Odkrywcy Nowej Ameriki / Die Entdeckung Nowa Amerikas

W ponad rok po zakonspirowanym spotkaniu w Szczecinie, podczas którego powstała idea Nowej Ameriki, bezgranicznego obszaru transgranicznych działań, udało się zrealizować pierwszy duży projekt, w którym uczestniczyli Nowoamerykanie zamieszkujący tereny położone po obu stronach Odry i Nysy od Szczecina (w języku Nowej Ameriki Szczettina) aż po dawne miasta Zgorzelec i Görlitz (od roku Zgörzelic).

Wieża Babel


Biały autokar z emblematami Nowej Ameriki zapełnia się pasażerami. Większość w jednakowych białych koszulkach z takimi samymi wizerunkami nowoamerykańskiej fl agi, jak te na autokarze. Najmłodsza uczestniczka podróży za miesiąc skończy 16 lat, najstarsza już dawno przekroczyła sześćdziesiątkę. Wielojęzyczny gwar, niczym w wieży Babel. Za mną siedzą Wiesia z Chojny i Dagmar z Zichow. Poznały się dopiero poprzedniego wieczora. Dagmar tłumaczy coś Wiesi po niemiecku, Wiesia nie wszystko rozumie. Dagmar powtarza to samo zdanie łamaną polszczyzną. Teraz wszystko staje się jasne! Po chwili jednak przechodzą na angielski, a gdy nie mogą się porozumieć – wtrącają rosyjskie zwroty. W końcu obie uznają, że najłatwiej wypowiadać im się w ojczystych językach. Ich dialog brzmi początkowo dość zabawnie: pytanie po polsku, odpowiedź po niemiecku i odwrotnie. Najważniejsze, że mogą się porozumieć!

Dagmar od kilku lat w Volkshochschule w Schwedt uczy się języka polskiego, podobnie jak Roxana, 16-letnia uczennica Szkoły „Talsand”, która przed czterema laty wybrała w szkole ten język, jako drugi obcy. Ania i Ewelina, mieszkanki Gryfi na też są od dwóch lat uczennicami szkoły w Schwedt.

Podczas wieczornego spaceru po Szczecinie Roxana z zapałem tłumaczy z polskiego na niemiecki mijane napisy reklamowe. Ania i Ewelina po niemiecku objaśniają jej to, czego nie rozumie.

Była granica

„Witam uczestników podróży po Nowej Americe” – mówi Bartek Wójcik, który jako koordynator na obszarze Szczettinstanu zasiada pierwszego dnia w fotelu pilota. „To nie jest podróż turystyczna. To ekspedycja, której celem jest przetarcie szlaku i przygotowanie trasy dla przyszłych turystów” – poprawia go Michael Kurzwelly (przez znajomych nazywany Michałem Krótkofalowym), twórca idei Nowej Ameriki i główny organizator wyprawy.

„Zbliżamy się do byłej granicy polsko-niemieckiej” – Bartek zmienia swój sposób relacjonowania na nowoamerykański. To samo zdanie powtarza po niemiecku. W ciągu pięciu majowych dni, podczas których biały autobus przemierza cztery nowoamerykańskie stany (Szczettinstan, Terra Incognita, Lebuser Ziemia i Schlonsk), granice faktycznie przestają istnieć. Każdego dnia kilkakrotnie przejeżdżamy przez mosty na Odrze i Nysie. Nikt się nie dziwi, że po Gubinie oprowadza nas niemiecki przewodnik z Guben. To przecież jedno miasto, o nazwie Gubien. Wieczorem prawie pięćdziesięcioosobowa grupa musi się podzielić na dwie mniejsze. Kilkanaście osób nocuje w „Turmvilli” – domu spotkań młodzieży w Bad Muskau, pozostali – w pensjonacie w polskiej Łęknicy. Spotykamy się następnego dnia podczas porannego spaceru po odrestaurowanym z unijnych pieniędzy zabytkowym Parku Mużakowskim. Uświadamiam sobie, że jeden z uroczych drewnianych mostków, po którym udałam się w stronę pałacu, jest byłym mostem granicznym na Nysie. Mój dowód osobisty został w pensjonacie. Któż zabierałby dokumenty na poranny spacer po parku? Ich posiadanie nie jest zresztą w tym miejscu niczym uzasadnione. Wszak na mapie Nowej Ameriki nosi ono nazwę Bad Łęknau i jest jedną miejscowością.

Multiplikatorzy

„Rzeczywistość powstaje w naszych głowach. Chcemy więc przede wszystkim zmieniać świadomość, uświadamiać ludziom, że granice zostały sztucznie wytyczone za pomocą linijki i ołówka. Te granice, które od dziesięcioleci zakorzenione są w naszych umysłach chcemy wreszcie zlikwidować” – mówi Michael Kurzwelly. „Naszą pracę musimy zacząć od twórców kultury, ludzi działających w organizacjach pozarządowych, od młodzieży. Od tych wszystkich, którzy w przyszłości mogą stać się multiplikatorami naszej idei. Dlatego właśnie ich zaprosiliśmy do uczestnictwa w naszej ekspedycji. Ten proces potrwa zapewne całe pokolenia, ale trzeba go zacząć” – dodaje.



Opętani ideą

Dla większości uczestników największą wartością tej wyprawy był fakt uświadomienia sobie, jak wiele organizacji i osób zaangażowało się już na pograniczu polsko-niemieckim we wspólne działania służące stworzeniu ponadnarodowej świadomości regionalnej. Program ekspedycji przygotowywało w ścisłej kooperacji czworo dwujęzycznych koordynatorów z czterech stanów Nowej Ameriki. Każdy odpowiadał za swój odcinek trasy i każdy chciał udowodnić innym, że to właśnie jego region jest tym najbardziej interesującym. Pierwsze robocze wersje programu były tak przeładowane, że na odwiedzenie wszystkich zaproponowanych miejsc nie wystarczyłby miesiąc. W wyniku kompromisu powstał program preferujący poznanie tych spośród licznych projektów, które są najbardziej istotne dla budowania transgranicznej, ponadnarodowej tożsamości mieszkańców z regionem. W Szczettinstanie były to wizyty w „Offi cynie” – laboratorium działań artystyczno-społecznych, spotkanie z liderem Stowarzyszenia Czas, Przestrzeń, Tożsamość, wydawcą wielu cennych publikacji dotyczących problematyki pogranicza – Andrzejem Łazowskim i kreatywne warsztaty z dziedziny komunikacji wielokulturowej w Polskim Radiu Szczecin. Na terenie „Terra Incognita” odwiedziliśmy teatr w Schwedt, poznając plany artystyczne związane z nową sceną letnią, zwiedziliśmy Park Hugenotów i Dolinę Miłości rewitalizowane z unijnych pieniędzy w ramach polsko-niemieckiego projektu. Wysłuchaliśmy też koncertu niemieckiego zespołu Takayo w Kościele Mariackim w Chojnie, symbolu polsko-niemieckiego pojednania. W ciągu pięciodniowej podróży nie zabrakło wizyt u opętanych ideą wielokulturowości zapaleńców: 0dwiedziliśmy Słubfurt, dwunarodowe miasto położone po dwóch stronach niegdyś granicznej rzeki, poznaliśmy szalonych artystów z okolic Forst, którzy nie tylko stworzyli cudowny park zabaw dla dzieci i dorosłych nazwany „Wyspą Kultury”, ale sami zbudowali prom na Nysie, aby umożliwić przyjazdy na odbywające się tam imprezy kulturalne mieszkańcom leżącej po drugiej stronie Nysy Bielawy Dolnej. W Zgörzelic mogliśmy się przekonać, że w niewykorzystanych pomieszczeniach dworca kolejowego czy w starej opuszczonej fabryce można stworzyć tętniące życiem domy kultury realizujące z powodzeniem międzynarodowe projekty.



Wiele do zrobienia

Na trasie wyprawy były też miejsca smutne, których widok wywoływał wewnętrzny sprzeciw. Jedno z takich miejsc to tereny położone wokół kopalni odkrywkowych węgla brunatnego w okolicach Forst, na Dolnych Łużycach. Rabunkowa gospodarka w okresie komunistycznym spowodowała likwidację od czasów drugiej wojny światowej ponad 120 wsi. Procesu nie zatrzymały przemiany ustrojowe. Po 1990 roku zniknęło z powierzchni ziemi 5 dużych wiosek, a kolejnym grozi zagłada w najbliższych latach. Na nic nie zdają się protesty wysiedlanych przymusowo mieszkańców.

Po odwiedzinach w kilku nowocześnie urządzonych muzeach i izbach regionalnych po niemieckiej stronie Odry i Nysy, wyposażonych w multimedialne cuda techniki służące uatrakcyjnieniu prezentacji zbiorów, uczestnicy wyprawy z niedowierzaniem przekraczali próg Muzeum Martyrologii i Ofi ar Hitleryzmu w Słońsku. Uwagi zwiedzających nie były w stanie przykuć całkowicie wyblakłe bądź pociemniałe od nalotów pleśni zdjęcia. Powstałe na skutek przeciekającego dachu kałuże cuchnącej wody na posadzce, zapach stęchlizny, grzyb na ścianach i eksponatach. To miejsce, w którym stracono setki działaczy antyhitlerowskiego ruchu oporu z wielu krajów Europy, przerażało nie ogromem tragedii, jaka dotknęła tych ludzi, ale ogromem zaniedbań i beztroską lokalnych władz.

Przeszłość a tożsamość regionalna

Bez pamięci o przeszłości trudno budować wspólną przyszłość wolną od nienawiści i uprzedzeń. To przecież właśnie wydarzenia historyczne lat czterdziestych spowodowały przesiedlenia ludności i doprowadziły mieszkańców terenów położonych nad Odrą i Nysą do braku poczucia tożsamości z ziemią, na której żyją. Przywrócenie mieszkańcom Nowej Ameryki poczucia tej tożsamości ma być najważniejszym celem, jaki stawiają przed sobą twórcy nowoamerykańskiej idei. Ratowanie śladów przeszłości i poszukiwanie w niej klucza do wspólnej przyszłości powinno stać się wspólnym celem mieszkańców pogranicza. W trakcie majowej wyprawy do Nowej Ameriki niewątpliwie wzrosła liczba zwolenników i multiplikatorów tej idei.

(Organizatorem tej niezwykłej podróży było Stowarzyszenie Słubfurt e.V, a sfi nansowano ją ze środków niemieckiego Funduszu Soziokultur, Federalnej Fundacji Kultury i Mediów oraz Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży)


Magda Ziętkiewicz






Mehr als ein Jahr nach dem konspirativen Treffen in Stettin, auf dem die Idee von Nowa Amerika, einem grenzenlosen Raum grenzübergreifender Aktivitäten, geboren wurde, konnte nun das erste große Projekt realisiert werden. Teilnehmer waren Nowaamerikaner, die diesseits und jenseits von Oder und Neiße wohnen – von „Szczettin” (so der Name Stettins in der Sprache Nowa Amerikas) bis nach „Zgörzelic” (ehemals Zgorzelec und Görlitz).

Der Turm zu Babel


Ein weißer, mit der Flagge von Nowa Amerika geschmückter Bus füllt sich mit Reisenden, überwiegend in einheitlichen weißen T–Shirts mit dem Aufdruck ebenjener nowaamerikanischen Flagge. Die jüngste Fahrtteilnehmerin wird in einem Monat 16, die älteste ist weit über 60. Es herrscht ein vielsprachiges Stimmengewirr wie im Turm zu Babel. Bei mir sitzen Wiesia aus Chojna und Dagmar aus Zichow. Sie haben sich erst am Abend zuvor kennengelernt. Dagmar erklärt Wiesia etwas auf Deutsch, Wiesia versteht jedoch nicht alles. Dagmar wiederholt den gleichen Satz in gebrochenem Polnisch. Jetzt scheint alles klar zu sein. Nach einer Weile wechseln sie zu Englisch, und wo sie etwas nicht verstehen, streuen sie russische Wendungen ein. Schließlich müssen sich beide eingestehen, dass es ihnen doch am leichtesten fällt, sich in ihrer Muttersprache zu äußern. Ihr Dialog klingt anfangs recht komisch: eine Frage auf Polnisch, die Antwort auf Deutsch und umgekehrt. Hauptsache, sie verstehen einander!

Dagmar lernt seit einigen Jahren Polnisch an der Volkshochschule in Schwedt, ähn-lich wie Roxana, die 16jährige Schülerin der Talsand-Gesamtschule, die Polnisch vor vier Jahren als zweite Fremdsprache wählte. Ania und Ewelina, beide Einwohnerinnen des polnischen Gryfi nos, sind ebenfalls seit zwei Jahren Schülerinnen der besagten Schwedter Schule.

Während eines Abendspazierganges durch Stettin übersetzt Roxana mit Eifer alle Reklameaufschriften, an denen sie vorbeikommt, vom Polnischen ins Deutsche. Ania und Ewelina erklären ihr auf Deutsch, was sie nicht versteht.

Die ehemalige Grenze

„Ich begrüße alle Teilnehmer auf der Reise durch Nowa Amerika” – sagt Bartek Wójcik, der als Koordinator für den Raum Szczettinstan am ersten Tag auf dem Beifahrersitz Platz nimmt. „Dies ist keine Touristenreise. Dies ist eine Expedition, die Wege bahnen und Strecken für künftige Touristen vorbereiten soll”– berichtigt ihn Michael Kurzwelly, Begründer der Idee von Nowa Amerika und Hauptorganisator der Tour.

„Wir nähern uns der ehemaligen polnisch- deutschen Grenze” – Bartek führt seine Berichterstattung auf nowaamerikanische Weise fort. Den gleichen Satz wiederholt er auf Deutsch. Im Laufe der fünf Maientage, in denen der Reisebus die vier Staaten Nowa Amerikas (Szczettinstan, Terra Incognita, Lebuser Ziemia und Schlonsk) durchstreift, hören die Grenzen quasi auf zu existieren. Jeden Tag überqueren wir mehrmals Oder– und Neißebrücken. Keiner wundert sich darüber, dass uns ein deutscher Reiseführer aus Guben durch Gubin führt. Schließlich handelt es sich um ein und dieselbe Stadt, die den Namen Gubien trägt. Am Abend muss sich die fast fünfzigköpfi ge Gruppe in zwei kleinere teilen. Ein gutes Dutzend Personen zabytübernachtet in der „Turmvilla” – einem Jugendbegegnungszentrum in Bad Muskau, die übrigen in einer Pension im polnischen Łęknica. Am nächsten Morgen begegnen wir uns auf unserem Spaziergang durch den historischen Muskauer Park, der mit EU–Geldern restauriert wurde. Mir wird klar, dass eine der reizvollen hölzernen Brücken, die ich in Richtung Schloss überquert habe, die ehemalige Grenzbrücke über die Neiße sein musste. Meinen Personalausweis habe ich in der Pension liegen lassen. Wer auch würde seinen Ausweis auf einen morgendlichen Parkspaziergang mitnehmen? Sein Besitz an diesem Ort ist ohnehin völlig unbegründet, heißt der doch auf der Karte von Nowa Amerika Bad Łęknau und ist nur ein Ort.

Multiplikatoren

„Die Wirklichkeit entsteht in unseren Köpfen. Wir wollen daher vor allem das Bewusstsein ändern, den Menschen klar machen, dass Grenzen künstlich mit Lineal und Bleistift gezogen wurden. Jene Grenzen, die seit Jahrzehnten in unserem Denken verankert sind, wollen wir endlich aufl ösen”, sagt Michael Kurzwelly. „Unsere Arbeit müssen wir bei den Kulturschaff enden beginnen, Menschen, die in Nichtregierungsorganisationen tätig sind, bei der Jugend. Bei all denen, die die künftigen Multiplikatoren unserer Idee werden können. Deshalb haben wir genau sie eingeladen, an unserer Expedition teilzunehmen. Dieser Prozess wird wahrscheinlich über eine ganze Generation andauern, aber man muss ihn jetzt beginnen”, fügt er hinzu.

Von der Idee besessen

Der größte Gewinn der Expedition war für die meisten Teilnehmer die Erkenntnis, dass sich schon viele Organisationen und Menschen im deutsch-polnischen Grenzgebiet aktiv für die Schaff ung eines länderübergrei fenden, regionalen Bewusstseins engagiert haben. Das Programm der Reise wurde von vier zweisprachigen Koordinatoren aus den vier Staaten Nowa Amerikas in enger Zusammenarbeit vorbereitet. Jeder war für seinen Streckenabschnitt verantwortlich und jeder wollte den anderen beweisen, dass just seine Region die interessanteste ist. Die ersten Programmversionen während der Vorbereitungsphase waren derart überladen, dass selbst ein Monat zu kurz gewesen wäre, um all die vorgeschlagenen Orte zu besuchen. Am Ende blieben unter vielen Projekten diejenigen übrig, die für die Findung einer regionalen, grenz- und kulturübergreifenden Identität der Einwohner am wichtigsten schienen. In Szczettinstan waren das die Besuche bei „Offi cyna”, einem Laboratorium künstlerisch– sozialer Aktivitäten, ein Treff en mit Andrzej Łazowski, dem Vorsitzenden des Vereins Zeit, Raum, Identität und Herausgeber zahlreicher wertvoller Publikationen zur Grenzraumproblematik, sowie der Kreativworkshop im Bereich multikultureller Kommunikation im Polnischen Radio Szczecin. Auf dem Gebiet von „Terra Incognita” besuchten wir die Uckermärkischen Bühnen in Schwedt, wo man uns die künstlerischen Pläne rund um die neue Sommerbühne vorstellte. Wir besichtigten den Hugenottenpark und das Tal der Liebe, beide mit EU–Geldern im Rahmen deutsch-polnischer Projekte zu neuem Leben erweckt. In der Marienkirche von Chojna – Symbol polnisch-deutscher Versöhnung – hörten wir ein Konzert der deutschen Band Takayo. Natürlich durfte auf der fünftägigen Reise ein Besuch bei jenen nicht fehlen, die von der Idee einer kulturellen Vielfalt geradezu besessen sind. So besichtigten wir Słubfurt, jene zu beiden Ufern des ehemaligen Grenzfl usses gelegene Stadt zweier Nationalitäten. Wir lernten verrückte Künstler in der Nähe von Görlitz kennen, die nicht nur einen wunderbaren Abenteuerpark für Kinder und Erwachsene geschaff en haben, den sie „Kulturinsel” nennen, sondern überdies eine Fähre über die Neiße gebaut haben, um den Einwohnern des am anderen Neißeufer gelegenen Dorfes Bielawa Dolna die Teilnahme an ihren Veranstaltungen zu ermöglichen. In Zgörzelic sahen wir lebendige Kultureinrichtungen in ungenutzten Bahnhofsräumlichkeiten und in einer alten, leer stehenden Fabrik, die mit großem Erfolg internationale Projekte in die Tat umsetzen.

Viel zu tun

Es gab allerdings auch traurige Orte auf unserer Tour, deren Anblick unseren Widerspruch erregte. Einer dieser Orte war das Gebiet entlang des Braunkohletagebaus in der Nähe von Forst in der Niederlausitz. Der Raubbau zu Zeiten des DDR–Regimes führte vom Ende des Zweiten Weltkrieges an zur Beseitigung von über 120 Dörfern. Auch die Wende konnte diesen Prozess nicht aufhalten: Nach 1990 verschwanden fünf große Dörfer von der Landkarte, zahlreichen weiteren droht in den nächsten Jahren die Vernichtung; Proteste der zwangsumgesiedelten Einwohner scheinen da wenig auszurichten.

Nach der Besichtigung einiger modern eingerichteter Museen und regionaler Museumsstuben auf deutscher Seite, die mit technischem Aufwand und Multimedia den Besuchern ihre Sammlungsstücke schmackhaft machen, überschritten die Tourteilnehmer ungläubig die Schwelle des Museums für die Leiden und Opfer des Hitlerregimes in Słońsk (dt. Sonnenburg). Die völlig verblichenen oder vom Schimmelbelag dunkel gewordenen Fotos vermochten kaum die Aufmerksamkeit der Besucher zu fesseln. Pfützen übel riechenden Wassers auf dem Boden, dem undichten Dach geschuldet, überall Modergeruch, Pilze an den Wänden und Exponaten. Dieser Ort, an dem hunderte antifaschistischer Widerstandskämpfer aus ganz Europa ihr Leben ließen, entsetzte weniger durch das Ausmaß seiner Tragödie, die den Menschen widerfuhr, als vielmehr durch das Ausmaß der Verwahrlosung und der Unbekümmertheit der lokalen Behörden.



Vergangenheit und regionale Identität

Ohne Gedenken an die Vergangenheit kann man keine gemeinsame Zukunft bauen, die frei von Hass und Vorurteilen ist. Schließlich waren es gerade die historischen Ereignisse der 1940er Jahre, die die Umsiedlungen der Bevölkerung auslösten und dazu führten, dass die Bewohner der Gebiete an Oder und Neiße sich mit dem Boden, auf dem sie leben, nicht identifi zieren konnten. Den Bewohnern von Nowa Amerika dieses Gefühl der Identität wiederzugeben, muss das wichtigste Ziel sein, dass sich die Schöpfer der neuamerikanischen Idee setzen. Ziel der Grenzlandbewohner sollte es sein, die Spuren der Vergangenheit zu erhalten und in ihnen den Schlüssel für eine gemeinsame Zukunft zu suchen. Während dieser Tour durch Nowa Amerika im Mai ist die Zahl der Anhänger und Multiplikatoren dieser Idee unzweifelhaft gewachsen.

(Organisator dieser ungewöhnlichen Reise war der Verein Słubfurt e.V, fi nanziert wurde sie aus Mitteln des Fonds Soziokultur, des Beauftragten des Bundes für Kultur und Medien sowie des Deutsch-Polnischen Jugendwerkes).


Magda Ziętkiewicz