Czy kres literatury lubuskiej? Kilka refleksji w pełni subiektywnych

Czasy, w których obecnie żyjemy (szumnie nazywane postmodernizmem), mają tę cechę, że – pisząc za Zygmuntem Baumanem – są płynne (płynna nowoczesność). Być może z tego powodu wielu intelektualistów od czasu do czasu głosi „koniec”, „kres” tudzież „zmierzch” różnego rodzaju obszarów kultury: literatury, filmu, feminizmu, chrześcijaństwa itd. Dla przypomnienia, najsłynniejszy po 1989 roku ogłoszony „koniec” był „końcem historii”, który prorokował Francis Fukuyama, twierdząc, że po upadku bloku wschodniego na świecie zapanuje „liberalna demokracja”. Jak widać po czasach obecnych (Anno Domini 2013), hipoteza amerykańskiego ekonomisty uległa mocnemu przeterminowaniu. Dążąc jednak do środowiska regionalnego – lubuskiego, wyraźnie widać pojawiające się hipotezy głoszące kres literatury lubuskiej. Jednym z argumentów na tę diagnozę jest „rosnąca skala wieku aktywnych literacko pisarzy”.
Dywagowanie nad tym, ilu pisarzy tworzących na terenie województwa lubuskiego dawno przekroczyło już Conradowską „smugę cienia”, a ilu nie, analizowanie tego, jak wyglądają statystyki członkostwa w ZLP i wyciąganie z tego średniej, do żadnych merytorycznych wniosków nie prowadzi, ponieważ literatura nie ma ani wieku, ani płci, ani orientacji, ani poglądów politycznych. Literatura jest literaturą – broni się sama. Niestety trzeba czasami takie komunały przypominać. Za właściwy debiut wybitnego portugalskiego noblisty José Saramago uważa się powieść O malarstwie i kaligrafii, która ukazała się w 1977 roku, kiedy pisarz miał 55 lat (o wydanej w 1947 Terra de Pecado sam nie chciał pamiętać, a cóż dopiero czytelnicy i krytycy). Ten przykład sam w sobie dostarcza dowodu, że wiek nie gra roli w uprawianiu literatury, a nawet późny debiut może doprowadzić do noblowskiego lauru.
Pewien swoisty, charakterystyczny podział wiekowy, pokoleniowy zawszy był obecny w świecie literackim. Na przykład w okresie PRL-u, na przełomie lat 60. i 70. była grupa starszych pisarzy, nestorów polskiej literatury, takich jak: Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Andrzejewski, Jerzy Putrament; grupa stosunków średnich wiekowo literatów: Wisława Szymborska*, Tadeusz Różewicz, Roman Bratny i młodych: Stanisław Grochowiak, Rafał Wojaczek, Ernest Bryll itd. Wiek zwyczajnie nie gra roli, różnice wiekowe zamazują się w ogólnym krajobrazie literackim.
Niewątpliwie dobrze byłoby, gdyby „lubuskość” była rozpoznawalna we współczesnej literaturze tak jak „gdańskość”, która jest dostrzegalna za sprawą takich nazwisk jak Paweł Huelle czy Stefan Chwin. Być może trzeba po prostu poczekać na lubuskiego Huelle czy Chwina, ale i tak na chwilę obecną nie jest źle, nie jest tragicznie. Wystarczy przywołać takie nazwiska jak Janusz Koniusz, Krzysztof Federowicz, Beata Patrycja Klary, Krzysztof Koziołek, a jeżeli jeszcze będzie się pamiętać, że z Lubuskiem była związana Bronisława Wajs „Papusza”, Zygmunt Trziszka, Jan Kurowicki oraz Andrzej K. Waśkiewicz, okazuje się, że pejzaż lubuskiego środowiska literackiego nie rysuje się wcale w tak czarnych barwach, jak niektórzy chcieliby widzieć.
Na „ożywienie” lubuskiego środowiska literackiego dobrze wpływa organizowany od trzech lat konkurs Debiut Poetycki Pro Libris, cieszący się zainteresowaniem głównie wśród młodych piszących. W III edycji laureatem został Konrad Krakowiak, który obecnie para się dziennikarstwem telewizyjnym w Warszawie. Dla przypomnienia laureatem Lubuskiego Wawrzynu Literackiego w 2010 roku był Konrad Wojtyła mieszkający aktualnie w Szczecinie. Tym samym okazuje się, że lubuskość nie ogranicza się wyłącznie do Zielonej Góry, Gorzowa, Kargowej i Lubska.
Warto również pamiętać, że zdrowa sytuacja jest wtedy, kiedy istnieje więcej czytelników niż piszących, dlatego może dobrze się dzieje, że na lubuskim rynku coraz rzadziej wychodzą nowe pozycje młodych lub średnich wiekowo autorów. Nie o ilość, ale jakość przecież chodzi. Tym bardziej że produkowanie literatury (makulatury) stało się plagą czasów obecnych. Każdy, kto pisze wiersze, przy uzbieraniu funduszy może opublikować sumptem własnym lub przy pomocy sponsorów książkę poetycką, której wartość literacka zazwyczaj jest równa zeru.
Czy zatem literaturze lubuskiej można stawiać jakiekolwiek przyszłościowe diagnozy? Czy w ogóle literaturze można postawić diagnozę na przyszłość? Nie. Humanistyczne nie jest ścisłe. Nie można wyobraźni podstawić pod wzory i statystyki.

Jakub Rawski

* Nota bene o przyszłej noblistce Iwaszkiewicz pisał: „Tyle pięknych poetek, Szymborska, Achmadulina,/ Zbierają się, jak do gry w domino,/ I każda wpłaca się do puli na/ Zielonym stole – aż przeminą...” – J. Iwaszkiewicz, Młodość, [w:] idem, Muzyka wieczorem, Warszawa 1980, s. 33.