Start Varia Papusza - skazana na legendę

Papusza - skazana na legendę

Spotkanie z Angeliką Kuźniak, dziennikarką i autorką książki Papusza, było wydarzeniem, które zapoczątkowało tegoroczny III Festiwal Literacki w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece im. C. Norwida. 19 listopada 2013 zgromadzonych w Sali Dębowej gości przywitała zastępca dyrektora Biblioteki Anna Polus. Wspomniała Annę Tokarską, poetkę i animatorkę życia kulturalnego w Zielonej Górze, która odeszła przed paroma tygodniami. „Pozostawiła po sobie wiele dobrych wspomnień”, mówiła ze wzruszeniem Anna Polus, ogłaszając, że od tego roku Festiwal Literacki będzie nosił imię Anny Tokarskiej.
Po tym pełnym refleksji wstępie przekazano mikrofon Angelice Kuźniak i moderatorowi spotkania Robertowi Rudiakowi. Zanim jednak zabrali głos, rozległ się na sali głos samej Papuszy. „Nad Niemnem dzieckiem byłam…”, opowiadała śpiewną polszczyzną z kresowym akcentem. Tak oto w niepowtarzalny klimat i nastrój spotkania wprowadziła słuchaczy krótka multimedialna prezentacja.
Robert Rudiak rozpoczął dyskusję z autorką Papuszy pytaniem – skąd wziął się pomysł na napisanie tej reportażowej opowieści o cygańskiej poetce? Okazało się, że pewne znaczenie mają tu więzy emocjonalne: Angelika Kuźniak pochodzi ze Słubic, zna Gorzów Wielkopolski i tamtejszy Park Róż, ten sam, po którym dawniej przechadzała się Papusza – Bronisława Wajs i wróżyła przechodniom. W 2006 roku dziennikarka natrafiła na jej wiersze, które – choć na poezji się nie zna, jak to ujęła – przemówiły do niej swoją kruchością i siłą oraz tęsknotą za wolnością. Po jakimś czasie nastąpiło mozolne zbieranie materiałów do książki, której wydanie w tym roku bez wątpienia okazało się sukcesem, również z racji obecności na listach najlepiej sprzedających się książek. Dla Angeliki Kuźniak ważniejsze jest jednak co innego: to, że jej opowieść jest czytana na różnych płaszczyznach: „dla każdego czytelnika okazuje się ważne co innego: samotność i wyobcowanie, Wołyń, tęsknota do wolności”, opowiadała dziennikarka.
Dzisiaj nader trudno ustalić i zweryfikować jednoznaczne wersje różnych epizodów z życia Papuszy. „Papusza jest skazana na legendę”, stwierdziła Angelika Kuźniak. Zdarzało się, że kontaktując się ze swoimi rozmówcami, autorka słyszała o niej za każdym razem coś innego. To właśnie dlatego tak niewiele jest w książce głosów osób trzecich o cygańskiej poetce.
Są na przykład rozbieżności, jeśli chodzi o chorobę psychiczną Papuszy. Czy poetka już urodziła się chora psychicznie, a może była zupełnie zdrowa, a tylko celowo kierowano ją do ośrodków psychoterapii, by nie dosięgła jej cygańska klątwa? Angelika Kuźniak dotarła do lekarza, który przed laty opiekował się Papuszą podczas jej pobytów w jednym ze szpitali. Nie łamiąc tajemnicy lekarskiej, zwrócił uwagę, że u poetki chorobę wywoływał zawsze jakiś bodziec: po raz pierwszy (Papusza miała wtedy 20 lat) – była to miłość do młodszego o kilka lat od siebie Witolda. Można wyobrazić sobie, ile ją kosztował dramat ich rozstania, „bo cygańska żona nie zostawia swojego męża”, nawet jeśli go nie kochała. W późniejszym czasie nawroty choroby były następstwem odrzucenia Papuszy przez jej rodzimą społeczność. Nigdy nie opuszczało cygańskiej poetki poczucie, że całe zło w jej życiu wzięło się z poezji, z tego, że nauczyła się czytać i pisać. Podczas jednego z ataków choroby Papusza spaliła wiele swoich wierszy, jej mąż Dionizy Wajs ocenia, że mogło być ich nawet trzysta.
Pozostało nam czterdzieści wierszy, przetłumaczonych i opublikowanych przez Jerzego Ficowskiego. To jemu zawdzięczamy, że możemy dzisiaj czytać i wzruszać się wierszami Papuszy. Ficowski odkrył w cygańskim taborze pokrewną duszę – poetkę. Dzięki niemu pozostały nam nie tylko te wiersze, ale i jej listy (pisane do niego samego i do Juliana Tuwima).
Dla Angeliki Kuźniak ważną rzeczą w pracy nad książką było dotarcie do archiwum Ficowskiego, udostępnionego przez żonę poety Elżbietę. Autorce Papuszy udało się także z rozproszonych źródeł złożyć 169 numerowanych stron pamiętnika Papuszy. Wiersze pisane były po romsku, ale listy i pamiętnik – po polsku. Autorka książki opowiadała o swojej kilkumiesięcznej drobiazgowej pracy, polegającej na mozolnym odczytywaniu (często przy użyciu lupy!) rękopisów cygańskiej poetki. Papusza jako samouk nie znała reguł ortografii ani obowiązujących kanonów zapisu, jakimi są marginesy i akapity, dlatego przedzieranie się przez labirynty słów było dla Angeliki Kuźniak sporym wyzwaniem. Lekturę utrudniały także liczne dygresje, zaburzające śledzenie głównych wątków utrwalonych piórem opowieści.
Co łączyło Jerzego Ficowskiego z Papuszą? Angelika Kuźniak nie ma wątpliwości, że wspierał ją duchowo, zachęcał ją do pisania. Był przyjacielem, pomocnym w trudnych chwilach. Cenił poezję Papuszy o wiele bardziej niż ona sama, niedoceniająca swojego talentu, mająca poczucie, że nie dorasta do wielkiego świata poezji i literatury. Ale to przecież dzięki swojej twórczości, spopularyzowanej przez Jerzego Ficowskiego, została przyjęta w poczet członków Związku Literatów Polskich.
Szczególną chwilą spotkania były wspomnienia Janusza Koniusza, byłego długoletniego sekretarza Lubuskiego Towarzystwa Kultury w Zielonej Górze. Zielonogórski literat jako jedyny ze zgromadzonych tego wieczoru w Sali Dębowej znał Papuszę osobiście, choć, jak zaznaczył, tylko powierzchownie. Janusz Koniusz przywołał ze swojej pamięci Czwartek Lubuski z 1958 roku z udziałem Papuszy, prowadzony przez Tadeusza Kajana. Była to zresztą jedyna wizyta poetki w Zielonej Górze. Papusza podczas tamtego spotkania niewiele mówiła, o wiele bardziej rozmowny był jej mąż. Janusz Koniusz dostrzegał tu dramat Dionizego Wajsa: absolutnie niemożliwe było dla niego zaakceptowanie roli „męża swojej żony”, która cieszyła się (niepojętym dla niego) uznaniem, stale umniejszał jej dokonania, nie rozumiał fenomenu jej sławy. Przyczyną była tu nie tylko jego apodyktyczna osobowość, ale przede wszystkim – mocno osadzone w tradycji kulturowe i społeczne uwarunkowania skrajnie patriarchalnej romskiej społeczności.
Janusz Koniusz wiele razy spotykał się z Papuszą w domu państwa Wajsów. Pamięta, że – jak na swój status osoby niewykształconej – poetka posiadała ogromną i rozległą wiedzę, którą zdobyła samodzielnie, bo bardzo lubiła czytać i ceniła sobie książki. Dzięki Januszowi Koniuszowi mogliśmy się także dowiedzieć, że ówcześni członkowie lubuskiego oddziału Związku Literatów Polskich długo zabiegali – z sukcesem – o przyznanie Papuszy stałego zasiłku, ostatecznie przyznanego jej przez ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza.
Zapytano także Angelikę Kuźniak o zbieżność jej książki z filmem Joanny i Krzysztofa Krauzów. Rzeczywiście, za sprawą romskiej poetki drogi reportażystki i pary reżyserów się zbiegły, autorka książki pracowała nad dokumentacją ich filmu i rozmawiała o Papuszy z Jowitą Budnik, odtwórczynią roli tytułowej w filmie, udzielając jej wskazówek.
alt
Robert Rudiak wspólnie z Angeliką Kuźniak próbowali uchwycić fenomen Papuszy żyjącej w dwóch światach: w kulturze cygańskiej i polskiej, na wsi i w mieście, prowadzącej koczowniczy tryb życia i osiadły. Można raczej powiedzieć, że żyła ona nie tyle w dwóch kulturach i dwóch światach, ile – pomiędzy nimi. Nie mogła się odnaleźć wśród Polaków, a przez swoich była izolowana, co bardzo przeżywała. Angelice Kuźniak udało się sprostować powszechne przekonanie: Papusza, choć odrzucona, nie była przez Romów skalana, jej społeczność nie rzuciła na nią klątwy. Uznano, że już dostatecznie ukarał ją Bóg, zsyłając na nią chorobę psychiczną.
Na pytanie Roberta Rudiaka, czy poetka mogła mieć jakieś życiowe motto, wskazówkę, której mogła być wierna – Angelika Kuźniak odpowiedziała: nie wiem. Są to znamienne słowa, bo jakże często padają one w odpowiedzi na pytania o wiele faktów z życia Papuszy. To dlatego autorka napisała opowieść o jej życiu słowami samej poetki, która już za swojego życia była skazana na legendę. Swoi już jej nie ufali, a obcy – jeszcze nie potrafili poradzić sobie z dzielącą obie społeczności kulturową barierą. Papusza Angeliki Kuźniak, czyniąc krok w stronę prawdy o poetce, tę barierę skutecznie przełamuje.

Joanna Kapica-Curzytek