Start Recenzje i omówienia Dziedzictwo czasów wojny

Dziedzictwo czasów wojny

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Leszek Adamczewski, Berlińskie wrota. Nowa Marchia w ogniu, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2012, 344 s.

Druga wojna dawno już się zakończyła, ale nadal odtwarzane są jej nieznane epizody. Teksty reporterskie Leszka Adamczewskiego tworzące tom Berlińskie wrota. Nowa Marchia w ogniu odsłaniają niejedną wojenną tajemnicę skrywaną w naszym regionie na terenach wokół Odry. Autor koncentruje się głównie na etapie tuż przed rozpoczęciem decydujących walk o stolicę Niemiec.

Tytułowa Nowa Marchia to ziemie pogranicza zachodniopomorsko-wielkopolskiego o bogatej historii sięgającej czasów wczesnego średniowiecza. Po drugiej wojnie światowej większość jej obszaru (z wyjątkiem miasta Cottbus) znalazła się na terytorium Polski, wchodząc w skład województw: lubuskiego i zachodniopomorskiego. Podczas wojny teren ten miał ogromne znaczenie strategiczne: jego zdobycie przez Armię Radziecką otwierało prostą drogę na Berlin. Jak wiadomo, po zakończeniu drugiej wojny światowej wiele się na tych ziemiach zmieniło. Na tym terenie, po 1945 objętym przez administrację polską, dokonała się narodowościowa wymiana na ogromną skalę – na miejsce wysiedlanych na Zachód Niemców przybywali Polacy z terenów wschodnich kresów.
Berlińskie wrota to kolejna już książka w dorobku Leszka Adamczewskiego, wytrawnego reportera i tropiciela tajemnic drugiej wojny światowej. Autor opisuje w niej liczne epizody, które pod koniec wojny rozegrały się na terenie Nowej Marchii. Nie jest to w żadnej mierze sucha rozprawa historyczna, ale barwna i obfitująca w zaskakujące dramatyczne szczegóły seria reporterskich opowieści. Leszek Adamczewski występuje tu w roli popularyzatora historii, próbując – zresztą z powodzeniem – odwoływać się do emocji czytelnika, inspirując go do innego spojrzenia na miejsca, w których od lat mieszka bądź które odwiedza jako turysta.
Wszystkie teksty powstały na podstawie historycznych ustaleń i relacji świadków (do większości z nich docierał na przestrzeni lat sam autor). Koniec książki wieńczy spis źródeł, wykorzystanych podczas pisania. Leszek Adamczewski wielokrotnie odwiedzał opisywane przez siebie miejsca. Dzięki temu pisarstwo autora nabiera unikalnego akcentu osobistego. Cennym elementem są w książce liczne fotografie – czarno-białe i kolorowe, zarówno archiwalne, jak i współczesne, wykonane osobiście. Stanowią one istotne uzupełnienie i dopowiedzenie tego, co znajdujemy w tekstach.
Adamczewski urodził się w Szczecinie, studiował i pracował jako dziennikarz w Poznaniu – znakomicie wyczuwa więc klimat polsko-niemieckiego pogranicza, skazanego w ciągu ponad tysiąca lat na trudne sąsiedztwo, czego bolesnym „ukoronowaniem” była druga wojna światowa. Bliskie autorowi są osobiste przeżycia mieszkańców tych ziem i ich ówczesne niepokoje. Na niemiecko-polskie pogranicze wdziera się też bezlitośnie radziecki „wyzwoliciel” – Leszek Adamczewski w wielu miejscach swojej książki podkreśla niespotykaną brutalność żołnierzy Armii Czerwonej, przypominając, że rabunek i gwałt był ich niechlubnym „znakiem firmowym”.
Autor przypomina, że ogromna część kulturowego dziedzictwa na opisywanych przez autora terenach została zniszczona za sprawą idących na Berlin jak burza wojsk radzieckich. Tak stało się z Gorzowem Wielkopolskim, zniszczone zostało Guben i Krosno Odrzańskie. Zrównane z ziemią mniejsze wsie czy spalone mosty na zawsze zmieniły krajobraz ziem naszego regionu, podzielonych nie tylko za sprawą rzeki, ale również przez ustaloną na niej odgórnie przez wielkie mocarstwa granicę polsko-niemiecką.
Wyobraźnię wielu osób, nawet tych, które niespecjalnie interesują się historią, rozpalają opowieści o poniemieckich kosztownościach, które rzekomo nadal czekają na odkrywców. Niejedną taką historię znajdziemy w Berlińskich wrotach. Swój zaginiony skarb miał Landsberg – Gorzów Wielkopolski, kosztowności były też podobno ukryte pod gubińskim kościołem farnym. Być może są to opowieści spod znaku „złotego pociągu”, na temat których sceptycy mają oczywiście swoje zdanie, ale nie zawadzi przecież przeczytać tych świetnie opowiedzianych historii z dystansem i zastrzeżeniem, że skoro nie wiemy czegoś na pewno, to nic nie jest przesądzone. Pamiętajmy, Berlińskie wrota to nie rozprawa historyczna, ale książka sytuująca się w kręgu popularnej literatury faktu. Nieodparty jest poza tym urok pióra Leszka Adamczewskiego, piszącego zawsze z zaangażowaniem i pasją – oraz stawiającego w rozsądnym miejscu granicę spekulacji, fantazji i hipotez.
Okazuje się, że nie wszystkie skarby Nowej Marchii zostały bezpowrotnie zaginione. Rozdział Witraże wróciły do Marienkirche opowiada nam o pewnym szczęśliwym zakończeniu. Kościół we Frankfurcie nad Odrą został zniszczony na tyle dotkliwie, że dopiero niedawno zdołano go odrestaurować. I od 2002 r. można w nim podziwiać zabytkowe unikalne witraże, które zrabowali Rosjanie podczas wojny, a niedawno zwrócili.
Tropicieli mniej znanych epizodów z czasów drugiej wojny światowej zainteresuje z pewnością tekst pt. Człowiek, który wstał z grobu – o wizycie Hitlera na froncie wschodnim (w Bad Freienwalde) w marcu 1945 r. Adamczewski zwraca uwagę, że był to jeden z jego ostatnich wyjazdów poza Berlin. Co ciekawe, ze względu na widoczne złe samopoczucie Führera, hitlerowska propaganda bardzo niechętnie i wyrywkowo odnotowała ten fakt w kronikach filmowych, zamiast wzmacniać morale Niemców obecnością „ukochanego przywódcy” wśród żołnierzy.
Jestem przekonana, że niejeden mieszkaniec wymienionych w Berlińskich wrotach miejscowości ze zdziwieniem odkryje, ile niezwykłych rzeczy rozegrało się na tych ziemiach podczas drugiej wojny światowej, ile pozostało po niej śladów, jak zawiłe są tropy historii. To doskonały punkt wyjścia, by dalej poznawać i zgłębiać historyczne i kulturowe dziedzictwo zamieszkiwanych przez siebie terytoriów. Tym bardziej cenna to inspiracja, gdyż – jak wiemy – lata Polski Ludowej nie sprzyjały poznawaniu prawdy o trudnych czasach wojny na terenach wchodzących w skład tzw. Ziem Odzyskanych. Obecnie natomiast nastąpiło w tej dziedzinie znaczne ożywienie – także dlatego, że edukacja regionalna staje się coraz silniejszym filarem edukacji historycznej.
Berlińskie wrota pozostawiły mnie z jeszcze jedną refleksją. Chodzi o namacalne ślady drugiej wojny światowej, które są jeszcze widoczne szczególnie na terenach opisywanych w niniejszej książce. Nasz region, chyba jak żaden inny w Polsce, obfituje w pozostałości tego, co Leszek Adamczewski nazywa „architekturą śmierci”: sztolnie, tunele, lochy, piwnice, zapomniane, zrujnowane fabryki, magazyny, fortyfikacje, betonowe konstrukcje o nieznanym przeznaczeniu. Ich przykładem może być tajemnicza żelbetonowa budowla z wieżą, znajdująca się w Cigacicach, o której Adamczewski pisze w rozdziale Baza U-Bootów nad... środkową Odrą?.
Te różnorodne, często dziwaczne, ale nieraz budzące grozę elementy „architektury śmierci” to „świat, który pozostawił po sobie hitleryzm”, jak ujmuje to autor. Świadectwo strasznych czasów wojennego przemysłu, nastawionego na szerzenie zagłady i zniszczenia. Zbyt kosztowna, nawet w dzisiejszych czasach, byłaby ich likwidacja. I dlatego te budowle do dziś niszczeją, straszą, szpecą, lecz niezmiennie inspirują do historycznych badań lub poszukiwania skarbów. To także smutny krajobraz naszego regionu, odziedziczony po okrutnych latach wojny.

 

 

Joanna Kapica-Curzytek

Poprawiony (środa, 22 marca 2017 08:25)