Start Recenzje i omówienia Uwznioślenie i mistycyzm

Uwznioślenie i mistycyzm

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Winston Morales Chavarro, Słodka Aniquirona, Poznań 2017, 90 s.

Kolumbijski poeta Winston Morales Chavarro, który jest autorem „parunastu książek poetyckich, kilku powieści i również książek eseistycznych”, dwukrotnie odwiedzał Zieloną Górę. Teraz czytam jego pierwszą poetycką książkę przełożoną na język polski, z odręczną dedykacją „Para Ewa Mielczarek”. Jej tytuł – Słodka Aniquirona. Składa się z 26 jakby rozdziałów. Polskiemu przekładowi towarzyszy hiszpański oryginał, a więc mamy do czynienia z książką dwujęzyczną. Autorką przekładu, wstępu i ognistej, powiedziałbym, okładki jest Barbara Stawicka-Pirecka z UAM w Poznaniu.

W pewnym sensie ten utwór jest niezwykły, bo od początku do końca naznaczony ciągiem jakby nie kończącej się językowej oracji, rozpisywanej z wielką namiętnością do wyimaginowanej, a zapewne też do realnej kobiety, nazwanej bardzo metaforycznie „dziewczynką światła”, za sprawą poety uosabiającej zarazem wieczną kobietą, prawzór bytu przenikającego wszechświat. Do tej kobiety, nazwanej imieniem Aniquirona, adresowana jest rzeka słów – wszystkie autorskie, podniosłe wołania i lamentacje. Poeta umieszcza ją, wyidealizowaną, w „wykreowanym królestwie Schuaima”. Nie ma z tą kobietą w zasadzie realnego, cielesnego kontaktu, a nawet w końcowej partii tej książki (s. 88) przyznaje, że „Jest kobieta/ której nie znam/ wiem jednak, że zaledwie jest pretekstem”, żeby śnić o niej, by uzasadniać swoją wizję, a ta wizja to też jest dla poety „za mało”. Chodzi tu więc o przekroczenie wszelkich granic. O sięgnięcie po niemożliwe.
Umieścił poeta mentalnie ową boginię-kobietę w rzeczywistości mitu i kosmicznego wszechbytu z premedytacją. Taką bowiem może kontemplować i sakralizować. Tego domaga się pragmatyka jego poezji. Tam więc jej szuka i upatruje szczególnej wartości. Nie w realności codziennej, domowej egzystencji. Nie chodzi mu o adorację uładzonego życia ani o „mebli przestawianie z jednego miejsca na drugie”. Cel jest zupełnie inny. Nadzwyczajny. Morales wytrwale gromadzi energię słów, symbolizuje żywioły, by wzniośle istnienie tej kobiety wyrazić. Zarazem ją zdobyć.
Szkoda tylko, że tonacja jego retoryki jest dość monolityczna. Utrzymana na jednorodnej nucie i napięciu. Jest w tym wszystkim pewien rodzaj szaleństwa, ale poeta powiada: „Cieszy mnie, iż jestem szalony”. Szalony, więc na właściwej drodze ku prawdziwej rzeczywistości. Bez wątpienia w takim poetyckim zadaniu można dopatrzyć się znamion wielkiej ambicji. Tak wygląda twórcy wiara i nadzieja poetycka. I dodałbym od razu, że swój artystyczny cel przesyca mistycyzmem życia i śmierci. Te dwie sfery autor ze sobą łączy i zrównuje. Są lirycznym motorem. W konsekwencji każde uwznioślenie jest dopuszczalne i właściwe. Każde odległe przywołanie trafne. Poeta postanawia z tego powodu wszelkie oczarowujące porównania, obrazy, argumenty filozoficzne, rzeczy i zjawiska dedykować kobiecie. Cała psalmodia zaklinania i błagania służy jednemu: „Aby dotrzeć do Ciebie”. Czytając ten utwór, musimy pamiętać, że jest to w gruncie rzeczy kreowany ceremoniał wzniosłości, patetyzmu, artystyczny rytuał nie wolny od szczególnej afektacji. Kolumbijski poeta wchodzi jakby we wtajemniczający trans, chce maksymalnie otwierać się i pozbawiać siebie wszelkich ograniczeń, utożsamiać się z całością bytu. Bo to dla niego „jest inną formą wstępowania”. Chodzi też o podniosłość samego natchnienia, ono nie może być nakierowane ku temu, co zwyczajne, trzeba twórcy „głowę zanurzyć w strumieniu nicości”. Morales nazywa taki stan „piękną śmiercią”, „Szukam śmierci/ i wędruję nagi”. Jednak nie o dosłowność tego pojęcia chodzi, nie o unicestwienie. Raczej o duchowe roztopienie się, by tą drogą wejść do wnętrza królestwa poetyckiego. Do magicznej całości doświadczenia i doznać wtajemniczenia. W tej postawie nie ma raczej miejsca na ból, ciężar ani metafizyczne cierpienie. W grę wchodzi tylko jasna, wielka wizja. Tłumaczka wskazuje, że poeta nawiązuje do tradycji mistycznej poezji hiszpańskiej, jak i latynoamerykańskiej (Gongora, Neruda). Oczywiście. Z punktu widzenia polskiego czytelnika można powiedzieć, że jest to głos inny, żeby nie powiedzieć: naszej tradycji obcy. Niepozbawiony tonu egzaltacji. Widać więc, jak mocny wpływ na ryt poetycki wywiera historia. Zupełnie inna z tych powodów jest polska poezja. W niej granice rzeczy są ostro zaznaczane, obowiązuje sceptycyzm, ironia, do głosu dochodzi zwątpienie. I chodzi o skupienie, a nie rozproszenie. Nie ma miejsca na wprost uwznioślający ton ani na „magiczne braterstwo Człowieka i natury”, lasu, rzeki, obłoków etc. Apoteoza tego rodzaju szybko zostałaby uznana za naiwną. Kolumbijski poeta przypisuje jej atuty, bowiem dzięki niej może wyposażyć centrum swojej wizji w mistyczną ważność. Myślę, i to chcę podkreślić, że zaprezentowany przekład oddaje celnie ducha tej poezji.

 

Czesław Sobkowiak

Poprawiony (poniedziałek, 14 stycznia 2019 12:54)