Start Recenzje i omówienia Artystyczne doświadczenia Elżbiety Balickiej

Artystyczne doświadczenia Elżbiety Balickiej

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Lubsko. Jest mi to miasto znane z licznych w nim pobytów w latach dawnych, bo 60. Pamiętam doskonale tamten klimat, wyglądy ulic, zaułki, most nad rzeką, basztę, szarzyznę komunalnego domu przy ulicy Wrocławskiej, a obecnie Dwudziestolecia. Mieszkanie kuzynki mojego ojca było na ostatnim, czwartym piętrze. Wujek pracował w lubskiej budowlance. Lubił sobie po pracy wypić. Na klatce schodowej pachniał gaz. W podwórzu była piekarnia, przez całą noc mocno oświetlona. Rano pachniał chleb, który zabierały auta. Patrzyłem na to miasto z wysoka – na dachy, kominy, na metalowe koguty wież pobliskiego kościoła. Dużo oglądałem i oglądałem różne miejsca. Kształciłem w ten sposób swoją osobowość. Lubiłem wybierać się tam, w ten świat inny niż mój zabiedzony, wiejski dom. Może dlatego, że nieco ode mnie starsza Urszula, kuzynka, bardzo mi sprzyjała. Jakieś dzieci też przychodziły z sąsiedztwa. Wymyślaliśmy wspólne zajęcia i zabawy.

W latach późniejszych kilka razy byłem w Lubsku, już jako autor zbiorków poetyckich, w miejscowej bibliotece. W salce na piętrze czytałem swoje wiersze. Mówiłem o sensie poezji. Również zapraszano mnie do pobliskiej szkoły średniej na wieczory poetyckie i konsultacje z piszącą młodzieżą. Minęły te wyjazdy, nikt już nie zaprasza, są nowi ludzie, ale swoich wyjazdów i doświadczeń nie zapomnę. Lubsko dzisiaj, podobnie jak Żary, to inne miasto. I tu rozwinęło się jakieś, na miarę prowincjonalnych możliwości i potrzeb, życie kulturalno-artystyczne. Można przywołać choćby nazwisko utalentowanego poety i prozaika Adama Bolesława Wierzbickiego. Ale i poznanej Elżbiety Balickiej – poetki i malarki, z której twórczością artystyczną zetknąłem się niedawno.
W jej osobie spotykają się dwie pasje – jak słusznie we wstępie do zbiorku pt. Zdziwionie oczy świata (2012) zauważa Edwarda Żylińska – poezja i malarstwo. Te natchnienia dają o sobie znać już wiele lat. Swoją wrażliwość i doświadczenia życiowe właśnie w sferze uprawianej sztuki najlepiej wyraża. Kontakt z jej obrazami wywiera wrażenie. Ich przekaz jest silny. Na wielu obrazach, a więc bardzo często, pojawia się wysublimowana twarz młodej kobiety. Może jeszcze dziewczyny. Można się zastanawiać, czego jest znakiem powtarzalność takiego motywu.
Elżbieta Balicka urodziła się w Lubsku (1958) i całe życie w nim mieszka. Najpierw, jeszcze jako uczennica, miała duże szczęście, bowiem lekcje plastyki prowadził grecki uchodźca, plastyk z wykształcenia – Telemach Pilicides, ale i miejscowy twórca Krzysztof Bagiński. Te kontakty i zaszczepione fascynacje trafiły na podatny grunt i pokierowały jej wrażliwą bez wątpienia osobowość właśnie w artystycznym kierunku. W swoim biogramie Balicka pisze, iż w późniejszych latach, już po ukończeniu szkoły średniej, chodziła w Zielonej Górze na zajęcia plastyczne, prowadzone przez znaną malarkę Irenę Bierwiaczonek. Te doświadczenia otworzyły w niej inny świat. Celem miały być studia artystyczne w Poznaniu. Jednak nie udało się, mimo uczęszczania na zajęcia malarskie w tamtejszej wyższej szkole. Był to jednak kolejny krok wtajemniczający w sferę sztuki. Sądzić można – umacniający artystyczne zainteresowania. Można też przypuszczać, że studia pozwoliłyby Balickiej prawdziwie rozwinąć skrzydła w uprawianiu sztuki malarskiej na zupełnie innym poziomie. W późniejszych latach, jakby w zgodzie z linią zainteresowań, w szkole podstawowej w Lubsku Elżbieta Balicka podjęła pracę jako nauczycielka wychowania plastycznego. Młodzież wprowadzała w piękno kształtu i koloru. Dokształcała się zarazem w swoim artystycznym kierunku na różnych kursach. Nie poszło to na marne. Od wielu lat utrzymuje kontakt z miejscowym Domem Kultury, w którym działa Klub „Marfo”. Jej prace malarskie oraz rysunki i grafiki są nagradzane i wyróżniane przez „Żarski Salon Jesienny”. Podobnie ma się rzecz na miejscu, w Lubsku. I tu w konkursach plastycznych też uzyskują nagrody. To jest nie bez znaczenia. Na powiatowej prowincji (takiej jak Lubsko) nagrody dodają sił i ambicji do kolejnych wysiłków.
Myślę, że wystawa przygotowywana w Zielonej Górze, tym razem obejmująca zbiorowość plastyczną klubu „Marfo”, będzie ukazywać dorobek tamtejszego kręgu twórczego. Obok plastyki jest jeszcze poezja. Początki jej tworzenia sięgają lat w szkole podstawowej (np. tekst Brylantowa jesień, 1970).
Tak się złożyło, że najpierw przyszło mi zetknąć się właśnie ze zbiorkiem wierszy Elżbiety Balickiej pt. Zdziwione oczy świata (2012, str. 56). W tej książeczce, wydanej przy pomocy finansowej Lecha Krychowskiego, wzbogaconej kolorowymi ilustracjami własnego autorstwa, doszły do głosu bardzo tkliwe, subtelne przeżycia i uczucia oraz refleksy natury. Pragnienie życiowego piękna, które nie gasłoby jak „we mnie łąka”, łączy się z pragnieniem harmonii, która życiu przywracałaby liryczny spokój i ciszę, warunkującą prawdziwe doświadczanie codzienności. Akcent położony został na osobiste uczucia i przeżycia. Na nieco dalszym planie są realia. Można rzec, że utwory E. Balickiej wyrastają z marzenia o życiu lepszym i łagodniejszym, bardziej jej przyjaznym niż to, które ją dotyka – bolesne i okrutne. Zostawia samotną. O tym, co negatywne, poetka nie mówi za dużo. Nie epatuje. W krótkich wersach zaledwie dyskretnie napomyka. Prośba poetycka: „Zamknij smutek/ moich poranków/ i otwórz we mnie/ wschody dobrych słów” wyrasta z trudnych osobistych doświadczeń, bowiem „Nazbierało się zmierzchów” – wyznaje poetka.
Poezja i plastyka E. Balickiej nie są o tym samym, choćby ze względu na odmienności tworzywa, ale intencje są zbieżne – ukazać osobiste marzenie, „nową wiarę”, „ciepły dzień”, „kwitnące wrzosy”, piękno świata, mimo wszystkich przyplątujących się cieni życia. Sztuka i poezja mają taką moc. Mogą dawać nadzieję, a „Ta nadzieja/ wiedzie ścieżką” ku światu, w którym „ludzie istnieją dla siebie”.

 

 

Czesław Sobkowiak

Poprawiony (środa, 22 marca 2017 14:44)