Replika

Tekst p. Roberta Rudiaka, prawdopodobnie skrupulatny i szczegółowy, nijak ma się jednak do rzeczywistości. Przede wszystkim dlatego, że rzeczywistość nie mieści się (na szczęście!) w słupkach statystyk i tabelkach zestawień. Żadne wnioski wynikające z tych wyliczeń nie odpowiadają na pytania i tezy stawiane przez p. Roberta Rudiaka. Bo jakie znaczenie ma liczba członków z Związku, wiek i „moment wejścia” w świat literatury, dla talentu, aktywności i zaangażowania?
Tym bardziej że nie do końca jasne jest dla mnie, czy p. Robert Rudiak podejmuje próbę diagnozy sytuacji w lubuskich – zielonogórskim i gorzowskim – oddziałach Związku Literatów Polskich, czy stanu lubuskiego środowiska literackiego.
Jeśli chodzi o ZLP, przynależność do niego nie jest już tak atrakcyjna i istotna jak przed laty. Literaci – nie tylko młodzi – nie potrzebują Związku, by pisać, drukować, wydawać swoją twórczość, dyskutować (na internetowych forach poetyckich, festiwalach literackich oraz na łamach pism). Związek – mam takie wrażenie – musi na nowo zdefiniować swoje miejsce i rolę oraz formułę funkcjonowania, inaczej stanie się reliktem przeszłości.
Przyglądając się lubuskim ludziom pióra, warto – miast statystyk – zastanowić się nad tym, czy w ogóle tworzą oni jakieś środowisko literackie; czy budują tożsamość kulturową miejsca, w którym żyją; czy ich twórczość ma znaczenie dla literatury ogólnopolskiej.
Z przyjemnością przeczytam taką diagnozę naszego środowiska autorstwa p. Roberta Rudiaka. Jestem przekonana, że będzie ona przyczynkiem do pogłębionych badań nad znaczeniem lubuskich pisarzy i poetów dla polskiej literatury.

Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk