Start Recenzje i omówienia Odważne spojrzenie na niewygodną prawdę

Odważne spojrzenie na niewygodną prawdę

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Halina Barań, Cień brzasku, Wyd. Eurosystem, Wrocław 2009, 189 s.
Książka pt. Cień brzasku jest ważnym głosem w dyskusji o problemach niemiecko-polskiego pogranicza. Autorka Halina Barań wnosi do niej istotny, a często pomijany wątek: Łużyce, ich historię i kulturę. Rozciągającą się po obu stronach granicy na Odrze i Nysie ziemię łużycką pisarka postrzega jako wspólne dziedzictwo Niemiec i Polski. Odsłania trudną prawdę, że wspólne korzenie są często splątane, a przeszłość bolesna.
Cień brzasku jest czwartą książką Haliny Barań, poświęconą tematyce Łużyc. Autorka z Bogatyni, dzieli się z polskimi czytelnikami swoją fascynacją miejscem swojego zamieszkania, rzadko dotąd w polskiej literaturze opisywanym. Jak w każdym regionie przygranicznym, obok niezwykłej magii, która powstaje, gdy przenikają się ze sobą odmienne kultury, znać tu także ślady ludzkich cierpień.
II wojna światowa nadal kładzie się cieniem na ludzkich losach. Wielu z tych, co przeżyli, musiało się pogodzić z utratą swojej rodzinnej ziemi i małej ojczyzny. Poniemieckie domy i gospodarstwa zasiedlali nowo przybyli z dawnych wschodnich terenów przedwojennej Polski. W tej wrzawie wielkiej powojennej wędrówki ludów dramatu Łużyczan nie dostrzegał nikt. A przecież i oni także musieli wyprowadzać się ze swoich rdzennych terenów po wschodniej stronie Odry i Nysy. Łużyczanie, choć to naród słowiański, opuszczali swoje rodzinne ziemie ze stygmatem: Niemcy.
Tutaj, na zachodzie Polski można usłyszeć wiele opowieści o tym, że do miejsc zasiedlonych przez Polaków często przyjeżdżają ci, którzy mieszkali tu dawniej. Chcą zobaczyć, jak dzisiaj wygląda ich mała ojczyzna, zrobić zdjęcia, przywołać wspomnienia. Teraz częściej przyjeżdżają już raczej potomkowie dawnych tutejszych mieszkańców. Ciągnie ich tu sentyment, pamięć o przeszłości. Ci, którzy stąd wyjechali, i ci, którzy tu zamieszkali, nieraz odkrywają, jak silnie może ich połączyć to wspólne miejsce zamieszkania. Często więc nawiązują się kontakty i długoletnie przyjaźnie.
Od takiej typowej historii rozpoczyna się Cień brzasku. Pamięć starszego człowieka przywołuje wydarzenia z przeszłości, gdy jako młody człowiek przyjechał z ojcem do polskich Bogatowic, do rodziny państwa Dąbrowskich. Chcieli zrobić zdjęcia ich domu na prośbę ich niemieckiego przyjaciela, który przed wojną tu mieszkał, a teraz był zbyt chory, by przyjechać. Okazało się, że Marko i jego ojciec byli Łużyczanami, co sprawiło, że w domu państwa Dąbrowskich zaczęto wspominać nie tylko niemiecką przeszłość miasta.
Bo Łużyce były także i tutaj, po polskiej stronie. I tak samo jak Niemcy również Polacy nie oszczędzili dziedzictwa łużyckiego narodu: jako nowi gospodarze na tych ziemiach pozmieniali dawne łużyckie nazwy miasteczek i wsi. „Fałszywie pojęta akcja polonizacji” – jak nazwał to doktor Dąbrowski.
Przy okazji tej wizyty Marko zakochał się w Sandrze, córce doktora Dąbrowskiego. Losy tej młodzieńczej miłości są poplątane, napotykają na wiele przeciwności. Gdy Sandra spodziewa się dziecka, jej życie zaczyna przypominać dramatyczne losy narodu łużyckiego: dziewczyna jest niezdolna do zadecydowania o sobie, musi poddać się stanowczej woli ojca, który wobec własnej córki nie cofa się przed kłamstwem. To zaważy na całym życiu Sandry. Jego echo brzmieć będzie przez całe lata zwyczajnego życia bohaterki, a przeszłość wróci do niej w dramatycznym momencie, przynosząc zaskakujące i emocjonujące zakończenie.
Powieść ma nieco baśniowy język. To wrażenie potęgują jeszcze częste odwołania do świata przyrody. I poezja przytoczona w języku górnołużyckim, śpiewna, potoczysta, słowiańska, w której można odnaleźć jakże bliskie echa naszej polszczyzny. Wszystko to, jak i oniryczne wizje Marka sprawiają, że Cienie brzasku bardziej kojarzą się z liryczną przypowieścią niż współczesną powieścią – i to jest naprawdę mocna strona tej książki.
Elementów powieści współczesnej też zresztą tu nie brakuje, choć moim zdaniem są one bodaj najsłabszym ogniwem Cieni brzasku. Z pewnością można było oddać tu lepiej atmosferę czasów powojennych, tego uwikłania ludzi w system, ich myślenia na zasadzie „coś za coś”, gdy w zamian za materialne przywileje godzą się na utratę godności i wewnętrznej wolności. W książce zostało to przedstawione zbyt schematycznie. Gdyby spod tego schematu wyzwolić jeszcze małżeńskie problemy doktorostwa Dąbrowskich – być może bardziej przekonujący byłby wizerunek ojca, stosującego wobec córki zasady „podwójnej moralności”, przez co wydźwięk powieści byłby jeszcze głębszy i bardziej dramatyczny. I jeszcze taki drobiazg: czy bezpośrednie dzwonienie z budki telefonicznej z Polski do Niemiec w latach 60. XX wieku naprawdę było możliwe?
Tym niemniej Cienie brzasku zasługują na uwagę, bo jest to jakże rzadki literacki polski głos w obronie Łużyczan, ocalający ich naród od zapomnienia. Jest to głos tym bardziej cenny, bo pozwalający spojrzeć odważnie na niewygodną prawdę, że w powojennej Polsce Łużyczan z tak zwanych Ziem Odzyskanych oficjalnie wysiedlano, odmawiano im prawa do narodowej tożsamości, zacierano ślady ich kultury. Halina Barań nie przemilcza także w powieści obecnej sytuacji Łużyczan. Rok 1989, który przyniósł Europie Wschodniej wolność i demokrację, niewiele zmienił w ich dramatycznej sytuacji, bowiem ocalała garstka Łużyczan musi teraz stawiać czoło potężnej machinie kapitalizmu kulturowego, gdzie każdą wartość i nawet najbardziej szlachetne dobro przelicza się na pieniądze. Tak właśnie ginie ten naród, jego kultura i dwa języki. Cały czas jednak tli się nadzieja, że nie stanie się to, co bezpowrotne.
Wątek łużycki, poruszony w Cieniach brzasku, bardzo wzbogaca polsko-niemiecki dialog. Halina Barań przypomina o bogatej kulturowej przeszłości ziem po obu stronach Odry i Nysy. Teraz są one częścią zjednoczonej Europy. Autorka uczyniła krok w dobrą stronę, by uświadomić Polakom, że także i w naszych granicach leżą łużyckie ziemie i że także my możemy się przyczynić do ochrony dziedzictwa Łużyczan, każdego nawet najmniejszego elementu ich kultury. To również sposób na to, aby stać się pełnoprawnymi Europejczykami i zaświadczać o naszej europejskości.

Joanna Kapica-Curzytek

Poprawiony (piątek, 01 czerwca 2012 12:43)