Start Recenzje i omówienia Zielone wiersze

Zielone wiersze

Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Władysław Klępka, Zielone światło, RCAK, Zielona Góra 2011, 100 s.

Bukolicznie, nazwa jednej z części nowej książki poetyckiej Władysława Klępki właściwie mogłaby być tytułem całego tomiku, a z pewnością kwalifikatorem gatunkowym zamieszczonych w tym zbiorku utworów. Ton sielankowy, arkadyjska idealizacja świata, opisowe ujęcia przyrody, także przewijający się wątek miłosny – krótko mówiąc, wszystko to, co decyduje o charakterze tych wierszy – pozwala umieścić je w sielankowo- -sentymentalnej perspektywie. A uwzględnić trzeba również czynnik formalny, związany z „bukolicznym” ujęciem świata przedstawionego: „zielone światło”, tym razem posłużmy się właściwym tytułem, dla tradycyjnej poetyki, stylizacji, kulturowego sztafażu.

Zestawiając te utwory z najwcześniejszymi wierszami poety, można by powiedzieć, że autor Zielonego światła przebył drogę od natury do kultury i trudno rozstrzygnąć, co w pięknie przyrody pociąga go dziś bardziej – przyroda czy piękno. Za tym drugim przemawiałaby nie tylko estetyzacja wypowiedzi, ale i zabiegi służące dekoracji świata. W tym sensie zieleń nie jest już atrybutem przyrody, ale ornamentem, np. kolorem sonetu (Sonet zielony). I nawet jeśli „zielone światło sączą liście” (Zielone światło), a „ptasie trele świdrują zieleń” (Majówka), to i tak „zieloność” jest tu po stronie sztuki, co dobrze ilustruje strona edytorska tomiku: zielono-seledynowy kolor podwójnych okładek – tej właściwej oraz umieszczonej między nią a tekstami wkładki, tj. nasączonej seledynem kalki, której odblask rzutuje na lekturę wierszy.

A co zostało z pierwszej fazy twórczości? Całkiem sporo, na przykład skłonność do miniatury, widoczna w formach, które już tytułem nawiązują do debiutanckiego Węzła serdecznego: Supełki. Tak nazwał poeta cykl drobnych utworów, które wieńczą każdą z wyodrębnionych w tomiku części, i które – nizając liryczne momenty – zbliżają się do uprawianego przez Klępkę haiku. Oto próbka takiego „supełkowego głosu”:

*
światła błyskawic
szyją niebo
i ziemię

*
deszcz nas dopędził
nawet drzewa
płaczą

*
las skryty we mgle
ściana nie do
przejścia
I jeszcze na koniec:

*
zegar się zaciął
i przedłuża
chwilę

Z „supełków”, ich lirycznych splotów wyłania się obraz świata zatrzymanego i oglądanego, co może lepiej jeszcze pokazują inne zamieszczone w tomiku utwory, oczyma artysty. W wierszach Klępki – tak było zresztą od początku – rzeczywistość przemawia poprzez kształty, cienie (światłocienie) i kolory. Tę tkaninę, malowaną wszystkimi barwami przyrody, w Zielonym świetle bogato inkrustują kulturowe aluzje. Na ich podstawie można m.in. utworzyć galerię postaci: Rimbaud, Chopin, George Sand, Blatny, Holub, Borges, Arnaud, Hasior, Zadura etc. Wymieniam chaotycznie, bo co łączy artystów reprezentujących różne czasy i profesje oprócz obecności w nowych wierszach Klępki? Każde z nazwisk sygnuje akces poety do świata kultury i jest wyrazem uznania dla twórczych dokonań. Wśród artystycznych autorytetów szczególne miejsce zajmuje poetka, przywołana tylko akronimem „M.B.”. Marianna Bocian, bo o niej mowa, otrzymała tu najładniejszy bodaj wizerunek – pożegnalny portret:

M.B.

Ona zeszła
po złotych schodach nicości
tam gdzie słońce
umywa rozpaloną twarz
W tyglu ciszy
jest nawałnica metafor
jedyne słowo
do oczyszczenia
idzie w nas.

(Poetka)

Jednakże lepiej obecni w zbiorku Klępki, a zdaje się, że i bliżsi poecie, są przedstawiciele świata natury, tacy jak wiewiórka, łania, kobuz, motyl cytrynek, a oprócz nich cała bogata plejada leśnego ptactwa. Temu zwierzyńcowi towarzyszą przebywające w leśnych ostępach fantastyczno- -baśniowe postaci, np. satyr czy driada – między innymi za ich sprawą narracja liryczna układa się w kształt leśnej baśni. Taką baśnią jest np. opowieść o modrzewiowym starodrzewiu, w którym „panny szarpią za róg księżyca aż świetliki / z niego lecą” (W modrzewiowym starodrzewiu).
Trochę to sentymentalne i bardzo staroświeckie – oba te określenia dobrze przystają do wierszy niemłodego już przecież poety. Bo kto dziś jeszcze bawi się akrostychem, sekstyną? Kto uprawia tankę, oktostych, sonet? Kto pisze o „gwiazdach z pogodnego nieba” i „wschodzącym słońcu” (Nad niecką Odry), o „zrywaniu kwiatów dla tej jednej jedynej” (Uciekła mi ptaszyna) i „dziękowaniu Panu za jeszcze jeden ranek” (Z jutrzenką)? Kto wreszcie łowi echa historii, zbiera pamiątki minionego czasu i z sentymentem patrzy na krakowskie ulice, na Bramę Grodzką w Lublinie, kazimierską basztę?

Spośród miejsc przywoływanych w utworach Klępki, a oprócz rodzimych są nimi również Prowansja i Praga, najważniejsza pozostaje jednak Krężnica Jara, „wioska, którą babcia Aniela / zna jak bieloną pościel” (Różana chusta). Tę lubelską wieś, z której pochodzi poeta, zna również czytelnik jego wcześniejszych utworów. A jeśli czytał je uważnie, to spotkał też babcię Anielę. W jej postaci uosobiona została całą mądrość świata. „Patrząc w niebo przepowiadała przyszłość” (Przelot ptaków) i „z pękiem ziół w ręku / i zdrowaśką po trzykroć” znakiem krzyża odpędzała złe od progu chaty (Biała magia) – powie o niej poeta. I tak naprawdę, to nie satyr czy driada, ale właśnie ona mieszkała i mieszka nadal w Klępkowej Arkadii – tyleż baśniowym, co rzeczywistym, zmitologizowanym dzięki wspomnieniom świecie.

Za siódmą górą może pagórkiem
lekkie wzniesienie
Tam leży wioska – Krężnica Jara
tam światłocienie
życiu nadają urodę raju
nowe wejrzenie

– czytamy w wierszu, którego tytuł Bukolika mówi wszystko. Autor Zielonego światła znalazł swój azyl w kulturze, ale cały wyrasta właśnie z tamtych krajobrazów – wiejskich, „serdecznych”, które nie za bardzo mieszczą się w kulturowym gorsecie. I dobrze, bo właśnie dzięki temu do głosu dochodzi to, co autentyczne i żywe w „zielonych” utworach.
Małgorzata Mikołajczak

Poprawiony (poniedziałek, 26 marca 2012 11:34)