Start Recenzje i omówienia Na drodze od aluzji do iluzji

Na drodze od aluzji do iluzji

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Czesław Markiewicz, 80. urodziny Marilyn Monroe, Chełm 2011, 40 s.

Czy można uciec przed systemem? Cenzura minęła wiele lat temu, a sztuce nie są już potrzebne maski lub kreacje. Jednak „nagość” literatury bywa opacznie rozumiana. Czesław Markiewicz postrzegany jest jako dobrowolny outsider. Działa w środowisku artystycznym, ale nie jest entuzjastą literackiego kiczu, który kwitnie wszędzie tam, gdzie w systemie zabraknie wyobraźni. Obawia się tego mechanizmu tak jak geometra w Kafkowskim Zamku. I robi dokładnie to, czego dzisiejszy system nie rozumie.

80. urodziny Marilyn Monroe to bardzo dobry pod względem artystycznym i estetycznym tomik. Został wydany jako główna nagroda V Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Wacława Iwaniuka. W uzasadnieniu napisano: „Osią wiążącą utwory nadesłane w zestawie [...] są kobiety. [...] Poeta obnaża prawdę o ich skomplikowanej i niejednorodnej naturze, marzeniach i oczekiwaniach, relacjach z mężczyznami, stosunkiem do samych siebie” et cetera. Wiele tekstów Markiewicza rzeczywiście ma charakter okołokobiecy. Odbiorca, który „wchodzi” do tych wierszy frontowymi drzwiami, tak myśleć musi. Tymczasem otwierają się one na liczne sposoby, ukazując przy tym różne sensy. Byłabym ostrożna w tak szczegółowym ustalaniu miejsca axis. To raczej pułapka. Przebiegunowanie dokonuje się z każdym kolejnym odczytaniem. Kobiety wydają się mniej ważne, odwracają jednak skutecznie uwagę odbiorcy. Powiązanie utworów dokonuje się w warstwie głębszej. Nie zamierzam jednak mnożyć truizmów, przesuwać mechanicznie osi z kobiet na samotność czy poezję. To jest jak oglądanie grafik Mauritsa Cornelisa Eschera. Precyzja tych słów załamuje się tam, gdzie się nie spodziewamy i nagle zaskakuje nielogicznością.

Markiewicz wie, co chce przekazać (a czego nie) w poezji i – co istotne – wie, jak to osiągnąć. Wypracował swoją formę przekazu. W najnowszym tomiku można odnaleźć genialne metafory (choćby w wierszach: Żywa eschatologia, Kolej transeuropejska [Na zachód od Edenu], Pieta. Kobieta przychodzi niepowtarzalnie), rozbudowane do granic strony wersy, które nie pozwalają uchwycić jednym spojrzeniem całości. Wymagają, aby czytanie było procesem, a nie aktem natychmiastowego ogarnięcia.

Bohaterem przedstawianych wierszy jest często mężczyzna w średnim wieku. To on jedzie pociągiem, o niego ocierają się młode ciała licealistek, on doświadcza trudnego wspomnienia matki. Kobiety w tej „drodze od aluzji do iluzji” (Anachroniczna miłość do śmiertelnie pryncypialnej polonistki, 80.UMM, s. 34) bywają snami lub figmentem wyobraźni (choć nie jest regułą fantazmatyczność tych postaci):

(...) kiedy dopadła mnie na przejściu
                                     sycąca sentencjonalność
rozwartych ust pięknej jak język polski dziewczyny
której nie widziałem. Na oczy;
                       (Na końcu języka [Frazeologizmy: opus trzynaste], 80.UMM, s. 7)

(...) więc jesteś. rozrzucona po obrzeżach. nienamacalna
w środku. przy ogryzku(...)
                      (Wiosna. Lato. Jesień. Zima. Albo: nie-po-kole-i, 80.UMM, s. 11)

codziennie nie wracasz. obwąchuję bezwstydnie twoją
wyrachowaną nieobecność. odwracam się
za siebie. i nic
jakby nigdy ciebie nie było (…)
                       (Pierwsza – jak miłość. Ostatnia – jak samotność, 80.UMM, s. 10) I

Istnieje w tych wierszach granica epistemologiczna, którą wyznacza płeć. Przestrzeń mężczyzny jest zazwyczaj słabo dostępna. Odbiorca poznaje jedynie myśli kobiety:

(…)
W międzyczasie jego jedyna dotychczasowa
kobieta odbywa
rytuał codziennego odkurzania. Nic nie mówi.
Patrzy z nienawiścią na mężczyznę.
Żeby cię szlag trafił
myśli.
                     (I już. Po godzinach, 80.UMM, s. 35)

W wierszach Markiewicza można zauważyć wyraźny antagonizm na linii matka – inne kobiety:

(…)
– jakby ktoś nieobecny zagryzł na śmierć
poduszkę. Moją ostatnią
przytulaną bezkarnie, bez jej wiedzy, rzecz
na świecie. Mimo to, jednak
żyję.
Chociaż martwa matka o tym jeszcze nie wie
albo domyśla się najgorszego. Że w oknie pojawi się jutro, albo
na zawsze, jakaś inna,
obrzydliwie obca, niewyobrażalnie bliska,
wyczerpująca mnie kobieta.
                    (Pieta. Kobieta przychodzi niepowtarzalnie, 80.UMM, s. 36)

Co uwidacznia się w szerszej perspektywie? Co wynika z tych wierszy? Czy ojciec to ojciec, a matka to matka? Czy kobieta rozchylająca uda jest tylko kobietą? Trudno stwierdzić, ale wymienione postacie są pojemniejsze pod względem znaczenia, ewokują skojarzenia z „fałszywą hierarchią” lat siedemdziesiątych, skontaminowanymi wartościami przejętymi bezwiednie w strukturach wierszy, o których pisze Andrzej K. Waśkiewicz2. Ostatni tekst zatytułowany Desiderata postromantyczna jest tajemniczym mianownikiem wszystkich pozostałych. Zapis kursywą oraz jego miejsce w tomiku wskazują na wartość szczególną.

(...)
Nie wiem czy biały smak, który zamyka mi usta,
którego się nawet nie domyślam, to gips
dentystyczny
albo ciągle to samo wapno, w którym ugrzęźliśmy
już wtedy. Strach
przy zakolach tej samej rzeki. Cienie za rogiem
najwyższego gmachu
(...)
                       (Desiderata postromantyczna, 80.UMM, s. 38)

Długotrwałe doświadczenie przeszłości, niezrozumienia, chaosu przekształciło się w swoisty zespół stresu pourazowego. Wiadomo, nie u wszystkich z tego pokolenia, do którego należeli m.in. Czesław Sobkowiak, Mieczysław Warszawski i Eugeniusz Kurzawa. Polifoniczność ich głosów jest przecież znamienna. I choć warunki diametralnie się zmieniły, podmiot liryczny Markiewicza powierzchniowo milczy. W jednym z wierszy czytamy: „wybrałem opcję niemowy, z funkcją niedzielnego szeptu w porze sumy” (Sprawozdanie z dwudziestego pierwszego piekła, 80.UMM, s. 19). Zasłania swoją chroniczną niezgodę rocznicą niedoszłych urodzin Marilyn, niesprawiedliwym przemijaniem piękna, dialektyką matki i kochanki. Do czego służy ten rodzaj milczenia? Być może jest to właśnie poszukiwanie wyjścia z systemu. Być może to tylko nietrafione, wydumane (i kobiece) diagnozy.

Mężczyzna wzdycha.
Nikt się nie dowie o czym marzy.
                        (I już. Po godzinach, 80.UMM, s. 35)
Mirosława Szott
---------------------------------------------------------------
2 A. K. Waśkiewicz, Ósma dekada. O świadomości „nowych roczników”, Wrocław 1982.

Poprawiony (wtorek, 23 kwietnia 2013 08:06)