Godzina do końca świata...

altJakże znamienny jest ten tytuł wiersza otwierającego Jej jedyny tomik poezji, a pierwsze jego słowa brzmią: „zostały/ nieopublikowane wiersze/ I drogi/ śnieżnosłoneczne…”.
Jej imię – EMILIA – wiąże się z żarliwością, gorliwością, pilnością… Była na pewno i taka, ale ci, którzy mieli szczęście Ją znać, najpierw mówią o Niej, że była dobra, życzliwa. Słodycz, pogoda i łagodność, jaka z niej emanowała, obrazuje się z kolei w tym, że mówili do Niej i mówią o Niej Emilka. Fotografia, która zdobi ten tomik (wydany w 2012 roku w serii Poddasze Poetów), choć wydaje się być stylizacją, oddaje urok Jej postaci, ale i duszy.
Tomik także ma znamienny tytuł: W dorosłość. Ta młodziutka istota dopiero w nią szła, ledwie stanęła na jej progu. Stała już jednak w „prześwicie”, w metafizycznym przeczuciu przejścia, jak wierzyła, na jaśniejszą stronę, gdzie, odnosząc się do słów Jej wiersza – myśli już nie bolą, a radość się nie starzeje… Jej debiut i króciutkie twórcze życie były zapowiedzią prawdziwej poezji. W tych nielicznych wierszach skłaniała się to w stronę radości życia, to w zadumę nad jego pięknem i kruchością. Pisała dyskretnie, bez emfazy, gwałtownych wykrzyknień czy nowomodnych udziwnień. Z młodzieńczą prostotą, a równocześnie z dojrzałą świadomością siebie i własnego przemijania, zwracała uwagę na mgnienia chwil. To, co czyni Jej poetyckie słowo ważnym i właśnie dojrzałym, ponad miarę wieku, a pewnie na miarę bólu, to szczególne wyczulenie na znaczenia słowa. Jej wiersze pełne są treści wyrażanej raptem kilkoma słowami, znaczeń tkwiących raczej w niedopowiedzeniach niż w pełnych, wszystko „opisujących” zdaniach. Szlachetna, rzadka wstrzemięźliwość w wyrażaniu siebie. Wiedziała. Czuła –

  Jakoby góry
  turlały się w dół
  Jakby słowa uderzały o stół
  Żadne zdanie
  Nie wypłynie samo […]

Pisała: „boję się żyć/ bo nie umiem żyć”. Ba! Gdyby wszyscy umieli żyć tak jak Ona! Żarliwie kochała piękno i umiała je odnajdywać w drobiazgach, drgnieniach światła, płatkach kwiatów, przelocie motyla. Nawet w ludziach! Bo kochała ludzi. Tych najbliższych (ileż serdeczności w Jej wierszu poświęconym babci, w samym nazwaniu: „Babciusiu”) i – trudno przecież powiedzieć obcych, bo wydawało się, że wszyscy są Jej bliscy. Była zawsze chętna nieść pomoc, obdarzająca innych tym, co w Niej samej było najcenniejsze: Pięknem i Dobrem. Także Jej wiersze są darem. Poważne, głębokie, a przecież pogodne w bólu, uśmiechnięte do świata. Jak napisała:

  Tak pięknie sobie zasłużyłam
  Samotnością całować wieczór
  jesienny
  Spadać równo
  powoli
  jak te liście pożółkłe
  i blade […] A życie
  niech deszczem
  zmyje mój żal
  By Bóg go nie zauważył

Nie znamy wszystkich Jej wierzy. Czekamy na tomik, którego Ona nie doczekała. Jednak tych kilkanaście wierszy, jakie sama pozwoliła nam poznać, wskazuje na wielką dla nas stratę – choć oczywiście, uwaga taka brzmi może mało stosownie, wobec tak szybko minionego Jej życia. W jakiś sposób Jej poezji patronowała chyba wielka Jej imienniczka, Emily Dickinson, mistrzyni poetyckiego skrótu i pełni wyrazu. Czułość, zachwyt i miłość do świata połączona bólem. Bo jest tak, że pewne, te bardzo wrażliwe dusze, widząc Piękno, czują ból. Emily pisała: „Ile hartu w Duszy że to znosi,/ Gdy coraz bliżej brzmi/ Stąpanie nadchodzących Stóp/ Skrzyp otwieranych Drzwi”… Emilka, na niespełna dwa lata przed odejściem napisała tak:

  I przyjdzie po mnie
  Siwobrody starzec
  – Mędrzec
  mędrkować mi już nie
  będzie
  tylko stanowczo
  lecz łagodnie
  powie
  „chodźmy tam
  – gdzie sama
  wydeptałaś sobie
  ścieżkę”

Emilka Grzelak urodzona 9 sierpnia 1986 roku (mieszkała we wsi Wysokie w gminie Czerwieńsk, a w centrum Zielonej Góry prowadziła kafejkę Rot Cafe), zmarła 25 lipca 2013. Jej króciutkie życie, tak boleśnie doświadczone, pozostawiło smutek, ale i radosny ślad w sercach przyjaciół. Tak jak dzieje się, gdy gaśnie przez chwilę jaśniejąca na niebie tęcza. Dickinson o takim odejściu napisała:
 
  Nie mogłabym płakać jak oni –
  Szloch może być obrazą!
  Spłoszą cichą wróżkę i umknie
  Do swych rodzinnych lasów.
  Gdy prostoduszni sąsiedzi
  Gawędzą o „zmarłej przedwcześnie”,
  My – skorzy do peryfrazy –
  Mówimy, że ptaki pierzchły.
(tłum. L. Marjańska)

O kruchości i dziwności świata Emilia Grzelak wypowiedziała taką oto myśl – wiersz: „Są kwiaty, które się zrywa/ i te, na które można tylko patrzeć…”.
 
Maria Miłek