Start Recenzje i omówienia Centuria

Centuria

Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Mieczysław Sosialuk, Sąd nad centurią, ARSTAD, Głogów 2012, 70 s.

Najnowszy tomik wierszy Mieczysława Sosialuka jest publikacją o tyle ciekawą, że łączy w sobie wiele zaskakujących wątków i opisów. Autor, choć debiutował nie tak dawno temu, bo w 1998 roku, miejscami prezentuje zaskakująco dojrzałe poetyckie oblicze. Mieczysław Sosialuk urodził się w 1949 roku w na Pomorzu Zachodnim. Koleje losu prowadziły go jednak niemal po całym kraju, pracował w zakładzie mechanizacji rolnictwa, jako konserwator w sanatorium, jako górnik w Lubinie, a w 1997 roku oddelegowano go do budowy warszawskiego metra. I tak naprawdę dopiero w stolicy zaczęła się jego przygoda z poezją, tam bowiem ujawnił się w Turnieju Jednego Wiersza podczas Warszawskiej Jesieni.
Przed debiutem brał udział w warsztatach poetyckich grupy literackiej „Wybór” przy warszawskim oddziale Związku Literatów Polskich. Od tamtego czasu wręcz posypały się nagrody i wyróżnienia za twórczość poetycką Mieczysława Sosialuka. Już rok później ukazał się jego pierwszy tomik poezji – Szept i krzyk, a w 2002 roku przyszedł czas na książkę poetycką Ja, Nostradamus. Autor może się również pochwalić współredagowaniem kilkunastu antologii poetyckich.
Sąd nad centurią, ostatni tomik poezji Sosialuka, ukazał się w minionym roku nakładem głogowskiego wydawnictwa ARSTAD. Siedemdziesięciostronicowa publikacja zawiera kilkadziesiąt wierszy o przebogatej tematyce, można w niej odnaleźć wspomnienia, refleksje i konstatacje dotyczące zarówno tego, co nieprzemijalne, jak i tego, co ważne dla samego autora. Wstęp do Sądu nad centurią jest autorstwa Krzysztofa Jelenia.
Książkę otwiera cykl lekkich wierszy, w których autor przywołuje miejsca, gdzie przebywał, osoby, z którymi się spotkał i odczucia, jakie tym chwilom towarzyszyły. Umiejętne poprowadzenie frazy sprawia, że czytelnik przemierza ścieżki razem z autorem, wyobraża sobie „lampy kołysane wiatrem” (Sekret władzy) czy to, że „okna wychodziły na ogród/ za szutrową dróżką/ izolowany rdzawą siatką i murem” (Dom przechodnich egzystencji). Wiersze są proste, nie wymagają wielogodzinnych rozmyślań, pozwalają się odprężyć i niejednokrotnie wrócić do własnych wspomnień, bo autor opisuje wrażenia znane każdemu z nas. Wskazuje też konkretne nazwy miejscowe, co pozwala dostrzec, jak bardzo jest z nimi związany i jak miłe wspomnienia tam odnajduje. Kilka utworów jest też opatrzonych dedykacją, czy to dla żony, czy dla siostry. Mieczysław Sosialuk jest uważnym obserwatorem otoczenia, nie pozostaje obojętny na to, co nawet nie dotyczy jego bezpośrednio. Maluje słowem obrazy, które z jednej strony ukazują rzeczywistość, a z drugiej zwracają uwagę, że nie należy zajmować się tylko i wyłącznie sobą, bo życie nie zawiera się w czterech ścianach. Takie wrażenie odniosłam, czytając wspomniany już wiersz Dom przechodnich egzystencji, gdzie „[...] z okien Domu Dziecka/ patrzą na plac zabaw/ słuchają radosnych okrzyków/ ‘mocniej mamuś wyżej’/ karmią się perlistym śmiechem”. Autor nie boi się też odważnych wierszy, takich nawet, które mogłyby wzbudzić pewien niesmak, jak choćby utwór Do następcy. Wprost powiedziano tam: „musisz przyjąć/ że kładąc dłonie na małych piersiach/ idziesz śladem moich pieszczot… [...] miałeś być spełnieniem snu/ więc bądź dla niej dobry”. Są to bowiem słowa skierowane do… rywala? Krzywdziciela? Niemałej trzeba odwagi, by takie frazy wyartykułować.
Niezwykle interesującą częścią omawianego tomiku jest cykl utworów poświęconych refleksji autora nad historią. Podmiot liryczny tych wierszy albo wciela się w postacie historyczne, albo zwraca się do nich. Mieczysław Sosialuk umiejętnie łączy owe zwroty do konkretnych osób i momentów historycznych z ponadczasowymi uniwersaliami. I tak oto okazuje się na przykład, że „runo Kolchidy”, którego zdobycie wymagało niebezpiecznej wyprawy trwającej pół roku, to „kożuch zwykłego barana”, a w wierszu poświęconym Januszowi Korczakowi padają słowa: „a ja wiem swoje:/ gdy brakło ziemniaków, dzieliłeś uśmiech”. We wszystkich utworach zaakcentowano ukłon w stronę codzienności, zwykłej, nieraz szarej, rzeczywistości. W wielu miejscach widać też poczucie „zakorzenienia”, czy to w określonym czasie, czy przestrzeni. W wierszach, nazwę je tutaj „historycznymi” nie widać jakiegoś ukierunkowania na konkretną epokę czy grupę postaci. Znajdujemy w nich zarówno odwołania do starożytnej Grecji, jak i do stosunkowo niedawnej przecież drugiej wojny światowej. I znowu podkreślić należy fakt, że Mieczysław Sosialuk pochyla się w swojej twórczości zarówno nad wielkimi momentami w historii powszechnej, jak też nad tymi ważnymi dla niego osobiście.
Ta właśnie osobistość, szczerość, rozległe horyzonty myślowe i umiejętność formułowania prostych, czasem opisowych fraz sprawiają, że książkę Sąd nad centurią czyta się z przyjemnością. A można czytać zarówno jako całość, jak też łączyć poszczególne wiersze w cykle czy nawet interpretować każdy utwór z osobna. Jeśli twórczość tego autora będzie się rozwijać w kierunku, jaki został zarysowany w Sądzie nad centurią, to należy z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych publikacji Mieczysława Sosialuka.
 
Kinga Mazur

Poprawiony (wtorek, 08 kwietnia 2014 15:10)