Start Varia Arnulfo Briceño: wszechstronny kompozytor i kolumbijski folklor

Arnulfo Briceño: wszechstronny kompozytor i kolumbijski folklor

Arnulfo Briceño Contreras (Villa Sucre, Kolumbia, 1938 – Tame, Kolumbia, 1989) – kolumbijski kompozytor i wykonawca muzyki folklorystycznej. Z wykształcenia prawnik i pedagog muzyczny; specjalizował się w ochronie praw autorskich artystów. Laureat licznych nagród muzycznych krajowych i międzynarodowych. Odbył wiele tras koncertowych po krajach Ameryki oraz po Europie. W 1978 roku w ramach jednej z nich odwiedził Warszawę.

Kolumbijska muzyka, kojarząca się głównie z folklorem, a to o nim będzie tu mowa, nie jest dobrze znana w naszym kraju. Tymczasem w tym roku przypada osiemdziesiąta rocznica urodzin jednego z najwybitniejszych kolumbijskich kompozytorów i wykonawców muzyki folklorystycznej – Arnulfo Briceño. Warto przybliżyć tę niezwykle wszechstronną postaci oraz jej twórczość, także ze względu na inspiracje kompozytora Europą oraz krótki polski wątek pojawiający się w jego biografii.
Arnulfo Briceño Contreras urodził się w 1938 roku w Villa Sucre, w departamencie Norte de Santander na północy Kolumbii. Był synem stolarza i muzycznym samoukiem: bardzo wcześnie nauczył się grać na gitarze, a już jako kilkunastolatek występował w zespole grającym vallenato, muzykę pochodzącą z regionu karaibskiego Kolumbii, w której dominującym instrumentem jest akordeon. Zespół, którego twórcą był Alfredo Gutiérrez, uznawany obecnie za jednego z najwybitniejszych kolumbijskich akordeonistów, zaczął wkrótce występować w telewizji i radiu, co dało początek karierze Arnulfo Briceño. Z pierwszego wykształcenia był on jednak prawnikiem i specjalizował się w ochronie praw autorskich artystów. Studia muzyczne (które ukończył na kierunku wychowanie muzyczne, co wskazuje na jego zainteresowania także pedagogiką) postanowił rozpocząć dopiero dużo później, będąc już znanym kompozytorem, aby móc wzbogacić swe utwory i doskonalić aranżacje. Jest autorem m.in. Mszy G-dur na chór, która została wykonana w 1986 roku z okazji wizyty w Kolumbii papieża Jana Pawła II.
Najbardziej znany jest jednak z muzyki folklorystycznej. Teksty jego utworów mają dużą wartość literacką, dzięki czemu w połączeniu z piękną barwą głosu, doskonałą dykcją i wysoką kulturą słowa artysty powstały piosenki, do których warto sięgać także w dzisiejszych czasach, choć sposób postrzegania niektórych elementów tradycji i kultury może się już dziś wydawać nieco przebrzmiały. Arnulfo Briceño poświęcił znaczną część swej kariery muzycznej folklorowi regionu Llanos Orientales – równinnych, podmokłych terenów na wschodzie kraju, w dorzeczu Orinoko, na których dominuje tradycyjna gospodarka, przede wszystkim hodowla bydła, a zatem i konserwatywna mentalność, co nie umniejsza jednak w żaden sposób wysokich walorów artystycznych muzyki tego obszaru oraz jego znaczenia dla historii kraju. O nim właśnie mowa w najsłynniejszej piosence Arnulfo Briceño, Ay, mi llanura, której tłumaczenie publikujemy. Utwór od 1979 roku jest oficjalnym hymnem przynależącego do llanos departamentu Meta i nawiązuje do roli, jaką llaneros – hodowcy bydła, odpowiednik północnoamerykańskich kowbojów czy argentyńskich gauchos – odegrali w walce o niepodległość Kolumbii. Hodowla bydła była istotna w tym rejonie już w XVII wieku, a pierwsi llaneros prowadzili wędrowny tryb życia, przemieszczając się pomiędzy ranczami, na których byli potrzebni do pracy. Trudne warunki życia, ciężka fizyczna praca, nieprzyjazna dla człowieka roślinność, konieczność życia w sposób, na jaki pozwalały warunki przyrody – to wszystko wykształciło ludzi postrzeganych w zbiorowym wyobrażeniu jako odważnych i o ogromnym poczuciu wolności i przynależności zarówno do małej ojczyzny, llanos, jak i tej w szerszym rozumieniu.
Llaneros zasłynęli odwagą podczas wielu bitew kampanii wyzwoleńczej Simona Bolivara w 1819 roku 25 lipca tego właśnie roku, podczas bitwy pod Pantano de Vargas przeciwko rojalistom, Bolívar, widząc przewagę przeciwnika, wypowiedział słynne zdanie, skierowane do pułkownika Juana José Rondona: „Pułkowniku, niech pan ratuje ojczyznę!”. Rondón sięgnął po ostatnie rezerwy i na jego okrzyk: „Kto odważny, za mną!” zgłosiło się czternastu ochotników spośród lekkiej kawalerii złożonej z llaneros zbrojnych w lance (lanceros). Po ich ataku do bitwy dołączyli pozostali llaneros, co przechyliło szalę zwycięstwa na stronę walczących o niepodległość. Dwanaście dni później doszło do decydującej bitwy kampanii wyzwoleńczej – bitwy nad rzeką Boyacá. To dzięki mieszkańcom llanos osłabionemu już i źle uzbrojonemu wojsku boliwariańskiemu udało się pokonać lepiej wyposażony oddział usiłujących utrzymać się przy władzy rojalistów. Dobrze znający teren llaneros znienacka otoczyli straż przednią przeciwnika i pokonali dwa jego pododdziały, co wywołało chaos w szeregach rojalistów i umożliwiło zwycięstwo Simona Bolivara. Do tych wydarzeń, jak również do specyfiki i piękna krajobrazu llanos, nawiązuje Arnulfo Briceño w piosence Ay, mi llanura.
Druga piosenka kompozytora, której przekład publikujemy, Los girasoles, różni się swym charakterem od poprzednich. Została ona zainspirowana podróżą Arnulfo Briceño do Europy w 1978 roku w ramach trasy koncertowej wraz z zespołem Soni Osorio – tancerki i choreografki, której założony w 1960 roku i działający po dziś dzień Ballet de Colombia wykonuje tradycyjne folklorystyczne tańce kolumbijskie. Podczas wspomnianej trasy koncertowej Arnulfo Briceño, poza Hiszpanią, Francją czy Niemcami, odwiedził m.in. Warszawę, a także ówczesny Związek Radziecki. To właśnie z tym ostatnim krajem wiąże się historia piosenki Los girasoles. Kompozytor napisał ją już po powrocie do Kolumbii i zadedykował kobiecie, która zakochała się w nim podczas jego pobytu w Rosji – uczucie oczywiście nie mogło zostać odwzajemnione. Inspirację Europą widać tutaj w odniesieniach do pór roku, niemal nieistniejących w Kolumbii ze względu na całkowicie odmienne warunki klimatyczne. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć podobieństwa do motywów z węgierskiej operetki Skowronek z 1918 roku autorstwa Franza Lehára. Opowiada ona o wiejskiej dziewczynie, która ulega zalotom pewnego artysty i zgadza się wyjechać z nim do miasta, jednakże ostatecznie zostaje przez niego porzucona i powraca na wieś, do dawnego narzeczonego, „tam, gdzie skowronek śpiewa” – wyprowadzając się z miasta, zabiera ze sobą klatkę ze skowronkiem.
O ile w przypadku operetki skowronek wydaje się wskazywać raczej na szczęśliwe zakończenie (przypomnijmy, że w wyobrażeniu europejskim skowronek kojarzy się z radością, gdyż jego śpiew zapowiada nadejście wiosny), to w piosence Arnulfo Briceño symbolizuje wędrowne życie (jak pierwszych llaneros…) i chwilowe, ulotne szczęście. Ulotne jak same koleje losu kompozytora, postaci uniwersalnej jako znawcy różnych kultur i gatunków muzycznych, a zarazem lokalnej – zawsze oddanej muzyce i historii ukochanych równin. W 1989 roku zginął on w katastrofie samolotu w gminie Tame w Arauca, jednym z departamentów llanos, gdzie miał wykonać hymn gminy z okazji 170. rocznicy kampanii wyzwoleńczej. Jak śpiewał w innej swojej piosence, Canta llano: „moje serce pozostało na równinie”.

Ach, ma równino

Śpiewa llanero,
gdy wśród równin galopując
jak majestatyczny centaur,
spotyka naprzeciw szczygła.

Ach, ma równino!
Czarze zielony
tam, gdzie lazurowe niebo
z ziemią zlewa się w oddali
na bezkresnym horyzoncie!

Ciebie o świcie
całuje słońce,
a nad rzeką sponad drzew
siwe czaple tną powietrze
pośród palm poszeptujące
cichy o wolności śpiew.

Ach, ma równino!
Jak czysty szmaragd
jest twe krystaliczne niebo.
O twoim pięknie
śpiewa llanero,
gdy wśród równin galopując
jak majestatyczny centaur,
spotyka naprzeciw szczygła.

Ach, ma równino!
Gwiazd niezliczoność
czuwa nad ciszą twych nocy
jak rozmigotane broszki
na tkaninie z twej gładkości.
Jesteś milcząca,
gdy kochankowie
wyznają ci swe miłości
w wersów najczulszych bezmiarze.
Wśród płomiennej pasji rosa
składa pocałunek kwiatom.

Ach, ma równino!
Ojczyzna cała
szlachetnością twą się szczyci.
Ty swą odwagą
natchnęłaś dusze
tych, co wszystko z siebie dali,
aby ujrzeć ją zwycięską,
dumną, wielką, suwerenną.
Wielką, suwerenną!

Słoneczniki

Kiedyś ujrzała go, jak w wielką rusza dal.
Lodem jej serce ściął ten pożegnania żal,
przejmujący smutek i samotności chłód.
Z zimna usychając, ciągle mówiła tak:

ach, do mnie wróć, ach, do mnie wróć!
Smucą się słoneczniki, bo nie ma cię tu.
Ach, do mnie wróć, ach, do mnie wróć!
Zima targa mą duszą, bez ciebie jest chłód.

On jak wino, ona – jak w lecie pszenica.
Czemu los ich złączył – oto tajemnica.
On lotnym skowronkiem i wędrownym ptakiem,
granic nie uznawał i stronił od klatek.

Ach, do mnie wróć, ach, do mnie wróć!
Smucą się słoneczniki, bo nie ma cię tu.
Ach, do mnie wróć, ach, do mnie wróć!
Zima targa mą duszą, bez ciebie jest chłód.

On wino pił do dna, aż zgasił pragnienie,
do innej winnicy odszedł za przygodą.
W niej została pustka, na wiatr spoglądała,
z pszenicą splątana, ale już dojrzała.

Ach, do mnie wróć, ach, do mnie wróć!
Smucą się słoneczniki, bo nie ma cię tu.
Ach, do mnie wróć, ach, do mnie wróć!
Zima targa mą duszą, bez ciebie jest chłód.

Barbara Curzytek