Start Recenzje i omówienia Kobieta, Matka i mundus melancholicus

Kobieta, Matka i mundus melancholicus

Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Małgorzata Stachowiak-Schreyner, Jestem, która Jesteś, Organon, Zielona Góra 2013, 51 s.

Czytając teksty Małgorzaty Stachowiak-Schreyner, wchodzące w skład jej tomiku O czymś, mocno ubolewałem, że poetka wciąż nie wydała nowego zbioru poezji. Od 2005 roku musiało minąć kilka ładnych lat, abym we wrześniu 2013 znów mógł zwiedzać ulice fantasmagoryczno-groteskowego małego miasteczka, przyprószonego melancholijnym spojrzeniem autorki, w którym odbijają się „cienie zmęczonych pokojówek i kasjerek z Netto1.

Nowe dziełko to jednak coś więcej. W krótkiej przedmowie do tomu Jestem, która Jesteś autorka pisze wprost:

To daleka droga od reporterskiego O czymś, które było w 2005 roku moim debiutem. Półtora setki nagród ogólnopolskich konkursów literackich, między jedną książką a drugą, było właśnie czasem na szukanie zmian i nowych ścieżek. Mam nadzieję, że nadal jest „o Czymś” – o czymś więcej…2


Stachowiak-Schreyner zdaje sobie sprawę, że tak wieloaspektowo eksploatowana w jej poprzedniej książce kategoria prowincji po prostu wyczerpała się. Poetka wie, że O czymś balansowało na niewiarygodnie cienkiej granicy pomiędzy sacrum a profanum, suchym reportażem a dziełem artystycznym. Nie zdecydowała się na powtórzenie tego – skądinąd doskonałego – zabiegu. I słusznie.
Chce nam opowiedzieć „o czymś więcej”. Tym czymś stają się chwile, drobiazgi i (pozornie) niewiele znaczące momenty. Ulotne i kruche, zupełnie jak szamoczący się, dziki ptak wplątany w ludzki oddech3. Jestem, która Jesteś sączy się powoli, niemalże w tempie grave, ponieważ zbiór wierszy owładnięty zostaje melancholijną atmosferą poczucia straty. Marek Bieńczyk w swoim szkicu pt. Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty wielokrotnie powołuje się na Freudowskie ujęcie kategorii melancholii, którą stara się tłumaczyć rzeczowo: „melancholia przeprowadza żałobę po obiekcie nieuświadomionym”4. Melancholia to także tęsknota za czymś niewyrażalnym, poli- bądź właśnie amorficznym.
Za czym tęskni kobieta-podmiot z tomu Jestem, która Jesteś? (To, że mamy do czynienia z podmiotem kobiecym nie ulega wątpliwości!) Postmodernistyczne rozbicie, Derridowskie pęknięcie, multiplikacja dyskursów o rzeczywistości skłaniają Stachowiak-Schreyner do odnalezienia w świecie prawdziwości, prawdy uczuć, (nie?)podważalnych imponderabiliów, podstaw kultury i społeczeństwa. Poetka wie, że podjęcie takiego wyzwania to syzyfowa praca, dlatego płaszczyzną, na której testować będzie swoje rozważania antropologiczne, staje się właśnie literatura – byt kreowany, sztuczny, artyficjalny. Splot wielości znaczeń i nieoczywistych reinterpretacji.
O czymś rozpięte było na krzyżu empirii i uniwersalistycznego charakteru doświadczenia podmiotu. Jestem, która Jesteś to konsekwentna realizacja założeń z debiutanckiego tomu. W centrum swoich refleksji Stachowiak-Schreyner umieszcza kobietę. Otwierający cały zbiór wiersz Genesis inicjuje egzystencjalną podróż w nieznane. Na samym początku dowiadujemy się też, że kobiecość silnie spleciona jest z kategorią macierzyństwa, która podczas tej trudnej i nierzadko wyboistej drogi – by wciąż trzymać się metafory podróży – silnie zaznaczy swoją obecność. Figura Kobiety-Matki pojawi się kilkakrotnie na zasadzie cyklicznej mantry, której wewnętrzny rytm pulsować będzie melancholijnymi oddaleniami i powrotami.
Z macierzyństwem zespolona zostaje kobieca cielesność. Małgorzata Stachowiak-Schreyner w wierszu Misterium pisze:

A kiedy się dokonało
zebrali okrwawione prześcieradła,
zmyli podłogi, wyszorowali ręce
Na korytarzu facet wrzeszczał w komórkę:
o kurwa, mam syna!
a czerwone maki irracjonalnie między mną
a zimą,
co wciąż nie mogła urodzić się z ciężkiej jesieni.
Plastikową rurką kroplówki uparcie, rytmicznie
dwie kobiety sączyły się w krwiobieg,
wrastały w mięśnie, przenikały siateczki
napiętych neuronów5


Odarcie macierzyństwa z jego mocno zmitologizowanych kontekstów (przy jednoczesnym, mocno ironicznym tytule wiersza) zostaje spotęgowane przez polisensoryczność6 cytowanego tekstu. Zauważmy że, poszczególne frazy odwołują się do różnorodnego doświadczenia: wzrokowego, słuchowego, cielesnego. Swoista „krwistość” wiersza jest bowiem nierozerwalnie związana z somatycznością. Richard Schustermann w zbiorze rozpraw O sztuce i życiu. Od poetyki hip-hopu do filozofii somatycznej podejmuje kwestie związane z somatoestetyką i związanym z nią doświadczeniem estetycznym:

Somatoestetyka ma na celu krytyczne, ulepszające badanie doświadczenia człowieka i użycia ciała jako miejsca sensoryczno-estetycznej percepcji (aisthesis)7.


Właśnie to cielesne doświadczenie (czy doświadczanie8) pierwszych chwil macierzyństwa wpływa na kształt całego tomiku, choć niejednokrotnie Stachowiak-Schreyner „cielesną frazę” przełamywać będzie udanym dowcipem czy wątkami melancholijnymi. Polisensoryczna jakość doświadczenia estetycznego wysuwa się na plan pierwszy. Ciało kobiety staje się miejscem rozgrywania tytułowego misterium, które w swoim pierwotnym znaczeniu związane było z tajemnicą jako elementem konstytuującym gatunek misteryjny.
Pozostając przy tajemnicy (to kolejna z istotnych dla tego tomu kategorii interpretacyjnych), warto zwrócić uwagę na topikę biblijną, która w Jestem, która Jesteś zapośredniczona zostaje w ludzkim, codziennym doświadczeniu. Motywy o charakterze mityczno-biblijnym stają się nośnikami nowych, nieoczywistych sensów. W utworach odnajdziemy m.in. motyw Matki Boskiej i zwiastowania9, góry Tabor10 czy wieczności11.
Uparcie powracające motywy biblijne – w tym też te najbardziej uwydatnione przez autorkę: figura Matki Boskiej (interpretowana jako figura macierzyństwa) oraz figura kobiety korespondują z cykliczną, kolistą strukturą czasu. Stachowiak-Schreyner daje nam do zrozumienia, że czas rzeczywisty i czas mityczny są ze sobą nierozerwalnie związane.
Czas jest zresztą dla autorki Jestem, która Jesteś elementem konstrukcyjnym całego zbioru. Tom rozpoczyna się narodzinami, kończy zaś śmiercią. W zbiorze O czymś Stachowiak niewiele miejsca poświęca elementom przyrody (dzięki Marii Miłek dowiadujemy się zresztą że „w tej poezji nie rosną drzewa”12). Tomik z 2013 roku zaś wypełniony jest rozmaitymi bzami, lipami, akacjami, bławatkami etc. Cykl wegetatywny natury wchodzi w mariaż z czasem ludzkim. W tym sensie wyprowadzona z kolistego (czy też cyrkulacyjnego) charakteru czasu właściwość przetransponowana zostaje na ludzką egzystencję.
Jestem, która Jesteś to także zbiór wierszy o tożsamości. O tym, jak i kim staje się kobieta. Nie bez znaczenia jest tutaj słowo ‘stawać się’. Należałoby pewnie wspomnieć także o genialnych puentach, których Stachowiak-Schreyner jest mistrzynią.
Czekałem długo na nowy tom. Za długo. Rekompensatą jest jakość wierszy – śmiało można powiedzieć, że Jestem, która Jesteś to równa, bardzo dobra książka, o której powinniśmy przeczytać w ogólnopolskich czasopismach literackich. Z pewnością jednak nie przeczytamy. Przynajmniej z tego powodu mogę ponarzekać.

 

 


1 M. Stachowiak-Schreyner, Ballada o domu, [w:] tejże, Jestem, która Jesteś, Zielona Góra 2013, s. 47.
2 Tamże, s. 6.
3 Tamże, s. 12.
4 M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 2012, s. 17.
5 M. Stachowiak-Schreyner, Misterium, [w:] tejże, Jesteś…, s. 9.
6 W. Welsch pisze: „Tradycja stawiała widzenie na pierwszym miejscu – z uwagi na jego charakterystyczne cechy, takie jak dystans, precyzja i uniwersalność, a także z uwagi na jego zdolność determinacji oraz bliski związek widzenia z poznawaniem. […] Współcześnie zaczęły skupiać na sobie uwagę inne zmysły. Na przykład znów zaczęto doceniać słuch – dzięki jego bliskiemu związkowi antymetafizycznemu z wydarzeniem (jako przeciwieństwem trwałego bytu), a także za sprawą jego istotnie społecznego charakteru (w odróżnieniu od indywidualistycznego aktu widzenia) oraz jego bezpośrednich relacji z momentami uczuciowymi (w odróżnieniu od pozbawionego emocji rejestrowania fenomenów przez wzrok. Swoich rzeczników znalazł również zmysł dotyku – zarówno na gruncie rozwoju technologii mediów, […] jak i z uwagi na swój zdecydowanie cielesny charakter – znów w przeciwieństwie do »czystego«, niezaangażowanego widzenia” – zob. W. Welsch, Estetyka poza estetyką. O nową postać estetyki, przeł. K. Guczalska, Kraków 2005, s. 127.
7 R. Schustermann, Somatoestetyka a problem ciało/media, [w:] tegoż, O sztuce i życiu. Od poetyki hip-hopu do filozofii somatycznej, przeł. W. Małecki, Wrocław 2007, s. 75.
8 Richard Schustermann zmierza do stwierdzenia, że kategoria doświadczenia (bądź doświadczania estetycznego) stopniowo wyczerpywała się w II połowie XX wieku, przez co stała się mało atrakcyjna dla teoretyków i filozofów sztuki. Schustermann stara się niejako „wskrzesić” to pojęcie i nadać mu nowe znaczenie. Zob. R. Schustermann, O końcu i celu doświadczenia estetycznego, [w:] tegoż, O sztuce..., s. 195-219.
9 M. Stachowiak-Schreyner, Jesteś…, tu: Urlop macierzyński, s. 13; Ballada o domu, s. 47; Zwiastowanie, s. 8.
10 Tamże, Z Magdali, s. 22.
11 Tamże, Julka, s. 15.
12 Zob. M. Miłek, W tej poezji nie rosną drzewa, [w:] tejże, W czas marny potrzebni poeci. Szkice o poezji i jej czytaniu, Zielona Góra 2006, s. 47-67. Autorka szkicu sumiennie przeanalizowała wiersze zawarte w tomie O czymś i dostrzegła, że brak w nich rosnących drzew. Pojawiają się jedynie „zaraczone lipy” (Jak zawsze) oraz „szum wiatru w gałęziach złamanego drzewa” (U bramSodomy), co zostaje metaforycznie zinterpretowane jako brak możliwości oddechu, a co za tym idzie – brak możliwości przetrwania w przestrzeni nakreślonej przez M. Stachowiak-Schreyner.

 

Daniel J. Stachuła

Poprawiony (piątek, 17 lutego 2017 11:03)