Widoki z zachodu/wschodu / Ansichten aus dem Westen/Osten

Jakiś czas temu ukazała się w Polsce współczesna mapa, na której zaznaczono granice Rzeszy z 1937 roku oraz umieszczono dwie wersje nazw miejscowości leżących w obrębie tych granic – po polsku i po niemiecku. Oczywiście mapę oprotestowano, skrytykowano i uznano za marną prowokację sił dążących do destabilizacji kraju. Potem wszystko ucichło. W wypowiedziach zabrakło wszakże jednego – refl eksji nad tym, co tak naprawdę przedstawia wspomniana mapa. Przecież granic z 1937 już nie ma, nie ma także mieszkających tu wtedy Niemców. Z drugiej strony, owej granicy i nazw nie da się pominąć, gdyż wtedy regiony na zachodzie Polski/wschodzie dawnych Niemiec tracą tożsamość, bo tracą historię. Zdaje się, że od Mapy nie uciekniemy.

W grudniu 2011 roku ukazał się pierwszy tom Historii Zielonej Góry (do roku 1806). Wystarczy ją przekartkować, by stwierdzić, że, przynajmniej okolice miasta, to Niederschlesien, że Zieloną Górę stworzyli osadnicy z głębi Niemiec, że żywioł polski był już wtedy zasymilowany. Jednocześnie, jak na 700 lat historii miasto w zasadzie nie ucierpiało, może dlatego, że nikomu po tych pagórkach nadodrzańskich nie chciało się specjalnie chodzić…

Kiedy przed kilkunastu laty Michael Kurzwelly zaproponował kulturowe łączenie terenów po obu stronach Odry i Nysy Łużyckiej, mogło się to wydawać mrzonką lub jedynie artystycznym projektem. Ale potem pojawił się Słubfurt, Küstrzyn, Gubien – i okazało się, że projekt przybiera materialne kształty. Chyba z tego powodu, że naśladuje w istocie procesy, które wcześniej na tych terenach już zachodziły – setki lat mieszania się żywiołu polskiego i niemieckiego, także w zakresie nazewnictwa.

Potem Michael wymyślił, wraz z przyjaciółmi, Mediathekę. Pomysł fascynujący, zakładający taką mediatekę nie tylko materialnie, ale i mentalnie, jako sumę ludzkich wspomnień. Wspomnień, dodajmy, powstałych w przygranicznym pasie. Wspomnień dobrych i złych niekiedy, ale tworzących tożsamościową tkankę. Im więcej będziemy pamiętać podobnie, tym bliższe staną się nasze relacje. Stąd podróż fi zyczna projektu od ujścia Odry aż po zetknięcie granic – polskiej, niemieckiej i czeskiej.

Wreszcie Nowa Amerika. Propozycja kontrowersyjna, lecz logicznie wypływająca z poprzednich. Historycznie nazwano tak pruski projekt zagospodarowania nieużytków na terenie wschodniej Brandenburgii, a teraz oznacza tworzenie nowej kultury i nowej mentalności na starym pograniczu. Nowy świat, a więc i nowe prawa, nowi ludzie, nowa mentalność. Ani polska, ani niemiecka, po prostu tutejsza. Można wątpić, czy pomysłodawcom będzie dane oglądać pierwsze efekty tych działań, być może ich wnukom, i to jeszcze późnym. W dodatku cały projekt może ulec rozmyciu, fragmentacji, destrukcji. Ale jeśli chcemy cokolwiek zmieniać, w jakikolwiek sposób wpływać na procesy tożsamościowe, na mentalność ludzi – musimy wciąż zaczynać, wciąż próbować.

„Pro Libris” od dziesięciu lat stara się promować takie ponadgraniczne myślenie. Dlatego z radością przyjęliśmy propozycję Michaela Kurzwellego i przystąpiliśmy do projektu Mediatheki. Niniejszy numer pisma stanowi zwieńczenie naszego uczestnictwa i, mamy nadzieję, uzmysłowi, poprzez zamieszczone w nim teksty, jak ważna jest rozmowa, współmyślenie, kooperacja, by z dwóch stron granicy uczynić rozumiejące się społeczeństwo.

Sławomir Kufel




 
Vor einiger Zeit erschien in Polen eine neue Landkarte, auf der die Reichsgrenzen von 1937 sowie Ortsnamen in zwei Sprachen eingezeichnet waren: auf Polnisch und auf Deutsch. Natürlich gab es regen Protest gegen die Karte, die kritisiert und als armselige Provokation destruktiver Kräfte zur Destabilisierung des Landes verurteilt wurde. Danach wurde es völlig ruhig. Darüber, was die erwähnte Karte wirklich zeigt, wurde im Rahmen der Diskussion nicht nachgedacht. Schließlich haben wir heute nicht mehr die Grenzen von 1937 und auch wohnen keine Deutschen mehr hier. Andererseits lassen sich jene Grenzen und Namen nicht übergehen, denn dann würden die Regionen im Westen Polens bzw. im ehemaligen Osten Deutschlands ihrer Geschichte und damit ihrer Identität beraubt. Es sieht also so aus, als könnten wir vor dieser Karte nicht davonlaufen.

Im Dezember 2011 erschien der erste Band der Geschichte von Zielona Góra (bis 1806). Man braucht ihn nur durchzublättern, um festzustellen, dass zumindest das Umland der Stadt zu Niederschlesien gehört, Zielona Góra von Siedlern aus dem Landesinneren Deutschlands errichtet wurde und polnisches Leben schon damals der Stadt eigen war. Gleichzeitig hat sie in Anbetracht von 700 Jahren Geschichte kaum gelitten, vielleicht, weil niemand sonderlich Lust hatte, durch die Höhen an der Oder zu ziehen…

Als Michael Kurzwelly vor mehr als zehn Jahren vorschlug, die Gebiete beiderseits von Oder und Neiße in kultureller Hinsicht zu verbinden, mochte das wie ein Hirngespinst oder bestenfalls ein Kunstprojekt erscheinen. Doch dann tauchten Słubfurt, Küstrzyn und Gubien auf. Das Projekt nahm konkrete Gestalt an – vermutlich deshalb, weil es im Grunde Prozesse nachahmt, die schon früher in diesen Gebieten ihren Lauf nahmen. Hunderte Jahre haben sich polnische und deutsche Elemente und mit ihnen auch die Bezeichnungen durchmischt.

Dann hatte Michael die faszinierende Idee, eine Mediathek zu gründen, die, als Sammlung menschlicher Erinnerungen, nicht nur Gegenstände, sondern auch Mentalitäten aufzeigt. Erinnerungen wohlgemerkt, die ihren Ursprung im Grenzbereich haben. Gute und zuweilen auch schlechte Erinnerungen, die zusammen ein Netz der Identität bilden. Je ähnlicher sich unsere Erinnerungen sind, desto intensiver werden unsere Beziehungen sein. Daher die reale Reise von der Odermündung bis zum Dreiländereck Polen, Deutschland, Tschechien.

Und letztendlich Nowa Amerika. Ein Vorschlag, der zwar kontrovers, aber die logische Folge der vorherigen Aktionen war. Der Name wurde von den Preußen für das Projekt zur Erschließung von Brachfl ächen im Osten Brandenburgs eingeführt. Jetzt bedeutet er die Erschaff ung einer neuen Kultur und Mentalität im alten Grenzgebiet. Eine neue Welt, mithin neue Gesetze, neue Menschen und eine neue Mentalität. Keine polnische oder deutsche, sondern einfach eine einheimische. Möglicherweise werden die Initiatoren die Früchte ihrer Aktivitäten nicht mehr miterleben, dafür aber ihre Enkel und die folgenden Generationen. Auch besteht die Gefahr, dass das ganze Projekt im Sande verläuft, in Teile zerfällt oder gar zerstört wird. Wenn wir aber irgendetwas verändern möchten, auf irgendeine Weise den Prozess der Identitätsfi ndung und die Mentalität der Menschen beeinfl ussen wollen, müssen wir immerfort beginnen, immerfort probieren.

„Pro Libris” bemüht sich seit zehn Jahren um die Verbreitung einer solchen grenzübergreifenden Denkweise. Deshalb haben wir mit Freude den Vorschlag von Michael Kurzwelly angenommen, bei dem Projekt Mediathek mitzuwirken. Die vorliegende Ausgabe der Zeitschrift bildet den krönenden Abschluss unserer Mitarbeit. Wir hoff en, dass die enthaltenen Texte vor Augen führen, wie wichtig Gespräch, Mitdenken und Zusammenarbeit sind, um von zwei Seiten der Grenze eine Gesellschaft des gegenseitigen Verständnisses aufzubauen.

Sławomir Kufel