Start Recenzje i omówienia Niepozorne, a ważne dzieło

Niepozorne, a ważne dzieło

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Ludwik Lipnicki, Zachód słońca, Sonar Literacki, ZLP Oddział w Gorzowie Wlkp., Gorzów Wlkp. 2011.

W pracowni czuć hipnotyzującą woń oleju na płótnie. Mały promień słońca wpada do pokoju, by zatrzymać się na obrazie ukazującym mistyczną walkę dnia i nocy, i rozpocząć swój taniec z kolorami strachu, nadziei, miłości. Prosta fabuła, uniwersalne prawdy, złożona ludzka psychika i widmo śmierci, które zmienia wszystko – oto, czego dostarcza czytelnikowi Ludwik Lipnicki w swej najnowszej powieści, Zachód słońca.

Treść nie jest dobrą reklamą, jesteśmy społeczeństwem wzrokowców. Banalny tytuł i żółta okładka ze sztalugą przedstawiającą zachód słońca, na której siada nienaturalny i jakby doklejony motyl. Obraz przypomina przykładową tapetę ze standardowego folderu Windowsa. Kto sięgnie po książkę, której autor snuje opowieść, jakich wiele: o miłości, cierpieniu, nadziei? A jednak ta opowieść wciąga czytelnika już od pierwszych stron ? – może dlatego, że proste historie mogą się przydarzyć zawsze, każdemu i wszędzie.

Ludwik Lipnicki, biolog i naukowiec, jest pisarzem znanym na Ziemi Lubuskiej, laureatem Lubuskiego Wawrzynu Literackiego (2007), autorem wierszy i powieści, z których najnowsza rozgrywasię w scenerii Borów Tucholskich, nad pięknym jeziorem. Jest to, jak wyjaśnia w jednym z wywiadów, opowieść o wierze, miłość i nadziei – tych realnych, przyziemnych, aż po metafizyczne. [...] O wierze w sens podejmowania walki, nawet wtedy, gdy cały świat wali się w gruzy. O nadziei, której tracić nie wolno, gdy mrok już wszystko ogarniać zaczyna. [...] O miłości i jej różnych obliczach, [...] obliczach przyjaźni, której wartość objawia się w najtrudniejszych chwilach. Jest to książka o tym, że sztuka może być ucieczką, terapią, formą walki, a dla Pawła pieśnią dusz i zarazem jej... krzykiem.

Paweł, główny bohater książki niespodziewanie dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory. Operacja i leczenie prawdopodobnie przyniosą zamierzony efekt, ale... I właśnie to zawieszenie burzy spokój artysty. Wspierany przez bliskich postanawia uporządkować swoje życie i zrealizować odwieczne marzenie:

Już wiele razy nie dawała mu spokoju myśl, żeby utrwalić na płótnie chociażby namiastkę tego cudu natury. […] tę nawałnicę myśli i skojarzeń z tęsknotą, walką, rodzeniem się i zamieraniem nadziei... [...] Wiktor powiedział mu wtedy: – Mało komu udało się dotychczas dobrze namalować zachód słońca. Jako rasowy malarz wie, że nie będzie to łatwe. Jednak choroba dodaje mu odwagi do spełnienia fantazji – namalowania „prawdziwego” zachodu słońca, niezapomnianego spektaklu wśród jezior, lasów i żurawiej pieśni. Dni malowania czternastu płócien przeplatają wspomnienia o dzieciństwie i malarskiej karierze bohatera, zabiegi i szpitalne rozmowy. A między tym wszystkim jest Ona. Wspomnienia o Zuzannie, ich toksycznej miłości, żarliwym romansie stają się wątkiem spajającym akcję utworu.

Zachód słońca składa się z pięciu rozdziałów o znaczących, wręcz symbolicznych tytułach – Mapa drogowa, Droga, Droga krzyżowa, Powrót, Podróż nadziei. Wszystkie je łączy motyw podróży – w przestrzeni i w czasie. Bohater nieustannie wędruje po Polsce i Europie, po miastach i miasteczkach Polski, po szpitalnych korytarz i lasach ukochanych Borów. Odbywa także podróże sentymentalne, podróże wspomnień do osób i miejsc, które czyniły go niegdyś szczęśliwym lub wręcz przeciwnie, pozostawiały w duszy bolący cierń. Posiłkując się zakorzenioną w kulturze metaforyką ludzkiego życia przedstawia Lipnicki człowieka podsumowującego i porządkującego swoje życie.

Kompozycja książki, w pierwszej chwili wydawałoby się niespójna, okazuje się zaskakująco konsekwentna. Przechodząc sprawnie od jednego do kolejnego wątku autor eksponuje ważne dla bohatera wydarzenia, wiąże je znacząco z tytułami rozdziałów. Pytania, urwane zdania, niespodziewanie kończone podrozdziały wymuszają szczególny rodzaj lektury. Można powiedzieć, że specjalista od porostów okazuje się również specjalistą od ludzkiego życia. Niezwykle wymowna staje się scena szpitalnej rozmowy Pawła z ks. Markiem. Czym jest śmierć, po co żyjemy, co po nas pozostanie – oto kilka pytań, z jakimi od wieków zmaga się filozofia, a na które odpowiedzi poszukuje Lipnicki. I oto rzecz nieoczekiwana. Duchowny właśnie śmierć nazywa wielką sprawiedliwością. I nie jest ważne to, że umieramy, bo cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych, ale życie po ich odejściu toczy się dalej, jak gdyby nic się nie stało. Ludzie pozostawiają po sobie atrakcyjne spadki, ale tak naprawdę najważniejsze jest co pozostaje z nas w innych ludziach, którzy będą kontynuować nasze dzieło tworzenia i rozsiewania dobra. Po to warto żyć.

I może żeby sobie o tym przypomnieć, warto sięgnąć po Zachod słońca Lipnickiego.
Dominika Mrozowska

Poprawiony (wtorek, 23 kwietnia 2013 08:00)