Start Recenzje i omówienia „Trywialność i banał sięgnęły zenitu” – o zdradzie lirycznie

„Trywialność i banał sięgnęły zenitu” – o zdradzie lirycznie

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Sylwia Baczyńska, Wieczór w garsonierze, Vis-A-Vis Etiuda, Kraków 2005, 31 s.

Tematyka dotycząca zdrady i wszelkich uczuć z nią związanych jest obecna w literaturze od zawsze. Trudno znaleźć zjawisko nacechowane tak pejoratywnie i brutalnie, a tak ogniste i pociągające zarazem. O zdradzie rozpisują się psychologiczne pisemka, nierzadko zupełnie płytkie harlequiny, ale również literatura kryminału i sensacji. Okazuje się jednak, że można o niej pisać także lirycznie, czego dowodem jest niezbyt obszerny zbiór wierszy Sylwii Baczyńskiej.
Lekarz, nauczycielka jogi, dziennikarka współpracująca m.in. z „Życiem Warszawy”, wreszcie – autorka takich powieści, jak Mistyk, Modliszki czy Zawał tym razem opowiada historię niespełnionego małżeństwa w sposób bynajmniej nieprozatorski. Liryków z tomiku Wieczór w garsonierze nie sposób interpretować z osobna. Zaznajamiając się z nimi od początku do końca, wprawny czytelnik bez trudu uchwyci ciągłość cyklu poetyckiego oraz zaobserwuje swoistą klamrę zbioru, który rozpoczyna się początkiem zdrady małżeńskiej pary, a kończy wierszem o sugestywnym tytule Koniec romansu. Niemożliwością jest tutaj także wyróżnienie jednej osoby mówiącej czy też jednego odbiorcy. Nierzadko w tym samym wierszu wypowiada się zarówno zdradzająca żona, jak i niewierny mąż czy też niemniej uwikłany w całą historię kochanek. Również adresatami liryków są nie tylko małżonkowie, ale i Bóg, do którego oboje wielokrotnie zwracają się z prośbą o wyjaśnienie sytuacji, w której się znaleźli oraz stanu uczuć, który ich dotknął. Adresat w postaci Stwórcy nie ma jednak nic wspólnego z chrześcijańskim ujęciem wszechpanującego i wszechwiedzącego Ojca. Przeciwnie – jest wręcz przez bohaterów obwiniany za swoją niewiedzę („No jak to, Boże, nie wiesz?”).
Urzekającym w tej lirycznej historii wydaje się fakt, że zdrada wykreowana przez Sylwię Baczyńską została przedstawiona zarówno z perspektywy kobiecej, jak i męskiej. Co istotne i wręcz sprzeczne z teoriami psychologicznymi, dominuje tutaj wspólny motyw takiego stanu rzeczy. Chociaż i ze strony żony, i ze strony męża przejawia się szacunek względem partnera, zdradzają się oni wzajemnie, a motywem ich postępowania są wszechogarniające ich codzienność brak i pustka („Brak staje się częścią/ a może nawet treścią życia”), które zostały wręcz w lirykach upersonifikowane („Brak jest istotą rozumną”). Domowa „garsoniera” partnerów jest otępiała, wypełniona marazmem i nicością, dlatego też raz w tygodniu oboje pozwalają sobie na ucieczkę od rzeczywistości.
Tomik jest absolutną demitologizacją miłości, która w świecie bohaterów wydaje się całkowicie nie istnieć, co najwyżej funkcjonować jako „beznamiętna i oślizgła”, co ciekawe, czy to względem małżonka, czy kochanka. Dzieje się tak dlatego, iż zdrada występuje tutaj tylko jako pretekst do tego, aby w końcu skupić się na samym sobie, swoim wnętrzu, aby odkryć swoje ego i prawdziwe „ja”, do którego nie zostaje dopuszczony ani żaden mężczyzna, ani żadna kobieta („Twój dotyk nie skala/ a nawet nie mógłby/ Nie potrafi dotknąć tego/ co we mnie najświętsze”). Już po przeczytaniu kilku liryków można wyraźnie dostrzec, że małżeńska niewierność to tylko z pozoru główny temat tego cyklu utworów. Zdrada jest tutaj jedynie okazją do samozatracenia, do spojrzenia w głąb samego siebie. I właśnie dzięki temu autorka unika banalności tematu.
W historii bohaterów lirycznych wypalone jest nie tylko ich małżeństwo, ale i romanse („po co mi ten romans/ męczący wypalony/ jak małżeńskie meandry”). Pojawia się więc pytanie, czy oboje są oni jeszcze w stanie kochać miłością duchową, a nie tylko fizyczną? Czy po tym, co przeżyli i czego doświadczyli, są jeszcze w stanie dopuścić kogoś do siebie tak blisko? Każde z nich odczuwa głód bliskości, jednak dopóki nie poznają i nie zrozumieją wewnętrznie samych siebie, dopóty nie będą w stanie otworzyć się przed drugim człowiekiem. Zostanie im tylko namiastka uczucia.
Język, którym posługuje się Baczyńska, jest z jednej strony pełen patetycznego, być może nawet lekko przejaskrawionego liryzmu, niebanalnych epitetów i wysublimowanych metafor, z drugiej zaś strony dosadny, wręcz perwersyjny, niewahający się przed bezwzględną dosłownością, co w przypadku tego rodzaju współczesnej liryki mocno kobiecej i wyraźnie intymnej wydaje się być jedynie niepodważalną zaletą. Taki eklektyzm stylowy ukazuje nie tylko różnorodne oblicza kobiecości, ale i męskości. Sprawia, że poezja autorki wyraża to, co wydaje się być niewyrażalne poprzez słowo. A jednak. Poetce się to udało.

Monika Derczyńska

Poprawiony (środa, 12 lutego 2014 14:23)