Start Varia Esprit na schodach

Esprit na schodach

Tak się składa, że część życia upływa mi na ciekawych, pasjonujących i inspirujących rozmowach z ludźmi. Te rozmowy nigdy nie kończą się w chwili rozstania. Często bywa, że dopiero po jakimś czasie przypominają mi się czyjeś słowa. Już nie mówiąc o tym, że wiele razy doświadczam tego, co Diderot w Paradoksie o aktorze nazywa esprit d’escalier. Dosłownie: rozum na schodach. Innymi słowy, najlepsze pomysły na celną odpowiedź i udaną ripostę przychodzą przeważnie do głowy, kiedy jest już na nią o wiele za późno. Na szczęście okazuje się, że nic nie staje na przeszkodzie, aby – jeżeli już (oczywiście na schodach) jakaś myśl vient a l’esprit, czyli przychodzi do głowy – zanotować ją.

Esprit to zresztą niezwykle pojemne francuskie słowo. Oznacza nie tylko rozum, ale i rozsądek, inteligencję, swoisty rodzaj mądrości. Jest też wyrażenie: large d’esprit – szerokie horyzonty myślowe, które nie tylko w myśl postanowień noworocznych, mam nadzieję stale poszerzać. Jak widać gołym okiem, otaczająca nas rzeczywistość jest aż nadto poważna, więc trzeba koniecznie faire de l’esprit – pożartować sobie od czasu do czasu. Z kogo i z czego? Tu przyda się bez wątpienia esprit critique – zmysł krytyczny, niezbędny, aby funkcjonować w świecie. Tymczasem kto wie, może bardziej przydaje się w naszych czasach esprit de competition – duch współzawodnictwa? Szybciej, silniej, wyżej. Kolejna odsłona wyścigu szczurów? Ludzi twórczych jest u nas miliony, jeśli popatrzeć na to, co publikuje się na milionach kont w serwisach społecznościowych i tysiącach blogów. A francuski polityk Charles de Gaulle narzekał, że trudno mu rządzić krajem, w którym wytwarza się ponad trzysta gatunków sera!
Les voyages ouvrent l’esprit: podróże poszerzają horyzonty. Podróż niemal zawsze łączy się z przygodami. Nikt nie zaprzeczy, że przygodą samą w sobie jest przedzieranie się przez dżunglę życia. Walczymy z dzikimi zwierzętami (tak można chyba nazwać nieujarzmione ludzkie wnętrze?) i szukamy skarbów – każdy czegoś innego. Dla mnie najcenniejsze są niezapomniane spotkania z ludźmi. Nie chodzi mi tylko o osobiste, bezpośrednie kontakty, choć one zwykle są najbardziej wartościowe. Z ludźmi możemy się spotykać w różny sposób. Nawet jeśli przebywają daleko od nas lub gdy ich życie jest już rozdziałem zamkniętym. Możliwość prowadzenia z nimi dialogu – poza czasem i przestrzenią – nadaje życiu głęboki sens.
Często zadawane pytanie: czy istnieje coś takiego jak sens życia? Woody Allen w to wątpi: How is it possible to find meaning in a finite world, given my waist and shirt size? (Jak można znaleźć sens w ograniczonym świecie, jeśli mam dany tylko obwód mojej talii i numer kołnierzyka?) Jestem głęboko przekonana, że sensu szukać trzeba. Może wystarczy mniej koncentrować się na swojej talii, rozluźnić kołnierzyk i rozejrzeć się wokół? Dzieje się tyle pasjonujących rzeczy, w których możemy uczestniczyć, jeżeli tylko wyściubimy nos zza ekranu smartfona.
A swoją drogą, o wymiarach swojej talii też warto pamiętać. Jeżeli pojawia się dylemat, na kogo wydać pieniądze: na panią do sprzątania czy na osobistego trenera, opowiadam się zdecydowanie za tym drugim. Same korzyści: można sobie pogadać przy sporcie o muzyce i innych miłych rzeczach, a przy okazji oddalić od swojego ciała widmo nadciśnienia, cukrzycy i osteoporozy. Mało tego, realizujemy pożyteczny narodowy program zapobiegania chorobom cywilizacyjnym. Nasze ciało w służbie narodu. Suwerena! I nie trzeba być ustawicznie na diecie, w końcu czekolada jest przede wszystkim dla ludzi. A poważnie: fajnie jest móc wejść na przykład na ósme piętro bez zadyszki. Że niby lepiej i szybciej wjechać windą? Ale to przecież na schodach przychodzą do głowy najlepsze pomysły!

Joanna Kapica-Curzytek