Kalka szkicu. O poezji Anny Tokarskiej

Gdyby zestawić poezję Anny Tokarskiej z wojującymi wierszami Włodzimierza Majakowskiego (Rozwijajcie się w marszu! W gadaniach robimy pauzę), spiętrzoną metaforę Tadeusza Peipera czy aksjomatyczną postawę Zbigniewa Herberta, mogłoby się okazać, że pozostanie ona całkowicie niewidzialna. Przy mocnych, precyzyjnych uderzeniach słów poetów, krokach zdecydowanych i ukierunkowanych, świat autorki Monologów o niepamięci wypada bowiem jako ich przeciwieństwo, lecz przeciwieństwo rozumiane nie jako świadoma opozycyjność wobec czegokolwiek, ale jako kruchość i ulotność po prostu („jestem z dnia na dzień i żyję z miejsca na miejsce”).
Renifery
Pod koniec epoki magdaleńskiej
renifery odeszły na północ.
Człowiek został sam, opuszczony
przez bogów i zwierzęta.
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                           Zbigniew Herbert

alt
  Zawsze najsilniejszy
  wiedzie całe stado
  więc pewnie był chromy
  który szedł ostatni
  spośród reniferów
  na północ dążących
  a gdy tak odchodził
  to czy się oglądał
  i jaki obraz
  w swoich oczach utrwalił
  może człowieka
  co patrzył ich śladem
  aż łzy
  zmęczone zakryły źrenice
  potem samotność
  w swej jaskini ściany
  wpisał wizerunkami
  zwierząt odchodzących
  w noce bezsenne
  jeszcze teraz widzę
  odchodzące na północ
  reniferów stada
 
Już w pierwszym utworze debiutanckiego tomiku widać, że autorkę bardziej interesuje to, co zobaczył, utrwalił renifer idący na końcu wędrującego stada, nie zaś ten wiodący, najsilniejszy, przodownik pracy, koryfeusz poezji czy autor manifestu. Podobnie dzieje się w innych wierszach zielonogórskiej poetki, której świat wypełniają „skrzydła wątłe”, „onieśmielone sprzęty”. Owa ledwie widoczna, lekka kreska, przy pomocy której Tokarska buduje poetycką rzeczywistość, z czasem staje się jeszcze delikatniejsza, jeszcze mniej zdecydowana. Widoczne jest to przy porównaniu kolejnych tytułów wierszy w następujących po sobie tomikach. W Portrecie z ptakiem spośród 17 utworów tylko dwa tytuły rozpoczynają się od ***, w Monologach niepamięci jest ich już 7 z 15, w Zapisie wędrownym 23 z 63, w Moje wiersze posiwiały 19 z 20, W białym mieszka anioł 21 z 21.
W zapisie strukturalnym wszystkich tomików świat Tokarskiej staje się coraz bardziej impresyjny, przepełniony owymi gwiazdkami jak śnieg zasypujący ślady reniferów, które odeszły na północ. Jak kolejne kalki szkicu, coraz bardziej niknące.

Podmiot liryczny a poezja


Interesująca u Tokarskiej jest wiara w magiczną moc słowa, ale wyłącznie słowa poetyckiego. Tam, gdzie podmiot znajduje się w sytuacji lirycznej sam na sam, towarzyszy mu rozedrganie, pęknięcia, lęk:

  gdy ptakom chleb sypię –
  skąd mam wiedzieć Mamo
  a może zamieszkałaś właśnie
  pośród tych głodnyc
  i zziębniętych wróbli?

Jeśli jednak pojawia się poezja, sytuacja liryczna podlega oswojeniu, staje się bezpieczna.

  Te ptaki są z papieru
  może to i lepiej

  nie obudzą nostalgii odlotem jesiennym
  nie zamarzną w zimie

  w strofach mają gniazda wygodne i ciepłe

Słowo w poetyckim świecie Tokarskiej ma moc uzdrawiającą, krzepiącą, czasami wręcz sakralną, a jednostka „skazana na poezję” tylko w niej czuje się pewnie i bezpiecznie:

  Deus est

  Z wiersza wyszedłeś
  w wiersz powracasz

  wreszcie spokojny
  w czterech ścianach strofy
  wreszcie
  bezpieczny
  w świetle metafory

Poeta nie jest tu nosicielem żadnej prawdy objawionej, nie walczy, nie domaga się, nie manifestuje swoich poglądów ideologicznych, lecz w pełnej refleksji ciszy kreuje „swój intymny, mały świat”. I właśnie w tym świecie wiersz uzyskuje życie odrębne, autonomiczne. Czasem dzieje się to poprzez animizację
alt
  wtedy zaczęłam wiersz
  który tak bardzo chciał być napisany
  że domagał się tego gwałtownie
  każdym zmilczanym obrazem

  czasem personalizację

  Nie dochowałam im wierności
  [...]
  nie dałam dojść do słowa

  te wiersze
  nie mają już czym oddychać

lub niemalże deifikację

  Może to właśnie ta chwila
  której tak dotkliwie
  brakuje
  do wiersza

Czymże jest więc wiersz dla Anny Tokarskiej, jeśli to właśnie jemu należy dochować szczególnej wierności, jeśli do niego „brakuje”? O jakim rodzaju metapoezji może być mowa, skoro sam język poetycki nie wystarcza, jeśli przedstawianie rzeczywistości – przez poezję przecież przekształconej – to za mało? Dlaczego w wierszu musi być jeszcze inny poziom, do którego należy dążyć?
Słowo używane przez Tokarską „normalnie” – bez namaszczenia – „to jest wiersz” kontrastuje ze słowem poetyckim „namaszczonym”.

  tylko uchylić furtkę wiersza
  zaraz za tym słowem
  zaczyna się ogród
  i powietrze świetlne
  nosi ślad anioła
  odległy
  jak dźwięk dzwonu
  jak miasteczko w zmierzchu

  zaraz za tym słowem

Wydaje się, że „zaraz za tym słowem” kryje się inny, lepszy świat – wystarczy tylko przekroczyć niewidzialna granicę wyobraźni, wrażliwości, zrobić tylko jeden mały krok i znaleźć się w zaczarowanym świecie poezji. Dla Tokarskiej to obszar sacrum. Natomiast wszystko, co nosi znamiona codzienności, zwykłości odczuwane jest przez liryczne „ja” jako trudne, przytłaczające, czasem ponad siły: „nie wszystko zdoła/ udźwignąć ciężar własnego imienia”. Dlatego bohaterka wiersza, będąca porte parole poetki, błagalnie prosi

  O niczym nie słyszałam
  nie umiem opowiadać
  o wydarzeniach wesołych i smutnych
  Zwolnijcie mnie z tego
  Jestem nieprzygotowana
  Dzisiaj naprawdę nie mogę
  zdawać z codzienności
 
Wiersz jako taki stanowi zatem próbę nie tyle opisywania, co raczej przekształcenia rzeczywistości, ale także, a może przede wszystkim - próbę jej okiełznania, oswojenia. Jednak i tutaj piętrzą się trudności, gdyż – paradoksalnie – to, co zostaje już nazwane, staje się tym, co krępuje, zubaża.alt

  Nazwana więc zatrzymana w biegu
  nazwana więc na własność wzięta
  patrzę w zdumieniu:
  jak mnie nagle mało
  tu jestem głoską odjętą z imienia
  mniej jeszcze – literą

  i woła po imieniu
  może nieżyczliwie
  może drwiąco nawet
  ale po imieniu
  więc trzeba – mimo zmęczenia
  dotrzymać kroku
 






Słowa, nazwy, określenia funkcjonują w powszechnym obiegu codziennych użytkowników języka. W poezji natomiast dopiero naddanie im pewnej nadbudowy wprowadza je w inny wymiar, wymiar, który chciałoby się nazwać - by pozostać w terminologii sakralnej – poetyckiego namaszczenia.
Analizując stosunek słowa „nienamaszczonego” (a zatem zwykłego, konkretnego) do desygnatu, można wyciągnąć wniosek, że słowo objaśnia, nazywa, wskazuje, opisuje, ale zarazem kaleczy, ponieważ słowo użyte powszechnie, często niszczy sam desygnat.

  Rzeczy wychodzą poza swe imiona
  i w słowie kamień
  już nie ma kamienia
  [...]
  a w słowie kamień
  tylko metal dzwoni

Według kodeksu poetyckiego Tokarskiej słowo używane powszechnie jest niedoskonałe, popękane, dlatego nie można mu ufać. Czysta poezja, prawda (czy raczej Prawda), absolut – lub intuicyjne konotacje powyższych – ujawniają się w tym, co nienazwane. „I święcić się będzie wieloznaczna podróż/ w imię nienazwanego jeszcze/ wciąż rozpoczyna”. Dopiero w podróży do świata poetyckiego zaanektowana zostaje powszechna rzeczywistość, która uzyskuje nowy, chociaż wyblakły ślad znaczony zmurszeniem, kalką, cieniem: „Wierszu mój z drewna z łez bezsennych/ w sczerniałą wystrugany pietę”.
Zaskakującym jest, jak niewiele u autorki Zapisu wędrownego jest tego, co „na zewnątrz”. Do jej poetyckiego świata nie przenika nic z wydarzeń bieżących, ważnych, mniej ważnych, czy zupełnie banalnych Podmiot liryczny obserwuje rzeczywistość, realność niejako zza szyby, z wnętrza swojego małego pokoju wyobraźni, gdzie jest miejsce na „pejzaż szary”, drewniane sprzęty, „pióro uronione”.

Ja
 
Większość tekstów Anny Tokarskiej realizuje się w sferze wewnętrznego monologu, retrospekcji. Przeszłość najczęściej wygrywa tutaj z teraźniejszością, jeśli wziąć pod uwagę ładunek dostarczanych pozytywów, bowiem to, co dzieje się tu i teraz, jest coraz częściej chrome, gorzkie, szare. Ta podróż w czas miniony zwiększa swoją częstotliwość w kolejnych tomikach. Bywają wiersze, gdzie liryczne „ja” przygląda się sobie, tak jak w wierszu Przed lustrem lub Szkicu do autoportretu. Co ciekawe, znowu można zaobserwować tu stosunek nieufności wobec aktu nazwania, tym razem na gruncie estetycznym.

  Spójrz nieroztropna
  minęło co było
  urody piękne
  póki nienazwane

Perspektywa lustra zmusza do nazywania, do konkretnej refleksji i konkretyzacji tego, co powierzchowne i tego, co w głębi.

  Zmienna Anno
  odmieniana nieustannie
  przez czas i przypadki nieprzewidywalne
  i inne

Jednak i to zastosowanie rekwizytu lustra nie przynosi twardych diagnoz, a staje się raczej kolejnym pretekstem do powrotu w przeszłość.

Ja - ty

W wierszach o charakterze miłosnym pojawia się mężczyzna, z którym bohaterkę łączą wprawdzie więzi emocjonalne, ale wyczuwa się istniejący pomiędzy nimi dysonans, brak oczekiwanego i upragnionego pełnego porozumienia.

  w pana portrecie
  miejsc pustych niemało
  i niejedna się szczelinaalt
  jak błazen rozdziawia

lub

  Pan mówi – życie – a myśli
  naprawdę
  ciągłe przymiarki
  kostiumów i masek.

Ten brak prawdziwej więzi owocuje nasilającym się poczuciem samotności, ironią, sarkazmem, odmową uczuć i w efekcie – rozstaniem.

  i oswojone
  kare moje konie
  już nie zbiegają
  tabunem na oślep
  [...]
  tak oswoiłeś kare konie moje

  Miłość
  umarła nam
  umarła
  nawet nie wiemy
  której nocy

Ja - oni/wy

Relacje bohaterki lirycznej ze światem zewnętrznym ukazane są w sposób dychotomiczny. Liryczne „ja” albo zwraca się z prośbą o oswajającą opiekę

  Przyjdźcie do mnie
  prosiłam
  moje siostry ciche
  wczoraj poeci o waszych łzach mówili
  że są podobne do pereł

albo też – w największym uproszczeniu – o święty spokój:

  Stawiają mnie przed lustrem
  sami stoją obok
  [...]
  rośnie we mnie
  krzew niewdzięczności czarny i kolczasty
 
Czego można się spodziewać, to właśnie wiersze „wy/oni” są najmniej subtelne, posiadają największą ilość – zdawałoby się – życiowych doświadczeń samej poetki.

***
Jeśli spróbować podsumować poezję Anny Tokarskiej w choćby najogólniejszy sposób, należy przede wszystkim zwrócić uwagę na jej drganie, cienistość i płynność – przechodzenie snu w jawę, nazwanego w nienazwane i vice versa. Umiejętność poruszania się po krajobrazach, obserwacja zwierząt, kulawych sprzętów, relacji między podmiotem lirycznym a otoczeniem w atmosferze ciągłego zapadania w przeszłość, w niebyt, następować powinna ze szczególną czujnością, gdyż każdy szelest w poezji zielonogórskiej poetki u innych pisarzy mógłby przybrać formę krzyku. Liryczne „ja” Tokarskiej nie krzyczy. Nawet wtedy, gdy emocje podskórnie pulsują, słowa uzyskują ledwie bardziej wyraziste, mocniejsze przyciśnięcie ołówka na kalce. Czytając jej wiersze chyba jeszcze bardziej, niż w wypadku lektury innych, należy przypomnieć sobie słowa irlandzkiego poety (Yeats William Butler, Poeta pragnie szaty niebios, tłum. Leszek Engelking):

  Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
  Z nici złotego i srebrnego światła,
  Ciemną i bladą, i błękitną szatę
  Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
  Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
  Lecz biedny jestem: me skarby w marzeniach,
  Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
  Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.
 
Warto zauważyć, że wydany w 2001 roku tomik Tokarskiej W białym mieszka anioł posiada zamysł szerszy, aniżeli wprowadzenie na rynek kolejnej pozycji książkowej. Wybór wierszy dokonany przez Andrzeja Bucka prezentuje bowiem także część utworów z poprzednich zbiorków i nadaje całej książeczce nowy sens i dodatkową jakość. Zawarte w niej utwory wprowadzają czytelnika w światy ze wszystkich wcześniejszych tomików poetki, a otwierający tomik wiersz *** [nie wiem o sobie dokładnie] w sposób reprezentatywny ukazuje kształt poezji Anny Tokarskiej. Pozostaje mieć nadzieję, że wiersze zielonogórskiej poetki doczekają się szerszych i głębszych analiz, a także, że powstanie praca badawcza poświęcona dorobkowi tej autorki.
alt
altPrzemysław Grzesiński