Nie żyje artystka Agata Buchalik-Drzyzga

altZIELONA GÓRA. W sobotę, 14 września, zmarła Agata Buchalik-Drzyzga. Artystka plastyk. W swej bogatej karierze była członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, wykładowcą w Liceum Plastycznym, dyrektorką Biura Wystaw Artystycznych, a w ostatnich latach także założycielką i pierwszą szefową klubu charytatywnego Kiwanis. Niesłychanie otwarta, twórcza, przyjazna dla swego otoczenia, dobry duch środowiska. Chętnie brała udział w licznych plenerach w regionie i w kraju.
Niecały rok temu „Gazeta Lubuska” piórem Eugeniusza Kurzawy publikowała na swych łamach tzw. alfabet Agaty Buchalik-Drzyzgi. Mówiła w nim wówczas o sobie: A – artysta. Od dziecka chciałam być... chirurgiem, nie artystką. B – ból. Od paru lat zmagam się z paskudną chorobą znaną pod skrótem RZS. Są w niej okresy bardzo bolesne, są też lepsze, które staram się wykorzystać na twórczość. I walczę, cały czas walczę z bólem... C – cel. Przez całe życie twórcze moim celem były... wystawy. Czasem swe prace wystawiałam co dwa lata, teraz wytrzymuję nawet pięć lat bez wystawy. Ostatnio miałam w Bibliotece Norwida ekspozycję z okazji 45-lecia twórczości. To była moja 45 wystawa. Prace prezentowałam m.in. w Kopenhadze, Gorzowie, oczywiście Zielonej Górze, Achim (Niemcy), Wrocławiu, ale im jestem starsza, tym bardziej do prezentacji dzieł pociągają mnie „bliskie okolice”. E – ekslibris. Udało mi się stworzyć ponad czterysta znaków książkowych, zwanych popularnie ekslibrisami. Większość dla rodziny, przyjaciół, znajomych, których sobie cenię. Ot, siadałam i tworzyłam. Chcę zebrać wszystkie ekslibrisy w... książce. Będzie to pozycja o moich przyjaciołach, którym podarowałam znaki książkowe. Na jednej stronie ekslibris, obok zaś gawęda. G – galeria. Żaden plastyk nie może funkcjonować bez galerii. H – historia. Zawsze mnie interesowała. Przeczytałam Historię Zielonej Góry. Nie przypuszczałam, że takie małe ongiś miasteczko ma tak barwną, momentami nieprawdopodobną historię! Dzięki temu jeszcze bardziej polubiłam to nasze miasto. I – igła. To ważne narzędzie z dwóch powodów, artystycznego i życiowego. Wymyśliłam nową technikę tkacką nakładania nitki na tkaninę. I tu igła jest niezbędna. Ale potrzebna jest też, gdy muszę wziąć zastrzyk z powodu bólu nasilającego się w mojej chorobie. Często bez serii zastrzyków się nie obejdzie. Stosuję też akupunkturę. J – jestem! Zawsze usiłowałam zrobić więcej, niż mogłam. Takie było całe moje życie. Odkrywałam wciąż „nowe lądy” artystyczne. Wchodziłam w nowe techniki plastyczne. Realizowałam się praktycznie we wszystkich: w malarstwie i to w akwareli, gwaszu, oleju, akrylu, w grafice klasycznej, akwaforcie, akwatincie, drzeworycie, tkaninie, papierze. Ostatnio stosuję nową technikę – folareks, do tworzenia ekslibrisów. Ł – łatwość. Powinnam dziękować niebiosom i rodzicom za ten dar. Za łatwość, z jaką w życiu przychodzi mi realizacja zamierzeń artystycznych. Właściwie każdy pomysł mi się udaje. Aż mnie to peszy. M – miniatura. Kiedy w 2007 r. z powodu choroby wysiadła mi prawa ręka i nie mogłam tworzyć, bo pędzel po prostu z niej wypadał, mimo wszystko zaczęłam tą ręką malować. Chociażby obrazy – miniaturki. I wychodziły! To dało mi napęd do życia, bo już myślałam, że koniec z tworzeniem. Potem ręka doszła do siebie, a miniatury pozostały. Sprzedaję ich mało, bo większość traktuję jako prezenty dla przyjaciół. N – nieobecność. Nieobecni nie mają racji bytu. Trzymam się tej zasady i dlatego staram się być na wystawach, uczestniczyć w różnych zdarzeniach kulturalnych, społecznych. Istnieć. To też mądrość babci, że nieprawdziwe jest powiedzenie: „siedź w kącie, a znajdą cię”. P – papier. To miłość moich ostatnich dwudziestu lat. Oszalałam na tym punkcie. R – rysunek. Bez rysunku nie ma mojej twórczości. Wszystko, co robię w życiu, nie tylko artystycznym, zaczyna się od rysunku. Zawsze na początku musi być szkic. Przy sobie mam nieodłączny notatnik, ołówek, cienkopis i nawet idąc po mieście, coś tam sobie szkicuję. W – wolny zawód. Całe życie chciałam być wolnym człowiekiem i to mi się udało. Tylko dwukrotnie i to na krótko dałam się związać etatami. Raz na cztery lata z BWA, potem dwa lata pracowałam na uczelni. Wolność to jest coś! Z – zapiski. Od 21 lat, od śmierci mojego męża, prowadzę codzienne zapiski. Kupuję duży kalendarz i każdy dzień dokładnie odnotowuję. Zdarzenia, ludzi, spotkania, o, nasze dzisiejsze też już odnotowałam. Czasem na marginesach coś narysuję. Gdyby to wszystko wydać drukiem, to w Zielonej Górze nie obyłoby się bez skandalu. Ż – życie. Udane.
 
Eugeniusz Kurzawa
alt