Start Recenzje i omówienia Nie tylko dla miłośników fantastyki

Nie tylko dla miłośników fantastyki

Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 
Fantazje zielonogórskie. Antologia opowiadań fantastycznych, Zielonogórski Klub Fantastyki „Ad Astra”, Zielona Góra 20011, 178 s.

Ogłoszony w marcu zeszłego roku konkurs literacki pod nazwą „Fantazje zielonogórskie” zaowocował wydaną pół roku później antologią opowiadań fantastycznych pod tym samym tytułem. Organizator konkursu – Zielonogórski Klub Fantastyki „Ad Astra” zastrzegł, by nadsyłane utwory były inspirowane przeszłością, teraźniejszością lub przyszłością Zielonej Góry i usytuowane w szeroko rozumianej konwencji fantastycznej. Konkurs miał charakter ogólnopolski i nadesłano na niego ponad czterdzieści prac z całego kraju. Jury, w składzie którego zasiadali dr hab. Bogdan Trocha, literaturoznawca i filozof, Krzysztof Koziołek – regionalista i pisarz, oraz dziennikarz Maciej Dobrowolski, wyłoniło jedenaście tekstów, które weszły w skład antologii. Znalazło się również miejsce dla utworu, który został doceniony poza konkursem ze względu na ciekawą formę.

Zamieszczone w Fantazjach zielonogórskich opowiadania zaskakują oryginalnością oraz niebywale sprawnym warsztatem literackim autorów. Wyobraźnia piszących zdaje się być niczym nieograniczona, zabierają nas oni w światy, których istnienia nigdy byśmy się nie domyślili. Całą antologię czyta się niemalże jednym tchem, każde kolejne opowiadanie przenosi nas w inną czasoprzestrzeń, nie opuszczając jednak murów Zielonej Góry. Autorzy finałowych prac to Monika Glibowska, Magdalena Herbert, Małgorzata Kobylak, Czesław Markiewicz, Igor Myszkiewicz, Robert Narkun, Michał Organiściak, Konrad Rataj, Alfred Siatecki, Sławek Stawarczyk i Andrzej Janion. Zwyciężyło opowiadanie Małgorzaty Kobylak, jako jedyne w zbiorze nie posiadające tytułu, a ów utwór doceniony ze względu na walory formy to Baśń o starym winie – fragment dramatu o powstaniu miasta Zielonej Góry autorstwa Andrzeja Janiona.

Jurorzy na pewno stanęli przed niebywale trudnym zadaniem, kiedy spośród wszystkich nadesłanych tekstów mieli wyłowić owe jedenaście perełek, które ostatecznie znalazły się w antologii. Każdy z utworów jest inny, każdy jednak zaskakuje i przyciąga uwagę. Autorzy wykazali się wspaniałą fantazją, umieszczając w swoich opowiadaniach wojowników, wiedźmy czy elfy, na co dzień egzystujące obok mieszkańców Zielonej Góry. Nie zapomnieli nawet o poczciwym Bachusie, którego zwykle możemy podziwiać na miejskim deptaku. Czytając Fantazje zielonogórskie ma się wrażenie, że te historie mogły się zdarzyć naprawdę, tak sugestywne są niektóre opisy. Opowiadania zyskują dodatkowy urok dzięki usytuowaniu akcji wśródtak dobrze znanych zielonogórzanom elementów infrastruktury. Pojawiają się nazwy ulic, placów i charakterystyczne dla miejskiego krajobrazu składniki, które niczym puzzle układają się w całość w głowie czytającego. Takie wrażenie miałam na przykład podczas lektury opowiadania autorstwa Konrada Rataja pt. Nie jestem stąd: „(...) Rozpędziliśmy się dość szybko, w końcu jechaliśmy po torach, które nie istnieją. Lokomotywa pędziła pustymi ulicami, minęła bibliotekę, fabrykę alkoholi, skręciła przed budynkami uniwersytetu i po chwili jazdy byliśmy już przy amfiteatrze.”6 Chyba każdy, kto choć trochę zna Zieloną Górę, bez problemu odtworzy w głowie przebieg trasy owej pędzącej lokomotywy. Niektórzy autorzy, którzy umieścili akcję swoich utworów w przyszłości, pokusili się nawet o wzbogacenie miasta o elementy, których w rzeczywistości tu nie ma - regulamin konkursu wszak i to dopuszczał. Tak było na przykład w opowiadaniu, którego autorka – Małgorzata Kobylak – otrzymała nagrodę Grand Prix. Ponury zielonogórski areszt śledczy na potrzeby utworu stał się „trzypiętrowym jasnym budynkiem ze szkła i stali”7, w którym mieści się miejskie więzienie. Pisarka ponadto wyposażyła swoich bohaterów w takie cuda techniki, jak na przykład osobisty zegarek bioniczny czy interkom umożliwiający konwersację z holograficznym odpowiednikiem żywej osoby. Takie i inne niuanse sprawiają, że antologię Fantazje zielonogórskie czyta się z prawdziwą przyjemnością.

We wstępie do książki można przeczytać, że pomysł na powstanie podobnej publikacji pojawiał się w Zielonogórskim Klubie Fantastyki już od kilku lat. Prezes „Ad Astra”, Waldemar Gruszczyński, przyznał jednak, że taka idea ciągle wydawała się nieosiągalna. Zabrakło chętnych do jej realizacji, jednak członkowie klubu w końcu postanowili zorganizować wszystko na własną rękę. I całe szczęście! Dzięki współpracy Igora Myszkiewicza (ilustracje), Mamerta Janiona (skład), Anny Cejmer-Kamińskiej (korekta), Macieja Dobrowolskiego (redakcja) i jeszcze kilku innych osób powstała naprawdę wartościowa publikacja. Nie trzeba być wielbicielem fantastyki, by przeczytać ją z satysfakcją i przyjemnością. I warto mieć ją na swojej półce, choćby dlatego, że antologia Fantazje zielonogórskie to kolejna cegiełka w budowaniu naszej regionalnej, jakże wartościowej literatury. Książka jest dedykowana pamięci Jerzego Sulisławskiego, nieżyjącego już członka Zielonogórskiego Klubu Fantastyki, który na pewno byłby dumny z inicjatywy swoich klubowych kolegów. Oni sami zapowiadają, że będą kolejne edycje konkursu na opowiadania fantastyczne, a co za tym idzie, powstaną następne antologie. Oby były tak udane, jak pierwsza z nich!
Kinga Mazur

   Fantazje Zielonogórskie: antologia opowiadań fantastycznych, red. Maciej Dobrowolski, Zielona Góra 2011, s. 112.
    Ibidem, s. 37.

Poprawiony (wtorek, 23 kwietnia 2013 08:03)