Start Recenzje i omówienia Wszystko jest tu przejściowe

Wszystko jest tu przejściowe

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Eugeniusz Kurzawa, Ćwiczenia z rozpaczy, Wilkanowo 2011, 42 s.

Ćwiczenia  –  już  pierwszy  element  tytułu tomiku  brzmi  interesująco.  Dzisiejszy  odbiorca szuka  dla  siebie  aktywnej  lektury,  chce,  aby  czytanie było inwencją i – jak powiedziałby Derrida – nieprzewidywalnym  zdarzeniem. Forma praktyki pojawia się w zisiejszych   książkach często (można tu mówić o poradnikach dających receptę na  szczęście, ładne uda czy dobrze  upieczoną kaczkę), ale też nie była obca niegdyś (np. Ćwiczenia   duchowe   Ignacego   Loyoli). Przesunięcie akcentu, które  dokonywało się na przestrzeni wieków,  ze  sfery  psychiki na sferę  fizjonomii  lub konsumpcji, nie jest odkryciem. Jak zatem spojrzeć na tytuł tomiku Kurzawy i jego zawartość? Czego on  dotyka  i  czy  może  tego  doświadczyć  każdy czytelnik?

Rozpacz to słowo aż nazbyt afektywne. Oznacza głęboki stan smutku, bólu, niepogodzenia i bezradności. Ćwiczenia z rozpaczy mogą być formą treningu wyzwalającego z tego przytłaczającego stanu. Ale nie jest wykluczone, że stanowią pozę, którą przyjmuje podmiot liryczny, dla pozostania w centrum uwagi.

Kurzawa to poeta-filozof, który świetnie odnajduje się w tematach egzystencjalnych. Nie narzeka przy tym na stan dróg albo brak moralności wśród gimnazjalistów. Jego najnowsze rozważania dotyczą idei vanitas. Już pierwszy wiersz tomiku koncentruje się na czasowym charakterze istnienia:

wszystko jest tu przejściowe jak korytarz
lub schody czy ulica – to pewne
bo przecież w nietrwałości od zawsze
nas rzeźbiono w ręce wkładając nicość

[...]
                                      (Przejściowe, ĆzR, s. 7)

Nihilistyczna wizja, pod którą podpisałby się może i Sartre’a, jest powodem rozpaczy ogólnoludzkiej. Nie odzwierciedla przecież jednostkowego przypadku homo sapiens. Jest przy tym warunkiem sine qua non głębszej świadomości istnienia. Paradoksalnie stanowi punkt zwrotny życia, które z hipotezy wkracza w obszar tezy.

Ważny w tych wierszach jest też kontekst wiecznego ogrodu. Podkreśla on „chwilową powtarzalność” (*** [wciąż odrastają ci paznokcie włosy broda…], ĆzR, s. 15) człowieka. Ulotność prześladuje, osłabia też sensowność wysiłku: „względnie odpoczniesz po/ bezsensownym/ biegu znikąd donikąd a trawy wyrosną/ nietrwałe jak wieczność” (*** [wciąż odrastają ci paznokcie włosy broda…], ĆzR, s. 15). Nawet trawa odradza się w cyklicznym rytmie. Także kamień, określony jako obojętny, ma bezpodstawny przywilej zostania na zawsze:

[...]
nawet obojętny kamień wrasta w ziemię i
obrasta mchem przyzwyczajając się
do miejsca tylko ja
jestem tutaj nietrwały
słabo ukorzeniony i rosnąc umieram
                                               (Rosnąc i umierając
, ĆzR, s. 13)

Podmiot liryczny nie przyjmuje a priori przemijalności jako reguły bytu ludzkiego. Szuka w niej szczelin, w których mógłby ocalić życie. Porządkuje swoją przeszłość: „nazywam i zapisuję/ to znaczy porządkuję/ wkładam do szuflad” (Próby, ĆzR, s. 9). Przyszłość jest tylko złudzeniem, nie ma sensu jej porządkować, bo – jak wyznaje – „jutro jest zawsze/ nieobecne” (Próby, ĆzR, s. 9). Właściwie wiersze te negują kategorię „jutra”. Czas tylko „udaje dobrego boga” (Próby, ĆzR, s. 9). Podmiot liryczny pogrążony jest w anhedonicznym kryzysie. Nic nie potrafi rozjaśnić depresyjnych myśli. Chroniczna gorączka przywołana w ostatnim wierszu tego tomiku to psychosomatyczna obrona przed abstrakcyjnymi oczekiwaniami świata:

w klasie pierwszej podstawówki
dostałem jakąś karę a może dwóję
nie pamiętam wróciłem do domu
z temperaturą tydzień nie chodziłem
do szkoły dziś taka sama gorączka
zabija mnie powoli codziennie
[...] za to że jak wtedy nie
wywiązałem [się] wobec oczekiwań
których wciąż nie rozumiem
                             (*** [w klasie pierwszej…], ĆzR, s. 40)

Jaki jest związek tej dziecięcej gorączki z rozpaczą, z przemijaniem, z rozkładem? Oczekiwania zewnętrzne także są tylko „przejściowe jak korytarz”. Powodują aksjologiczny chaos i nieprzemijającą gorączkę, z której wyleczyć może jedynie wewnętrzny kompas.

W tych wierszach niepokojąco pobrzmiewa pytanie: ubi sunt? Kurzawa przyrównuje ciało ludzkie do futerału, który bez trudu rozkłada się na pierwiastki: „pomyśleć zostaje tylko ekologiczny futerał/ łatwo przyswajalny przez naturę nawóz” (Futerał, ĆzR, s. 35). Nie wydaje się to pocieszeniem. Tym bardziej że nawet wierszy nie dotyczy już horacjańskie exegi monumentum aere perennius:

[...] drobne prawdy które odkładam
na kartkach niemocy bo przecież i one tleją
a potem rozkładają się
na pierwiastki i wersy
których nie było przede mną
                (*** [wehikuł czasu…], ĆzR, s. 20)

Andrzej K. Waśkiewicz stwierdził w posłowiu do Autoportretu z przyszłością, że Kurzawa przeszedł swego rodzaju ewolucję: od zapisu zdarzeń ze świata realnego wszedł w deskrypcję zajść w sferze świadomości1. Ćwiczenia z rozpaczy to właściwie apogeum zanurzenia się w siebie, w lęki, które jednak nie muszą okazać się destrukcyjne. W dalszej perspektywie – „o ile o czas tu chodzi” (*** [nic nie ma…], ĆzR, s. 8) – mogą przynieść pozytywny choć przewartościowany dogłębnie ogląd świata.
Mirosława Szott

1  E. Kurzawa, Autoportret z przyszłością, posłowie A. K. Waśkiewicz, Zielona Góra 2006, s. 128.

Poprawiony (wtorek, 23 kwietnia 2013 08:16)