Start Varia Kto czyta, nie jest samotny (II)

Kto czyta, nie jest samotny (II)

Jaś i Małgosia
Mariuszowi Bojarowi
 
Pomyślałem ten wiersz z Szymborską w dłoni. Pomyślałem, bo często przed napisaniem wiersza jest myśl, pomysł na niego. Jechałem pociągiem do pracy z przyjacielem. O czym mogą rozmawiać kolejarze, którzy spotkają się w drodze? My często opowiadamy o tym, co ostatnio czytaliśmy. On mówił o tekście Ingi Iwasiów w „Tygodniku Powszechnym”, ja o refleksji s. Marii Grażyny od Ducha Świętego i Matki Kościoła OCD w artykule Tajemnice Bogurodzicy Maryi w „Głosie Karmelu”:

Święta Teresa od Jezusa zwracała szczególną uwagę na wyrzeczeniu się wszystkiego, co nie prowadzi do Boga, a nawet na wyrzeczeniu się własnego „ja”. Doświadczenie ikonograficzne podpowiada nam, że nie można pisać ikon, będąc jednocześnie skoncentrowanym na sobie, na własnych odczuciach, przeżyciach, wrażeniach, na własnej woli, na własnej woli wizji obrazu.
Mówiąc o tym, zastanawiałem się, czy taka postawa jest możliwa podczas pisania wierszy. Poeta, który rezygnuje z „ja”? Pewnie jest, ale chyba rzadko. Rozmawialiśmy też o pośmiertnie wydanym zbiorze wierszy Wisławy Szymborskiej Wystarczy. „Przeczytałem go już trzy razy, więc mogę ci go pożyczyć” – powiedział.

  Nie przybywa gromadnie.
  Nie zbiera się tłumnie.
  Nie uczęszcza masowo.
  Nie obchodzi hucznie.
 
Kartkowałem, jak mam w zwyczaju, książkę, szukając jakiejś frazy. Krótkie wiersze przeczytałem w całości. Między innymi Do własnego wiersza:

  W najlepszym razie
  będziesz, mój wierszu, uważnie czytany,
  komentowany i zapamiętany

  W gorszym przypadku
  tylko przeczytany.

Rozmawialiśmy też o tym, co ostatnio się wydarzyło w naszym życiu. Kiedy opowiadałem o spacerach na plażę moich córek z dziećmi z domu dziecka nad jezioro, pomyślałem o małym chłopcu z ich opowieści, że to dobry temat na wiersz. Wiedziałem od razu, że będę miał z nim kłopot. Wszak cykl moich „Pocałunków Judasza” otwiera wiersz „Ars poetica”:

  nie przeklnę
  dla potrzeb wiersza
  moja żona mogłaby go przeczytać
  sztuka nie jest najważniejsza.

Dalekie to od moich pierwszych fascynacji poetyckich, od Rafała Wojaczka: „mój brat byłby skurwysynem / gdyby nie był moim bratem”. Gdybyż on wiedział, że uważam go za jednego z największych liryków XX w. Czytałem w tamtym okresie także wiersze Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, której wybór poezji przyniósł do domu mój brat. Dwa światy poezji. Rozdarcie jest częste w moim życiu. Nieraz staję tyłem, często patrzę w niebo.
Już raz przeżywałem podobne uczucie. Szedłem przez most nad Wisłą w Toruniu z aparatem fotograficznym w dłoni. To był stary FIED. A tak przy okazji, skrót ten pochodzi od Feliksa Edmunda Dzierżyńskiego. Na końcu mostu są schody prowadzące do ulicy przebiegającej pod nim. Na ścianie przy zejściu był napis, który zamierzałem sfotografować, ale zastanawiałem się, czy powinienem go utrwalić. Zacząłem rozumieć, co mogą czuć twórcy, którzy przekraczają granice. Ile wolno zrobić dla sztuki? Zdjęcie, które wykonałem, nie jest działem artystycznym. Widziało je dotychczas kilka osób, a od tamtego dnia minęło sporo lat. Napis: „Jezus nikomu nie powiedział spierdalaj.” podczas konserwacji mostu został zamalowany. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, odczytałem to jako wyrzut skierowany do mnie. Nie jestem wolny od złych słów. W nerwach, w złości potrafię użyć słów, których należy się wstydzić. Mógłbym usprawiedliwiać się, że już chyba w drugiej klasie szkoły podstawowej często używałem słowa wulgarne. W jednym zdaniu po kilka, a że często się wymądrzałem, to i okazji było wiele. Pamiętam, jak moi koledzy raz zwracali mi uwagę, kiedy indziej śmiali się ze mnie. Dlaczego tak było? W moim domu najbliżsi nie przeklinali. Czy ktoś oprócz mnie utrwalił na fotografii toruńskie graffiti? Zdjęcie to tylko dokument. A może ktoś patrząc na nie, namalował obraz? Byłby obrazoburcą? Można by jego wystawienie uznać za podstawę do protestowania? Moich uczuć religijnych nie można obrazić, bo uczuciem religijnym chrześcijanina jest miłość, a miłość się nie obraża. Wiem, miłość też nie przeklina, ale moja miłość niedoskonała jest. Teraz na tym moście wiszą kłódki z imionami zakochanych. Jasia i Małgosi wśród nich nie znalazłem. W moim wierszu, inaczej niż w baśni, bohaterowie nie są rodzeństwem, a imię jednego z jego z bohaterów jest prawdziwe. On mógłby być jej wnukiem. Obydwoje nie wiedzą, że pozują do wiersza. Ciekawą interpretację baśni napisała Kinga Mazur, poetka z pokolenia moich dzieci:

  Tych dwoje tak naprawdę
  nie było zgodnym rodzeństwem
  – chłopiec często ciągnął siostrę za warkocze
  które mama zaplatała
  na przekór Małgosi
  i jej cienkim włosom

  czarownica – owszem
  miała domek z pierników
  ale nie były one
  pierwszej świeżości

  Jaś połowę bajki
  spędził w wychodku
  ale potem do tego się
  nie przyznawał
  – podobnie zresztą
  jak do operacji plastycznej uszu

  Małgosia zaś po bajce
  wyremontowała domek
  czarownicy
  i adoptowała jej kota

Na początku miał być to wiersz tylko o Jasiu. Kiedy o nim usłyszałem, zrobiło mi się smutno. Wszytko, co zamierzałem napisać, wystarczyłoby na trzy, cztery wersy. Chciałem nadać mu tytuł Pierwsze słowa i tak miał się zaczynać. Potem przypomniała mi się Małgosia. Już po napisaniu wiersza dowiedziałem się, że wyjechała z rodziną do Szkocji.

  Jaś i Małgosia

  pierwsze słowa
  małego Jasia
  który trafił
  do domu dziecka
  to mama i chuj
  sam nie jestem bez winy
  pamiętam
  jak dziesięcioletni
  z rówieśnikami
  uczyłem dwuletnią
  Małgosię
  mówić kurwa
  i ile mieliśmy radości
  gdy wymawiając
  słowo je zniekształcała

Istnieje napięcie, cienka granica między wolnością sumienia, a byciem Judaszem. I poeta może zdradzić.

  Judasz napisał kolędę
  opłatek trzyma w dłoni
  kiedy wzejdzie pierwsza gwiazda
  będzie prosił o przebaczenie
(Wigilia Judasza)

Nie podobał się ten wiersz s. Grażynie. Poznaliśmy się w pociągu. Rozmawialiśmy od Łodzi do Sosnowca. O poezji, o Kościele, o „Tygodniku Powszechnym”, o Edycie Stein, o nas. Siostra Grażyna jest karmelitanką bosą, autorką biografii św. Rafała Kalinowskiego, pisze wiersze, pisze ikony. Stąd lektura cyklu jej artykułów w „Głosie Karmelu” i myśl przytoczona na początku tego tekstu. Czy wolno mi było napisać ten wiersz? Czy jakimś wyjściem jest ucieczka w krótki esej? Skoro nie wybrałem ani trzeciej, ani czwartej propozycji Szymborskiej dla wiersza:

  Trzecia możliwość –
  wprawdzie napisany,
  ale po chwili wrzucony do kosza.

  Masz jeszcze czwarte wyjście do wykorzystania –
  znikniesz nienapisany
  z zadowoleniem mrucząc coś do siebie.

Nie jestem zadowolony. Może powinien pozostać tylko Jaś? I to bez imienia?

  Pierwsze słowa
  małego chłopca
  który trafił do domu dziecka
  to mama i kurwa.

Oto mam dwa wiersze, można pomyśleć alternatywne. Który wybrać? Lubię i krótkie wiersze, i baśnie.

Ucieczka w inny tekst, w nie wiersz. Przypominając sobie myśl Jerzego Stanisława Leca „Łatwiej powiedzieć na kogoś k...a, niż być nią”.

Pocałunek Judaszów zamyka usta poetom.
alt
Mirosław R. Kaniecki