Start Recenzje i omówienia Liryczno-fotograficzna opowieść o Płocku

Liryczno-fotograficzna opowieść o Płocku

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Maciej Woźniak, Cezary Dzięcielski, Ulica szczupacza. Wiślane pieśni o Płocku, Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki, Płock 2012, 50 s.
 
W przedmowie do książki poetyckiej Macieja Woźniaka Marek Grala napisał – „najdłuższą i najpiękniejszą ulicą w Płocku jest Wisła”. I to właśnie miasto i rzeka, jej plaże, mosty, promenady, zatoczki i nadbrzeża stały się przewodnim motywem wierszy Macieja Woźniaka i fotografii Cezarego Dzięcielskiego.
W najnowszym tomiku Ulica szczupacza. Wiślane pieśni o Płocku wiersze Woźniaka zostały wkomponowane w fotografie Dzięcielskiego. Awangardowe techniki łączenia słowa pisanego z innymi dziedzinami sztuki były stosowane wielokrotnie, począwszy od XIX wieku i zabiegów różnorodnych form graficznego zapisu wierszy stosowanych przez Guillaume’a Apollinaire’a, czy później przez surrealistów, dadaistów i futurystów. W przypadku zbiorku wierszu i fotografii spółki artystycznej Woźniak & Dzięcielski ten zabieg nowatorski nie jest, ale nie jest też przypadkowy czy niezamierzony, zastosowany – jak zwykle bywało – w formie nic nie wnoszącej do dzieła, czyli sztuki dla sztuki.
W przypadku tegoż duetu, poeta–fotografik jest wręcz odwrotnie, bowiem zabieg połączenia wiersza z czarno-białym zdjęciem powiódł się na tyle skutecznie, iż czasami czytelnik i widz w jednej osobie potrafi się zgubić. Chwilami bowiem książka staje się zbiorem wierszy, innym razem albumem fotografii. To znaczy, że interdyscyplinarne połączenie tych dwóch dziedzin sztuki wyszło obu autorom nad wyraz pomyślnie, gdyż czasami zdjęcie stanowi uzupełnienie do wiersza, innym razem jest odwrotnie. Odnosi się wrażenie, jakby wiersz był pisany do konkretnej fotografii, stanowiąc jej dopowiedzenie, metafizyczne rozwinięcie jej przestrzeni i konturu, czy też metaforyczne pogłębienie samego obrazu, jego wyostrzenie lub podkoloryzowanie.
O scenach fotograficznych Dzięcielskiego Halina Płuciennik napisała:

Obraz zredukowany do czerni, odcieni szarości i bieli z niespodziewaną mocą wyraża stany emocjonalne. W fotografiach […] wielka woda i przestrzeń dookoła niosą ukojenie, przywracają równowagę duszy i umysłu, mimo groźby ukrytej gdzież pod gładką powierzchnią.

Jego fotografie, można rzec, bez retuszu ukazują czy to panoramę miasta widzianą znad brzegu, czy też stanowią statyczne obserwacje wędkarzy, dzieci bawiących się na plaży, spacerowiczów idących wzdłuż linii brzegowej, żaglówki, łódki, mewy nad falami lub w zaroślach bądź pierzastej chmury nad Wisłą... Często ukazane są o różnych porach roku i dnia. Stąd każdy obraz zatrzymany w kadrze posiada swój własny klimat. Podobnie jak wiersze, których tematyka jest różnorodna, ale zawsze oscylująca wokół genus loci, czyli ukochanego miejsca poety. A jest nim miasto nierozerwalnie związane z rzeką. Płock – rodzinne miasto Władysława Broniewskiego, ukazane jest z różnych perspektyw – rodzinnej (Wuj Krysiak, Stryjek Heniek, Wisełka), sentymentalnej (Piosenka grodzka, Ach, Darek), historycznej (Luty, spacer na Kępę, Urbi, non orbi, Piosenka wiślana, Piosenka żydowska), przyrodniczej (Wiatr od Wisły, Skarpą do Brwilna, Mroźna piosnka, Maj, główki w Wykowie, Kochankowie w bzie, Transmisja, Serendypia) oraz w tekście pośrednio poświęconym Broniewskiemu, zatytułowanym „Bro”.
I taki właśnie poetycki pejzaż przeszłości i teraźniejszości ukochanego miasta i rzeki, jak i forma przedstawienia ich obecności w pamięci i wspomnieniach, są często antidotum dla poety na szczęście. W wierszu Mandala z liści na dnie podmiot liryczny mówi:
 
  Żółte liście na dnie. Chłód przez spodniobuty
  i ciepły blask od dukatów wysypanych z kufra,
                                                   kiedy muł
  przeżarł drewno. Brodzę z wędką całe
                                   popołudnie, jak czapla
  patrząc w dół. Jeśli to nie jest szczęście, to nie
                                                 ma szczęścia.

Znany awangardowy krytyk literacki i poeta Adam Wiedemann napisał:

U Macieja Woźniaka metaforyzowanie jest sposobem myślenia, przekształcającym każdą ewentualną „rzeczywistość” w byt możliwy do określenia jedynie na zasadzie zderzenia dwóch (lub więcej) różnorakich „spojrzeń”. Dochodzi tu do głosu paradoks, by tak rzec, wizualny: jeśli te wiersze można nazwać opisowymi, to jednak są one wyraziście nieprzedstawieniowe, każdy „obraz” zaprzecza swojej obrazowości, udaje się w głąb siebie i tam znika z oczu.

I wiele racji ma Wiedemann w opisie wierszy Woźniaka, gdyż ten niemal w każdym wierszu stara się oddać w sposób namacalny to, co jest ulotne i czego już zatrzymać nie można, inaczej niż na fotografii. Tu migawką aparatu fotograficznego jest samo oko, pamięć i myśl, które za pośrednictwem pióra i słów mają oddać klimat minionych lat z dzieciństwa i młodości autora, a nawet jego rodziców i dziadków z czasów wojny i powojennego okresu PRL. Jak napisał we wstępie do tomiku przywołany na początku Grala, wiersze Woźniaka mają nie tylko przywołać i zatrzymać upływający czas, ale pozwolić „uwierzyć w płocką duszę”. Sprawić, że poprzez barwne opisy miejsc, zdarzeń czy postaci, czytelnik poczuje się jak wędrowiec, który płynie rzeką czy spaceruje jej brzegiem wsłuchany „w wiślany mokry szept mgły i bicie rybich serc”.
I na koniec kilka słów o samym autorze pieśni wiślanych, urodzonym w 1969 r. i zamieszkałym w Płocku. Z zamiłowania jest poetą, krytykiem muzycznym i felietonistą. Debiutował w 1998 r. książką poetycką Srebrny ołówek. Autor ośmiu tomów wierszy. W 2009 r. nominowany był do Nagrody im. Józefa Czechowicza za zbiór poezji Iluzjon oraz do Nagrody Literackiej Gdyni za tom liryków Ucieczka z Elei w 2011 r. Prowadzi stronę autorską na portalu Literackie.pl.

Robert Rudiak

Poprawiony (poniedziałek, 31 marca 2014 13:34)