Stan lubuskiej literatury w pierwszej dekadzie XXI wieku, czyli diagnozy i prognozy

Zdaję sobie sprawę, że niniejszy artykuł może być – i oby stał się – tylko zaczynem do sformułowania oceny stanu współczesnej literatury na Ziemi Lubuskiej, a także jest próbą pokuszenia się o dokonanie wizji jej dalszego rozwoju, choćby na przestrzeni najbliższych 10-15 lat. Zdaję też sobie sprawę, że moja, a więc subiektywna, ocena kondycji lubuskiej literatury XXI wieku niekoniecznie będzie pokrywała się z ocenami innych krytyków i znawców przedmiotu, niemniej będę starał się być jak najmniej sarkastyczny i jak najbardziej realistyczny, tj. postaram się dążyć do ukazania tzw. prawdy obiektywnej.
Na pogorszenie stanu naszej literatury wpływa, niestety, szybko rosnąca skala wieku aktywnych literacko pisarzy oraz coraz mniejsza liczba ukazujących się książek lubuskich autorów, jak też coraz niższy ich walor artystyczny.
Na początek przyjrzyjmy się zatem kryterium wieku. Otóż patrząc na wiek dzisiejszego pisarza lubuskiego, trzeba konieczne zauważyć, że mamy tu do czynienia z tendencją jak najbardziej rosnącą i to rosnącą w zastraszającym tempie. Obrazują to na przykład średnie wieku członków jedynej zawodowej organizacji pisarskiej w województwie lubuskim – Związku Literatów Polskich, ale też nielicznych członków Stowarzyszenia Pisarzy Polskich zamieszkałych w Lubuskiem, jak również uczestników Klubu Literackiego ZLP w Żarach, który jest trzecią pod względem liczby członków organizacją zrzeszającą pisarzy. Przeciętny wiek autora znad Środkowego Nadodrza zdecydowanie przekracza 50 lat.
Aktualnie najstarsi członkowie oddziału ZLP w Zielonej Górze liczą 78 i 79 lat oraz 74 i 77 lat, a kolejnych czterech przekroczyło 70 lat. Dziesięć osób to sześćdziesięciolatkowie, a jedenaście ukończyło 50 lat. Natomiast w gorzowskim oddziale najstarsza osoba liczy sobie 88 lat, nieco młodsi – 82, 78 i trzy osoby po 75 lat, a kolejne odpowiednio 72 i 70 lat. Pięć osób przekroczyło już 60 lat, a dziesięć 50 rok życia. Wśród członków Klubu Literackiego ZLP w Żarach najstarszy jego członek ma 74 lata, kolejni osiągnęli 68, 67 i 64 lata, a oprócz nich jeszcze czterech liczy powyżej 60 lat, pięciu zaś przekroczyło lat 50. Natomiast z lubuskich członków SPP najstarszy liczy 85 lat, a kolejni 63 i 61 lat.
Najmłodszy pisarz w oddziale ZLP w Zielonej Górze liczy dziś lat 35, następni mają 46 i 47 lat, a później trzy osoby równo po 50 lat. Z kolei najmłodszy literat w oddziale gorzowskim ZLP ma 29, a kolejni z „najmłodszych” liczą już 40 i 45 wiosen. W żarskim Klubie Literackim ZLP najmłodsza osoba ma 23 lata, następni w kolejności wiekowej mają już odpowiednio 35, 36 oraz 39 i 41 lat. Natomiast najmłodszy lubuski autor z SPP ma 43 lata.
Zadałem sobie nieco trudu i wyliczyłem aktualną średnią wieku członków lubuskich stowarzyszeń. I tu smutna ciekawostka, a właściwie gorzka prawda. W oddziale zielonogórskim ZLP wyniosła ona 61,2 roku, w gorzowskim oddziale Związku 61,3, w Klubie Literackim w Żarach 55,3, natomiast w SPP 63 lata.
Bolączką tego stanu rzeczy jest brak przyjęć młodych pisarzy do organizacji pisarskich. Ostatnie przyjęcia do oddziału zielonogórskiego Związku Literatów Polskich miały miejsce w 2009 r., kiedy wstąpił w jego struktury Krzysztof Koziołek, liczący sobie wówczas 31 lat. Z kolei Karol Graczyk miał lat 29, kiedy wstępował do oddziału ZLP w Gorzowie Wlkp. Już dawno nie było przyjęć osób bardzo młodych. W 1992 roku, kiedy wstępowałem do ZLP, byłem tuż po studiach, liczyłem 26 lat, mając na koncie dwa tomiki wierszy i trzy miniarkusze literackie. Wówczas wielu początkujących literatów z całego kraju, którzy nie przekroczyli 30 lub 35 lat życia (górna granica wieku decydująca o przyjęciu do organizacji obowiązująca np. w ZSMP), mogło liczyć na przyjęcie w poczet, czy to członków, czy też kandydatów na członka ZLP, o ile w ich dorobku były 2-3 tomiki wierszy.
Obecnie kryteria przyjęć do ZLP bardzo zaostrzono i od paru lat kilku literatów lubuskich czeka na pozytywną weryfikację. Ale też powiedzmy sobie szczerze, że średnia ich wieku to znów ponad… 50 lat! Mniej rygorystyczne kryteria przyjęć obowiązują dziś w SPP, ale tam również nie garną się młodzi literaci. Młodych osób nie ma w organizacjach pisarskich z dwóch praktycznie powodów: po pierwsze, młodzi twórcy musieliby mieć w dorobku minimum 3-4 tomiki wierszy lub co najmniej dwie książki prozatorskie; po drugie – jeśli już młodzi twórcy spełnią pierwszy wymóg, to generalnie nie interesuje ich przynależność organizacyjna. Wolą z jednej strony pozostać niezależni, a z drugiej – doskonale wiedzą, że tak naprawdę przynależność nie daje żadnych korzyści materialnych, poza iluzoryczną, niestety, nobilitacją społeczną.
Według onegdaj zaproponowanej przeze mnie stratyfikacji pokoleń literackich lubuskich twórców, przyjrzyjmy się ich aktywności wydawniczej w pierwszej choćby dekadzie nowego wieku (o ile to możliwe przedłużam tę cezurę, kończąc na pierwszym kwartale 2013 r.). W publikacji z 2006 r. przyjąłem podział na następujące pokolenia tworzące na Ziemi Lubuskiej: pionierów – publikowali w latach 40. i 50. XX wieku, postpionierów (debiutowali w latach 60.), pokolenie „momentu wejścia” (debiuty lat 70.), pokolenie średnie tzw. pogrudniowe (debiutowali w latach 80.), pokolenie młodych, czyli Nowej RP (debiutowali w latach 90. ubiegłego wieku) i najmłodszych, czyli milenijne (debiuty ich przypadły na początek nowego wieku, tj. następowały po r. 2001).
Z najstarszego pokolenia tzw. lubuskich pionierów literatury (są to głównie roczniki 20. i 30.) pozostały już praktycznie pojedyncze osoby. Do nich zaliczyć należy Janusza Koniusza (79 lat) z ZLP czy Henryka Szylkina (85 lat) z SPP, zresztą obaj nader aktywni po 2000 r. i niemal przez całe dziesięciolecie nowego wieku. Obaj też obchodzili hucznie swoje jubileusze pracy twórczej, a z tej okazji ukazały się okolicznościowe broszury i nowe tomiki wierszy jubilatów. Z pionierów lubuskich trzeba też wymienić Eugeniusza Wachowiaka (84 lata) z Poznania, choć on od 1982 r. nie należy do oddziału zielonogórskiego ZLP, to nadal pozostaje aktywny literacko, podobnie jak nestorka literatury lubuskiej, najstarsza dziś tworząca osoba – Stanisława Plewińska (88 lat) z Deszczna, członkini ZLP od 1985 r., która w 2005 i 2008 r. wydała tom wierszy i zbiór opowieści.
Wśród roczników z końca lat 30., a przede wszystkim z lat 40. (tzw. postpionierów), zatem dziś blisko siedemdziesięciolatków lub osób, które przekroczyły już owe 70 lat życia, nadal tworzą i wydają książki Ireneusz K. Szmidt, Tadeusz Szyfer, Janusz Werstler, Anna Tokarska, Barbara Trawińska, Katarzyna Jarosz-Rabiej, Władysław Klępka, Włodzimierz Kwaśniewicz, Jan Kurowicki, Alfred Siatecki, Zdzisław Wojtczak, Lech J. Tuchocki, Ludwik I. Lipnicki, Zbigniew Ryndak, Edward Dębicki, a także literaci, którzy debiutowali po 2000 r., m.in. Maria Borcz, Henryk W. Kordoń, Karol Gierliński-Parno, Zygmunt M. Piechocki, Eduard Diłanin, Elżbieta Mikoś, Wiesława Siekierka, Jerzy Szczególski.
Pokolenie „momentu wejścia” to osoby, które głównie debiutowały w słynnym, pierwszym lubuskim almanachu poetyckim opracowanym przez Andrzeja K. Waśkiewicza w 1976 r. Z tego grona osób urodzonych w latach 50., a więc dzisiejszych sześćdziesięciolatków i nieco młodszych, aktywni na polu literackim nadal pozostają m.in. Jolanta Pytel-Marciniszyn, Mieczysław J. Warszawski, Czesław Sobkowiak, Eugeniusz Kurzawa, Czesław Markiewicz, Romuald M. Jabłoński, Adam Żuczkowski, Grażyna Rozwadowska-Bar, Maria J. Fraszewska, Irena Zielińska, Krystyna Caban, Aldona Robak, Janina E. Lorenc-Wilga, Zbigniew Kozłowski, Ferdynand Głodzik, Łucja Fice, Teresa Borkowska, Marek „Lobo” Wojciechowski, Roman Habdas, Jerzy Grodek, Edward Derylak i Andrzej Żubrycki.
Spośród roczników 60., tj. lubuskiego pokolenia „średniego” (tzw. pogrudniowego), a zatem obecnych pięćdziesięcio- lub czterdziestolatków, w życiu literackim są nadal zauważani m.in. Jacek Katarzyński, Krzysztof Fedorowicz, Dorota Kozanowska, Anna V. Szewczuk-Szwedo, Joanna Ziembińska-Kurek, Jolanta Baworowska, Zygmunt Kowalczuk, Beata Igielska, Iwona M. Żytkowiak, Marek Grewling, Waldemar G. Rak, Roman Ryś, Wiesław Adamski, Małgorzata Michalak czy Mariusz Niemycki.
Z generacji „młodych” (tj. „Nowej RP”), czyli ludzi urodzonych w latach 70., a debiutujących w wolnej ojczyźnie, wciąż artystycznie udzielają się Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk, Konrad Wojtyła, Jacek Uglik, Beata P. Klary, Agata Legan, Krzysztof Koziołek, Katarzyna Zychla, Katarzyna Maciantowicz i Adam B. Wierzbicki. Z tej grupy pisarzy niemal czterdziestoletnich lub już czterdziestoletnich, aktywnych pozostało obecnie kilka osób, bowiem większość ich rówieśników zakończyła przygodę literacką z końcem XX w., najczęściej z jedną lub maksymalnie dwiema książkami poetyckimi na koncie.
Z roczników 80., czyli obecnych dwudziestokilkulatków i trzydziestolatków, do niedawna jeszcze najmłodszego pokolenia na lubuskim parnasie, pozostali literacko zaangażowani m.in. Karol Graczyk, Agata Komorowska, Krzysztof Ł. Swereda czy Jakub Rawski. Twórcy ci debiutowali zazwyczaj po 2000 r. Nie była to już spora grupa debiutantów, jak miało to miejsce u poprzednich generacji, bowiem wydanie choćby niewielkiego objętościowo tomiku wierszy okazało się nie lada wyczynem, choć dostęp do druku jest dziś praktycznie nieograniczony. O ile udało się komuś zadebiutować publikacją własnej książki (zazwyczaj w oficynie publicznej lub własnym sumptem), to nie było już zainteresowania wydaniem drugiej. Widocznie wystarczało spełnienie marzeń w formie druku tomiku i „nobilitacja” we własnej grupie środowiskowej, jednak na tym kariera się urywała. Chęci druku drugiego tomiku zapewne jeszcze się u niektórych znalazły, ale upór, aby go wydać – już niekoniecznie. Zniechęcały do tego trudności, zwłaszcza ekonomiczne (wysoki koszt przygotowania do druku i samego druku oraz koszt promocji książki), jak i formalne (nikłe zainteresowanie społeczne i medialne, przeszkody natury organizacyjnej, zwłaszcza placówek kultury lub administracji samorządowej, brak dotacji i sponsorów etc.).
Dlatego tak wiele obiecujących poetyckich efemeryd można spotkać właśnie wśród roczników 70. i 80., które praktycznie po debiucie znikały ze sceny literackiej, a niekiedy zdarzało się to np. po wydaniu drugiego tomiku. I trudno w tym przypadku oczekiwać kontynuacji czy powrotu do pisarstwa, jeśli od zamilknięcia upłynęło już dziesięć lub więcej lat, choć wiadomo – cuda też się zdarzają.
Wreszcie, jeśli idzie o najmłodsze obecnie pokolenie, czyli autorów wstępujących na pole literatury, urodzonych w latach 90., a których debiuty miały miejsce po 2010 r., trudno kogokolwiek brać pod uwagę, bowiem jest na to zbyt wcześnie, a wyrokowanie w ich przypadku byłoby podobne do gry w lotto. A zatem w ich sytuacji wyrokować można za jakieś... 15-20 lat.
Trudno prognozować, jak przebiegać będzie kariera literacka większości wymienionych autorów, reprezentujących różne pokolenia twórcze. O ile nietrudno przewidzieć los pionierów literatury lubuskiej, czyli pokolenia z roczników 40. i 50. (zwłaszcza tych drugich), to tylko nieliczni z nich będą pozostawać aktywni jeszcze około 5-10 lat. I raczej tutaj częstotliwość wydań książkowych będzie spadkowa. Ich najlepszy czas twórczy, powiedzmy szczerze, już przeminął. Ubywać będzie także twórców z roczników 60. i 70., gdyż również ich literacka potencja zanika. Zapewne niewielu z nich pozostanie aktywnymi jeszcze około 15-20 lat. Do niedawna, czyli do końca ubiegłego wieku, przedstawiciele właśnie roczników 50., 60. i 70. byli najbardziej produktywni pod względem wydań książkowych. Tendencja ta słabnie od 2000 r. i będzie nadal zniżkować.
Naturalną przyczyną tego stanu jest umieralność i migracja do innych województw lub nawet z kraju. W ostatniej dekadzie XXI w. zmarło kilku lubuskich twórców, m.in. Witold Niedźwiecki, Jan Gross, Kazimierz J. Furman, Bronisław Suzanowicz, Michał Kaziów, Maria Przybylak, Bronisław Słomka, Tomasz Florkowski, Henryk Ankiewicz (pseud. Andabata), Gustaw A. Łapszyński, Wincenty Zdzitowiecki, Andrzej M. Patrzykont. Inni z kolei opuścili Ziemię Lubuską, np. Konrad Wojtyła, Maciej Zdziarski, Karol Francuzik, a wcześniej m.in. ks. Jerzy Hajduga i Ewa Ferenc.
Kolejną przyczyną malejącej liczby wydań książkowych jest brak środków na ich publikacje i brak mecenatu (sponsorów). O ile jeszcze w latach 90. XX w. przeciętnie ukazywało się 30 książek, a bywało że rekordowo nawet 40, tak po 2000 r. ta sytuacja zmieniła się na niekorzyść. Średnio dziś wydawanych jest około 10 tomików poezji i 2-3 książki prozatorskie, co daje przeciętną około 15 pozycji rocznie. Z uwagi na niewielkie środki finansowe mniej wydaje się książek zarówno w obu największych lubuskich książnicach, w Gorzowie i Zielonej Górze, jak i w innych miejskich czy gminnych bibliotekach, np. w Żarach. Nie funkcjonują na Ziemi Lubuskiej profesjonalne czy nawet półprofesjonalne oficyny wydawnicze, które promowałyby wytwory miejscowego środowiska, a zwłaszcza debiutantów. Znacząco spadła aktywność zielonogórskiej oficyny Organon i gorzowskiego Arsenału, sporadycznie tomiki pod swoim szyldem wydaje Stowarzyszenie Jeszcze Żywych Poetów i to głównie własnych członków, gdzie większość to słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Także inne centra czy ośrodki kultury nie kwapią się w podejmowaniu trudu wydawniczego. Rzadko dziś wydaje książki literackie jakakolwiek instytucja typu muzeum, dom kultury, towarzystwo regionalne lub stowarzyszenie artystyczne. Od kilkunastu lat nie istnieją już żadne ugrupowania literackie z prawdziwego zdarzenia (tj. posiadające manifest, credo artystyczne), typu grupa poetycka bądź formacja kulturalna.
W błyskawicznym tempie zanikają też ruchy środowiskowe. Studencki ruch literacki praktycznie przeszedł do lamusa. Na żadnej uczelni lubuskiej nie organizuje się już spotkań autorskich, wieczorów czy warsztatów literackich. Niekiedy tylko na łamach prasy studenckiej w tzw. okienkach poezji ukaże się wiersz kogoś, kto przeważnie na tejże publikacji kończy zabawę w twórczość literacką. Co ciekawe – w ostatnich dwu dekadach przybyło wiele nowych uczelni na Ziemi Lubuskiej (Zielona Góra, Gorzów Wlkp., Żary, Sulechów), a co za tym idzie – więcej studentów i odwrotnie proporcjonalnie do tych liczb ubywa z kolei młodych ludzi zainteresowanych uprawianiem twórczości.
Jeśli idzie o środowisko robotnicze, to zielonogórski oddział Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury nie funkcjonuje właściwie od końca lat 90. W szczątkowej formie działa jeszcze gorzowski oddział RSTK, ale jego działacze, mimo kilku prób przyciągnięcia młodych, przypominają również pod względem średniej wieku członków Uniwersytetów Trzeciego Wieku.
Można śmiało zawyrokować, że obecnie młodych ludzi w naszym województwie przygoda z literaturą „nie kręci” – używając ich slangu. Jeśli już ktoś z młodego pokolenia podejmie się próby uprawiania twórczości literackiej, to czyni to na bardzo krótki czas. O ile jeszcze wytrzyma do pierwszych publikacji w prasie czy internecie, to najczęściej zabawa kończy się po wydaniu debiutanckiego tomiku, o czym pisałem wcześniej.
Może wydawać się dziwną sytuacja zaniku popularyzowania literatury regionalnej, bo oto już dla gimnazjalistów, a także starszej młodzieży organizuje się różnorodne tematycznie konkursy poetyckie, m.in. w Nowej Soli, Kożuchowie, Gubinie czy w Zielonej Górze (np. ZOK, „Dom Harcerza”, RCAK), a także w Sulechowie, Kargowej i Żarach, a mimo to młodzież nie garnie się do udziału w tych imprezach tak chętnie i licznie jak w latach poprzednich. Także zainteresowanie laureatów tych konkursów rozwijaniem zdolności literackich przeważnie kończy się na wydaniu wierszy w tomiku pokonkursowym lub w wydawnictwie zbiorowym.
Czym zatem przyciągnąć jeszcze młodzież do zainteresowania się literaturą? W drugiej połowie lat 80. tłumy studentów i licealistów gromadziły finały konkursów o „Pierścień Kingi” w Nowej Soli i spektakle parateatralne teatru „Terminus a Quo” Edwarda Gramonta, konkursy „O Złoty Samowar” w Świebodzinie, podobnie jak akcje i pokazy paraliterackie grupy „Budowa” z zielonogórskiej WSP. W pierwszej połowie lat 90. pełne sale młodych ludzi gwarantowały mitingi poetyckie grupy „Die Huelle” i festiwale trzeciego obiegu organizowane przez Jacka Katarzyńskiego. Druga połowa lat 90. to konkursy jednego wiersza i promocje książek lubuskich pisarzy podczas kilku edycji listopadowych Nocy Poetów organizowanych w Lubuskim Teatrze przez ówczesnego dyrektora, dra Andrzeja Bucka. Podobnie rzecz się miała z wydawnictwami promującymi młodych debiutantów. Upadłe na początku lat 90. poprzedniego wieku Lubuskie i Gorzowskie Towarzystwa Kultury zastąpiły wydawnictwa niezależne – Arlekin przy WOSW, Agencja Wydawnicza AND w Zielonej Górze, Wojewódzki Ośrodek Metodyczny i WAG Arsenał w Gorzowie, oficyna Muzeum Ziemi Lubuskiej i Pro Libris Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Zielonej Górze, eMBePe Miejskiej Biblioteki Publicznej w Żarach, Ex-libris w Świebodzinie, Ośrodek Kultury i Sportu w Kożuchowie, które na przełomie wieków wydawały serie debiutanckich tomików młodych adeptów pióra.
Dziś praktycznie i w dodatku niezwykle rzadko, bowiem tylko raz do roku, książkę młodego autora (warunek to nieprzekraczalny wiek do 35 roku życia) wydaje oficyna zielonogórskiej biblioteki wojewódzkiej przy współudziale stowarzyszenia Debiut, gdzie autora tomiku wyłania się w drodze konkursu ph. „Debiut Poetycki Pro Libris”. Pierwsza edycja tego konkursu miała miejsce w 2010 r. Jego laureatami byli dotychczas: Jakub Rawski (ur. 1988), Andriej Kotin (ur. 1985) i Konrad Krakowiak (ur. 1979). Tylko czy to wystarczy, aby zachęcić młodzież? Z pewnością brakuje nowoczesnych slamów poetyckich, ciekawego portalu poświęconego w całości literaturze lubuskiej i czasopisma, choćby w formie dawnych art-zinów poświęconych w całości prezentacji i omówieniu twórczości młodych artystów lubuskich. Choć zapewne przy dzisiejszym bogactwie mediów i dobrodziejstwie kultury masowej i te środki byłyby pewnie niewystarczające i mało atrakcyjne.
Czy zatem nadchodzi kres twórczości literackiej w wykonaniu lubuskich pisarzy. Pewnie jakiś zmierzch napływa. Maleje liczba twórców, zmniejsza się liczba publikacji, spada też ranga samego pisarza lub artysty w społeczeństwie komercyjnym. Niegdyś, najważniejszą nagrodę literacką regionu, czyli Lubuski Wawrzyn Literacki przyznawano w dwóch kategoriach – poezji i prozy. Dziś jest jedna nagroda dla poetów i prozaików, bowiem wygrać w kategorii prozatorskiej, kiedy nie ma praktycznie konkurencji, to żadna przyjemność. W tej kategorii rywalizowały zazwyczaj dwie, trzy, niekiedy cztery książki, w dodatku zróżnicowane gatunkowo – od kryminału, sensacji, powieści historycznej, psychologicznej po prozę wspomnieniową i wojenno-okupacyjną.
Sytuacja w lubuskiej literaturze jest dziś mniej więcej taka, jaką obserwujemy na wieczorach autorskich lubuskich twórców czy podczas gali wręczenia Wawrzynów Literackich. Średnia wieku biorących w nich udział, zarówno na estradzie, jak i na widowni, to grubo ponad 50 i więcej lat. Taką publikę można zaobserwować podczas konferencji naukowo- literackich, jubileuszy artystycznych, promocji i wystaw książek, jak np. w trakcie obchodów 50-lecia zielonogórskiego oddziału ZLP w 2011 r.
Młodych ludzi na takich imprezach właściwie nie ma. Jeśli pojawią się, to sporadycznie, jakby przez pomyłkę, bowiem na stałe nikt z nich się nie udziela i to zarówno po stronie czytelników, jak i samych twórców. Życie literackie na przekór średnim wiekowym w naszym starzejącym się społeczeństwie rozkwita za to właśnie w grupach seniorów, członków Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Aktywność pod tym względem wykazują uniwersytety w Zielonej Górze i Sulechowie. W zielonogórskim UTW działa zespół literacko-poetycki Oksymoron, kabaret muzyczno-literacki, seniorzy drukują też wiersze w swoim czasopiśmie „Inspiracje”, biorą udział w biesiadach i spotkaniach literackich, ale nie można w ich przypadku mówić tu o rozwijaniu kariery literackiej, raczej – jak w przypadku młodych – o zabawie w literaturę. I w ciągu najbliższych pięciu, a najdalej 10-15 lat wzrośnie liczebność słuchaczy UTW, bowiem tę grupę zasilą twórcy z roczników 50., a potem 60.
Prognozując rozwój życia literackiego i wydawniczego na Ziemi Lubuskiej na najbliższą choćby dekadę, a najdalej do końca pierwszego ćwierćwiecza (2025), należy przewidywać, że życie środowisk literackich, jak i sam ruch wydawniczy poważnie osłabną lub nawet możliwy będzie ich niemal zupełny zanik. Biorąc pod uwagę dzisiejszy stan życia literackiego na Środkowym Nadodrzu, nie sposób zauważyć spadkowej tendencji przyjęć członków do obu lubuskich oddziałów ZLP, malejącą liczbę licealistów i studentów z uwagi na niż demograficzny, wysoką umieralność osób po ukończeniu 60. roku życia, społeczną mizerię zarówno pod względem ekonomicznym, jak i kulturalnym, zanik kultury wysokiej na rzecz komercyjnej, słabnące zainteresowanie czytelnictwem i uprawianiem pisarstwa, jako zawodu nieprzynoszącego oczekiwanych dochodów, czyli mówiąc wprost – uprawianiem sztuki dla sztuki. Identycznie wygląda sprawa z krytyką literacką, której jest jak na lekarstwo. Ubywa też czasopism o tematyce literackiej. Znikły takie pisma jak „Nadodrze”, potem „Lubuskie Nadodrze”, „Komunikaty Nadodrzańskie”, „Zielonogórski Informator Kulturalny”, „LiteraT”, „Arsenał Gorzowski” i polsko-niemiecki „Prom/Die Fahre”. O ile jeszcze w latach 90. XX w. i na początku XXI w. w „Gazecie Lubuskiej” ukazywały się omówienia książek autorów lubuskich, tak obecnie zajmują się nimi tylko kwartalnik „Pro Libris” w Zielonej Górze oraz „Pegaz Lubuski” i „Lamus” w Gorzowie, w których – co też warto zauważyć – coraz mniej „lubuskości”.
Taki stan rzeczy doprowadzić może również do spadku poziomu artystycznego lubuskiej poezji czy prozy, ale to już temat na oddzielne dywagacje. Faktem jest, że żadna książka lubuskiego autora nie była w ostatnich latach nominowana do ważniejszej nagrody literackiej w kraju. Owszem, nasi pisarze są zauważani na krajowej scenie czy rynku wydawniczym, np. Krzysztof Koziołek nominowany do „Paszportu Polityki” czy Beata P. Klary – zdobywczyni kilku nagród w prestiżowych konkursach poezji, ale to są tylko zauważone nazwiska, nie zaś konkretne ich wytwory literackie w formie książek. Podobnie było już w latach wcześniejszych. Kilku pisarzy lubuskich przeszło do historii literatury narodowej, jak choćby Irena Dowgielewicz, Janusz Koniusz, Zygmunt Trziszka, Andrzej K. Waśkiewicz, Zdzisław Morawski czy Ireneusz K. Szmidt, ale czy ich książki również? Miałbym co do tego sporo wątpliwości, czy przetrzymały one próbę czasu... Bywało, że niektóre publikacje prozatorskie, np. Wojciecha Czerniawskiego czy Zbigniewa M. Jelinka lub liryczne Waldemara Mystkowskiego czy Kazimierza Furmana, były zauważane przez krytyków w prasie centralnej, ale na zauważeniu i ciekawym omówieniu najczęściej żywot tych książek się kończył.
Przyczyn schyłku literackości regionu jest wiele i są zapewne one bardziej złożone z uwagi na głęboki aspekt ekonomiczno-społeczny i samej degrengolady kultury wysokiej. Zanik uniwersalnych wartości i idei w sztuce, pogłębiająca się frustracja społeczna w kraju, starzenie się społeczeństwa, rosnące bezrobocie, ogólny marazm intelektualny, popularyzacja konsumpcyjnego stylu życia, jego powszechny dynamizm i technologizacja oraz dążenie za wszelką cenę do topowego komfortu, zgodnie z trendami wyznaczanymi przez mass media i celebrytów, jak choćby agresywne reklamy, teledyski, pokazy mody, programy i portale młodzieżowe, filmy i muzykę.
Liczę, że niniejszy artykuł sprowokuje do dyskusji, a przynajmniej wywoła środowiskowy ferment. Może skończy się też tak jak zazwyczaj, czyli burzą w szklance wody. Albo też nie będzie żadnego odzewu, co też często się zdarza na tego typu prowokacje, ale wówczas milczenie moich potencjalnych adwersarzy będę poczytywał jako zgodę na przedstawione tu diagnozy i prognozy, zgodnie z łacińską sentencją: Qui tacet, consentire videtur.

Literatura
R. Rudiak, Stratyfikacja pokoleniowa pisarzy lubuskich, „Pegaz Lubuski” 2006, nr 7 (23), s. 8-9.
R. Rudiak, Stratyfikacja pokoleniowa pisarzy lubuskich, „Pegaz Lubuski” 2007, nr 2 (25), s. 8-10.

Robert Rudiak