Start Varia Finał III Konkursu "Debiut poetycki Pro Libris"

Finał III Konkursu "Debiut poetycki Pro Libris"

Biblioteka Norwida po raz trzeci przeprowadziła Konkurs „Debiut Poetycki Pro Libris”, mając na celu zachęcenie młodych autorów do tworzenia poezji, do rozwoju własnego talentu oraz stworzenie możliwości zaistnienia w regionalnym środowisku literackim poprzez debiut wydawniczy.
Podobnie jak w ubiegłych latach Konkurs spotkał się ze sporym zainteresowaniem młodych poetów, a poziom nadesłanych przez nich wierszy był różnorodny. Do organizatorów wpłynęło 14 zgłoszeń, spośród których Jury 31 listopada 2012 r. wybrało laureata. Został nim Konrad Krakowiak (godło Good Will). Laureat wywodzi się z Lubska, rocznik 1979. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Zielonogórskim. Jest dziennikarzem TVP Info i prezenterem programu „Raport z Polski”. Jako poeta debiutował w 2001 r. w antologii Wszędzie jest środek świata, wydanej przez Zielonogórski Ośrodek Kultury i lubuskie „Nadodrze”. W świecie, który jest dla niego zbieżnością przeciwieństw, poszukuje wspólnych praw, zachowań i uniwersalnego języka, dzięki którym byłoby możliwe wzajemne, pełne zrozumienie rzeczy.

To poeta nieba zaczytany w poezji życia, artysta pełen ciszy i krzyku. Może dlatego jest mu tak bliska myśl Carla Sandburga, że poezja to pisanie dziennika przez istotę morską, mieszkającą na ziemi i pragnącą latać.

Wyjątkowo ceni twórczość Wisławy Szymborskiej, Julii Hartwig czy Tadeusza Różewicza, ale też amerykańskich poetów: Walta Whitmana, Emily Dickinson, Roberta Frosta. Nagrodą w konkursie jest publikacja wierszy w formie tomiku poetyckiego, wydanego przez oficynę Pro Libris   w nakładzie 200 egzemplarzy. Na kolejnych stronach publikujemy wybrane utwory uczestników Konkursu.

Konrad Krakowiak (godło Good Will)

Balansującalt
Balansuję jak linoskoczek
na linii rozpiętej między styczniem 1979 roku a…

Z jednej strony już nic,
z drugiej jeszcze nic.

Spacer zachwycający,
ale pełen lęku.

Pośród chmur
stawiam kolejny krok,
małą myśl

(może opadnie kiedyś z deszczem,
zmyje komuś twarz).

Nie obawiam się potknięcia,
marnej kondycji ciała.

Niepokoi tylko niewiadoma celu
i zgarbiona postać przy linie.

W ręku ma nożyce,
na twarzy uśmiech trudny do rozgryzienia.

Ciekawość

Na biurku w klasie model DNA
Kolorowe łańcuchy
Drabinki
Mostki

Tu adenina
Tam tymina
Guanina i cytozyna w szczerym uścisku

Z tego będą dołki w polikach
Z tamtego zielone oczy
Rude włosy i pieprzyk na ramieniu

Są niewidoczne zmarszczki
I proste plecy
Rekord na sto metrów
I piątka na świadectwie

Zamiast skrzeli
Płuca
Zamiast płetw
Dwunożność
Fałdy nad oczami przegrały z gładkim czołem

Model z dwustu kolorowych klocków
Prosty
Stabilny
Doskonały
Aż kusi by wyjąć jeden element

Mirosława Szott (godło zatrudnię mistyka)

granica

psycholog wytrwale diagnozuje
tłumaczę
od kilku lat nie odróżniam snów od wierszy
nie dlatego że tym pierwszym
spodobało się objawiać
stroficznie

mają ten sam zwyczaj
znikać w towarzystwie
rannych ptaków

Zamek

            Któregoś dnia
                rozgrzebaliśmy gniazda snów nad rzeką.

                                                            Tomasz Różycki
baliśmy się o panią Różę
przychodziła jako geometra
była tu wczoraj przed świtem
w aksamitnej granatowej bluzce
zlecono jej drobne pomiary
drzwi i okien Zamku
z pachnącej jak różaniec cegły


projekt

czasami zastanawia mnie
czy w ramach projektu
mniej błędów mniej krzywd
można by
tuż po urodzeniu
usuwać chirurgicznie
narząd mowy


sierpień

mają zbyt wiele wspólnych książek
żeby się rozstać
razem uważają że sierpień jest natarczywy
przejście fazowe między nim a nią
wywołuje deszcz
czytają wiersze w których
trener uczuć
głosuje na partię gołębi
idą dalej przez duszny las
a drzewa obejmują się nieśmiało


lęk
                              Annie Tokarskiej
na ulicy ciemno
spotkałam poetkę
kupowała róże w środku dnia
nie zapytałam co słychać
bo kot przyglądał się nazbyt lękliwie
powrót do siebie
miał coś z umierania


Anna Ledwoch (godło Kustosz pamięci)


Iustitia

Ukryta w głębinach
Rozświetla mroki oceanu.
Osiadła na dnie duszy
Roztacza dobro z niewidzialnego
Jak perła, której poszukujesz.
Zamknięta w muszli,
Ta, o której wiesz, że jest
Nie wiedząc gdzie.
Sprawiedliwość
Jak szum wzburzonych fal,
Którego nie zagłuszysz
W sztormową noc.


Łzy aniołów

Anielskie łzy spadają
Na mieszkańców ziemi
jak ryż na szczęście
młodej pary,
jak płatki dzikiej róży
tańczące jeden raz,
nim spoczną.
Myślisz – deszcz,
Lecz nie,
To tajemnica niebios,
gdzie spadnie łza
wyrasta z serca
szlachetny krzew
- niebieski da.
Virtus.


Monika Elżbieta Murańka (godło ariel)

Kontemplacja

Cień moich palców
Na niezgrabnej kartce
 
Pióro jest tylko
przedłużeniem palców
 
Atrament jak krew błękitna
Szlachetnie ścieka z pióra
 
Czysta karta zapełnia się
Od niechcenia
Pejzażem atramentowych strug
 
Nagle wypisany deszcz
broczy blady pergamin palców
 
Życie to okrąg
Pełen przypadków


Laboratorium

Świat Twój Panie w jednej kropli zamykają
W fiolce metalowych wspomnień
Kapsułkę szczęścia między oczy wciskają
Trują chemicznymi prawdami
 
Z zakłamanym uśmiechem mówią
o postępach swej pracy
By na nowo złożyć ofiarę
W imię Rozwoju – nowego boga
 
Zakładają białe rękawiczki z gumy
Łudząc się ze ręce pozostaną czyste
A wszystko po to by ulepszyć 
to co doskonałe


Maciej Maciejewicz (godło Gustawson Maciejewicz)

* * *
Siedzisz patrząc znudzony
W szare lustra okien
a za nimi
tani film codzienności

Wykrzywione aktorki jak lipy
odsłaniają nagie ramiona
odwykłe od uwagi
przywykłe do pożerania
wzrokiem ich intymności

Ospali aktorzy jak dęby
odsłaniają sękate torsy
odwykli od godności
przywykli do rozdzierania
pazurami ich piękna

Zszarzała scena jak trawa
odsłaniająca źdźbła desek
odwykła od pieszczot
przywykła do twardych kroków
aktorów bez pasji

Siedzisz patrząc znudzony
W szare lustra okien
a za nimi
tanie porno codzienności


2. NOCNA IMAGINACJA
                                                 M. K. – dedykuję

Mglistej nocy ścianę
muskam opuszkami palców
kreując pejzaże imaginacji
improwizując światy wyobraźni
na szorstkiej tapecie gwiazd

Promień latarni podwórza
co przez szpary firanki
sitem oczek przesiany
boskie refleksy oknem oka wpuszcza
w głąb jaźni nocnej
marzeń co śpią za dnia
Sowy pierzaste umysłu


I muskam twe włosy
delikatnie ustami dłoni
i słodkie dźwięki harfy
płyną nam w uszy serca
wtuleni w pięciolinię własnych ciał
podnieceni akordem oddechów
na przemian szybko-wolnych
jak w zakazanej wariacji

Skazani na siebie
w cierpieniu dłoni splecionych
muskamy mglistą nocy ścianę
improwizując szaleńczo
Małą Miłość
skazaną na Wielką Klęskę


Aleksandra Biela (godło Królowa Śniegu)

* * *

brakuje mi słów
nie potrafię nazwać własnych
uczuć
przelać natrętnych myśli
na papier
nie pomaga grzebanie
w zakamarkach umysłu
ani pociąganie za język
nawet na jego końcu
nie czai się
nic konkretnego
serce niczego nie podpowiada
rozum też jakby o mnie
zapomniał
(i tak nie byłoby tu
dla niego miejsca)
chyba kiepska ze mnie
poetka
skoro nie znam
słów które opisałyby
pustkę


* * *

chcę żyć w zgodzie
z ludźmi
dlatego
z pokorą przyjmuję
wszystkie złe słowa
znoszę
uderzenia
rzucanych kamieni
nadstawiam drugi policzek
czując jeszcze dziwne pieczenie
na pierwszym
nie odpieram ataków
nie bronię się
pozwalam dmuchać sobie w kaszę
wysłuchuję wszelkich zastrzeżeń
które potem
w nieskończoność brzmią w moich uszach
i dopiero wieczorem
przykładając zbyt ciężką głowę
do poduszki
uśmiecham się cierpko
przez łzy


Ewa Roszak (godło blady świerszcz)

Rzewność przedletnia

Kiedy zachód płacze,
toną jabłonie bez kwiatów
w kroplach rozpaczy.

Dni mijają powolnie,
treli nie słychać prawie,
smutek podcina żyły.

Kołyszą się drzewa,
lekko tańczą z wiatrem,
pijane.

A małe stawy na ulicach,
od lewej do prawej
przelewają
melancholii czarę ciężką.

Dna druzgocące biją po twarzy,
dotkliwie rzeźbiąc rany
na nowo.



Persona z wątłej pozytywki

plastrem miodu wciąż wyraźnym
byłeś podzielonym na tysiące słów,
choć nie czuję tego głodu,
czarnym palcem zapisuję znak.

zmęczonym okiem wykrzykuję
jak przysięgę poznany trend, któremu jestem 
                                                   posłuszna,
na niezgodę haustem zagłuszam
uniżne wołanie.

z oddali nuty szeleszczą pomyślnie,
zatrwożona bywam mniej i więcej
zależnie od sezonu na rodzaj łez.


Andrzej Jaczewski (godło Szekspir)


Puste pole, las w oddali.
Wołam, może ktoś usłyszy.
Nikt nie słyszy, serce pali.
Sam jedyny pośród ciszy.
Nikt nie słyszy, puste pola.
Echo się wśród pól tych niesie.
Jaka w życiu moja rola?
Co wołanie mi przyniesie?
Nikt nie słyszy, tylko las.
Stać i wołać, ile mogę?
Nic to nie da, leci czas.
Pora mi wyruszyć w drogę.
Będę szedł w stronę lasu.
Głucha cisza mnie poniesie.
Będę szedł choć mało czasu.
Co mnie czeka w tamtym lesie?
Las zielony mnie pochłonie.
Między drzewa się skryje.
Nie ma pustki, serce płonie.
Już wiem po co żyję.



Naprzeciw bestii stanął dzielny rycerz w zbroi.
Miecz dzierży w dłoni i tarczę przy boku.
Choć smok straszny i wielki, on się go nie boi.
Spojrzał mężnie na niego i rzekł: Walcz smoku!
Poczwara oczami przewróciła ze złości,
Ogniem siarczystym strzeliła w wojownika.
Rycerz stał za tarczą pełen gotowości.
Poczuł jak ciepło przez tarczę przenika.
I ruszył hamując płomienie gorące,
Ruszył pełen wiary, nadziei i męstwa.
Niebo było czyste i świeciło słońce,
Znak dla wojownika, znak dla zwycięstwa.
Gdy smok zobaczył, że ogień nic nie wskóra,
Wykonał skok na zbrojnego bohatera.
Czas jakby się zatrzymał, zalśniła smocza skóra.
Wojownik był pewien, że oto już umiera,
Lecz szybko oprzytomniał i uskoczył na bok.
Zgubił tarczę, lecz miecz trzymał w dłoni.
Wstał prędko na nogi i wykonał skok.
Zadał cios potężny, tuż po bestii skroni.
Stwora aż zaćmiło to nagłe uderzenie.
Wojownik walnął ponownie w kark, aż gruchło.
Zamglone smocze oczy, na pysku zdumienie.
Rycerz dumnie stoi, a obok smocze truchło.


Sebastian Obszański (godło Jaki Many)

Baśń o którą prosisz


Prosisz mnie o starożytną baśń, chcesz ją usłyszeć. 
Lecz ja znam ich wiele, zbyt wiele, by Ci opowiedzieć. 
O bohaterach którzy marnie skończyli…
o wielkich miłościach gasnących w ciągu jednej chwili…
oraz te w których wszyscy długo i szczęśliwie żyli
Znam te o wielkich bohaterach,
którzy mając przed sobą niejedną  przeszkodę szli dalej,
i kusili los aż w końcu dopełnili swój żywot. 
Za życia w chwale, w śmierci zapomniani, umierali sami.
Znam te o gorących miłościach jakich nie znał zwykły świat.
O wielkich kochankach których imiona zna tylko wiatr.
O namiętnościach jakie przeżywali.
O próbie czasu, wierności którą przegrali.
Znam też o prostym człowieku, który podążając za marzeniami,
Zaufał sercu i jego wymysłami. 
Choć przez innych odrzucony, niechciany
Osiągną to czego wszyscy inni od życia żądali.
Znam też tę historię innym nie znaną
O prostym człowieku który spełniając marzenia
Spotkał kobietę z sennego wyśnienia 
Lecz nie znam jeszcze jej zakończenia …


My młodsi z końca XX w.

My młodsi rocznika 90.
My nie wstydzimy się Jezusa
walczymy z laikami, wyznawcami Zeusa.
My co w naszych życiach widzimy terror.
My tak często walczymy o krzyż,
i twierdzą nam każdy próg
ale pomaga nam Bóg.
Pniemy się w wierze wzwyż.
Uczymy się Kochać.
Szukamy prawdziwej miłości,
samotny krzyk to nie dla młodości.
My nie chcemy w pustce szlochać.
Nie pragniemy cywilizacji śmierci
eutanazja i aborcja to słabszych morderstwa
to najciemniejsza grzechu warstwa.
W naszych sumieniach dziurę wierci.
My chcemy być dobrzy, szczerzy, prości
nie chorzy, bezduszni, kłamliwi, sami
przez szatana w życiu omotani
My przeżyjemy życie z Bogiem w radości.


Wojciech Wojnar (godło dysztych)



Limeryk ichtiologiczny


Ichtiolożka na wczasach w Angorze
swawoliła raz z morskim węgorzem.
Chociaż zapach węgorza
trochę klimat psuł łoża,
długie ciało działało niezgorzej.


Limeryk żywiołowy

Żyje śmiałek w pobliżu Pasłęka,
co żywiołów się żadnych nie lęka.
„Czymże bowiem” – powiada –
„są powodzie, tornada,
przy mej żony humorach i jękach.”


Bartosz Konopnicki (godło Falco)


Esencja

Ziarna piasku
przesypują się
energicznie i wytrwale
 
przewijają się przez życie
ludzie
i rożne stworzenia
 
ludzie upadają
powstają
o własnych siłach
 
dzień noc
poranek wieczór
cisza i wiatr
 
z glinianego kubka gorącej herbaty
leniwie wypływa mgła
i znika w przestrzeni


Słowa

zanurzona w miękkim fotelu
nie goni za lawiną słów

używa ich z ciepłem
wyczuciem

opowiada o wypiekach
Starsza Kobieta
o składnikach
o słodkim finale

rozdaje naokoło wspomnienia
fotografie pamięci
rozsiewa ziarna słów z przeszłości
które wykiełkują w przyszłości

Starsza Kobieta
z lekkim zdziwieniem obserwuje ludzi
którzy gonią za chwilą
wylewając potok niepotrzebnych słów

Starsza Kobieta żyje chwilą



Julia Snarska (godło Marionetka)

Do pokoju na świecie

Kiedy cię na świecie braknie,
solidarność ludzka blaknie,
wszyscy ludzie się mordują,
chore poglądy manifestują.
Za chleb odbierają życie,
tylko ciebie pragną skrycie..
Twój brak jest wynikiem wojen,
ludzie tracą wiarę, w istnienie twoje.
Bez ciebie nie ma cywilizacji,
bez ciebie nie ma tolerancji.
Choć odchodzisz od ludzi
coraz większym krokiem,
chociaż jesteś coraz dalej
z każdym nowym rokiem,
to ja wierzę że nigdy nie zanikniesz,
i do totalitarnych krajów wnikniesz,
że ludzie docenią wagę twego istnienia,
że nie dojdzie do twego unicestwienia.


Marika Sobczak (godło LIRA)


* * *
wącham Zieloną Górę
niemiecka cegła wita zapachem stęchłej zieleni

kto sadził grusze w ogrodzie w środku miasta
przybysz czy pośpieszny uciekinier
czyj to smak
nie wiem

a co to za motor
to drzazga czy fetor spaliny


biały kot

nasza miłość przesiaduje na tarasie
bez nas
pije kawę w dwóch filiżankach
ostatnio częściej słodzi
próbuje osłodzić gorycz rozstania
nie odzywa się do nas żadnym słowem

strzeliła focha

na wypłowiałym fotelu sąsiadów
siedzi biały kot



Beata Matyasik (godło Beacia)



Świt radości

Radosna jest wiosna co roku

przegania mroźną zimę,

która zabawia się w malarza

i tworzy mnóstwo krajobrazów,

ale każdy mi to powie,

że wiosenna aura jest o wiele

piękniejsza budzi całą przyrodę,

która zaklina każdy dzień, aby przybył świt.


Dziadek


Wielkie pokolenie pamięta

swoje dzieciństwo z czasów

drugiej wojny światowej

nie ma już rodziców i został sam

przez lata uczy się od obcych

poznaje ukochaną i powstaje

drzewo pokoleń przychodzą

wnuki, prawnuki a Jemu pozostają

same przyjemne chwile wspomina

na ławce w ciszy pierwszych oznak

wiosny zabawy w towarzystwie

nie swoich dzieci, które poszły w świat

a w podziękowaniu ma młodziutkie

pokolenie, które rozjaśnia jego szary

dzień wie, że to jest jakiś nowy początek na lepsze jutro.
Ewa Mielczarek