Międzynarodowy Festiwal Kina Autorskiego Quest Europe (Quest Europe - festiwal kompletny 2006-2011)

Międzynarodowy Festiwal Kina Autorskiego Quest Europe, w swojej formule kumuluje niemal wszystkie, detaliczne idee pozostałych lubuskich przeglądów filmowych. Szczególnie zaś w ostatnich, przynajmniej dwóch, a być może nawet trzech edycjach. Stające do otwartej konkurencji produkcje niezależne już od 2006 roku (a więc od drugiej, ale pierwszej autonomicznej edycji Festiwalu) otrzymują nominacje do prestiżowych ogólnopolskich laurów festiwalowych. Takie preferencje ma w lubuskiem jeszcze tylko jeden festiwal (i dopiero od dwóch lat). I na tym podobieństwa się kończą. Oprócz prezentacji konkursowych podczas pokazów specjalnych QE obejrzeć można filmy kinematografii „niszowych” (np. środkowo- europejskich). Ta idea od jakiegoś czasu była kluczową Festiwali w Łagowie. Na tym najstarszym polskim festiwalu ongiś pojawiały się niejako „z klucza” gwiazdy polskiego ekranu. Ostatnie lata zweryfikowały tę „atrakcję” niemal do zera. Tymczasem podczas filmowego święta QE od samego początku widzowie mogli spotykać się oko w oko z najwybitniejszymi przedstawicielami X muzy. I tu podobieństwa z Festiwalem w Łagowie też się mijają albo przecinają, niejako „korespondencyjnie” – co znaczy, że to QE odświeżył wcale niespatyniałą potrzebę kontaktu z gwiazdami w nieco luźniejszej formule. Tym bardziej, że na galach QE prawie od początku wręczane były honorowe statuetki Wielkiego Ukłonu dla wybitnych przedstawicieli polskiego kina. Z nowosolskim Solaninem łączy QE kreatywność zwykle młodych twórców produkcji konkursowych. Istotnie jednak dzieli te festiwale rozrzut terytorialny (QE jest od samego początku festiwalem międzynarodowym). Jeśli do tego dodamy specjalne bloki filmowe (połączenie klasyki z tematycznymi pokazami filmów ważnych, aczkolwiek mniej spopularyzowanych), koncerty muzyczne, prezentacje artystyczne wszelkich mediów (nawet modowe), a także rozciągnięcie czasu trwania Festiwalu na całe wakacje i rozprzestrzenienie się imprez nie tylko w wielu punktach Zielonej Góry, ale także po okolicy – to uznanie QE za festiwal kompletny będzie całkowicie uzasadnione.

A więc Kino Autorskie
W powszechnym (komercyjnym?) rozumieniu pojęcia kino autorskie, mieszczą się pewnie takie produkcje, których scenarzystą, reżyserem i nierzadko producentem jest jedna i ta sama osoba. Powyższe preferencje z łatwością dają się przenieść w sferę tzw. twórczości niezależnej. Z niewielką wszak różnicą: w pierwszym przypadku (komercyjnym) mamy do czynienia z wyborem; w drugim przypadku (niezależnym) z koniecznością. Często twórcami kina autorskiego na etapie „niezależności” są po prostu pasjonaci, którzy nie chcą czekać na kaprysy wielkich wytwórni, szczodrość mecenasów, intelektualne zaufanie promotorów-opiekunów, i w „pojedynkę”, „bez grosza”, ale nierzadko z nieokiełznanym talentem realizują od początku do końca WŁASNE projekty. Marzena Więcek (pomysłodawczyni i protagonistka QE) kino autorskie widzi praktycznie nieco inaczej, choćby mówiąc o pokazach festiwalowych: „Podczas festiwalu zobaczycie Państwo produkcje fabularne i dokumentalne. Pokażemy filmy zrealizowane poza wielkimi wytwórniami i poza żądzą komercyjnego sukcesu, filmy, które powstają z potrzeby serca” – w taki oto sposób zachęcając do uczestniczenia w pokazach konkursowych widzów II Festiwalu (z jeszcze nietożsamą nazwą Quest Europe). I o ile nieostra formuła „potrzeby serca” mogła zmylić tę bardziej wymagającą część publiczności, to już dalsza argumentacja M. Więcek nie pozostawia żadnych złudzeń, o co chodzi w kinie autorskim na QE: „Głównym założeniem festiwalu jest prezentacja autorskiego kina artystycznego, które w sposób śmiały i bezkompromisowy opisuje dzisiejszą rzeczywistość. Program układany jest z myślą o publiczności wymagającej, szukającej w sztuce niebanalnych doświadczeń i wzruszeń, oczekującej od twórców własnej, oryginalnej wypowiedzi twórczej” – dodaje Więcek. I tylko jeszcze raz Marzena Więcek dookreśla (w programie III edycji QE) istotę kinaautorskiego wg optyki QE: „Quest Europe jest festiwalem koncentrującym się na opowiadaniu o człowieku i poszukiwaniu odrębności kulturowej w kinematografii Europy i świata. Jest przestrzenią ścierania się różnych form kreowania filmowej rzeczywistości przez niezależnych, bezkompromisowych twórców, którzy dzięki swojej wyjątkowej wrażliwości potrafią przyglądać się światu oczami szczerego i wciąż jeszcze nienasyconego dziecka”. Później, praktyka festiwalowa, już bez zbędnych uzasadnień sama w sobie potwierdzała założenia i przesłania tego przedsięwzięcia – QE już w kolejnych edycjach miał osobliwy autorytet intelektualny i artystyczny, co potwierdzali autorytatywnie zewnętrzni, wybitni uczestnicy i obserwatorzy Festiwalu (choćby T. Raczek, M. Trybała, K. Janda, K. Preis, J. Hoffman, M. Komorowska, E. Szykulska, D. Ogrodny). Siedem edycji QE, już od samego początku, gromadziło zawsze imponującą ilość filmów konkursowych. O ile tę ilość da się opisowo okiełznać jeszcze w II edycji – setka filmów, w tym zagraniczne z Niemiec, Czech, Holandii, Francji i Hiszpanii – to później możliwe jest już tylko statystyczne zestawienie (III edycja – 96 filmów z 12 krajów; IV edycja – 100 filmów z 18 krajów; V edycja – 100 filmów z 20 krajów; VI edycja – 150 filmów z 35 krajów; VII edycja – 150 filmów z 40 krajów). Poza oczywistą progresją od 2006 roku po 2011, pojawiały się filmy waloryzowane standardową „egzotycznością” (choćby z Turcji czy Armenii), filmy teoretycznie środowiskowo „niszowe” (choćby z Białorusi i Rumuni), a także z najdalszych miejsc na globie (choćby z Kanady). Jednak najistotniejszym walorem autorskich, niezależnych produkcji konkursowych zawsze były ich przesłania, żeby nie powiedzieć idee.

Ważkie tematy
Na tematykę konkursowych produkcji zwracali uwagę jurorzy wszystkich edycji. Z natury rzeczy przecież, jeśli niezależni twórcy sięgali po kamerę, pisali scenariusze, to zwykle „po coś”, pokazywali najistotniejsze dla nich powikłania rzeczywistości, najczęściej ocierające się obyczajowo, politycznie, egzystencjalnie o ekstrema. Warto skonstruować choćby fragmentaryczną „mapę drogową” tematów filmów konkurujących na QE. W II edycji poruszająca była historia rodzącej się przyjaźni dwóch chłopców w obliczu śmierci, w obrazie Tadeusza Śliwy Wszystko według plan”; Anna Gajewska w Warszawiakach pokazała Wietnamczyków mieszkających w Warszawie; Życie na ekstazie, film francuskiego twórcy Mikisa Fernandesa, pokazał młodych ludzi wiodących beztroskie z pozoru życie „na tabletkach extazy”, handlujących narkotykami w klubach i dyskotekach we Francji; i wreszcie duński dokument The Lurking Danger Anupa Dixita o obozie koncentracyjnym w Berlinie, który próbowali spalić Niemcy. W III edycji w pamięci widzów mogły utrwalić się takie filmy, jak choćby Sprinter Piotra Ryczki, opowiadający historię eks-gangstera i ojca rodziny, który próbuje wyjść na prostą drogę; wrażenie musiał zrobić scenariuszowy obraz irlandzkiego reżysera Daniela O’Hary Nazywam się Yu Ming o chińskim sklepikarzu uczącym się celtyckiego, który przeprowadza się do Dublina żeby znaleźć tubylców mówiących w języku jego matki; inny ważny film to Kawałek nieba Kuby Czekaja o pacjentach hospicjum poszukujących bezpieczeństwa i miłości, dla których błahe problemy są ważniejsze niż to, co nieuniknione; i wreszcie słynne później Galerianki, które Katarzyna Rosłaniec przed innymi sukcesami pokazała najpierw w Zielonej Górze. Z IV edycji wybieramy: dokument Marka Sojki Pod innym niebem z cyklu reportaży poświęconych Polakom mieszkającym za wschodnią granicą, Cukierek Piotra Matwiejczyka będący rozmową wnuczki z umierającą babcią, Raz dwa trzy Aleksandry Ząb o młodej kobiecie, która traci pamięć w wypadku samochodowym i węgierski dokument Martona Szirmai The Sinking Village o mieszkańcach pewnej wioski, którzy masowo wyjeżdżają, bo z bliżej nieznanych powodów pękają ściany w ich rodzinnych domach. V sezon QE przyniósł nie mniej absorbujące tematy, choćby film 7109 Marcina Filipowicza dokumentujący podróż młodego Polaka koleją transsyberyjską do Irkucka nad Bajkałem w celu spotkania dziewczyny, w której zakochał się kilka miesięcy wcześniej; a także Aktorzy Tomasza Wolskiego, film będący dokumentalnym portretem zbiorowym aktorów, legend polskiego filmu, którzy zostali uchwyceni podczas pracy na planie filmowym Jacka Bławuta Jeszcze nie wieczór (w dokumencie pojawiają się Nina Andrycz, Roman Kłosowski, Beata Tyszkiewicz, Irena Kwiatkowska); rumuński Ojciec Claudia Puscau, z kolei, opowiada jakże charakterystyczną dla współczesnej Europy historię ojca, który czyni wysiłki i idzie na różne kompromisy by być blisko swojego syna, którego zabrała do Francji bez jego zgody żona; wreszcie niemiecki dokument Miraslava Roberto Santaguidy będący eksperymentem filmowym podążającym myślami narratora przez ścieżki dnia, kontemplując na temat jego miejsca w świecie. VI edycja to już niejako standardowe potwierdzenie pryncypialności opisu rzeczywistości przez niezależnych autorów. Przeważały jednak ilmy fabularne. Uwagę mogły przykuć: rumuńsko-niemiecka produkcja Paula Negoescu Renovation, na którą składają się losy trzech osób (matki, syna, babci), niby zwyczajna historia, ale pełna realistycznej dramaturgii; intrygujący był izraelski obraz Khena Shalema W drodze do Tel-Avivu – oto obudzeni przez atak terrorystyczny młody Izraelczyk i jego narzeczona znajdują się w trudnej sytuacji, kiedy podejrzanie wyglądająca Arabka wsiada do tego samego autobusu; hiszpańska fabuła Carlosa Talamanci Wiktor i maszyna to wzruszająca historia o niezgodzie na nieuchronność człowieczego losu (mały chłopiec marzy o przywróceniu życia ojcu za pomocą starych części motocykla). Aczkolwiek wszystkie cytowane wyżej filmy to przekazy fabularne, mogące kojarzyć się z rutynową rozciągłością w czasie, jednak charakterystycznie dla kina niezależnego (co może nawet… szokować), to nierzadko bardzo krótkie, zwarte, sentencjonalnie ujęte historie – i tak hiszpański film to ledwie 9 minut projekcji, izraelski 15, a rumuńsko-niemiecki 25 minut. Ostatnia, VII edycja QE, to wysyp znowu krótkich fabuł o przewartościowujących współczesny świat przesłaniach, w przypadku polskich produkcji z udziałem niekwestionowanych gwiazd kina komercyjnego, co w ostatnich latach stało się niejako „światowym trendem” (patrz: Robert Redford), ale o tym później. Dlatego przewrotnie przywołajmy dokumenty. I tak: Takie życie Daniela Zielińskiego – historia niemłodego już człowieka, który w izolacji od świata opiekuje się schorowaną matką; Paparazzi Piotra Bernasia – dokument pokazujący po raz pierwszy kulisy pracy paparazzich i cenę decyzji jakie podejmują, na tle najważniejszych w Polsce wydarzeń medialnych 2010 roku, od polowania na Romana Polańskiego po katastrofę smoleńską; Pszczoły Marka Marlikowskiego – historia starego człowieka i jego miłości do pszczół, mężczyzna czuje zbliżającą się śmierć i martwi się o przyszłość owadów.

Już ten krótki (sic!), osobliwie subiektywny wybór filmów konkursowych wyraźnie obrazuje obszar zainteresowań autorów kina niezależnego. A przecież wybraliśmy tylko (i aż) filmy opisujące w sposób względnie poważny współczesny świat. Zdarzały się także produkcje pokazujące rzeczywistość w krzywym zwierciadle albo zgoła satyrycznie. Można więc bez ryzyka powiedzieć, że filmy na QE pokazały niemal pełne spektrum uwikłań współczesności. Istotnym uzupełnieniem festiwalowych szranków był od samego początku udział niekwestionowanych gwiazd polskiego kina. I to w różnych… konfiguracjach.

Wielkie Ukłony, jurorzy i „honorowy udział”
Zacznijmy od końca, czyli „modzie” brania udziału w niezależnych, autorskich produkcjach, aktorów rozpoznawalnych z przedsięwzięć zdecydowanie komercyjnych i seriali telewizyjnych. Zanim odnajdziemy gwiazdy w polskich propozycjach konkursowych QE, zauważmy, że popularni aktorzy cieszyli publiczność festiwalową już to udziałem w filmach niskobudżetowych, pokazywanych poza konkursem na projekcjach specjalnych (choćby Borys Szyc, Anna Dymna, czy Barbara Krafftówna).

Jednak zupełnym fenomenem był od samego początku udział znanych aktorów w fabułach konkursowych. I o ile na początku (w latach 2006- 2009) były to przypadki sporadyczne (Marcin Dorociński w Nie panikuj Bodo Koxa, Mirosław Baka i Renata Dancewicz w Pamiętasz mnie Piotra Matwiejczyka, Mirosław Zbrojewicz w Pralni Michała Dąbala), to już w ostatnich dwóch latach nastąpił istny „wysyp” honorowych ról w produkcjach niezależnych; honorowych, bo raczej na pewno bez honorariów. Przypomnijmy więc te (niektóre) role, bo aktorzy zasłużyli przynajmniej na wdzięczną pamięć. A więc Iwona Bielska w Nędzy Filipa Rudnickiego, Antoni Królikowski w Nocy życia we własnej reżyserii, Agata Kulesza w Realu Wojtka Jagiełły, Bartosz Opania w Pod wiatr nie popłynie słodki zapach kwiatów Leszka Korusiewicza, Maria Seweryn w Końcu świata Natalii Kostenko, Maciej Stuhr w Popatrz na mnie Katarzyny Jungowskiej.

Jednak największą atrakcją wszystkich edycji QE był osobisty udział gwiazd, i związane z tym spotkania z publicznością, oraz od III edycji Wielkie Ukłony – honorowe tytuły i statuetka festiwalowa dla wskazywanych (z arbitralną estymą) przez organizatorów niekwestionowanych autorytetów polskiej X Muzy. Charakterystyczne było uzasadnienie pomysłu Ukłonów ogłoszone podczas pierwszej gali w 2007 roku, określające bezdyskusyjnie charakter i… wojowniczość (aksjologiczną?) protagonistów QE, a grzmiące tak: „Zmęczeni wszechobecnym komercyjnym chłamem, gwiazdeczkami tasiemcowych szmir i miernych superprodukcji, powierzchownością i jednowymiarowością w serwowanej nam zewsząd zbieraninie kiczu, postanowiliśmy przy okazji festiwalu serdecznie podziękować i ukłonić się tym, którzy od lat dbają o poziom polskiej sztuki, przyprawiają nas stale o uwielbiane ciarki na skórze i kościach, którzy pozwalają doświadczać sztuki w jej najpiękniejszej, największej, najczystszej i najprawdziwszej formie”. Za każdym razem głęboko uzasadniano werdykt przyznawania Wielkich Ukłonów. Przypominając laureatów wybraliśmy po jednym, zawsze bardzo krótkim zdaniu, z tego obszernego uzasadnienia (włącznie z precyzyjnie opracowanym wyborem z filmografii uhonorowanych). I tak w 2007 roku Wielkie Ukłony otrzymały Krystyna Janda („Królowa polskiej sceny”), Marzena Trybała („Wybitna aktorka”), Kinga Preis („Najciekawsza i najbardziej wszechstronna aktorka młodego pokolenia”); w 2008 roku Ewa Szykulska („Wybitna polska aktorka filmowa i teatralna”), w 2009 roku Maja Komorowska („Nie ulega wątpliwości,że Maja Komorowska jest gwiazdą, ale jest to gwiazdorstwo szczególne, jedyne w swoim rodzaju”), Jerzy Hoffman („Jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów filmowych”); w 2010 roku Joanna Szczepkowska („Wybitna polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, pisarka, poetka, felietonistka, pedagog”), Zbigniew Zamachowski („Wielki aktor filmowy, teatralny i telewizyjny”), Sylwester Chęciński („Jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów filmowych, twórca kultowych, znanych wszystkim polskich filmów”), Krzysztof Globisz („Na trwałe wpisał się w tradycję wielkich kreacji scenicznych”); w 2011 Jerzy Stuhr („Wybitny aktor, reżyser filmowy i teatralny, pedagog, jeden z najbardziej wszechstronnych i najpopularniejszych aktorów polskich”), Katarzyna Figura („Jedna z najbardziej znanych i najpopularniejszych aktorek współczesnego polskiego kina”), Piotr Machalica („Wybitny aktor filmowy i teatralny, znany także jako uznany wykonawca piosenki aktorskiej i kabaretowej”). Wielkim Ukłonem uhonorowano także „filmowe” małżeństwo Kalinowskich (ale o tym – niżej).

Fenomenem Wielkich Ukłonów jest, już usankcjonowany tradycją, stosunek obdarowywanych do tego Lauru. Wszyscy nagrodzeni pojawiali się na Festiwalu, i nigdy nie była to rutynowa, krótka wizyta, jedno spotkanie. Wyjątkowym gościom QE towarzyszyła zwyczajowo specjalna celebra, nierzadko przygotowywano specjalne programy (np. kabaretowe), odbywały się konferencje prasowe, dyskusje panelowe i oczywiście spotkania z publicznością, zawsze przy stosownie pełnej frekwencji. Sami laureaci wysoko sobie cenią ten zielonogórski laur, aczkolwiek... tylko honorowy, świadczą o tym opinie i autorskie wpisy choćby naich prywatnych stronach internetowych, a także stronach teatrów, w których grają.

Gwiazdy zasiadały również (a może przede wszystkim) w dorocznych gremiach jurorskich. Chociaż organizatorzy od początku dbali o zachowanie proporcji między udziałem miejscowych i zewnętrznych (zawsze bardzo autorytatywnych) postaci. Dzięki temu miejscowe środowisko mogło czuć się dowartościowane, a w całości obiektywizowało to demokratycznie ocenę konkursowych produkcji. I tak w jury zasiadali znawcy przedmiotu (choć też nierzadko nie Lubuszanie, ale związani choćby z miejscową edukacją filmową – patrz Lubuska Szkoła Telewizji i Filmu): Jacek Kasprzycki (LSTiF) – dokumentalista, eksperymentator filmu animowanego; Mateusz Młochowski (LSTiF) – współpracownik TVP; Mariusz Grajkowski (LSTiF) – operator, fotograf i specjalista „nowych mediów”; Aleksander Podolak – aktor, twórca programów telewizyjnych; i (niejako oczywiście!) Marzena Więcek – aktorka, reżyserka, pomysłodawczyni i organizatorka QE i Lubuskiej Szkoły Telewizji i Filmu. Ponadto – jak już powiedziano – jury współtworzyli rozpoznawalni twórcy filmowi (gwiazdy): Marzena Trybała, Ewa Szykulska, Joanna Szczepkowska, Piotr Machalica. Również postacie związane z filmem, ale już nie z pozycji „uczestniczących gwiazd”: Tomasz Raczek – krytyk filmowy; Barbara Welbel – szefowa redakcji młodego kina i produkcji offowych w Telewizji Kino Polska; Małgorzata Kuzdra – koordynatorka repertuaru i promocji kina Muza w Poznaniu, współorganizatorka najważniejszych imprez filmowych w Polsce, firmowanych nazwiskiem Romana Gutka, Joanna Rożen-Wojciechowska szefowa Redakcji Młodego Kina w Telewizji Kino Polska. W ostatnich latach do jury dołączyli goście z zagranicy, poszerzając w ten sposób „propagację” QE, zgodnie zresztą z formułą i tożsamą od drugiej edycji nazwą: Derrick Ogrodny (USA) – szef kanału komediowego TV Comedy Central, od kilkunastu lat pracuje w Polsce dla największych światowych marek telewizyjnych; Asier Muńiz (Hiszpania) – aktor filmowy i performancowy, reżyser i producent, twórca programu Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Sorii; Dawid Bonneville (Portugalia) – twórca i reżyser filmów krótkometrażowych, pracujący dla angielskiej BBC; Charles Michel Duke (Seszele) – producent i reżyser filmów dokumentalnych, prezenter radiowych audycji o filmie. Oczywiście składy jurorskie były rotacyjne, a udział członków komplementarny. Ale od samego początku, we wszystkich edycjach QE honorowymi członkami jury było „filmowe” małżeństwo Kalinowskich (Maryla Makowska-Kalinowska i Bogdan Kalinowski) – najsłynniejsza polska para kinomanów, obejrzeli wspólnie ponad 10 tysięcy filmów, i to wyłącznie w pomieszczeniach naturalnego kina, od wielu lat wspólnego życia nie opuścili żadnej kinowej premiery i żadnego liczącego się polskiego festiwalu (w tym oczywiście Quest Europe), powstały o nich 3 filmy dokumentalne, uhonorowani Wielkim Ukłonem na III edycji QE.

Oprócz jurorskich, fachowych „obecności” gwiazd oraz ludzi filmu i kina, niestandardową atrakcją kolejnych odsłon Festiwalu były zawsze pokazy specjalne, dodatkowe (ekstraordynaryjne?) spotkania z publicznością i imprezy towarzyszące.


Pokazy specjalne, imprezy towarzyszące, a raczej... uzupełniające filmowy kosmos
Ogromną popularnością wśród festiwalowej publiczności cieszyły się od samego początku pokazy i spotkania specjalne, nie wyłącznie te, związane z obecnością artystów honorowanych Wielkim Ukłonem – ten rodzaj „eventów” niemal od razu twórczo się zrutynizował, jako zresztą odwołujący się do tradycji festiwalowych w ogóle, choćby zapoznanych łagowskich wizyt największych gwiazd filmu polskiego. Z taką zapewne świadomością organizatorzy QE zadbali o dowartościowanie tego rodzaju kontaktów z „konstruktorami” świata filmowego i okołofilmowego. Pomińmy (z powodów ilościowych) olbrzymią ilość projekcji filmów niezależnych, pokazywanych niejako poglądowo, więc poza konkursem. A jeśli nawet skupimy się na wydarzeniach wyjątkowych, to i tak skazani będziemy na poważną selekcję z powodów znowu obszerności oferty festiwalowej (sygnalizując, że festiwalowe pokazy i imprezy towarzyszące trwają na QE – nieprzerwanie podczas każdej edycji – nieomal przez całe dwa wakacyjne miesiące). Wybieramy takoż tylko te, które rzeczywiście cieszyły się wyjątkową popularnością wśród publiczności, a z perspektywy minionego czasu zyskały na wartości, jako wydarzenia utrwalające wiedzę o sztuce filmowej (jako takiej). Warto jednak na początek wspomnieć (trochę partykularnie) że podczas wszystkich edycji Festiwalu prezentowano blok krótkich filmów Lubuskiej Szkoły Telewizji i Filmu (zwykle były to filmy dokumentalne, eksperymentalne i animowane – czyli w założeniu pełne spektrum zainteresowań adeptów sztuki filmowej, wszak z wyłączeniem tzw. fabuły). Prezentowano także inne, niż filmowe, miejscowe (lubuskie) realizacje artystyczne (m.in. spektakl Metroseksual nowosolskiego Teatru Chwila, Kabareton – Grzegorza Halamy i grypy scenicznej Fruuu, występ Kabaretu Nowaki, koncert tria smyczkowego z Uniwersytetu Zielonogórskiego, występ zielonogórskiego barda Macieja Wróblewskiego z piosenkami Hoffmana, czy Macieja Szelewskiego z utworami z filmów Stuhra; promocja książek poświęconych Festiwalowi QE, pod redakcją prof. UZ Ilony Politowicz, wystawy plakatu filmowego miejscowych twórców – m.in. Ewy Antonowicz i Ilony Politowicz, wystawa fotograficzna Leszka Krutulskiego, koncerty jazzowe, w tym muzyki filmowej np. muzyków z zespołu Giga Drum, grupy „Łukasz Wicher Quartet”, czy „Quest na tropie mody” – pokaz mody inspirowany Festiwalem według projektów zielonogórzanki Natalii Zielińskiej). Ostatnie przedsięwzięcie, chociaż – nomen omen – konfekcyjne, przejdzie zapewne do poza kulisowej historii QE. Mniejsza o lateksowe (skórzane?), obcisłe spodnie modelek, kontrastujące z rozjaśnionymi pastelowymi szarościami bluzkami (o których, specjalnie, za chwilę), co być może miało oddać „czerń i biel” filmowego ekspresjonizmu niemieckiego, istotą pokazu były właśnie owe bluzki z multiplikowanymi graficznymi wizerunkami gwiazd jurorskich QE (m.in. Figury, Trybały czy Machalicy); sami aktorzy byli tyleż zaskoczeni, co wzruszająco „usatysfakcjonowani”. A jeśli już idzie o spotkania z publicznością, to ze względu skali poruszanych tematów, klasy publicznego dyskursu i samego artysty, do historii przejdzie na pewno spotkanie z Jerzym Stuhrem. Niezwykle ważne i oryginalne było spotkanie ze Zbigniewem Zamachowskim, oczywiście przy pełnej sali kinomanów. Niezwykle oryginalnie i spektakularnie wypadło spotkanie z Sylwestrem Chęcińskim, które zaaranżowała zaprzyjaźniona z QE zielonogórska poetka i twórczyni kabaretowa Halina Bohuta-Stąpel, na którym pojawili się żywcem wyjęci z kultowej serii „sami swoi”, słychać było nieudawany język „kresowy”, a i pojawiło się „tamtejsze jedzenie” – bo przecież w tym kontekście nawet nie wypada powiedzieć, że catering.

Spotkania z gwiazdami prowadzili zwykle – co szczególnie warto podkreślić – miejscowi dziennikarze niemal z wszystkich mediów (od Radia Zachód począwszy, a skończywszy na „Gazecie Lubuskiej”), co dodatkowo waloryzuje rzadką na co dzień tzw. integrację środowiskową.

W wymiarze uniwersalnych doświadczeń bezcenne okazać się mogą już w niedalekiej przyszłości (pokonując naszą, już chyba nawet polską ksenofobiczność) pokazy specjalne ujęte w cykle narodowe, prezentujące niejednokrotnie zupełnie nieznane u nas kinematografie, konfrontowane z tymi już powszechnie znanymi i uznawanymi (mowa o cyklu „Wypieki z krótkiej taśmy” realizowanym w klubie „Piekarnia Cichej Kobiety” a prezentującym na kilku edycjach QE krótkometrażowe filmy fabularne i eksperymentalne z Serbii, Rosji, Kanady, Rumunii, Wietnamu, Irlandii, Niemiec, Węgier, Czech, Japonii, Holandii, Francji itd.). Swoje „święta” festiwalowe miewał także niezależny dokument w cyklu „Niedziela z dokumentem”. Pokazywano także klasykę filmową w różnych zestawieniach tematycznych. Ale na uwagę zasługuje pomysł z ostatniego VII Quest Europe.

Obszerne bloki pokazów podzielono na „literacko” dookreślone cykle; i tak w „Filmowych smakach wschodu” pokazano produkcje wyłącznie węgierskie i rumuńskie, w „Filmowych smakach południa” przypomniano wyłącznie obrazy włoskie, w „Filmowych smakach zachodu” zaprezentowano najlepsze filmy z amerykańskiego Chicago Independent Film Festiwal, w bloku „Panorama na Rosję” zaprezentowano to, co rosyjskie kino wniosło i wnosi do ogólnoświatowego wizerunku kina, były też „Szwenki śmiechu” z wyłącznością komedii, był cykl „Człowiek bez cenzury” z filmami „zaangażowanymi”, czyli poruszającymi ważkie tematy społeczne i polityczne, w „Kwiatach dokumentu” pojawiły się te filmy dokumentalne, które poruszały niemal zawsze pryncypialne dla współczesności problemy, w bloku „W obiektywie ósmego zmysłu” swoje filmy prezentowały kobiety-reżyserki, wreszcie w „Kolorach miłości” fani melodramatów mogli zidentyfikować powody swoich, często niekontrolowanych wzruszeń. Pokazywano też filmy premierowe, ale także te, nagradzane na innych festiwalach kina niezależnego i to nie tylko na tych zaprzyjaźnionych z QE – bo taką grupę, którą łączy „konfidencja filmowa” można już wyraźnie wyodrębnić po siedmiu latach istnienia QE.

Ponadto systematycznie odbywały się specjalistyczne wykłady i prelekcje dotyczące ogólnie rozumianego kina (choćby wykład dr Jolanty Kosteckiej pt. „Niezwykła historia kina”, Jakuba Łysakowskiego pt. „Rola wojownika w filmowych obrazach”, Jacka Kasprzyckiego pt. „Co z tą formą we współczesnym kinie?”, Mariusza Grajkowskiego „Magiczne oko”, Natalii Zielińskiej „Kino oko Jana Machulskiego” itp.). wspomnijmy jeszcze tylko o cyklicznych warsztatach filmowych, czyli zajęciach praktycznych prowadzonych podczas trwania Festiwalu.

Już z tego, i tak krótkiego i bardzo wybiórczego wyboru – powtórzmy – widać, że organizatorzy Quest Europe z niemałym wysiłkiem, od początku istnienia Festiwalu dbają nie tylko o wszechstronność, ale także o wypełnienie wszelkich (jeśli nie wszystkich) obszarów zainteresowania publiczności, nie zapominając o najzwyczajniejszej rozrywce – w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu. I chyba z tych, między innymi, powodów, dziś Quest Europe ma bardzo wielu przyjaciół, wolontariuszy i to nie tylko w osobach prywatnych, ale także w instytucjach.


Autopromocja. Promocja – miasto, region. Czyli, jak Quest Europe ma się w Polsce i Europie
QE już w pierwszym edycjach wypracował jedyny w swoim rodzaju, oryginalny sposób promocji, najpierw samej imprezy (marki), a co za tym idzie promocji Zielonej Góry i całego województwa. Oficjalność tej formułki skonfrontowana z rzeczywistością przestaje brzmieć, jak brzmi, bowiem zwyczajne „reklamowanie” Festiwalu niesie ze sobą wielkie emocje, staje się samo w sobie wartością kulturową. Najpierw, jeszcze przed samymi właściwymi imprezami, odbywają się tzw. akcje bezpośrednie (np. na zielonogórskim deptaku, w „godzinach szczytu” pojawia się grupa festiwalowych wolontariuszy w firmowych koszulkach i dosłownie „stając na głowie” wykrzykuje hasła dotyczące filmu w ogóle, a Festiwalu w szczególności – w wszystko to po to, żeby zachwycić przechodniów filmem, jako takim. Oczywiście ma to charakter artystycznego performancu, podobnie jak przechadzający się po ulicach Zielonej Góry aktorzy poprzebierani za postacie z filmów prezentowane np. w pokazach specjalnych, są oczywiście tuby (niejako z planu filmowego) przez które płyną zaproszenia do kin festiwalowych. Ma to znaczenie (poza reklamowym) także „uświadamiające” – co znaczy, że jeśli nawet niewielka grupa widzów trafi na Festiwal, to tak czy owak sama impreza zyskuje „drugie życie” (w tzw. świadomości społecznej).

Większe, bo już nie sztafażowe znaczenie mają mniejsze i większe formy dziennikarskie, propagujące QE. Mowa o reportażach w ogólnopolskich stacjach telewizyjnych (Ekspres Reporterów w TVP 2, Kino Polska, Planete itp.). Co roku w stacjach telewizyjnych ukazuje się po kilkanaście spotów z udziałem gwiazd festiwalowych (Jandy, Zamachowskiego, Globisza itp., nie wyłączając gości ze świata). O idei Festiwalu (bardzo szeroko) mówił np. Tomasz Raczek w obszernym wywiadzie w Telewizji Puls. Informacje o QE ukazują się systematycznie w ogólnopolskich periodykach, począwszy od tematycznego „Kina”, przez „Przekrój” skończywszy na kolorowych pismach typu „Życie na gorąco”. Od kilku edycji Festiwalowi towarzyszy hymn, piosenka firmowa skomponowana przez zielonogórskich muzyków, która grana jest przed każdym QE w stacjach radiowych, a na samej imprezie wykonywana jest na żywo. A już podczas trwania imprezy jej „ślady” uzewnętrzniane są również w oryginalny sposób. Oto po mieście jeździ festiwalowa karoca konna, dowożąca gwiazdy festiwalowe na konferencje prasowe i spotkania z publicznością. Podobne funkcje pełni festiwalowa limuzyna (luksusowa), która obwozi gości po zakątkach całej Ziemi Lubuskiej; z głośników limuzyny płyną jingle promujące imprezę, podobnie z ekranu telewizora umieszczonego wewnątrz; samą limuzynę eskortują motocykle (harleje i ścigacze). Tym „uzupełnieniom” merytorycznej zawartości Festiwalu towarzyszą co roku bardzo starannie opracowane katalogi. Często stanowią one osobne kompendium wiedzy o kinie autorskim, o ludziach filmu, artystach tworzących atmosferę Festiwalu (mowa o muzykach, plastykach i oczywiście aktorach i reżyserach).

Quest Europe zauważany jest w polskiej prasie. Tylko w ubiegłym roku odnotowano 162 artykuły o imprezie, w różnorakich mediach. Zresztą co roku sporządzany jest „raport prasowy”. Ma to o tyle znaczenie, że przy okazji Festiwalu mówi się i pisze o Zielonej Górze i promuje się markę lubuskie. A artystycznym, estetycznym uzupełnieniem opiniotwórczych odgłosów pofestiwalowych jest piękna, drewniana, ręcznie sporządzona przez dyrektora technicznego Festiwalu Grzegorza Czajkę kronika, w której swoje opinie wpisują goście, twórcy i widzowie QE. I Już na finał, podczas gali, zawsze intrygują publiczność starannie opracowane stroje konferansjerów, zawsze nawiązujące do postaci z klasyki filmowej.
Wszystkie powyższe zabiegi służą nie tylko samej imprezie, ale stanowią (poza promocją miejscowego środowiska, miasta i regionu) samą w sobie wartość kulturową i faktograficzną. Żaden lubuski festiwal nie miał i nie ma takiej oprawy, takiego „obramowania” promocyjnego.


Czas. Magiczne miejsca. Z wielką „niewielką pomocą przyjaciół”. Nagrody i wdzięczność
Siłą QE jest jego format – to znaczy „przestrzeń” i „czas” przedsięwzięcia. Z pozoru wydaje się, że ogrom imprez, monumentalność nawet drobnych propozycji (w sensie ogromnej ilości), że wszystko to razem jest zwyczajnie nie do ogarnięcia. A jednak mimo to, a może właśnie, dlatego, większość festiwalowych imprez miała zawsze kameralną, często wręcz domową, rodzinną atmosferę. Tajemnicą powyższych paradoksów jest osobliwy, acz programowo symultaniczny przebieg Festiwalu, jako całości. Po pierwsze jest dużo czasu i wiele miejsc. Ten czas, to zwykle dwa wakacyjne miesiące. Akurat ten… aspekt nie daje się wartościować – chociaż utrzymanie zainteresowania w „tym czasie” (urlopy) i „przez ten czas” (dwa miesiąc!), to wyjątkowe wyzwanie. Tym bardziej sukces jest smaczniejszy. Ale jeśli chodzi o miejsca, w których realizowane są te wszystkie pomysły festiwalowe, tu już można mówić o rozmyśle i koncepcji, to daje się nie tylko wartościować, ale nawet przewartościowywać. A mówiąc prościej, organizatorom QE udało się opanować albo twórczo zaanektować albo zwyczajnie przekonać „zawiadowców” tych wszystkich miejsc, właśnie te najatrakcyjniejsze w Zielone Górze miejsca. Ostatnio nawet poza Zieloną Górą również. Ale zacznijmy od Zielonej Góry – i wystar- czy tylko wymienić te miejsca: Kina „Newa”, „Wenus” i „Nysa” (szczególnie uznana przez zagranicznych uczestników Festiwalu za „postmodernistycznie namaszczone miejsce”), Scena w podwórku Lubuskiego Teatru, Ogródek (ówczesnego, bo mowa o II edycji Festiwalu w 2006 roku) Pubu Blues Express, Ogródek Pubu Straszny Dwór, Pub Piekarnia Cichej Kobiety, BWA, Minibrowar Haust.

Ostatnio QE poszerzył swoje „terytorium” – sporo imprez, spotkań i pokazów odbyło się Zborze w Letnicy w podzielonogórskiej gminie Świdnica.

Istotną cechą QE jest jego atmosfera przyciągająca od jakiegoś czasu silną grupę sponsorską. Nie są to jednak wyłącznie tzw. darczyńcy; sponsorzy Quest Europe to po prostu przyjaciele festiwalu, i dlatego beatelsowskie określenie „niewielka pomoc przyjaciół”, czasami zaiste niewielka, w tym kontekście odbierana jest zawsze z całym dostojeństwem wdzięczności. I właśnie z tego tytułu organizatorzy, zawsze, podczas gali kończącej Festiwal, wręczają wszystkim sponsorom pamiątkowe statuetki – zresztą szlachetnie odbierane i szanowane przez mecenasów. To jedna z nowych form podziękowania i utrwalania kontaktów z instytucjami i osobami prywatnymi, które wspomagają kulturę . Taką rolę, już nie tylko wspomagającą, ale współtworzącą, pełnią współorganizatorzy Festiwalu, czyli Stowarzyszenie Jeszcze Żywych Poetów i Odra-Film.

Osobną kategorią, wyróżniającą QE jest rozbu- dowany system nagród. Samo zestawienie form wyodrębniania laureatów, sporo mówi o istocie przedsięwzięcia, czyli o co tak naprawdę chodzi organizatorom QE i co jest najistotniejsze w twórczości, nie tylko autorskiej, nie tylko niezależnej. System nagród przez lata ewoluował, żeby w ostatniej VII edycji skrystalizować się zapewne już w stałej konfiguracji. Narody Quest Europe to: Grand Prix za najlepszy aktorski film fabularny, Grand Prix za najlepszy film dokumentalny, Nagroda Specjalna Lubuskiej Szkoły Telewizji i Filmu, Nagroda Publiczności, Damskie Skrzydło – nagroda dla najciekawszego filmu wyreżyserowanego przez kobietę, Skrzydło Kinomana – nagroda przyznawana przez honorowych członków Jury – Marylę i Bogdana Kalinowskich, Wyróżnienia, Nominacje do prestiżowej Nagrody im. Jana Machulskiego w kategoriach: najlepsza reżyseria, najlepszy scenariusz, najlepszy montaż, najlepsze zdjęcia, najlepszy aktor, najlepsza aktorka, najlepszy film dokumentalny. Od lat uczestnicy konkursu najbardziej sobie cenią właśnie te nominacje.

Taki jest – tak czy owak – w mikroskopijnej pigułce Międzynarodowy Festiwal Kina Autorskiego Quest Europe. Będzie jeszcze wiele okazji do już wartościujących, krytycznych w sensie opisu, ocen tego Festiwalu. Na koniec przytoczmy jednak po jednym zdaniu opinii tych, którzy z racji urzędu kształtują życie społeczno-kulturalne Zielonej Góry i Województwa Lubuskiego, mając nadzieję, że nie są to tylko rutynowe, kurtuazyjne opinie, a rzeczywiście dumne z natury rzeczy słowa:
 
Z prawdziwą przyjemnością obejmuję na stałe honorowy patronat nad Międzynarodowym Festiwalem Kina Autorskiego „Quest Europe”. Życzę państwu wielu zachwytów i licznych, niezapomnianych godzin spędzonych w sali kinowej, jak również w naszym pięknym mieście
Janusz Kubicki, Prezydent Miasta Zielona Góra.

Siódma edycja Międzynarodowego Festiwalu Kina Autorskiego potwierdziła wysoką rangę tego wydarzenia, które staje się ważnym punktem nie tylko na polskiej, ale i na europejskiej mapie filmowej. Festiwal, który jak sami jego twórcy podkreślają, powstał z miłości do kina, jak co roku uświadamia widzom, że kino ma różne, niebanalne oblicza – udowadnia, że kino ma twarz Europy. Że film to coś więcej niż wysokobudżetowe, komercyjne produkcje, których forma zazwyczaj przerasta treść. Za przypomnienie, że w kinie najważniejsze jest poszukiwanie samego siebie i odkrywanie siebie w drugim człowieku; za piękną, filmową wędrówkę po zwykłej-niezwykłej codzienności, uwiecznionej w kadrze przez najciekawszych artystów z naszego kontynentu i za fantastyczne, ciepłe i dowcipne spotkanie z Jerzym Stuhrem, które podziałało na mnie jak najlepszy zastrzyk energii. Za to wszystko, po raz kolejny – Wielki Ukłon na twórców Quest Europe
Elżbieta Polak, Marszałek Województwa Lubuskiego

Proszę przyjąć moje serdeczne gratulacje i wyrazy uznania z okazji zorganizowania kolejnej edycji festiwalu. Niewątpliwie realizacja takiego przedsięwzięcia jest doskonałym sposobem integracji środowisk artystycznych z różnych krajów Europy. Gratuluję inicjatywy. Życzę realizacji postawionych celów oraz satysfakcji z dotychczasowej działalności
Marcin Jabłoński, Wojewoda Lubuski.

Czesław Markiewicz