Start Recenzje i omówienia Dwie książki i okładka

Dwie książki i okładka

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Alfred Siatecki, Porąbany, Oficynka, Gdańsk 2016, 420 s.; Krzysztof Koziołek, Furia rodzi się w Sławie, Manufaktura Tekstów, Nowa Sól 2015, 296 s.; Alexis Ragougneau, Madonna z Notre Dame, Sonia Draga, Katowice 2016, 240 s.

Alfreda Siateckiego oraz Krzysztofa Koziołka nikomu przedstawiać nie trzeba. Sylwetki i dorobek twórczy obu pisarzy są dobrze znane nie tylko w regionie, ale również w kraju. Dali się poznać jako tzw. kryminaliści, czyli twórcy literatury z wątkiem detektywistycznym.

Na portalach społecznościowych ich dzieła zbierają oceny dobre, bardzo dobre, a tam gdzie się da, nawet jeszcze wyższe. Ostatnio przeczytane przeze mnie książki: Porąbany A. Siateckiego oraz Furia rodzi się w Sławie K. Koziołka potwierdzają opinie społeczności recenzenckiej.
Porąbany to kolejny tom z cyklu o Danielu Jungu, który specjalizuje się w dziennikarstwie śledczym (tu warto wspomnieć, że poprzednia książka z cyklu, Postrzelony, doczekała się wznowienia, a dodatkowym atutem jest także odświeżona oprawa graficzna całej serii o zadziornym dziennikarzu). Tym razem tłem historii jest ukochany przez zielonogórzan żużel. W mieście czarnego sportu ginie dwóch dziennikarzy z redakcji gazety, w której pracuje Jung, a on sam zostaje przeniesiony do działu sportowego. Według ustaleń grupy policjantów dowodzonych przez komisarz Mrozińską, która uważa, że „nie ma zbrodni doskonałej i nie istnieje żelazne alibi”, wszystkie tropy prowadzą do środowiska kierowców żużlowych, więc redaktor, chcąc nie chcąc, zaczyna prowadzić własne śledztwo. Jak zawsze, A. Siatecki rozbudował tło obyczajowe, a na pierwszy plan spośród postaci wysuwa się złośliwa i cyniczna Monika Chuda – wiceszefowa gazety. Zgrabnie skonstruowana narracja przedstawiająca ciąg śledztwa, poprzeplatana jest ciekawostkami dotyczącymi samego żużla, Zielonej Góry oraz Ziemi Lubuskiej (np. informacja gdzie i w jaki sposób powstała pierwsza cerkiew na tym terenie), ale i tak lubianymi przez czytelników scenkami humorystycznymi, np.:

Na klatce schodowej było brudno. [Jung] Wziął więc szczotkę i gdy zmiatał kłaczki kurzu, papierki, piasek i okruchy, otworzyły się drzwi sąsiadów. Stanęła w nich mieszkająca tam od niedawna młoda kobieta, spytała, czy jest dozorcą i nie czekając na wyjaśnienie, zrugała go, że sprząta od wielkiego dzwonu. – Mieszkam obok pani – powiedział, pokazując na drzwi za swoimi plecami. – Na korytarzu jest tyle brudu, że nie czekając na dozorczynię, postanowiłem posprzątać przed świętami. […] – Ja bym nie sprzątała. Nie po to tyle lat się uczyłam. – A gdzie się pani uczyła? – spytał szeptem, udając trochę onieśmielonego. – Na fryzjerkę, proszę pana.


Kolejna książka, która mnie wręcz „wciągnęła”, to Furia rodzi się w Sławie. Wojenna codzienność miasteczka zostaje zachwiana przez serię tajemniczych morderstw młodych dziewcząt. Do rozwiązania zagadki kryminalnej oddelegowani zostają żandarm z lokalnego komisariatu Josef Reiner oraz przedstawiciel policji kryminalnej z Głogowa Anton Habicht. Szybko okazuje się, że w zbrodnie te w jakiś sposób są wplątani młodzi kadeci z Hitlerjugend, którzy w Sławie mają swoje centrum szkoleniowe.
Z jednej strony K. Koziołek mocno, bardzo mocno, popuścił wodze fantazji, a z drugiej, i to jest największa moim zdaniem zaleta książki, skrupulatnie i wnikliwie przeprowadził dokumentację historyczną, poczynając od dziejów Sławy, a kończąc na tym, jakie strofki mogła nucić przebywająca nad Schlesier See (Jeziorem Sławskim) w sierpniu 1944 r. hrabina Franziska von Häften („A kto z sali chce mi towarzyszyć, temu dam w twarz i nadepnę na nogę!” – z piosenki Jestem wesoła Lola śpiewanej przez Marlene Dietrich). Również i wyraziście zarysowane postacie, czyli główny bohater Habicht, który – podobnie jak Mock Marka Krajewskiego – ciągle coś pałaszuje, czy wspomniana Franziska zwana Cisią, dodają akcji wartkości, ale i uroku. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że niektóre dialogi są dowcipne, a obserwacje czy komentarze czynione przez bohaterów celne i podszyte czarnym humorem. Kim tak naprawdę jest hrabina Franziska? Co wspólnego mają ze sobą czarownice, Zamek Haugwitza, kadeci sławskiej Marine Hitlerjugend, bóle głowy oraz mąka? Tego czytelnik dowie się podczas lektury Furii. Ten pełnokrwisty kryminał retro stawia Koziołka na równi z najlepszymi twórcami gatunku.
Na koniec jeszcze kilka zdań o tym, że jak powszechnie wiadomo, piękna okładka nie zawsze odzwierciedla ciekawą treść. Front książki Alexisa Ragougneau Madonna z Notre Dame zwabił mnie przede wszystkim dobrym projektem, nie zabrakło też sentencji: „Niezwykły talent!”, „Być może francuska powieść kryminalna ma już nowego króla…”. No właśnie. Nie ma. Ci, którzy znają twórczość Maxime’a Chattama czy Jeana-Christophe’a Grangé, przyznają, że w kraju nad Sekwaną to oni są królami kryminału/thrillera. Zresztą, w myśl zasady, że większość ma zawsze rację, wspomniana Madonna na portalu recenzenckim otrzymała zbiorową notę: przeciętna, a na przeciętne książki powinno nam być szkoda czasu.

 

Alina Polak

Poprawiony (środa, 22 marca 2017 13:01)