Start Recenzje i omówienia O najpiękniejszym okresie trwania

O najpiękniejszym okresie trwania

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Jerzy Szewczyk, Przeszłość karmi się pamięcią, Majus, Zielona Góra – Łask 2013, 80 s.

Jerzy Szewczyk, zielonogórzanin dobrze znany z dużej aktywności twórczej i ciekawych inicjatyw społecznych, publicysta, poeta, podróżnik, fotografik przypomniał się tym razem jako autor wspomnień poświęconych swojej macierzystej szkole średniej.
Do Zielonej Góry przybył ponad pół wieku temu, po ukończeniu Politechniki Łódzkiej. Z naszym miastem związał się na stałe, tutaj założył rodzinę, zrobił karierę zawodową, aby po trzydziestu latach pracy i szefowania Okręgowej Inspekcji Pracy przejść na emeryturę. Nadal rozwijał społeczne zaangażowanie na kilku płaszczyznach, między innymi w spółdzielczości mieszkaniowej, w TKKF i NOT; za szczególnie ważną uważa działalność w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Greckiej, któremu od kilku lat przewodniczy. Od szkolnych lat nie rozstawał się z piórem, stale doskonaląc język i poszerzając obszary zainteresowań – od publicystyki i opracowań z problematyki zawodowej po literacką prozę i „podkochiwanie” się niemal we wszystkich muzach poezji. W swoim dorobku zgromadził kilkanaście tytułów, żeby wymienić tylko niektóre: System socjalny Hiszpanii, Choć szron na głowie, Kraj obrazy, Między chmurą a kałużą, П-stacje albo karo seria. Jego pasją stały się poznawcze podróże, także do krajów pozaeuropejskich. Ich owocem były wystawy (dotychczas 20) fotografii z Chin, Nepalu, Indii, RPA; oprócz Zielonej Góry autor prezentował je w innych miastach, także w rodzinnym Łasku.
Bodźcem do napisania ostatnio wydanej pozycji było zbliżające się 100-lecie liceum ogólnokształcącego w Łasku, w którym w roku 1954 uzyskał świadectwo dojrzałości. Przeszłość karmi się pamięcią to książka dotycząca głównie zdarzeń i ludzi z innych stron kraju, lecz warto się nad nią pochylić ze względu na autora, który wniósł dostrzegalny dorobek w lubuskie życie literackie i kulturalne – i czyni to nadal – oraz z uwagi na prezentowane w opracowaniu refleksje i reminiscencje o ogólniejszym znaczeniu. Opis życia w łaskim liceum w połowie ubiegłego wieku jest dość typowy, zawiera wiele podobieństw z innymi szkołami tamtej epoki. Sporo z tego, o czym w tej książce, można bez większych korekt wpleść w realia innych placówek z owego czasu, nawet różniących się profilem edukacyjnym, jak chociażby zestaw lektur, dzisiaj zapomnianych lub pomijanych jako „niesłusznych”, a wtedy pochłanianych z ogromną fascynacją; niektóre z nich wywarły niemały wpływ na kształtowanie ideowej tożsamości absolwentów. Podobnie jeśli idzie o przypomniane formy pozalekcyjnego udziału młodzieży w życiu środowiska, gdy obok „wymuszanych majówek” istniały zajęcia w kółkach zainteresowań, pozwalające się rozwijać w wymarzonym kierunku.
Są też w tej książce ważne dla nas, lubuszan, wątki, które warto przytoczyć, bo zaświadczają – obok samego autora – personalne związki z naszym regionem. I tak, Janusz Kubicki, absolwent tej samej co J. Szewczyk klasy i jego przyjaciel ze studiów, jako znany w świecie specjalista maszyn papierniczych uczestniczył w projektowaniu i uruchomieniu na Ziemi Lubuskiej fabryk wełny mineralnej i płyt pilśniowych. Dr Józef Krasoń, dyrektor łaskiego liceum, historyk, malarz i filozof jest autorem prac na temat dziejów Zbąszynia i Obry.
Problematyka historyczna szkół wszelkiego typu dokumentowana jest między innymi w monografiach, najczęściej opracowanych przez osoby blisko ze szkołą związane. Można różnie odnosić się do przyjętej przez J. Szewczyka koncepcji autorskiej. Podstawową kwestią pozostaje zakres rzeczowy, ograniczony w tym wypadku do macierzystej klasy autora. Z tego powodu trudno recenzowanej książce przypisać walory typowej monografii szkolnej. Liceum ogólnokształcące w Łasku, którego powstanie i pierwsze lata rozwoju przypadły na burzliwy okres kształtowania się na ziemi łódzkiej zrębów państwowości polskiej po I wojnie światowej, zapewne zasługuje na uwiecznienie jego stuletnich tradycji. Można żywić nadzieję, że znajdą się chętni autorzy, dla których praca J. Szewczyka mogłaby się stać istotnym dla tego celu przyczynkiem.
Nad książką, w której podjął udaną próbę zapisania najpiękniejszego okresu swojego jestestwa, Jerzy Szewczyk pracował od kilku lat. Tylko on wie, ile włożył w to wysiłku i ile czasu poświęcił na poszukiwania adresów, nawiązywanie kontaktów, wyjazdy i rozmowy, kwerendy w bibliotekach, odwiedzanie cmentarzy – wszak od opuszczenia szkoły upłynęło ponad pół wieku. I ciągle trafiał na nowe informacje, które pozwalały pogłębiać i aktualizować biografie profesorów i absolwentów aż po czas teraźniejszy. Rzetelne potraktowanie tego zadania miało i ten dodatkowy efekt, że sprzyjało odkryciu zatartych przez upływ czasu więzi międzyludzkich. Wielka to satysfakcja, gdy po dziesiątkach lat można przywołać szkolny żargon, posłużyć się „ksywką” kumpla z ławki, przypomnieć zabawne scenki, „psoty” i „wygłupy”, z nostalgią wspomnieć pierwsze młodzieńcze uniesienia, aby na koniec powrócić do… uskarżania się na stan zdrowia.
Pamięć swą, tę najczulszą, w pierwszej kolejności kieruje autor w stronę nauczycieli, od których kwalifikacji i zamiłowania do zawodu zależy co najmniej połowa życiowych sukcesów ich wychowanków. Obdarza ich ciepłem i wdzięcznością, bo byli to wspaniali ludzie, dawali z siebie wszystko – serce, wiedzę, bezinteresowną opiekuńczość, aby młodzież, zróżnicowaną wiekowo i majętnie, skrzywdzoną przez wojnę i okupację wyprowadzić na porządnych ludzi. Wychowawcom z łaskiego liceum to się udało, za czym przemawiają chociażby losy autora i wielu jego szkolnych rówieśników. Charakteryzując grono pedagogiczne, z sentymentem przywołuje zasługi tych profesorów, którym zawdzięcza więcej niż pozostałym. Ci od historii rozbudzili w nim zainteresowania starożytnością, łacinnicy językami, co skutkowało znakomitymi efektami w następnych latach.
Najwięcej czasu zajęły autorowi dociekania o losach koleżanek i kolegów, im poświęca przeważającą część tekstu. Udało mu się opracować ich biograficzne notki, wzorowany na dzienniku lekcyjnym „alfabet” zawiera w miarę wyczerpujące informacje o udanych życiowych karierach, ale też w wielu wypadkach niepowodzeniach, czy nawet przedwczesnych odejściach; uzupełnienia z życia prywatnego i rodzinnego dopełniają całość.
Szkoła, nauczyciele, absolwenci we wspomnieniach… Bardzo często skuteczne remedium na wszelkie troski i kłopoty, zwłaszcza gdy się osiąga wiek… jesienny, okraszany pięknem spadającego liścia. Doceniając owocny trud autora, zainteresowani czytelnicy, a zwłaszcza liczni przyjaciele, pedagodzy, jak i późniejsze pokolenia następców J. Szewczyka przyjmą z wdzięcznością rzetelnie przygotowany jubileuszowy upominek. Karmienie pamięci szkolną przeszłością przywraca duszy młodość, a ciału przydaje wigoru. Szkoła żyje wspomnieniami swoich wychowanków. A jeśli jeszcze któryś z nich odważył się na opisanie choćby jakiejś części jej dziejów, trwać będzie znacznie dłużej.
Przywołaną książką J. Szewczyk oddaje hołd nie tylko swojej szkole. Kłania się ziemi rodzinnej, gdzie zostały jego korzenie, dzieli się wrażeniami z rozwoju bliskiego mu miasta, do którego wraca pamięcią i które często odwiedza. „Człowiek, któremu udało się zrealizować wiele marzeń z lat szkolnych, nie może zapomnieć skąd wyszedł” – podkreśla. Z szacunkiem pochylając czoła nad grobami rodziców, nawiązuje do ich wielkiej troski o jego edukację i wychowanie, dziękczynnie wyznaje, że to ich „miłowanie życiodajne soki przyniosło pamięci”.
Na zakończenie kilka zdań o języku, którym posługuje się J. Szewczyk. Ostatnią książką jeszcze raz potwierdza wysoki kunszt i wszechstronne umiejętności w wykorzystywaniu tego ważnego narzędzia nie tylko do celów epickich, lecz i prowokowania czytelnika do myślenia. Satyryczna metaforyka, dwuznaczność czy przekorna interpretacja pojęć, czego na co dzień przeważnie nie dostrzegamy – ileż jeszcze cech może zdefiniować przeciętny laik, zgłębiający jego „pistacje”, „karo serie”, „pre teksty”, czy inne „pre dyspozycje” do „zabawy ze słowem”… Poszukując indywidualnej formy wypowiedzi, zaskakuje odkrywaniem oryginalnych ciekawostek terminologicznych i fleksyjnych. Techniczne wykształcenie, humanistyczny talent – to sentencja jego intelektu. Casus J. Szewczyka zasługuje na częstsze przypominanie, wręcz upowszechnianie. To jeszcze jeden przykład, że przedstawiciele kierunków ścisłych, absolwenci politechnik, również stają się wybornymi humanistami. Fascynacja językiem to trwały przymiot jego osobowości, co czytelnik sprawdza w publikowanych utworach, a on przez udział w konkursach na poprawność językową.
Opisową całość dopełniają „obrazy z przeszłości”, czyli kserokopie dokumentów, fotograficzny przegląd z życia szkoły oraz – dla koneserów języka – coś szczególnego: uarchaizowana propozycja toastu. „W górę szkła do dna”.
 
Czesław Strawa

Poprawiony (poniedziałek, 31 marca 2014 13:34)