Start Varia Milczenie

Milczenie

Poza granice języka
Komunikując się z innymi, koncentrujemy się przede wszystkim na słowach i wypowiadanych zdaniach. Staramy się dobierać słowa, aby wyraziły możliwie jak najlepiej to co chcemy wypowiedzieć. Świat pełen jest słów, zapełnianie nimi pustki tylko dla samego mówienia jest cechą naszych dzisiejszych czasów. Przekaz medialny nie znosi ciszy, odzwyczaja nas od niej. Słowa toczą się łatwo i szybko, przez co tracą na swoim znaczeniu. Dlatego zbyt mało wokół nas i w nas milczenia. Coraz mniej jesteśmy z nim oswojeni. W ciszy coraz częściej czujemy się nieswojo, dlatego by ją przerwać – wolimy powiedzieć cokolwiek, by milczenie nam nie ciążyło i nie przeszkadzało. Rzadko też zastanawiamy się nad istotą i wartością milczenia. Nie zauważamy jego sensu i nie doceniamy siły jaką może ono mieć.
A przecież są także za pomocą milczenia kształtowany jest nasz język i określane są jego granice. Stajemy się ich świadomi, gdy tylko napotykamy mur milczenia. Dla Ortegi y Gasseta „Język jest ograniczony kordonem niewysłowienia”. Także Ludwig Wittgenstein wskazywał na obecność milczenia wszędzie tam, gdzie czegoś wypowiedzieć się nie da. Milczenie dotyka granic języka, ale jednocześnie sprawia, że jesteśmy w stanie poza granice języka wyjść. Co zatem daje się wyrazić, gdy milczymy?

Obecność milczenia nie jest tylko prostym przeciwieństwem obecności słów, ich nie-zaistnieniem. Milczenie – z założenia pozbawione formy językowej – jest tak samo skomplikowaną kwestią jak wszystko, co związane z językiem i jego funkcjonowaniem w świecie. Milczenie dotyka pozajęzykowej rzeczywistości, dlatego ma więcej znaczeń i dociera o wiee głębiej, niż słowa. Jest formą pozawerbalnej komunikacji. Tak samo jak to, co wypowiadane – ma swoje znaczenie i może być sposobem przekazania jakiegoś komunikatu. Z tego powodu, że milczenie wolne jest od ograniczeń języka, może nieraz wyrazić dużo więcej. Każdy z nas doskonale wie, że w wielu sytuacjach zamiast słów – lepszy i bardziej wymowny jest gest, dotyk, symbol. Często zdarza się, że milczenie zbliża bardziej, niż jakiekolwiek z wypowiedzianych słów.

Przyczyny milczenia
Jeśli milczymy, nasze milczenie może mieć wiele powodów. Może to być świadome zamknięcie się w sobie, „wewnętrzna emigracja”, izolacja wobec otaczającego świata i rezygnacja z komunikowania się. W tej sytuacji decyzja: „wybieram milczenie” jest, podobnie jak mówienie, aktem intencjonalnym. Można w ten sposób wyrazić sprzeciw wobec otaczającego nas krzykliwego i hałaśliwego świata, zalewu słów bez pokrycia, paplaniny i gadulstwa gdzie wszyscy mówią o wszystkim bez zahamowań. Milczenie staje się wtedy barierą, za którą jesteśmy w stanie się ukryć. To mur obronny, wewnątrz którego chronimy nasze wnętrze. Milczenie pomaga nam je ocalić i zachować.  
     
Milczymy też, bo nie wiemy co powiedzieć, nie jesteśmy pewni, czy będziemy w stanie dokładnie wyrazić siebie i swoje myśli. Czujemy, że żadne, nawet najstaranniej dobrane słowa nie będą odpowiednie. Boimy się kogoś skrzywdzić, obawiamy się nieporozumień i wyrzą- dzenia komuś przykrości. To sytuacja, której doświadczają tylko ludzie wrażliwi, potrafiący wyobrazić sobie uczucia drugiej osoby. Ten rodzaj wrażliwości dzisiaj zanika. Sytuacje, gdy próbujemy znaleźć właściwe słowa i gdy decydujemy się na milczenie są do siebie podobne, bo w obu tych przypadkach trzeba umieć wczuć się z wrażliwością i wyobraźnią w położenie drugiej osoby. Podobnie jak nasze słowa – również i milczenie może kogoś zranić lub ocalić. Zrujnować lub zbudować czyjś wewnętrzny świat. Odebrać lub uratować komuś życie.  W każdym przypadku – radykalnie go zmienić.

Milczenie może być oznaką tego, że ktoś nie chce lub nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialości za wypowiedziane słowa. Świadomość konsekwencji naszych ewentualnych słów może być w niektórych przypadkach trudna do udźwignięcia. Jak ujmuje to Pierre Beaumarchais: „Azylem dla prawdy niebezpiecznej jest milczenie”. Wolimy milczeć, omijać rzeczy dla nas niewygodne, bo tak jest dla nas bezpieczniej. Wolimy też milczeć, bo jesteśmy taktowni, pewnych rzeczy wypowiedzieć nam nie wypada albo nie wolno. W każdej kulturze jest takie symboliczne terytorium, na które nikt  nie wstępuje:  to tabu. Usankcjonowane odwieczną tradycją pole milczenia,  które może się zamienić   w wyspę zła i sprowadzić na nas nieszczęście, gdy naruszymy jej gorliwie chroniony obszar nieopatrznie wypowiedzianym słowem.

Wolimy też milczeć, bojąc się niezrozumienia i odrzucenia. Wycofujemy się w głąb siebie. Zranieni, strzeżemy swojego świata, nie życząc sobie, aby inni mieli do niego dostęp. Milczenie wyznacza więc ściśle granice naszej prywatności. Pomaga nam utrzymać autonomię i odrębność wobec otaczającego świata. Naszą osobność.

Bez oporów i ciągle mówić będą tylko ci, dla których słowa mają niewielką wartość, którzy nie przywiązują do nich wagi. Nie dostrzegają oni zależności między wypowiedzeniem słowa i dotrzymaniu go. Częściej milczą więc ci, którzy świadomi są znaczenia wypowiadanych słów. Odczuwają obawę przed konsekwencjami ich wypowiadania. Pamiętają o tym, że raz wymówione słowo jest nieodwracalne. Coraz rzadziej się o tym pamięta.

Gdy komunikujemy się z innymi w sferze publicznej, milczenie też ma swoistą wymowę. Lepiej jest milczeć na swój temat wobec obcych ludzi, bo przecież nie o wszystkim można i trzeba mówić każdemu. Jednak dzisiaj otwarte mówienie o sobie postrzegane jest jako zachowanie przystające do nowoczesnego, hałaśliwego świata, w którym inni też bez zahamowań mówią o wszystkim, sami przy tym zmuszając nas do mówienia. Źle się dzieje, gdy milczymy wobec napastliwości i zaborczości innych osób. Nie stawiamy im żadnych granic, pozwalając im wtargnąć w nasz świat, zawłaszczać go i niszczyć go nadmiarem słów, burzyć nie tylko naszą wewnętrzną równowagę, ale i zewnętrzny ład.

Mur milczenia
Nie w każdej sytuacji sprawdza się więc powiedzenie, że „mowa jest srebrem, a milczenie – złotem”. Nie zawsze tak bywa, że milczenie okazuje się lepsze od słów. Zdarza się, że odgradzanie się od innych murem milczenia może okazać się dużo bardziej dewastujące, niż jakiekolwiek słowa. Źle jest milczeć wtedy, gdy zakładamy, że ktoś nasze milczenie zrozumie właściwie i domyśli się przyczyn naszego milczenia. To bodaj najczęściej popełniany błąd w komunikowaniu się z innymi, zwłaszcza bliskimi osobami. Tam, gdzie nie padają żadne słowa, gdy uporczywie unikamy komunikowania się, milczenie tworzy coraz bardziej nieprzekraczalną i gęstą barierę, odgradzającą nas od innych kordonem bolesnego nieporozumienia. Choć nie pada tu żadne słowo, rodzi się niepewność, po obu stronach narasta emocjonalne napięcie, które może nieodwracalnie zamienić się w otwartą wrogość. W tym miejscu rację ma Søren Kierkegaard, że „najpewniejszym z milczeń jest nie milczeć, lecz – mówić”. Dobrze jest wiedzieć na pewno, co kryje się za milczeniem drugiej osoby. Zbyt łatwo jest odczytać je błędnie i lepiej milczenie przerwać. Dopiero gdy dobrze poznamy przyczynę milczenia drugiej osoby – wtedy możemy zamilknąć i my.

Wspólna przestrzeń i kontemplacja
Maria Szyszkowska zauważa: „Trzeba czuwać nad zachowaniem proporcji między naszym światem wewnętrznym a językiem, który wyraża to, co w nas tkwi.” To jeden ze sposobów na ocalenie naszego wewnętrznego świata i naszej indywidualności. Zachowanie tych proporcji dotyczy także naszego milczenia. To trudne, szczególnie w sytuacji, gdy prawie nigdy nie jesteśmy pewni, kiedy można powstrzymać się od słów, a kiedy coś powiedzieć. Często jest tak, że nie znajdujemy słów, aby wyrazić to, co dzieje się w naszym wewnętrznym świecie. Wtedy lepiej jest pozostać po stronie niewyrażalnego – i milczeć.
  
Benedykt XVI zauważył, że „w milczeniu słyszymy i poznajemy lepiej samych siebie, rodzi się i pogłębia myśl, z większą jasnością rozumiemy to, co chcemy powiedzieć, albo to, czego oczekujemy od drugiego, dokonujemy wyboru jak wyrazić siebie”. A zatem milczenie porządkuje nasz świat wewnętrzny i zewnętrzny,   pozwala nam lepiej go zobaczyć. Ucisza się chaos naszych myśli i łagodnieje związane z tym poczucie zagubienia i niepewności. Dzięki milczeniu lepiej poznajemy samych siebie, a to zawsze jest źródłem naszej wewnętrznej siły. Milczenie pomaga nam także w zrozumieniu drugiej osoby i otaczającego świata. To zadziwiające, jak wiele rzeczy daje się zrozumieć nie tylko za pomocą bogatych w treść słów, ale także za sprawą milczenia, które jest nieodłącznym elementem komunikowania się.

Milczenie w komunikacji to także rodzaj swoistej kontemplacji, dzięki której jesteśmy w stanie zagłębić się w myśl drugiej osoby, a także spojrzeć głębiej we własne wnętrze. Aby móc słuchać – trzeba zamilknąć, wyciszyć się, otworzyć wewnątrz siebie swobodną, wolną przestrzeń. Staje się ona wspólną przestrzenią wzajemnego słuchania, przekształcającą się w przestrzeń spotkania. To umożliwia pełniejszą i bogatszą relację międzyludzką, opartą na dialogu. Gdyby milczenie nie byłoby możliwe, nasza więź z innymi i otaczającym światem, budowana na słowie – byłaby niedoskonała i niepełna.
Joanna Kapica-Curzytek

(esej jest kontynuacją eseju Granice języka, opublikowanego w „Pro Libris nr 1-2/34-35 w 2011 roku).