Start Recenzje i omówienia Świadomość własnych korzeni

Świadomość własnych korzeni

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Halina Barań, Nad doliną, Agencja Wydawnicza ARGI, Wrocław 2013, 194 s.

Halina Barań jest pisarką zamieszkałą w Bogatyni i ma już na swoim koncie kilka powieści. Wydana niedawno książka pt. Nad doliną łączą się tematycznie z dotychczasową twórczością Haliny Barań, ogniskując się wokół miejsca zamieszkania autorki i silnego zakorzenienia w prywatnej ojczyźnie.

Choć miejscem powieściowej akcji są Bogatowice, nie ulega wątpliwości, że jest to „pseudonim literacki” Bogatyni. Inspiracją do napisania tej powieści – jak czytamy – była powódź, która dotknęła to miasto w sierpniu 2010 roku oraz historia Łużyczan. Po wojnie, gdy ustalono granicę na Odrze i Nysie, a region Bogatyni przyłączono do Polski, wysiedlono ich do Niemiec. Dramat Łużyczan był podwójny: utracili nie tylko swoje ojczyste ziemie, ale także stygmatyzowano ich jako Niemców, choć nimi nie byli. Po 1945 roku Polacy świadomie zatarli niemal zupełnie ślady obecności Łużyczan po swojej stronie granicy z Niemcami. Pamięć o tym przywraca Halina Barań w powieści Nad doliną.
Wątek łużycki został dość umiejętnie wpleciony do powieści za sprawą głównej bohaterki Elwiry, nauczycielki muzyki, ale i regionalnej dziennikarki, pasjonującej się historią swojego regionu. Łużyczanką jest matka chrzestna Elwiry, obie kobiety są sobie bardzo bliskie. Autorce udało się w powieści pokazać historię regionu Bogatyni i przekonać czytelnika, jak ciekawe są to ziemie po względem kulturowym. Obszar ten nazywany jest Trójstykiem, ze względu na sąsiedztwo Niemiec i Czech, a jego kulturę w niepowtarzalny sposób wzbogacają także Łużyczanie, rdzenni mieszkańcy tych ziem.
Prywatne życie Elwiry pozostawia wiele do życzenia. Jej wieloletnie małżeństwo trwa właściwie z przyzwyczajenia. Trudno tu o jakieś pozytywne uczucia, skoro mąż jest uzależniony od alkoholu, na czym cierpi i Elwira, i ich dorosła córka. Gdy powieść się skończy, Elwira podejmie wiele trudnych życiowych decyzji. Jest na rozdrożu, w krytycznym momencie swojego życia, bo jej uczucia zostały wystawione na próbę. Po wielu latach ponownie spotyka się z Markiem, podróżnikiem i naukowcem, mieszkańcem Zielonej Góry (miły ukłon autorki w stronę naszego miasta). Kiedyś łączył ich przelotny romans, ale ich związek nie mógł się rozwinąć. Teraz – znów się okazuje, że dla nich obojga nic nie jest łatwe, tym bardziej że są dojrzałymi ludźmi i większą część życia mają za sobą.
Miłość między Elwirą i Markiem rozgrywa się niemal na skraju rzeczywistości, autorka stara się tu zaakcentować efemeryczność i ulotność chwili. To wrażenie spotęgowane jest dodatkowo opisami scen snów, jak gdyby uczucie rozgrywało się na pograniczu jawy i marzenia. Łagodzi to odrobinę ból istnienia Elwiry, choć jej dramat wcale nie jest przez to mniejszy. Do głosu dochodzi podświadomość, jakby chciała ochronić Elwirę przed kolejnym cierpieniem i rozczarowaniem.
Wiele emocji wzbudzają opisy wydarzenia, które w historii Bogatyni zajmuje poczesne miejsce: wielkiej powodzi z 2010 roku. W krótkim czasie życie mieszkańców zmieniło się w piekło i całkowicie się przewartościowało. Najważniejsze stało się fizyczne bezpieczeństwo i przetrwanie. Elwira zaangażowała się w ratowanie swojej uczennicy Nikoli, której dom uległ zniszczeniu. I mocno przeżywa, że zniszczeniu uległy piękne świadectwa historii Bogatowic (Bogatyni): zabytkowe drewniane zbudowane w stylu łużyckim oraz alzackim, świadczące o kulturze poprzednich mieszkańców.
Proza Haliny Barań ma wiele walorów. Na uwagę zasługuje jej silnie akcentowany regionalizm – podkreślanie wartości ojcowizny i świadomość swoistości własnej kultury. Przekazywana nam przez autorkę wiedza o regionie i jego „łużyckości” ma wielkie znaczenie w kształtowaniu lokalnego dziedzictwa jako istotnego elementu tożsamości – tak jednostkowej, jak i zbiorowej, regionalnej. Są w tej powieści właściwie wszystkie atrybuty „małej ojczyzny” z wieloma odniesieniami do łużyckiej przeszłości: opisy krajobrazu, architektury, zabytków kultury materialnej i duchowej. Jest niepowtarzalna obyczajowość, folklor, legendy i odniesienia do sztuki ludowej. Dużą rolę odgrywają kontakty międzyludzkie i międzypokoleniowe. Nad tym wszystkim władzę ma jednak przyroda, której symbolem jest wielka powódź w Bogatowicach. Natura jest nieujarzmiona, nieprzewidywalna i nieprzebaczająca, i to się nie zmienia od samych początków historii ludzkości.
Halina Barań jest wobec swojej „małej ojczyzny” refleksyjna, ale i krytyczna, zwłaszcza wobec tego, co na tych ziemiach rozgrywało się w niedalekiej przeszłości. Krzywda wyrządzona przez Polaków Łużyczanom po wojnie jest bezdyskusyjna. Jednak świadomość, że w historii jest i taka niechlubna karta, pozwala lepiej poznać siebie. Tylko wtedy tożsamość regionalna pozostanie pełna i niezafałszowana. Autorka podkreśla niezaprzeczalny walor umiejętności refleksyjnego wychodzenia poza utarte myślowe schematy.
Zobrazowany w powieści mikroświat pierwotny i prywatna ojczyzna są z jednej strony nadrzędne wobec idei globalnej świadomości, ale z drugiej strony, zarysowana tu lokalność nie pozostaje drugorzędna wobec europejskości. Na terytorium Bogatowic mieszkańców łączą liczne więzi, a do międzykulturowych interakcji dochodzi na różnych płaszczyznach. To region, w którym wyraźnie poszukuje się sposobów współpracy ponad granicami, zwłaszcza tymi pojmowanymi symbolicznie. Granice geograficzne nie stanowią bowiem już żadnej przeszkody, podkreśla autorka, bo przecież jesteśmy częścią Unii Europejskiej. Halina Barań opowiada się zatem za tożsamością regionalną o charakterze otwartym, kreowaną z silną świadomością ciągłości tradycji, ale i z uwzględnieniem nowych realiów, w których przychodzi nam żyć.
Zakończenie powieści budzi wiele refleksji. W przypadku Elwiry – powróciła do niej przeszłość i zdeterminowała jej teraźniejsze wybory. Ale bohaterka zastanawia się także nad przyszłością swojej miejscowości. Jak będzie tu wyglądało po powodzi, gdy wszystko dojdzie do równowagi? Co będzie za sto lat? „Co stanie się z tą słowiańską krainą, dawniej zwaną Rychnow, a potem Reichenau, gdy przestanie funkcjonować miejscowa kopalnia i elektrownia? […] Czy w Bogatowicach na miejscu spalonego łużyckiego kościoła wyrośnie […] meczet?” Wyczuwalna jest tu świadomość, że i tutaj, na Zachodnie Kresy, jak nazywa te ziemie autorka, dotrą globalne trendy, bo takie jest odwieczne uniwersalne prawo: kultura, podobnie jak natura, nie ma w sobie nic stałego, rozwija się, przeżywa swój rozkwit, ulega przeobrażeniom, wreszcie – odchodzi w przeszłość. Od całkowitego zapomnienia można ją uchronić właśnie w taki sposób, jak czyni to Halina Barań: poprzez zaangażowaną emocjonalnie twórczość, która pomaga kształtować świadomość własnych korzeni tak w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym.

 

 

Joanna Kapica-Curzytek

Poprawiony (piątek, 17 lutego 2017 11:55)