Start Recenzje i omówienia Co dolega światu? O najnowszych wierszach Marii Borcz

Co dolega światu? O najnowszych wierszach Marii Borcz

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Maria Borcz, Z kałuży miasta, White Plum, Toruń 2012, 56 s.

Maria Borcz (1943), jest gorzowską poetką, autorką pięciu tomów poetyckich. Dla porządku przypomnę według chronologii tytuły wydanych przez nią zbiorów wierszy: Tęczowa zabawa (2007), Najeżona oczywistość (2009), Gałązka jaśminu (2010), Bidul (2011) i – omawiany w niniejszym eseju – Z kałuży miasta (2012), wydawnictwo White Plum z Torunia.

W biogramie literatki czytamy, że źródła inspiracji poetyckiej doszukuje się w uczuciach ludzkich i Biblii. Publikuje w pismach oraz na blogach konfesyjnych takich jak: „Wstań”, „Tygodnik Salwatorski” czy „apostoł. pl”.
 
Tom poetycki Z kałuży miasta został podzielony na dwie części: Tytułowe Z kałuży miasta i Z głębi kryształu. Już pierwsza lektura książki pozwala stwierdzić, że podział jest zamierzony. Pierwsza część – dodajmy większa bo licząca trzydzieści sześć wierszy – ukazuje zdecydowanie ciemne oblicze świata, człowieka i człowieczeństwa w ogóle. Jego początek to septyma o bandycie – siedem osobnych wierszy pod wspólnym tytułem „bandyta”. Owych siedmiu bandytów przywodzi na myśl siedem grzechów głównych, których współczesnych mutacji nietrudno się w septymie doszukać. Stendhal mówi o powieści jako o zwierciadle przechadzającym się po gościńcu. Czytając wiersze Marii Borcz z pierwszej części tomu Z kałuży miasta osobiście możemy spojrzeć na jej utwory jak w zwierciadło przechadzające się po smutnym polskim gościńcu codzienności.

„Chorzy nie pasują do tego wizerunku
Brudzą narzekają roznoszą bakterie

takich należy spławiać”
                       (szpitale są sterylne s. 13)

„ulice z betonu
Domy z betonu
Sumienia z betonu”
                     (beton s.14)

Autorka podejmuje próbę uświadomienia czytelnikowi, że urządzenie społeczne w jakim przychodzi nam egzystować jest poddawane permanentnej manipulacji, a w tym sui generis teatrze lalek wszyscy jesteśmy w mniejszym bądź większym stopniu zaangażowani jako aktorzy – a raczej jako lalki sterowane z zewnątrz.

„opakowany w program
Powiązany trokami
Przynależności
/…/
w posiedzeniu bierze udział
plątanina sznurków
do pociągania”
                     (wybraniec s. 19)

W konfrontacji ze stereotypem z ogólnym przekonaniem – choćby było ono niedorzeczne – jednostka nie ma szans. Szanse mają jedynie ci, którzy poddają się myśli ogółu i nie posuwają się do autonomicznej refleksji nad zastaną rzeczywistością. Może to nieco ryzykowna teza jednak Borcz podtrzymuje ją i usiłuje dowieść, że tak jest w rzeczywistości. Nie narzuca czytelnikowi własnego sądu – na to ma zbyt wiele mądrości, delikatności i życiowego doświadczenia. Czytelnik sam niejednokrotnie zbrukany przeróżnymi odmianami kałuż różnych miast sam odpowie na ile teza postawiona przez poetkę z Gorzowa jest adekwatna do rzeczywistości.

„w powietrzu iskrzy
emocje w porywach
języki patroszą ofiarę

wciskają w glebę
biedactwo
jest łatwą zdobyczą

odłączyło się od stada”
                    (nagonka s. 22)


Wydaje się, że diagnoza destrukcji etycznej, rozpadu więzi, promocji egocentryzmu dokonana w tych wierszach ma niestety oparcie w faktach. Diagnoza ta nie rokuje dobrze dla kondycji humanitarnej. Odpoznane w poetyckiej formie bolączki człowieka jako człowieczeństwa i miasta, które tutaj możemy odczytywać jako świat egzystencji niosą groźbę destrukcji najwyższego dobra człowieka – miłości. Miłości grozi anihilacja, a na jej miejscu pojawi się li tylko „serduszkowa magia”

„dziś nie na topie
modyfikujemy
na publiczny użytek
/…/ gdy umiera cucimy
serduszkową magią”
                        (wypływa z milczenia s. 35)

Po lekturze pierwszej części książki pozostajemy raczej w minorowych nastrojach. Dowiedzieliśmy się o ciemnej stronie ludzkiej kondycji. Mogłoby się wydawać, że człowiek sam sobie nie jest w stanie przynieść ratunku z powodu nieprzekraczalnych barier wynikających z ludzkiej natury.

W tym właśnie momencie wkraczamy w drugą część książki Marii Borcz. Z głębi kryształu. Zawiera on mniejszą ilość wierszy – szesnaście, jednak ich klimat wprowadza krok po kroku w świat, który jednak nie jest pozbawiony nadziei. Zanim odpowiemy na kwestię o remedium na odmiany zła ukazane w pierwszej części woluminu, należy przypomnieć o źródłach inspiracji mentalnej i twórczej. Sama poetka mówi, że w jej wędrówkach mentalnych oraz twórczych bardzo ważna jest Biblia.

Oto w pierwszym wierszu drugiej części zbioru czytamy znamienne zdanie: „usłyszysz pozorne milczenie Boga” (refleksja s. 42) . Sugestia została przedstawiona. W kolejnych odsłonach remedium na zło tego świata autorka będzie konsekwentnie kroczyć tą właśnie drogą mentalną. W utworach pojawiają się wreszcie jasne przeniknięte nadzieją obrazy. Zauważamy konsekwentną kreację. Klasyczna dychotomia, może nieco gnostyczna, ale także rzec się chce janowa. Zło – dobro, śmierć – życie, czerń – biel, kałuża – kryształ.

„niebo lazurowym płaszczem
okrywa nurt
słońce rozsiewa
srebrzyste confetti”
                  (podróż s. 43)

Pojawiają się „refleksy zachodzącego słońca” (refleksy s. 44), a narratorka tych wierszy zachęca do tego aby „zanurzyć się w oceanie wiary” (pragniemy s. 45). A staje się to możliwe dzięki podejmowaniu osobistych decyzji.

„teraz powtarzam
za Cyceronem i Seneką
Deum sequere”
                 (Deum sequere s. 50)

Wiersze składające się na drugą część tomu Z kałuży miasta są zdecydowanie jaśniejsze w barwie emocjonalnej jak i w wymowie. Nie są tak chirurgiczne, tak chłodne jak poprzednie. Wszak ich funkcja też jest inna. Jak wspomniałem we wcześniejszej części eseju układ i konstytucja dzieła zostały dokładnie obmyślane. Tutaj czytelnik ma doświadczyć ciepła tego świata, a może ma się dowiedzieć, że ten świat nie musi być tylko „łez padołem”. Dowiadujemy się też, w którą stronę się zwrócić aby tak właśnie się stało. Taka jest wizja poetki, taka jest jej orientacja i przekonanie. Wspominałem już, że wizja to cokolwiek gnostyczna, jednak dzisiaj gdy tak wielu twórców różnych dziedzin sztuki nie ma żadnej wizji nadzieją napawa fakt, że w inkryminowanym tomie wierszy jest ocena rzeczywistości i propozycja remedium. Taka rola poety. Zderzyć się z rzeczywistością i mieć na tyle odwagi żeby ją zdefiniować. Czy Borcz celnie definiuje rzeczywistość? To akurat nie jest kwestia pierwszorzędna. Czy Maria Borcz podaje właściwe remedium? to sprawa całkowicie subiektywna. Czy książka Marii Borcz Z kałuży miasta zasługuje na lekturę? Zdecydowanie tak. Spotykamy się z nietuzinkową poetką, która nie obawia się nazywać rzeczy po imieniu. Czytamy poetkę, która ma odwagę powiedzieć światu co mu dolega, ale ma też odwagę powiedzieć jak wyobraża sobie sanację. To wartość.

Nie można też przeoczyć najlepszych wierszy, które pojawiły się w Z głębi kryształu. Szczególnie dwa ostatnie wiersze pomieszczone w tomiku wyróżniają się poziomem artystycznym, świadcząc o kunszcie Marii Borcz. „Uczta” to mądry wiersz, osadzony w historii i literaturze, wiersz który nadaje się do cytowania, uroczy ze względu na ciekawe frazy. Drugi (w książce ostatni), W dolinie Cedronu, poetycki i historyczny artefakt oparty na kanwie starożytnej rzeczywistości. Przemyślana konstrukcja, usytuowanie akcji osób i doznań sprawia, że te wiersze szczególnie warto przeczytać.
Marek Grewling

Poprawiony (wtorek, 23 kwietnia 2013 08:02)