Start Recenzje i omówienia Cyganie i Polacy: o kilka kroków bliżej

Cyganie i Polacy: o kilka kroków bliżej

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Edward Dębicki, Ptak umarłych, Wyd. Bellona, Warszawa 2004, 232 s.
Edward Dębicki, Wczorajszy ogień. Ptak umarłych II, Wyd. Stowarzyszenie Twórców i Przyjaciół Kultury Cygańskiej im. Papuszy w Gorzowie Wlkp, 2012, 200 s.

Właśnie ukazał się drugi tom wspomnień Edwarda Dębickiego Wczorajszy ogień, który jest kontynuacją wydanej kilka lat temu pierwszej części pt. Ptak umarłych. Zamieszkały w Gorzowie Wielkopolskim Edward Dębicki to wielka artystyczna osobowość: muzyk estradowy, kompozytor, poeta i popularyzator cygańskiego folkloru. Jest także założycielem cygańskich zespołów Khan i Terno, a także inicjatorem i organizatorem Międzynarodowych Spotkań Zespołów Cygańskich „Romane Dyvesa” odbywających się od kilkunastu lat w Gorzowie. Wiosną 2012 roku został odznaczony Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.
Edward Dębicki mówi o sobie, że nie przeszkadza mu określenie „Cygan”. I rzeczywiście, w obu tomach wspomnień nie pojawia się słowo „Rom”, uznawane dzisiaj za bardziej stosowne, bo pozbawione negatywnych skojarzeń. Autor, urodzony na wschodnich kresach w cygańskim taborze, jako kilkuletnie dziecko zaznał grozy II wojny światowej. Była ona szczególnie okrutna dla Romów, narodu w Europie szczególnie narażonego na prześladowania i eksterminację. Każdy dzień wojny przynosił skupionym w taborach Cyganom niepewność jutra. Nie wiadomo było, czy przypadkowo napotkani ludzie będą tymi, którzy bezinteresownie pomogą czy zadenuncjują. Dębicki wiele razy wspomina jednak w swojej książce Polaków, którzy ratowali jego rodzinę i tabor przed najgorszym.
 
Edward Dębicki próbuje odtworzyć dawną rzeczywistość własnymi słowami tak, jak ją zapamiętał. Oba tomy wspomnień, napisane pięknym, baśniowym językiem, są podzielone na przystępne, krótkie rozdziały-epizody, którym nie brak refleksji i epickiej głębi. Każdy z nich ma swoją dramaturgię, przenikającą się z subtelną, nostalgiczną nutą. Te drobne, rozproszone okruchy składają się w jedną całość, tworząc barwny obraz minionego świata, pozostający już tylko we wspomnieniach tych, którzy dawniej do niego należeli.

Autorowi znakomicie udało się nakreślić portrety ludzi, wśród których dorastał i których spotykał na swojej drodze. To godne podziwu, że wystarcza zaledwie kilka słów, by nadać każdej postaci niepowtarzalny rys indywidualizmu. W reminiscencjach autora to są ludzie z krwi i kości: przeżywają radości i dramaty, stoją przed życiowymi dylematami, które każdy z nich rozwiązuje zgodnie z własną życiową filozofią. Dzięki temu Ptak umarłych i Wczorajszy ogień wykraczają daleko poza lakoniczną i powierzchowną relację tego, co pozostało w pamięci. Książki nabierają wymiaru uniwersalnego, inspirując czytelnika do ponadczasowych rozważań na temat losu i kondycji człowieka. Edward Dębicki przybliża nam wiele szczegółów związanych z codziennym życiem cygańskiej społeczności w wędrownym taborze. Tym, co najbardziej zadziwia nas, współczesnych – jest ścisły kontakt człowieka z naturą. W przypadku Cyganów był to oczywisty warunek przeżycia. Na wiele chorób znajdowano lekarstwa w lesie. Narzędzia robiono „z niczego”, ze skrawków, odpadków, resztek – nawet łyżwy lub żarna do mielenia mąki. To wiedza i umiejętności dzisiaj ginące, a może nawet już skazane na zapomnienie. Tutaj, we wspomnieniach, zostają choć w części ocalone. Być może skojarzenia z cygańskim taborem brzmią romantycznie, ale nie można zapominać, że jest to przede wszystkim świadectwo twardej szkoły życia, którą przeszedł autor – codziennością wojennych lat była bieda, głód i prześladowania. I śmierć, wiele razy widziana przez niego na własne oczy. Taki był jeszcze siedemdziesiąt lat temu świat cygańskiego dziecka.

Pierwszy tom wspomnień, Ptak umarłych kończy się na roku 1945, gdy ustają działania wojenne. Rodzice Edwarda Dębickiego, tak jak wiele innych ocalałych rodzin ze szczepu Cyganów nizinnych Polska Roma zamieszkałych na kresach, po zakończeniu wojny i ustaleniu granicy na Bugu zdecydowała się przyjechać na stałe do Polski. Czuli się z nią silnie związani. Druga książka, Wczorajszy ogień, rozpoczyna się od opowieści autora o próbach ponownej integracji cygańskiej społeczności. Romowie byli po wojnie w rozsypce, wielu z nich zmarło lub zaginęło. Wszyscy poszukiwali jakichkolwiek wieści o swoich członkach rodziny. Gdy ludzie szczęśliwie się odnajdywali, na nowo tworzyły się kilkurodzinne tabory. Wracała nadzieja na powrót do dawnego wędrownego życia.

Tymczasem w 1963 roku wszedł w Polsce w życie dekret osiedlenia, zakazujący Cyganom poruszania się po kraju taborami. Edward Dębicki podkreśla, że to było dla nich szczególnie bolesne: oni chcieli tylko żyć po swojemu, utrzymywać się – tak jak od pokoleń - z wędrownego muzykowania, handlu i wróżbiarstwa. Autor wiele miejsca poświęca w swojej książce realiom powojennej Polski i trudnościom Cyganów ze znalezieniem w niej swojego miejsca. Romowie musieli walczyć o wszystko: gdy jeszcze wędrowali – o mieszkania na zimę i przydział opału, gdy się osiedlili – o to, by pozostawiono ich w spokoju, pozwolono być sobą i nie zaczepiano bez powodu. W książce znajdują się liczne opisy zmagań z kurczowo trzymającymi się przepisów przedstawicielami „władzy ludowej”. W relacji autora niemal wszystkie mają ten sam fascynujący schemat: skrajną nieufność i nieustępliwość funkcjonariuszy stojących na straży porządku Cyganie wiele razy potrafili przezwyciężyć swoją muzyką. Gdy tylko zaczynali grać – trafiali prosto do serca, które stawało się bardziej życzliwe i przyjazne.

Nie da się przemilczeć, że Romowie do dzisiaj są traktowani (tak w Polsce, jak i w Europie) podejrzliwie i nie bez uprzedzeń. Wzbudzają negatywne emocje, bo nie boją się wyraźnie zaznaczać swojej odrębności, a w swojej inności są bardzo hermetyczni. Wiąże ich ściśle przestrzegany obyczajowy kodeks romanipen. Ściśle pilnują tajemnicy swojego cygańskiego języka, nie ujawniając z niego zbyt wiele gadziom, czyli nie-Cyganom. Zapewne dlatego w obu książkach znajdujemy stosunkowo niewiele cytatów w rodzimym języku autora. Nie brak w nich za to prób zdefiniowania cygańskiej tożsamości oraz barwnych i fascynujących opisów romskiej kultury. Kultury starej i bogatej, która pomimo przeciwności zdołała przetrwać w Europie setki lat, a której – trzeba to powiedzieć jasno – mieszkańcy Ziemi Lubuskiej prawie nie znają, mimo że Cyganie są obecni w naszym regionie.

Edward Dębicki wraz z rodzicami i rodzeństwem najpierw zamieszkał w Słubicach (gdzie otrzymał swój pierwszy w życiu akordeon), a później osiadł na stałe w Gorzowie Wielkopolskim. Tam też rozpoczął naukę w Szkole Muzycznej. Nie mogło być innej decyzji: autor wyrastał pośród muzyki, chłonąc cygański folklor, który jest mu bliski przez całe życie. Ta decyzja była także wyjątkowa z innego względu: Edward Dębicki i jego rodzice byli jednymi z pierwszych z kręgu romskiej społeczności, którzy rozumieli, że edukacja w polskiej szkole nie tylko nie odbiera im tożsamości, ale jest też drogą do wzbogacenia ich świata i łatwiejszego odnalezienia w nim swojego miejsca. Najlepszym przykładem jest życiowa droga autora i jego rodziny. Jego siostra Genowefa jako pierwsza kobieta – Cyganka ukończyła liceum.

Początki edukacji autora były jednak bardzo trudne, o czym świadczy opis pierwszego dnia w gorzowskiej szkole muzycznej. Zamiast lekcji muzyki – autor odebrał, niestety, klasyczną lekcję dyskryminacji i wykluczenia, dzisiaj już – miejmy nadzieję – absolutnie nie do pomyślenia. Młody uczeń posłuchał jednak mądrej rady ojca: „skup się na muzyce i udowodnij im, że jesteś wartościowym człowiekiem”. Utalentowany i pracowity Edward Dębicki ukończył z wyróżnieniem pięcioletnią szkołę muzyczną w trzy lata. We Wczorajszym ogniu znajdziemy wiele epizodów z życia dojrzałego już artysty, koncertującego na estradach w Polsce i za granicą. Można powiedzieć, że autor na swój sposób obszedł nakaz osiedlenia: nic się nie zmieniło, wędrowne życie z muzyką jest jego chlebem powszednim, tak samo jak w latach jego dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość.

We wspomnieniach autora pojawiają się też dwie znane postacie: spowinowacona z Edwardem Dębickim poetka cygańska Bronisława Wajs-Papusza (która wędrowała w tym samym taborze co autor i również osiedliła się w Gorzowie Wielkopolskim) oraz Jerzy Ficowski, słynny poeta i badacz romskiej kultury, który pod koniec lat 40. XX wieku nawet wędrował z cygańskim taborem. Wybitne dokonania Papuszy i Ficowskiego, który był nie tylko tłumaczem jej wierszy, ale i „tłumaczem” cygańskiej kultury w ogóle, dzisiaj nie budzą już wątpliwości i z biegiem czasu doceniane są coraz bardziej. Jednak autor przypomina, że z początku ich działalność wzbudzała wątpliwości wśród Cyganów. Pisanie poezji przez Papuszę wydatnie kłóciło się z tradycyjną rolą cygańskiej kobiety. Natomiast kontakty Romów z Jerzym Ficowskim wzbudzało wśród nich żywą dyskusję: na ile można nie-Cyganowi pozwolić poznawać ich kulturę i język? Nie wszyscy byli w tej kwestii jednomyślni. Ten sam dylemat pojawił się, gdy reżyser Władysław Ślesicki postanowił nakręcić film pt. „Zanim opadną liście” o ostatnich wędrujących cygańskich taborach.

Ptak umarłych
i Wczorajszy ogień to ważne książki nie tylko dla naszego regionu, ale i dla całej polskiej kultury. Są pionierskim głosem romskiej społeczności zamieszkałej w naszym kraju nie tylko dlatego, że pozwalają Polakom spojrzeć na Cyganów i ich kulturę w całkiem nowym świetle, bez uprzedzeń i niechęci. Osobowość Edwarda Dębickiego i jego życiowy dorobek może być także dla samych Romów podpowiedzią, że nie muszą obawiać się bliższych spotkań z polską społecznością, że im bardziej będą otwarci, tym mniej będą narażeni na nietolerancję i wykluczenie społeczne. Chęć lepszego wzajemnego poznania się i współpracy przyniesie korzyści obu społecznościom, nie narażając żadnej z nich na utratę tożsamości i pamięci o swoich korzeniach. Warto zwrócić uwagę, że autor, którego żoną jest Polka, pełni także funkcję prezesa Stowarzyszenia Twórców i Przyjaciół Kultury Cygańskiej im. Papuszy. Jego misją jest promowanie Gorzowa i Polski w świecie – bo, jak podkreśla Edward Dębicki w ostatnim zdaniu swoich wspomnień, przecież jesteśmy Cyganami polskimi.

Obie książki można odczytać jako zaproszenie do dialogu i dalszych wzajemnych spotkań. Promocja romskiej kultury przez rodzimego jej przedstawiciela i w tak wspaniałej formie wydatnie przyczynia się do obalania krzywdzących stereotypów po obu stronach. Ptak umarłych i Wczorajszy ogień wnoszą do międzykulturowego dialogu wiele pozytywnych aspektów, tak bardzo potrzebnych. A nade wszystko sprawiają, że i Cyganie, i Polacy mogą wyjść sobie naprzeciw i znaleźć się wobec siebie o kilka kroków bliżej.

Wspomnienia Edwarda Dębickiego kończą się wzruszającym akcentem. Autor oddaje głos swojemu synowi Manuelowi, zamieszczając napisaną przez niego baśń Zagubiony ptak. W ten sposób dokonuje się na kartach książki symboliczna pokoleniowa zmiana, a wspomnienia z przeszłości – wybiegają w przyszłość. Z zamieszczonegow książkach bogatego materiału zdjęciowego (obejmującego wszystkie etapy życia autora) wynika, że Manuel również gra na akordeonie. Być może będzie w przyszłości kontynuował zapoczątkowane przez swojego ojca dzieło promocji romskiej kultury, przyczyniając się do budowania przyjaznego sąsiedztwa między Romami i Polakami. Jak doskonale wiemy, w tej kwestii po obu stronach jest do nadrobienia wiele zaległości.

Dwa wiersze zamieszczone na skrzydełkach książki Wczorajszy ogień przypominają, że Edward Dębicki jest także poetą. Fragment jednego z nich brzmi: I nie ogrzejesz sobie rąk/wczorajszym ogniem. To rzeczywiście prawda, ale przecież wczorajszy ogień może jeszcze opowiedzieć wszystkim wspólną historię żyjących obok siebie Romów i Polaków, którzy – zasłuchani – razem skupią się wokół wygasłego ogniska. Może tam jeszcze tlić się żar, którym da się ogrzać serce i stopić pozostającą w nim nieufność i nienawiść. Wczorajszy ogień może zmienić na lepsze jutrzejszy dzień.
Joanna Kapica-Curzytek

Poprawiony (poniedziałek, 10 lutego 2014 11:32)