Start Recenzje i omówienia Gdzie ten mężczyzna?

Gdzie ten mężczyzna?

Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
Beata Patrycja Klary, Szczekanie głodnych psów, WiMBP Gorzów Wlkp., Gorzów Wlkp. 2010, 72 s.
„Równouprawnione są tylko narządy płciowe” – mottem Walta Whitmana opatrzyła swój najnowszy tomik Beata Patrycja Klary i wydaje się, że trafiła idealnie z wyborem. Cytat, będący tak naprawdę hasłem przewodnim, niczym manifest rozbrzmiewa w kolejnych z blisko pięćdziesięciu wierszy gorzowianki. I już od początku ma za zadanie zaintrygować czytelnika, który – o ile miał już możliwość obcować z wizją poezji autorki choćby w Imaginacjach – wie, że będzie mocno. Żeby nie powiedzieć „ciężko”.
Ciężko będzie niewątpliwe osobom wrażliwym i delikatnym przejść przez gąszcz nie tyle erotyków, co naturalistycznych opisów kwestii związanych z cielesnością. Erotyka, miłość fizyczna jest tu nazywana szybko, krótko i brutalnie, tak jak właśnie zdaje się wyglądać dzisiejsza miłość. Nie ma miejsca na artystyczne majstersztyki, rozbudowane metafory czy nawet płynną rytmikę wiersza. Jest za to prostota, trafność i jednoznaczność.
Można mieć trochę pretensji o ten brak delikatności i romantyczności poezji. O to, że jest twarda i ciężka, bez wyczucia i wdzięku tworzącego artystyczny obraz najpiękniejszego uczucia. Czy nie jest to jednak pretensja do nas? Czy nie jest to pretensja do ludzi niepotrafiących złamać tabu w swoich głowach? Czy nie jest to pretensja do ludzi zapominających lub chcących zapominać o tym, że miłość to także fizjologia, że to coś zwierzęcego? Nie jest to więc pozycja dla odbiorców, którzy nie potrafią wyjść poza własną zaściankowość i zdegustowani są samym faktem poezji nowoczesnej, tworzonej wbrew konwencji i tradycji literackiej. Jest to raczej zbiór dla osób odważnych i akceptujących wulgarność artystyczną, a zarazem potrafiących otworzyć się na jeszcze ciągle nową i rzadko spotykaną formę oraz treść. Jest jednak spore prawdopodobieństwo, że i takim osobom Szczekanie głodnych psów nie przypadnie do gustu. Pojawia się bowiem problem charakterystyki adresata poezji Klary.
Lektura sprawia, że mężczyzna może poczuć małe zakłopotanie. Nie przeciwstawiając się ani na moment biologicznym instynktom, ma nadzieję przeżyć rozkosz przeżywania erotyków, które mają w sobie zawsze – właściwie niezależnie od autorstwa – coś intrygującego. Przeżywa jednak zawód, gdy okazuje się, że – pomijając otoczkę erotyczno-pornograficzną – mężczyzny w tych wierszach właściwie nie ma. Istnieje jako tło, właściwie nieznaczące, delikatnie przebijające się gdzieś na odległym planie i nie wiadomo nawet, czy byłoby bardzo źle, gdyby go właściwie nie było. Sama natomiast kwintesencja artyzmu właściwie skierowana jest na nazywanie, na dosłowność, a nie na tworzenie pozabiologicznego opisu, przez co przekaz traci niestety na atrakcyjności, a pod koniec tomiku zaczyna już nawet nużyć czytelnika.
Co natomiast odnajdzie u Klary kobieta? W głębi warstwy metaforycznej odnajdzie kobietę zagubioną, słabą, uciekającą w seks w znaczeniu niemal ekshibicjonistycznym, która mimo swojej siły popędu biologicznego tęskni do miłości prawdziwej, duchowej, której nie może odnaleźć w żadnym z aspektów swojego życia. Czyni ją to obojętną. Nie tyle na miłość, chociaż po części także, ale przede wszystkim na mężczyzn, którzy stają się tylko narzędziem, elementem świata mającym dostarczyć rozkoszy i zaspokojenia. Znajdują się z boku, w tle, chociaż w rzeczywistości są w centrum wydarzeń biologicznych scen. Prawdziwym centrum jest tutaj jednak tylko kobieta.
Czy można więc stwierdzić, że Szczekanie głodnych psów to pozycja, w której rozczytają się kobiety z problemami? A może feministki, które bez problemu zinterpretują kolejne utwory na modłę feministycznych hymnów? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o adresata poezji Klary, ponieważ głównym problemem i chyba jednak można powiedzieć, że wadą jest wulgarność i brak poczucia estetyki artystycznej autorki. Język, który na początku lektury zaciekawia swoją odmiennością, po kilku utworach staje się uciążliwy i na tyle ciężki, że ma się wrażenie obcowania z pornografią, nie sztuką. I nie chodzi tu o treści przedstawione w Szczekaniu, bo do nich czytelnicy, a szczególnie młodsze pokolenie, są już przyzwyczajeni i na tyle otwarci, żeby kolejne tabu łamać bez mrugnięcia okiem, ale o przeżycie estetyczne i artystyczne. Bo jeśli chodzi o poezję, najwyższy wymiar sztuki powinien polegać na metaforycznym opisywaniu, nie na nazywaniu.
Jest w Beacie Patrycji Klary potencjał, który może sprawić, że będzie z czasem trafiać do coraz szerszego grona odbiorców, a już teraz ich grono systematycznie rośnie, w czym pomagają kolejne trofea trafiające do kolekcji autorki wraz z kolejnymi konkursami poetyckimi. Trzeba jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wszystkie te zabiegi literackie, warstwa treściowa oraz nieczęsto spotykany styl autorki kierują nas do osiągnięcia wyższego celu i dotarcia, lub choćby dotknięcia, sedna sprawy? Po lekturze trzeba się mocno nagłowić, żeby znaleźć w Szczekaniu głodnych psów wyższy ponadbiologiczny sens. A niestety, istnieje spore prawdopodobieństwo, że nam się po prostu nie uda tego zrobić.
Może się więc okazać, że przeczytanie ponad pięćdziesięciu wierszy nie miało zbytniego sensu lub też był on tak zakamuflowany pod udami, piersiami i fallusami, że zbyt trudno było go odnaleźć. A jeśli po lekturze czytelnik stwierdzi, że nie udało mu dotrzeć do sedna, złapać tej iskry poezji, to czy nie ma prawa czuć się trochę rozczarowany?

Michał Zaremba

Poprawiony (piątek, 01 czerwca 2012 12:45)