuje szczęście?
  Smakuje nas!
  Front wyżowy i niżowy
  Plaga
  Wiecznie głodnego uczucia
  Drzewa potrzeb
  Gałęziami zasłaniają już niebo
  Cały las usycha
  Pazerne na każdym terenie
  Pasożyt
  Jednego gatunku
  Wyścig jednośladów – jawny hazard
  Dla szczęścia
  Bezosobowe mrowisko
  Dawkowanie i obserwacja
  „Jak daleko mogą się posunąć?”
  Wyrzekło się tak wielu
  Tak wielu uczuć
  Dosięgnąć błahego
  I jeszcze
  Jeszcze
  Więcej, bardziej zawile i dalej
  Ubrać to
  Pielęgnować by rosło
  Szczęcie niepojęte
  Ogromne szczęście
  Zaślepieni
  Tuż obok mający mnogość
  Różnorodność
  Wielorakość
  Niezależność
  Ściany
  Ściany!
  To przecież dom
  Mistycznie uzupełniona całość
  Masy błądzą
  Dopiero przy brzegach
  Niszcząc je
  Ogłaszając jednak królestwem
  Niezależnym będzie tylko jego kres

Monika Derczyńska (godło Nefretete)

  * * *

  Tak mi brakuje Twoich mocnych ramion
  Błagam Boga
  By świat otworzył w końcu
  Przed nami swój horyzont
 
  Moje kolejne zostań
  Znów rozmyły krople deszczu
  I znów rozwiał wiatr
 
  Nie patrząc na nic
  Bezlitośnie
  Zamykasz rozdział
  Naszego kolejnego dnia

  Zbyt dobrze wiem
  Co znaczy
  Umierać z tęsknoty

  * * *

  Zastanawiam się czasem
  Czy jesteśmy ze sobą naprawdę
 
  Nie Twoja to wina
  Nie moja
  Lecz losu
 
  Że tak nam siebie odbiera
  Że nas rozłącza
  W tak dziwnie nietypowy sposób

  I że tak naprawdę
  Nie mamy nic do powiedzenia

  Starałam się wczoraj
  Nasycić Tobą na zapas
  I nasycona
  Pozwoliłam Ci odejść

  Nie minęła godzina
  Nim wycieńczona Twym brakiem
  Uschłam

Małgorzata Wójciak (godło SAHIB)

  oglądanie cieni

  kiedyś dzień trwał dłużej
  był wtedy jeszcze czas na życie
  na przeglądanie się w oczach drugiego człowieka
  dzisiaj zostało nam oglądanie cieni
  w zamglonym lustrze pamięci
  milczenie do tych którzy odeszli
  i do tych od których nie umiemy odejść

  dzisiaj zostało nam
  niepisanie wierszy bo i tak nikt nie czyta
  niewypowiadanie słów bo nikt nie słucha
  i kochanie choćby nikt nie kochał

  może to czas przyspieszył
  a może to my z wiekiem zwalniamy

  wiersze muszą być na papierze

  gdy nikt nie patrzy otwieram
  drzwi do świata aniołów

  tu poezją przesycone jest powietrze
  a każdy wiersz mała cząstka boga
  eteryczny i ulotny jak wspomnienie
  zapachu z dzieciństwa

  mówią że
  wiersze muszą być na papierze
  zadokowane jak statki w portach
  przywiązane jak baloniki do rąk dzieci

  bo odlecą z powrotem
  do domu

Agnieszka Brudnoch (godło zwierciadło)

  Spotkanie

  Gdy Cię widzę rozpościeram skrzydła
  By na puchu mych marzeń unieść nasze malowidła…

  Już nas widzę gdy powieki przymknę
  Węże szczerozłote aż zajęknę krzyknę

  Lecz to tylko gra mych myśli oszalałych
  Głodu pragnienia mych ramion ospałych

  Ach gdybyś wiedział co płynie ku Tobie
  Zniszczyłbyś ślepe by skopać w serca dole…

  Odszedłeś

  Zapomniałam już jak czuć powiew wiatru w żyłach nurt
  Stoję w sercu wrogi duch
  Obłok pary pyłu brud

  Gdzieś gdzie kończą się marzenia
  Noc zapada brak spełnienia
  Straszą tylko tu wspomnienia
  Zjawy zmory objawienia

  Zbudź mnie świcie Panie mój
  Zatańcz ubierz wnet w swój strój…

Ewa Mielczarek