Start Recenzje i omówienia Dwie rzeczy nie zdarzają się dwa razy. O wierszach Agnieszki Leśniewskiej

Dwie rzeczy nie zdarzają się dwa razy. O wierszach Agnieszki Leśniewskiej

Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Agnieszka Leśniewska, Dwie rzeczy, Organon, Zielona Góra 2005, 60 s.
Agnieszka Leśniewska wydała swój jedyny, jak na razie, tomik w 2005 roku. Nie ukazała się żadna recenzja na jego temat. Ani pozytywna, ani negatywna. Silentium. Trudno wyjaśnić to zjawisko, kiedy pojawiają się liczne artykuły na temat wierszy przedrukowywanych przez autorów kilkakrotnie. I tak naprawdę nie wiadomo, czy wypada po tylu latach pisać o tym, co się przeoczyło. Leśniewska napisała w wierszu dwie rozmowy: „miasto jest jak czarna płachta / znika w nim światło nie rozchodzi się głos”. Można by dodać, że znika w tym mieście także poezja – poezja dojrzała, mająca swój wyraźny profil i koloryt. Poetka obok m. in. Małgorzaty Stachowiak, Agnieszki Gadzińskiej-Grądkiewicz i Jacka Uglika należy do najmłodszego pokolenia lubuskich twórców, w którym kontestacja – choć różnie rozumiana i wyrażana – pojawia się często. W jaki sposób Leśniewska ustosunkowuje się do rzeczywistości?
W wierszach ukazywane są ciemne obszary ludzkiej egzystencji oraz dysfunkcje rodzinne. Rozważania często koncentrują się na szukaniu swojego miejsca w „średnim mieście szlachetnej prowincji” (fenix). Przestrzeń w tej twórczości nie jest transparentna. Nie stanowi backgroundu, ale wychodzi niejednokrotnie na plan pierwszy. Epatuje brudem. Różewiczowski śmietnik jest tu środowiskiem życia. Poezja Leśniewskiej to niezwykle ciekawe zjawisko literackie w kontekście badań nad twórczością regionalną. Dlaczego ktoś, kto ma możliwość wydostania się poza hermetyczne środowisko, jest ignorowany? Jakie cechy tej poezji ewokują jej niezrozumienie?
Twórczość zielonogórskiej poetki jest introwertyczna, a w dodatku głęboko symboliczna. Orzech staje się wyraźnym obrazem człowieka, pokazuje niedostępność wnętrzna i pozorną małość:
być sobą jak orzech
o twardej skorupce
kryjącej cierpkie wnętrze
[…]
wstęp tylko dla wpuszczonych


– pisze poetka w tekście orzech. Właściwie każdy wiersz tego tomiku jest metaforycznym orzechem, którego nie należy bynajmniej rozbijać, ale wystarczy intelektualnie dotknąć, by wiedzieć, że ma sens. Wiersze te same wybierają sobie odbiorcę. Nie każdy może wejść, nawet jeśli nie będzie już mógł wyjść, bo „orzech” ulegnie zniszczeniu. Wniknięcie w istotę musi odbyć się fenomenologicznie, raczej intuicyjnie niż empirycznie.
Tytułowy wiersz tomiku dwie rzeczy kryje koncepcję relacji czytelnik–wiersz:

jesteśmy za mali by widzieć dwie rzeczy naraz
zamykamy jedne drzwi nim otworzymy drugie
oto jedyny dowód naszej mądrości
nie umiemy być równocześnie łodzią i wiosłem


Utwór ten pokazuje ludzkie ograniczenia percepcyjne, ale posiada także inny wymiar. Nie bez przyczyny cały zbiór wierszy nosi tytuł dwie rzeczy. Być może tu kryje się częściowa odpowiedź na pytanie, skąd biorą się trudności w recepcji tej poezji. Dopóki odbiorca nie zamknie swoich drzwi doświadczeń, przekonań, emocji, nie otworzy drzwi wiersza. Tekst wymaga całkowitej empatii graniczącej z poczuciem olśnienia. Nie ma tu miejsca na rzewne łzy, wiwisekcje. Jeżeli podmiot liryczny płacze, to „płacze do środka” (królestwo) jak zwierzę:

wyjąwszy rzeźne cielęta o oczach dziewcząt
łzy to słabość ludzka zwierzęta płaczą
do środka to płacz pewny bezpieczny nie przerwie go
czyjaś ostra obecność – to jakby pić wodę morską


Trudno znaleźć dominantę tematyczną tego tomiku. Właściwie można by stwierdzić, że spektrum zjawisk, którym przygląda się poetka, jest tak rozległe, że całość ociera się o bałagan. Myślę jednak, że to pochopne wrażenie. Osią jest coś, co wykracza poza wersy. Nie ma jednej koncepcji świata. Nie odnajdziemy też jednego przesłania, do którego miałaby nas doprowadzić ta poezja. Głównym celem jest zadać pytanie i zostawić z nim odbiorcę.
Chronicznie pojawia się osaczenie: „mam dom na wyspie z gorącego kamienia / zalanej ludźmi” (w którąkolwiek stronę) oraz doświadczenie izolacji: „Ten / który stwarza słońce i czarno w nim dojrzewające / jagody / stwarza także – przepraszam – i mnie / odmieńca / smoka przedsionka piekieł / jak nazywają mnie niektórzy z Was” (odmieniec). Kwestie etyczne wybrzmiewają niekiedy wyraźnie. Podmiot liryczny lubi demaskować obłudę. Ci, którzy odtrącając, kryją swoje lęki, przedstawieni są jako sędziowie, egzekutorzy. Można zauważyć pewne formalne nawiązania zarówno do poezji ks. Jana Twardowskiego („Ten / który stwarza słońce i czarno w nim dojrzewające / jagody / stwarza także…, odmieniec), jak i do Zbigniewa Herberta („jesteś ochrzczony przez ranne ptaki / solą mądrości octem nadziei / raz nabierz wody w usta w płuca / płyń z prądem rzeki do ujścia / gdzie nic nie jest stale i tylko sobą”, dobro). Moralizatorstwo nie służy przekazowi poetyckiemu. Widać, że Leśniewska zdaje sobie z tego sprawę i dlatego nie posługuje się nim wprost. Zostawia odbiorcę z poczuciem aksjologicznej dezorientacji, która może zaowocować odnalezieniem dobra.
Leśniewska z wyczuciem posługuje się ironią i strzelistą puentą. Nie usypia czujności odbiorcy schematami, monotonią. Wiersze w tomiku dwie rzeczy są pisane w ciemnych tonacjach barw, bez zbędnych ornamentów. Niekiedy mogą wydać się nad wyraz symboliczne i oniryczne. Schulzowski ojciec i odległe plecy matki majaczą w tle. Niewyjaśnione odrzucenie, brak akceptacji i silna potrzeba bezpieczeństwa to powtarzające się motywy. Nie należy odczytywać tych wierszy biograficznie. Warto zbliżyć się do nich bez wstępnych założeń. Leśniewska przewartościowuje w swoich wierszach to, co współczesność uważa za ważne, aby znaleźć nową wartość oraz po to, aby „zmartwychwstać / jak fenix z własnego brudu” (fenix).


Mirosława Szott

Poprawiony (piątek, 01 czerwca 2012 12:43)