Start Varia Granice języka

Granice języka

Językowy wszechświat

Jeśli coś o granicach języka możemy powiedzieć – to z pewnością to, że nie są tożsame z granicami naszego doświadczenia. Przykładem tego jest twórczość literacka. „Język ma ogromną moc stwarzania wszechświatów”, pisał filozof H. G. Gadamer. Język jako tworzywo literackie wykracza poza realia doświadczanej przez nas rzeczywistości. Jak się wydaje, jest to jedna z tajemnic wielkiej siły oddziaływania trwającego wiele setek lat fenomenu literatury. Zanurzamy się w jej wszechświecie, często nie zauważając, że to, co budzi nasze wielkie emocje, a nawet nieraz zmienia nasze życie – to są „tylko” słowa, w mistrzowski sposób utkane w literacką fikcję.
Kiedy rozmyślam o granicach języka, próbuję wyobrazić sobie ruchome granice stale rozszerzającego się wszechświata. Pod pewnymi względami natura języka i natura wszechświata wydają się być do siebie tak podobne. W naszej rzeczywistości ciągle przybywa nowych wydarzeń, doświadczeń, a nawet nowych przedmiotów. Rodzą się nowe słowa, powstają nowe pojęcia, pojawiają się nieznane dotąd wcześniej znaczenia i skojarzenia. Kombinacje słów, budujących nasze wypowiedzi przeważnie są wypowiadane po raz pierwszy w historii ludzkości. Nieprzerwanie powstają nowe wiersze, eseje i powieści – to są teksty, które jeszcze nigdy wcześniej się nie pojawiły. Ze skończonej liczby słów daje się stworzyć nieskończoną liczbę możliwych wypowiedzi. Ich ograniczeniem jest tylko horyzont ludzkiej myśli.
W ten sposób granice językowego świata – niczym wszechświat – przesuwają się i poszerzają. Ale to nie jest jedyne podobieństwo. Tak, jak nie można donikąd uciec z danej nam fizycznej rzeczywistości naszego świata, również nie da się wyjść poza językową rzeczywistość. Istnienie „w języku” jest zadaną koniecznością. Inaczej mówiąc, jako ludzie jesteśmy skazani na „zamieszkanie” w języku. Poruszamy się wewnątrz niego. Poprzez język poznajemy i postrzegamy otaczający nas świat. Próbujemy go zrozumieć i opisać za pomocą języka, jednakże to rozumienie i opisanie świata nie przebiega w każdym przypadku tak samo. Na językowe universum składają się tysiące językowych światów, którymi są różnorodne języki etniczne. I za sprawą tych języków kształtowane jest różnorodne widzenie świata, inaczej postrzegana jest rzeczywistość. Jak ujął to Ludwig Wittgenstein: „granice mego języka to granice mojego świata”.

„Nasze języki stwarzają filozofie”, zauważa Stanisław Lem. Rozważając to spostrzeżenie, zauważamy, że język i myśl są nierozerwalne. Ponadto – są ściśle powiązane z rzeczywistością, w której żyjemy. Struktura języka może zawierać w sobie poglądy na rzeczywistość, może też sprzyjać narzucaniu i utrwalaniu reguł społecznych: na przykład hierarchii związanej z płcią. Jednak język zmienia się pod wpływem nowych idei, będących wytworem myśli. Do niedawna w języku polskim były tylko takie słowa, jak np. psycholog, antropolog, itp. Teraz – mówi się już: psycholożka, antropolożka… To przykład, w jaki sposób język, myśl i rzeczywistość przenikają się nawzajem, wpływając na siebie i stale się wzbogacając.
 
Sięgnąć poza granice

Myślenie o granicach sprawia, że zaczynamy się zastanawiać się także nad tym, co jest poza nimi – czyli poza językiem oraz poza naszym doświadczeniem. Można przypuszczać, albo tylko przeczuwać, że poza granicami języka są jakieś obszary, których nie da się wyrazić żadnym znanym nam ludzkim językiem. To takie przedjęzykowe „pomyślenia” o niejednoznacznym kształcie – są one niewyrażalne nawet w języku logiki. Językowy niebyt. To jest trochę tak samo jak z naturą wszechświata: poza czasoprzestrzenią załamują się prawa nauki i przyrody, nie istnieje nic w znanej nam postaci, nie jesteśmy w stanie tam dotrzeć – ani mocą dotychczas zgromadzonej całej wiedzy, ani nawet siłą naszej wyobraźni.

A mimo to sięgamy, albo przynajmniej próbujemy sięgać poza granice języka. Tam, za nimi mieści się cała przestrzeń rzeczywistości, której nie jesteśmy w stanie wyrazić słowami. To nie tylko te nieodkryte jeszcze terytoria, ale także obszary – mogłoby się wydawać – doskonale nam znane. Odkrywamy kolejną granicę: oto przekonujemy się, że swoich doświadczeniach, o swoim wnętrzu i stanach emocjonalnych możemy powiedzieć tyle, na ile pozwala nam na to język. Wszyscy wiemy, jak trudno wyrazić słowami nasze osobiste wrażenia, subiektywne doznania zmysłowe, szeroką paletę emocji i odczuć estetycznych. Dla filozofów i językoznawców to tak zwane qualia, czyli nasze indywidualne wewnętrzne doświadczenia. Skrajnie subiektywne emocje, niemożliwe do wyrażenia słowami w żadnym języku znanym na Ziemi, ale jednak ze wszech miar prawdziwe. Istniejące, ale nie posiadające językowej formy. Starożytny filozof Salustios wyrażał przekonanie, że „słowa to tylko zasłony, a prawda jest czymś, czego się nie da wypowiedzieć ludzka mową – jest czymś, co jest niewyrażalne,  [aporreton]”.

Żadne środki wyrazu, metafory ani metonimie nie oddadzą naszego doświadczenia chłodu, ciepła, odczuwanego smaku czy odbierania barw. To doświadczenia skrajnie indywidualne. W tej sytuacji większość z nas wybiera milczenie lub posługuje się nieporadnie słowami, mając jednak świadomość, że nigdy nie trafią one w sedno. I znów docieramy do pewnej granicy. Z trudem przebijamy się przez pancerz języka, który nagle staje się „szerokoznaczny, mglisty, niedookreślony”, jak pisze Lem. Pomimo wielości słów i określeń – nie wystarcza do opisania tego wszystkiego, co odkrywamy w naszym wnętrzu.

Niektórzy starają się wyrazić tę przepastną głębię indywidualnych odczuć i przeżyć językiem poezji, próbując zmierzyć się z tym doniosłym egzystencjalnym problemem. Bardzo dobrze wyraża to wiersz Małgorzaty Hillar:

Nigdy się nie dowiem

Nigdy nie dowiem się
czy widzisz
tak samo jak ja
żółty łubin

Czy tak jak ja
czujesz
jego aksamitny zapach

Nie przekonam się
czy tak samo
słyszysz
szelest skrzydeł sowy

Nie sprawdzę
czy odczuwasz
to samo co ja
głaszcząc kosmatą owcę
Nigdy nie dowiem się tego
choćbym oglądała twoje palce
pod słońce
albo dotykała ich
wargami

Znajduję tutaj odzwierciedlenie nurtujących mnie od dawna wątpliwości: czy inni tak samo jak ja widzą czerwień? A może to, co ja nazywam błękitem – dla innych jest na przykład fioletem, albo zielenią? W tym przypadku granice języka przebiegają blisko granic naszej (samo)świadomości. Czym jest świadomość? Czym się przejawia i jakie są warunki dla jej zaistnienia? Jak w językowej formie uzewnętrznić nasze najbardziej wewnętrzne doznania? Jak logicznie udowodnić, że są one prawdziwe? To nierozwiązywalny jak dotąd problem, wpisujący się w zagadnienia jedności i odrębności ciała i umysłu. Być może trop wyjaśnienia granic naszej świadomości i fenomenu języka biegnie – według Rogera Penrose’a – w stronę zagadnień fizyki kwantowej. Fizyka kwantowa oraz zagadnienia istoty języka mają zatem ze sobą dużo więcej wspólnego, niż byśmy sobie wyobrażali...
Granice rzeczywistości
Nie tylko poezja dotyka zagadnień granic językowego świata, ale również czyni to nauka. Wcale nie jest wcale łatwo dopasować możliwości języka do istoty odkrywanych w nauce faktów. Szczególnie jasno widać to na przykładzie historii odkryć w fizyce. Stosunkowo łatwo było oddać obraz świata fizyki klasycznej przy pomocy języka potocznego. Natomiast postęp w fizyce współczesnej jest dla języka prawdziwym wyzwaniem. Jak zrozumiałym i przystępnym językiem opisać teorie pól kwantowych? Teorie unifikacyjne? Jak popularyzować zagadnienia kosmologii kwantowej? Widać to jasno, że język natrafia na zauważalne ograniczenia wobec złożonej natury rzeczywistości, która – jak zauważa Michał Heller: „wykracza poza nasze możliwości językowe, wyobrażeniowe i pojęciowe.”

A jednak za sprawą nowych odkryć zgłębiamy i poznajemy tę rzeczywistość, stale przekraczając horyzonty ludzkiej myśli i wyobraźni. Nieznane dotąd obiekty i zjawiska stają się nieodłącznym składnikiem znanego nam świata dopiero wtedy, gdy je nazwiemy i nadamy im językową formę. Za każdym razem, gdy stykamy się ze zjawiskiem dotąd nieznanym – zdobywamy się na wysiłek przekraczania granic języka, aby móc to „nieznane” nazwać i włączyć je w obszar po tej stronie granicy naszego języka. Językowy wszechświat poszerza się zatem zawsze, gdy zostaje pomyślane coś nowego, gdy daje się to zwerbalizować, nazwać i zdefiniować. Same nazwy rzeczy, dopóki nie zostaną powiązane z konkretnymi przedmiotami lub zjawiskami, są jedynie przypadkowymi słowami i jako takie nic nam nie mówią. Nabierają znaczenia dopiero wtedy, gdy zostają wypowiedziane w odwołaniu się do znanej nam rzeczywistości. Jest to moment doniosły: nagle w języku zjawia się to „coś”, co sprawia, że język „do nas mówi”, a to, co wypowiedziane sytuuje się po tej stronie granicy, we wnętrzu znanego nam językowego terytorium.

Granice języka i granice wszechświata są do siebie bardziej podobne, niż na pozór się wydaje. Wraz z Wielkim Wybuchem zaczął się znany nam wszechświat, jego czas i rzeczywistość,
którą jesteśmy w stanie poznawać i opisywać za pomocą języka. Chociaż język z racji swojej natury jest uwikłany w sytuację konieczności – wewnątrz jego mieści się wiele możliwości: nieskończona ilość sposobów wyrażania, opisywania i nadawania elementom rzeczywistości formy językowej. Zjawiska nienazwane natomiast nie istnieją w języku i nie da się o nich mówić. Są po tamtej stronie granicy języka, do której nie mamy dostępu.

Joanna Kapica-Curzytek