Start Recenzje i omówienia Powrót do tradycji, czyli Zielona Góra w poemacie

Powrót do tradycji, czyli Zielona Góra w poemacie

Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Marek Jurgoński, Mniejsza epopeja, Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry – Winnica, Zielona Góra 2014, 85 s.

Mniejsza epopeja to utwór, który już w swej formie artystycznej zdecydowanie wyróżnia się na tle innych współcześnie powstających książek poetyckich. Autor nawiązał do tradycji romantycznej i stworzył poemat pisany mową wiązaną, regularnym trzynastozgłoskowcem, a jego treść podzielił na 194 małych, nienumerowanych fragmentów.

Zdarzenia historyczne, jakimi są tzw. wypadki zielonogórskie z 1960 roku, zostały tu ukazane z punktu widzenia dziecka – dziewięcioletniego chłopca. Część z nich nawiązuje do konwencji realistycznej, przy czym pojawiają się także sceny utrzymane w konwencji onirycznej, np. przygody chłopca szukającego redaktora gazety, aby zwrócić mu uwagę na błąd w artykule. Utwór obfituje w dygresje, częste zmiany miejsca, czasu i akcji, co – biorąc pod uwagę formę wersyfikacyjną – przywołuje na myśl poemat Beniowski Słowackiego. Jednak ważniejsze są tu pokrewieństwa z Mickiewiczem. Już sam tytuł – Mniejsza epopeja przywołuje tę większą, epopeję romantyczną, na której wychowywały się pokolenia Polaków, poznając codzienne życie mieszkańców Soplicowa. W dziele Jurgońskiego realizuje się powojenne marzenie o stworzeniu epopei na miarę tamtej, o czym przypomina Małgorzata Mikołajczak w przedmowie do książki:

Kiedy na przełomie lat 50. i 60. apelowano o epopeję pokazującą proces zasiedlania ziem północno-zachodnich, nikt nie mógł przewidzieć, że ponad pół wieku później powstanie poemat osnuty na faktach, które w tamtym okresie starano się wymazać z oficjalnej narracji i że dopiero jego autorowi uda się odświeżyć tak wówczas
pożądany wzorzec Pana Tadeusza.


Warto w tym miejscu zauważyć, że talent literacki Mickiewicza rozwijał się wówczas, gdy w Polsce (i Europie) panował głód epopei i chociaż trudno byłoby tu mówić o analogiach (pod względem historycznym zdecydowanie odmienna była sytuacja Polski okresu zaborów i Polski przedstawionej przez współczesnego autora), to w obu wypadkach – stosownie do wymogów epopei – ukazane zostało życie ludzi w czasach przełomu. Mickiewicz ten przełom zaznaczył już w tytule słowem „ostatni”; później wielokrotnie ów epitet powtórzył. Jurgoński natomiast, kreśląc tło historyczne, sugeruje wyjątkowość czasu: „Był rok tysiąc dziewięćset pięćdziesiąty trzeci/ w którym marli tyrani, rodziły się dzieci”. Znającym czasy PRL-u dobrze wiadomo, do kogo odnosi się słowo „tyran” i wiadomo też z pespektywy czasu, że jego tyrania nie zakończyła się z chwilą śmierci, gdyż tragiczne skutki totalitarnej ideologii stalinizmu długo jeszcze dawały znać o sobie. Zielona Góra ukazana w poemacie to właśnie miasto, które ich doświadcza, istniejące w przeszłości już nieodwołalnie zamkniętej: „Oto miasto – to samo, lecz zupełnie inne/ niż to, o którym myślę »miasto me rodzinne«”.
Jurgoński, idąc śladem Pana Tadeusza, przedstawia się jako poeta o dużym wyczuciu słowa i bogatej wyobraźni plastycznej, który gromadzi rozmaite spostrzeżenia, kreśli wiele szczegółów – także tych, które zarejestrowała pamięć dziecka: detale miejskiej ulicy, wnętrza domów, elementy krajobrazu wsi itd. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z sakralizacją wsi i pracy rolnika, oto charakterystyczny fragment:

Czas żniw niby miód płynął, gęsty, złoty, wonny, świadomy swojej wagi, spieszyć się nieskłonny, monstrancję słońca trzymał niesłabnącą dłonią, świecąc i błogosławiąc polom, ludziom, koniom, dopóki nie skończyli.


Autor często posługuje się także kontrastem oraz rozbudowanymi porównaniami, w których znaczą rolę odgrywają odniesienia do świata przyrody:

Stał dom taki i stoi, jak tamten w pamięci. Pierwszy jest nieruchomy, długo i na kształt rtęci drga światłem i konturem, jak impresja zmienny, ważka skrząca się życiem oraz niedźwiedź senny.


Właśnie ta obrazowość, plastyczność i sugestywność opisów, nieraz silnie zmetaforyzowanych (autor wykorzystuje animizację oraz personifikację, aby nadać większej ekspresji konstruowanym elementom świata przedstawionego), składa się na mistrzowskie poetyckie ujecie. Bogactwo obrazotwórczych epitetów i rozbudowanych porównań sprawia, że czytelnik może smakować słowa, które „dziwią się swemu sąsiedztwu”.
Interesujące są tu zwłaszcza opisy ulic, z których każda został opatrzona znaczącą nazwą i charakterystycznym komentarzem. Oto np. ulica Słowików, którą autor nazywa „struną śpiewu rozpiętą pośród krzyku”, ulica Głos Sumienia, „przez nurt omijana”, ulica Głodna – „styczna do Ulicy Sytej”, ulica Nijaka „nie wie gdzie prowadzi, tego, kto jej zaufał, łatwo zwiedzie, zdradzi”. W tej prezentacji ulic, obejmującej dziesięć kolejnych fragmentów poematu, poeta oddaje niekiedy całą gamę ludzkich emocji, postaw, charakterów: „Jest Ulica Rozpaczy, przecznica Szczęśliwej/ równoległa do Smutnej, Szarej i Zdradliwej,/ Ulica Pewna Swego kończy się Wątpiącą”. Opisy niektórych ulic stoją w wyraźnej sprzeczności z ich nazwami – tak jak gdyby poeta odsłaniał drugie dno słowa: „na Świętej brak kościołów, na Słonecznej słońca/ przedłużeniem Doczesnej nie jest wcale Wieczna/ przedłużeniem Chwilowej nie jest Ostateczna”. Ta dynamika kontrastu jest także widoczna w przedstawianiu społeczności lokalnej jako wewnętrznie rozbitej, a ponadto istniejącej w relacji do centrum:

Wtedy się urodziłem, w mieście Zieleń zwanym, w hierarchii miast średniaku, całkiem zapomnianym przez arystokrację miast, co z wielką dystynkcją nazwała wszytko co nie jest nią – prowincją


Podział społeczeństwa widoczny jest na kilku płaszczyznach: nie dotyczy tylko „lepszych”, bo z centrali, oraz „gorszych”, bo z prowincji, lecz także obejmuje skonfliktowanych mieszkańców wsi i miast. Fragmenty wspomnień przenoszą bowiem Jurgońskiego na wieś stryja i od razu następuje pierwsze brutalne zetknięcie z jej rzeczywistością: wieś nie jest „sielska-anielska”, lecz pełna trudu, mieszkańców miast i mieszkańców wsi wbrew wysiłkom władzy nie połączył „sojusz robotniczo-chłopski”. U Jurgońskiego jak w Mickiewiczowskiej epopei odzwierciedla się tajemnica narodu: jego brak jedności, wyraźna polaryzacja stanowisk, podział na swoich i obcych.
Wewnętrzne zróżnicowanie społeczeństwa dochodzi do głosu także w prezentacji bohaterów. Już początkowe wersy utworu pokazują czterech mężczyzn, którzy pozornie zgodni razem grają w karty: „Urzędnik, mądry i stateczny”, „partyjniak, pan Hardy”, „prałat Michański, [co] nie gardził kawą” oraz „Wahadełko, którego jak linę ciągnął ksiądz oraz Hardy”. Prezentacja ich pogodnej gry zostaje zakończona zapowiedzią zdarzeń ukazujących grozę starcia obrońców mienia kościelnego z milicją:

Bitwy karciane często trwały, więc w pokoju brzmiały okrzyki zwięzłe jak hasła do boju: szlem! rober! trzy bez atu! karo! kiery! piki! [...] I każdy z nich by uznał to za bzdury, dziwy, słysząc, że ich połączy inny bój – prawdziwy


I tak jak u Mickiewicza mamy do czynienia z walką o niepodległość, w której znacząca jest rola ks. Robaka, tak u Jurgońskiego spotykamy się z tradycją oporu przeciw władzy PRL-u i znaczącą rolą ks. Michańskiego; w obu utworach widoczna jest walka dobra i zła oraz troska o moralne odrodzenie narodu. W tym kontekście warto zauważyć, że ksiądz Michański przedstawiony jest jako człowiek szukający zgody, jedności, co „partyjnych nie potępiał, był im pobłażliwy czekał, aż się nawrócą”.
Bohaterowie, którzy pojawiają się częściej, mają imiona znaczące (podobnie jak ks. Robak), niekiedy autor posłużył się tylko określeniem zawodu lub pozycji (Urzędnik, redaktor, kioskarz). Przy tym nawet postaci wspomniane tylko przy okazji są zindywidualizowane: autor zwraca uwagę na odrębność ich postury, zachowań, wyrazu twarzy, psychiki. Bohaterowie jak w soczewce skupiają zasadnicze cechy osadników, którzy zasiedlali ziemie nad Odrą i Nysą. Zdarza się też, że prezentacje postaci nabierają cech groteski, jak w przypadku Redaktora:

Redaktor sztywno w swym fotelu siedział, ten fotel był ogromny, a on bardzo mały, krótkie nóżki w powietrzu śmiesznie mu dyndały, nie sięgając podłogi. W ręku miał słuchawkę, lecz nic do niej nie mówił, bo właśnie miał czkawkę


W Mniejszej epopei nawiązaniom do tradycji romantycznej towarzyszą echa tradycji XX-wiecznych. Wersyfikacyjna stylizacja, sceny zamętu, zamieszek ulicznych i elementy satyry politycznej, a także ironia, żart, humor to cechy, które odnaleźć można w Kwiatach polskich Juliana Tuwima. I tak jak Tuwim uznał formę poematu romantycznego za wystarczająco pojemną dla prezentacji Łodzi, tak Jurgoński sięgnął po poemat, aby przedstawić Zieloną Górę i ważny fragment jej powojennej historii. Dzięki temu Winny Gród zyskał liryczną opowieść, w której jego mieszkańcy mogą odnaleźć materiał do refleksji nad przeszłością – zarówno tą wielką, powojenną, jak i lokalną, zielonogórską. Ta opowieść – bogata w nawiązania do tradycji, zapisana wierszem porwie i zauroczy miłośników poetyckiego słowa.

Anastazja Seul

Poprawiony (poniedziałek, 20 lutego 2017 10:35)