Start Recenzje i omówienia A to sztuka właśnie…

A to sztuka właśnie…

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Antologia  dramatu  lubuskiego,  teksty  wybrał,  posłowiem  i  notami  biograficznymi  opatrzył Andrzej Buck, Pro Libris, Zielona Góra 2011, 242 s.

Napisać wiersz, dramat, opowiadanie, książkę pełne artyzmu czyli: krasy, piękna, cudowności, efektowności, estetyczności – to pragnienie każdego twórcy. Jest ono ogniem rozpalającym wyobraźnię, wewnętrznym imperatywem krzyczącym gdzieś tam w trzewiach mózgu..., dalej, dalej, dalej. Pamiętam, gdy przed laty po debiucie poetyckim w Krakowie rozmawialiśmy z redaktorem Mamoniem z „Tygodnika Powszechnego” o sztuce i poezji, usłyszałem od niego ważne słowa: zawsze dbaj o artyzm w tym, co tworzysz, piszesz. Tak się składa, że na mojej twórczej drodze spotykałem i nadal spotykam ludzi, którzy nieustannie przypominają mi o tym principium twórcy. Ksiądz Jan Twardowski w swoim warszawskim mieszkanku z zamalowanym i popisanym przez dzieci piecem kaflowym mówił:
 
Widzisz najlepszym poetą jest ten, który nie udaje poety a najlepszym krytykiem jest ten, który nie pokazuje siebie jako uczonego krytyka. Mówił też, że trzeba dzielić się swymi przeżyciami jak chlebem na śniadanie.

Tak się składa, że wziąłem do ręki Antologię dramatu lubuskiego wydaną przez Pro Libris, do której teksty wybrał, posłowiem i notami biograficznymi opatrzył dr Andrzej Buck. Pojęcia dramat lubuski używa on w tej antologii jako klucza kategoryzacyjnego. Pisze Rozumiany – ów dramat - jest przeze mnie jako tekst dramaturgiczny napisany przez autora urodzonego w wojewódz- twie lubuskim; zamieszkującego na jego terenie; pracującego w instytucjach lubuskich. Również jako tekst powstały na zamówienie instytucji kul- tury (najczęściej teatru), która ma swoją siedzibę na Ziemi Lubuskiej1.

Ze wszech miar godna pochwały jest inicjatywa dr. Bucka i wydawnictwa, bo co tu dużo pisać – scripta manet… Powstało już wiele antologii poezji, które niestety poprzez dobór utworów niektórych poetów lubuskich nie są transparentne dla ich twórczości. Radio Zachód dobrze i solidnie promuje twórczość poetycką i prozatorską. Z przyjemnością słucham chociażby ostatnio czytanej na antenie przez Janusza Młyńskiego powieści Alfreda Siateckiego, ale o naszych dramaturgach rodzimych cicho wszędzie, głucho wszędzie... No chyba, że sporadycznie jak onegdaj, ma miejsce premiera podszyta skandalikiem rodem krużewnickim – jak w przypadku dramatu Pokropek Ireneusza Kozioła, albo też mieniący się jakąś omnipotencją osobnik w filakterii na prawo i lewo wydaje krytyczne osądy i recenzje typu: aproksymacja ambiwalentych imwariantów obliguje nieakceptowalność... O tempora, o mores!!!

Twórczy trud dramaturga polega m.in. na balansowaniu między sacrum i profanum. Dzielenia włosa istnienia na drobne elementy, obnażaniu kołtunerii, hipokryzji, braniu pod mikroskop umysłu wycinków egzystencji po to, by uwrażliwić, unaocznić, pokazać, skłonić zabieganych ludzi do refleksji nad leżącym u podstaw naszej cywilizacji pytaniem filozofów greckich – „Dia Te”? (Dlaczego?). Jednym słowem dramaturg podobnie jak każdy myślę twórca, to człowiek odważnie stający naprzeciw słowa i sensu. Dostrzegam to wyraźnie zarówno u Czesława Markiewicza, Iwony Kusiak, Ireneusza Kozioła, Mariusza Puchalskiego i Wojciecha Śmigielskiego, których twórczość stanowi meritum wydanej książki. Pamiętam, jak przed laty jako kilkunastolatek gościłem u Anny Świrszczyńskiej mieszkającej w Krakowie, w Domu Literatów przy ul. Siewnej. Dla mnie, chłopaka z prowincji, była to nie lada przygoda intelektualna. Jej córka Ludmiła na wstępie uświadomiła mi: Nie daj się zamęczyć dyskusjami mojej mamie. No, nie dałem się i wracając w nasze strony lubuskie rozmyślałem w pociągu nad niezwykłą pasją i dociekliwością umysłu tej niezwykłej poetki, która rozmawiała ze mną jak równy z równym, zachęcając do przygody intelektualnej. Wiele razy obserwowałem ją w jej mieszkaniu jakby nieobecną (akurat pisała nową książkę). Pokój w którym pracowała zarzucony był stertami zmiętych kartek – nikt nie miał prawa ich tknąć, bo mogą się przydać. Jej mąż Jasiu Adamski – przyjaciel mojej rodziny (wspólne korzenie ze Wschodu) nie raz mówił: przypatrz się prawdziwemu artyście. Nie mieszkali razem (teraz to rozumiem – ogromne indywidualności), ale darzyli się głęboką przyjaźnią. Zresztą Jaś Adamski, wybitny aktor teatru J. Słowackiego, postać barwna i lubiana w Krakowie postanowił poprowadzić mnie przez ten salon geniuszu – znalazłem się bowiem na niedzielnym obiedzie u Kantorów. Pan Tadeusz był i jak by Go nie było w czasie obiadu i rozmowy. Pracował nad nową sztuką, w Jego oczach widać było ogromny żar poszukiwania, niepokoju, a nawet cierpienia. Na pożegnanie Jasiu Adamski (niech Mu ziemia lekką będzie) powiedział: no jedź do tych swoich Krużewnik na Zachodzie i... działaj!

Nie znam osobiście wszystkich wymienionych w antologii dramaturgów. Znany mi jest Irek Kozioł, z którym rozmawiałem wiele razy w trakcie pisania przez niego Pokropka oraz Czesław Markiewicz (o ile da się poznać) i Wojtek Śmigielski. To ludzie, którzy noszą w sobie tę pasję twórczą, którą widziałem u Świrszczyńskiej oraz Kantorowski żar, niepokój i cierpienie. Wiem, że Czesław powiedziałby zaraz, że cierpieć za miliony warto, tylko te miliony w jakiej walucie? (ma naturalne poczucie humoru). Zamieszczone w Antologii Dramatu Lubuskiego teksty: I. Kozioła – Pokropek i Spuścizna I. Kusiak – Czekaj i Zapach żużla, Cz. Markiewicza O Wandzie, co chciała Niemca, M. Puchalskiego – Chamlet, czyli co się dzieje w państwie duńskim... W. Śmigielskiego Obudzone miasto były wystawione w lubuskich teatrach, a zatem współtworzą klimaty intelektualne naszego województwa – takowe muszą przecież gdzieś istnieć. I owszem istnieją, choćby w Żarach, gdzie od wielu lat działa przy Żarskim Domu Kultury amatorski teatr „Drewniana Kurtyna” założony i prowadzony przez miłośnika i pasjonata teatru dyrektora Romana Krzywotulskiego. Rozmiłowana w teatrze młodzież „odfruwa” ze swojego teatralnego gniazda w kraj, by tworzyć nowe ogniska sztuki i kultury, co w pauperyzującym się i pauperyzowanym społeczeństwie jest wręcz bezcenne. O tej amatorskiej scenie w Żarach ukazała się książka również autorstwa dr. Andrzeja Bucka. Istotne jest to, że w specyficznie „technicznej” kulturze, tj. uwarunkowanej uprzemysłowieniem i utechnicznieniem nie gasną ogniska wolnego ducha. Dramat Lubuski jest tego spontanicznym przykładem. Dzieło sztuki, które nie jest prowokacją, wywołuje nudę. Kultura niespontaniczna wzmaga alienację: nie widząc w dziełach kultury współczesnej odbicia swoich problemów, człowiek staje się coraz bardziej niezrozumiały dla siebie samego, pogłębia się w nim wrażenie życia nie swoim życiem w nieprawdziwym świecie. Ten prawdziwy świat jest, pulsuje, trwa w dramatach Ireneusza Kozioła, Czesława Markiewicza i pozostałych dramaturgów. To sprawy życiowe, o których mówi się w domach, na ulicy, w sklepach, urzędach na Ziemi Lubuskiej. Oczywiście wiadomym jest, że współczesna kultura jest kulturą typowo horyzontalną, zdemokratyzowaną i egalitarną. Upowszechnienie kultury jako proces sterowany i jako proces spontaniczny, uwarunkowany rozwojem społecznym i rozkwitem środków masowego przekazu, doprowadziło do powstania kultury masowej. Kultura ta, będąc uniwersalną, jest również znamiennie spłaszczona, rozciągnięta wszerz. Autorzy dramatów zapraszają poprzez swoją twórczość każdego z nas zarówno do kultury oglądania jak też do kultury uczestniczenia.

Dramaturgom lubuskim wypada życzyć wciąż udanych i pełnych artyzmu utworów. Sławy i trafności Gombrowicza, popularności i konta bankowego Mrożka (swoją drogą ci najwięksi byli lub są zawsze poza granicą Rzeczpospolitej... Dziwne?). Pióro (czy raczej klawiatura) w górę! Głowa też!
Zygmunt Kowalczuk
1 Antologia Dramatu Lubuskiego, opr. A. Buck, Zielona Góra 2011, s. 221.


* * *
Antologia dramatu lubuskiego stanowi pierwszą tego typu publikację na lubuskim rynku wydawniczym prezentującą stan lubuskiej dramaturgii. Jest to wybór sztuk teatralnych, autorów: Ireneusza Kozioła, Iwony Kusiak, Czesława Markiewicza, Mariusza Puchalskiego, Wojciecha Śmigielskiego. Każda sztuka została uzupełniona autorską notą biobibliograficzną, która prezentuje lubuskie środowisko osób piszących sztuki teatralne, zarówno tych bardzo młodych, jak i tych z długoletnim stażem pisarskim. Całość opatrzona została Posłowiem dra Andrzeja Bucka (autora książek m.in.: „Lubuski Teatr 1971-2003”, „Teatr Drewniana Kurtyna”) wprowadzającym w specyfikę gorzowskiego i zielonogórskiego środowiska teatralnego. Publikacja obrazuje dokonania autorów w tym, uważanym za najtrudniejszy, rodzaju pisarstwa. Antologia dramatu lubuskiego zapełniła na rynku wydawniczym lukę na tego typu publikacje, w sposób przekrojowy, a zarazem pełny prezentujące stan lubuskiej dramaturgii z ostatnich kilku lat.

Publikacja posiada następujące parametry: objętość 242 s., wymiary 165 mm x 235 mm, okładka 4-kolorowa, środek 1 kolor, oprawa miękka szyta i klejona, nakład: 200 egz.

Publikacja Antologii upowszechnia dorobek teatralny regionalnych twórców dramatycznych oraz przybliża czytelnikom aspekty tematyczne poruszane w sztukach teatralnych, w tym: nawiązujące do historii regionu: sportowe (Edward Jancarz) i społecznościowe (tzw. Spór o Dom Katolicki 1960). Odbiorcy mogą zapoznać się z wyborem sztuk teatralnych, dokonanych przez redaktora, liczących się dramaturgów z województwa lubuskiego. Całość uzupełniają Varia – rozdział zawierający anegdotyczny opis niektórych premier zamieszczonych tekstów.

W Posłowiu zamieszczonym w Antologii redaktor pisze:


"Tymczasem prześledźmy jeszcze inne zagadnienie: czy w biografiach lubuskich pisarzy często pojawiał się gatunek pisarski jakim jest dramat.

Otóż już w 1945 roku powstała sztuka teatralna w czterech odsłonach zatytułowana Prawdziwe oblicze autorstwa Piotra Kłucińskiego i Janiny Ertner. Jej premierę opisał w książce wspomnieniowej Mieczysław Turski

Takie to były czasy. Rzecz się dzieje w 1944 roku w Warszawie i w 1945 na Ziemiach Zachodnich.

Z kolei 18 lutego 1961 roku w Lubuskim Teatrze Marek Okopiński wystawił sztukę Ireny Kubickiej i Alicji Zatrybówny zatytułowaną Ocalenie. Autorki to dziennikarki pracujące w prasie zielonogórskiej (Kubicka przez wiele lat w dwutygodniku społeczno-kulturalnym „Nadodrze”, Zatrybówna to publicystka „Gazety Zielonogórskiej” i „Gazety Lubuskiej”). Warto dodać, że przy realizacji scenicznej tekstu pracował Stanisław Hebanowski, jako dramaturg, a w spektaklu grali m.in. H. Machalica, H. Winiarska czy H. Lubicz.

Pan Kepler raczy umierać to tytuł monodramu wydanego przez Oficynę Pro Libris w 1997 roku autorstwa Jana Kurowickiego. Tekst jest literackim portretem wybitnego astronoma. W roku 1998 ukazała się nakładem Oficyny Wydawniczej AND antologia dramatów Artura Belinga i Marka Zgaińskiego pt. Dramatki (cztery sztuki) zawierająca następujące teksty: Zastępstwo, Zdechł kanarek, Miłość na telefon, Peep show czyli zastępstwo drugie.

Nadmieńmy, że tekst autorów Zdechł kanarek wystawił za dyrekcji Piotra Bogusława Jędrzejczaka w Lubuskim Teatrze Krzysztof Prus. Później na afiszu teatru pojawił się jeszcze inny tekst z antologii pt. Miłość na telefon w reżyserii autorów. Dramaty autorów Belinga i Zgaińskiego wyraźnie nawiązują do poetyki utworów Bogusława Schafera.

W przywołanej wcześniej Antologii zamieszczono teksty, które zostały wystawione w lubuskich teatrach w ostatnich latach, a ich autorzy związani są, bądź byli w przeszłości, z regionem, który określamy terminem Ziemia Lubuska czy województwo lubuskie. "




Antologia stanowi wybór utworów dramatycznych pozwalający sięgnąć jedynie po dzieła najwartościowsze. Dramaty powstałe w ciągu ostatnich kilkunastu lat układają się w obraz historii regionu, pokazują też, jakim wyzwaniom musieli sprostać ich autorzy, piszący często na zamówienie dyrektorów teatrów. Tytuły zawarte w publikacji mają za sobą nie tylko próbę sceny, ale i znaczące premiery. Antologia jest cennym źródłem wiedzy o dramacie lubuskim, kompendium wiedzy dla środowisk akademickich i artystycznych w województwie. Książkę wydano nakładem zielonogórskiej oficyny Pro Libris.

Poprawiony (wtorek, 23 kwietnia 2013 08:08)