Start Recenzje i omówienia Palimpsest i Przestrzeń, czyli krajobraz lubuskiego pogranicza

Palimpsest i Przestrzeń, czyli krajobraz lubuskiego pogranicza

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Lubuski palimpsest. W kręgu historii, kultury i literatury polsko-niemieckiego pogranicza, t. VI w serii: „Historia Literatury Pogranicza”, red. tomu: Marta J. Bąkiewicz, Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zielona Góra 2017, 322 s.

Ziemia i wszelkie z nią związane sprawy domagają się opisu. Wnikliwego, szerokiego, który zbliżałby się w każdym zdaniu do stwierdzenia i utwierdzenia prawdy o niej. I zaraz nasuwa się kolejna konstatacja, że im dłużej jakaś społeczność z pokolenia na pokolenie mieszka na danym obszarze, miejscu i danej przestrzeni, tym większą, wieloraką wpisuje w każdą pozostawioną formę materialnego bytu legendę. Potem dla jakiegoś celu, nazywanego dzisiaj najogólniej tożsamością, ci, którzy przychodzą, starają się te nawarstwione, wiekowe, skomplikowane najczęściej, historyczne ślady penetrować, poznawać i ocalać od zapomnienia wszelkie historie i rzeczy. Brać z nich coś dla siebie. Tak więc mitowi-legendzie nadawane jest wyższe znaczenie. Ważne w utrwalaniu więzi, wzorów kulturowych, wyznaczaniu wspólnotowych celów i rozumieniu własnego miejsca w skali mikro oraz makro. Tej oczywistości nie da się zanegować. Przypisana jest każdemu ludzkiemu losowi od momentu urodzenia. Od dzieciństwa aż po odejście.

Nie bez powodu, nie tak dawno, definiowanie ducha miejsca (genius loci) w literaturze objawiło się jako wyraźny trend, także w lubuskim środowisku literackim, np. w prozie Krzysztofa Fedorowicza eksplorującego literacko okolice podzielonogórskie (Łazu, Milska, Przytoku), w poezji Mieczysława Warszawskiego (w tomie Odrzańskie) opisującej „małą ojczyznę” – rodzinne Laski. A wcześniej w poezji Bolesława Solińskiego, Ireny Dowgielewicz, Zdzisława Morawskiego (i innych), co nie uszło uwadze Małgorzacie Mikołajczak. W ogóle w literaturze polskiej tego typu nurt był okresowo bardzo silny. Wygasł potem nieco, gdy zaspokoił kulturowe potrzeby, szczególnie ówczesnego pokolenia. Zaistniał z powodu różnych racji, także dlatego, że nie da się żyć w pustce, białej plamie, w oderwaniu od korzeni, nie zakorzeniając się. Niezwykle ważne to sprawy. Nie należy ich ignorować, co zresztą życiowa praktyka potwierdza.
W ostrej formie te problemy dały o sobie znać na tzw. Ziemiach Odzyskanych, nazywanych nie bez powodu „dzikim zachodem”. Pod wieloma względami ten obszar był rzeczywiście „dziki”. Owszem administrowany, lecz przez długi czas, po 1945 roku, nie tak ściśle i z zachowaniem takiego samego prawnego rygoryzmu jak w pozostałej części Polski. Ściągał tu z centralnej Polski różnego autoramentu element społeczny, aby np. wzbogacać się na szabrownictwie. Tak. Z jednej strony była to przestrzeń dziewicza. Ale z drugiej naznaczona dramatem dziejowej konieczności. Polityczne racje i ówczesna polityka dążyły do maksymalnego zneutralizowania traumy, która stała się udziałem przesiedleńców z Kresów Wschodnich. Bolesnemu poczuciu utraty rodzinnych stron starano się przeciwstawić swojską urodą nowego miejsca, ideę pionierstwa i radosnego osadnictwa itp. A także odwołać się do idei historycznego powrotu na ziemie piastowskie, co słusznie zauważa Mikołajczak. O traumie usuwanych, uciekających i wysiedlanych Niemców nikt nie odważył się wtedy nawet wspominać. Dopiero po latach sporo wierszy temu tematowi, na przykładzie Żar, poświęcił Janusz Werstler (w duchu pojednania i wzajemnego rozumienia losu). To posunięcie było bardzo racjonalne. Podobnie można patrzeć na antologię Poetycki portret miasta Gorzowa i jego mieszkańców, którą zredagował Ireneusz Krzysztof Szmidt (2017). Także wiersze Eugeniusza Kurzawy uzyskują status humanistycznej inicjatywy, polegającej na przyjęciu materialnych i duchowych śladów.
Zresztą jestem przekonany, że można byłoby dzisiaj zrobić dużą, piękną antologię poezji i prozy pisarzy lubuskich, podejmujących temat niemiecki. I oczywiście przetłumaczyć ją z myślą o niemieckim odbiorcy. Wcześniej dbano, by niemieckie ślady zamazywać (nie tylko nazwy ulic i miejscowości), niszczyć tkankę materialną, zwłaszcza w sferze kultury. Próbowano posunąć się do likwidowania wielowiekowych skarbów architektury (pałaców, kościołów, zamków, nie wspominając o cmentarzach), o czym na pogrzebie Jana Muszyńskiego wspomniał Stanisław Kowalski. Funkcjonowała blokada na niemieckość. W pewnym sensie ten rodzaj fobii można zrozumieć. Należało raczej ugruntować najpierw polskość zachodniego pogranicza. Dać szansę jakiegoś oswojenia się z lokalnym krajobrazem, po utraceniu rodzinnego na Kresach Wschodnich. Historia tu miała być pisana od nowa. Na tym polegała istota eksperymentu kulturowego.
Teraz wiemy, że budowanie zupełnie od nowa jest niemożliwe. Okresowo tak musiało to jednak wyglądać. Kresowanie (i inni przybysze) przywieźli swoją historię, legendę, rozpacz, swoje resentymenty, lęki przed nowym i obawy, które były wtedy powszechne (wystarczy czytać pamiętniki). Należało więc zrobić, co się da, by przeszłość tej ziemi nie obciążała ich świadomości. Starano się, by niemieckość jak najmniej przeszkadzała. Urodziło się wkrótce nowe pokolenie Polaków i dla nich (dla nas) historie i sentymenty rodziców nie tak ostre już mają znaczenie. To pokolenie weszło w wiek dojrzały około roku 1989. Ma już swoją inną pamięć, swoje społeczne i gospodarcze role, które tutaj z zaangażowaniem wypełnia. Kolejne, jeszcze młodsze, też zdobywa w tym krajobrazie swoją pamięć i miejsce. Zakorzenia się i już nie musi przyjmować postawy osadniczego zdobywcy, lecz korzysta ze wszystkich dostępnych tu treści. Odzyskane szanse wolności otworzyły nie tylko owocujące ogromne perspektywy cywilizacyjne, ale pozwoliły zedrzeć kurtynę milczenia oraz zerwać ze złudzeniem płaskiej ziemi. Pojawiły się pytania o legendę przysłowiowej gruszy, jabłoni, o zapach starej cegły… Rok 1989 należy uznać za newralgiczny w tym procesie. Dokonało się wejście w głębię czasu, która okazała się wielka, wielowarstwowa, a poza tym bardzo bogata w swoim skomplikowaniu. Weszliśmy – można rzec – na szlak prawdy, bowiem otworzyła się przestrzeń. I tę przestrzeń wypełniamy własnym poznaniem, pracą, nadziejami.
Trudno się zgodzić, że obecnie to, co się dzieje, da się opisywać głównie w kategorii palimpsestu, czyli wymazania i nadpisania nowego tekstu. Takie oczywiście onegdaj były zamierzenia. Cóż się okazało? Potrzeba tożsamości, nie iluzorycznie się kształtującej, pozwoliła odkryć wielowątkowy historyczno-kulturowy obszar. Fascynujący. To po pierwsze. Po drugie – pozwoliła przyjąć jego zasób, oswoić obcość i inność i nawiązać z tym wszystkim dialog, dyskurs. Otworzyliśmy się na tkwiące tu wartości. Liczne publikacje o tym świadczą. Niemieckość włączamy w obręb podmiotowej świadomości, mając do niej pozytywne nastawienie. Nie musimy już niczego wewnętrznie unikać lub się obawiać (zwłaszcza tymczasowości miejsca), a raczej czuć się wzbogaceni duchowo. I wręcz zobligowani do pogłębionego odczytywania historii. Tak np. można traktować książkę Jarosława Skorulskiego Kroniki Księżnej Dino. Zapiski z Zatonia z lat 1840-1861, która bardzo wiele o tej ziemi mówi. W Zatoniu wojnę spędzili moi rodzice. Słuchałem opowieści o pięknym pałacu i jego ostatniej mieszkance. Tego procesu pewnie kiedyś się nie spodziewano. Obecnie stał się faktem. Naszą racją. Chodzi w tym, co się dokonuje, nie tylko o wiedzę faktograficzną, ale o odzyskanie magii ziemi, na której się mieszka, układa się swój los, i tworzy kulturę. Remontuje się kościoły, pałace, czyta dawne teksty, rekonstruuje się historię. Kamieniom, pomnikom przywracane jest archaiczne miejsce.
Tym humanistycznie ważnym zagadnieniom poświęcony został kolejny (VI) tom pt. Lubuski palimpsest, pod redakcją Marty J. Bąkiewicz, który ukazał się w wychodzącej od sześciu lat serii „Historia Literatury Pogranicza”. Wcześniejsze uwzględniały literacką perspektywę lubuską, np. część I autorstwa Małgorzaty Mikołajczak lub część IV autorstwa Andrzeja K. Waśkiewicza. Obecnie rzecz ściślej dotyczy tyleż samo wieloaspektowo rozumianej „lubuskości”, co pograniczności, o której wyznacznikach swego czasu wiele dyskutowano, próbując je skodyfikować. Czym więc jest pogranicze? Myślę, że trudno o realnie pełną definicję. Jego swoistość według Małgorzaty Mikołajczak relatywizuje się, bowiem podlega nieustannym przemianom: „pogranicze sprzed pięciu lat i pogranicze dzisiejsze to dwa odrębne pogranicza”. Nie ma tu miejsca na tradycyjnie rozumianą stałą odrębność form cywilizacyjnych i kulturowych. Mamy do czynienia raczej z mozaiką i dynamiką kontaktów na wielu polach: owym „targowym”, naukowym, społecznym, gospodarczym etc., których realność jest tu nie budzącą zastrzeżeń codziennością dla wszystkich uczestników tej pograniczności. Szkoda, że w mniejszym stopniu dotyczy to sfery literackiej.
Myślę zresztą, że wprowadzenie do problematyki pogranicza, które znajdzie czytelnik w przedmowach do VI tomu (Lubuski palimpsest) – Małgorzaty Mikołajczak i Marty J. Bąkiewicz, warto na początek przeczytać. Generalnie trzeba uznać, że bardzo cenny kierunek badawczy został przyjęty przez Pracownię Badań nad Literaturą Regionalną na Uniwersytecie Zielonogórskim. Ta seria wydawnicza powinna być kontynuowana.
Na zawartość VI tomu składają się teksty eseistyczne kilkunastu polskich autorów z ośrodków naukowych w Polsce, m.in.: Beaty Halickiej, Marty J. Bąkiewicz, Dawida Kotlarka, Izabeli Taraszczuk, Wojciecha Kudyby, Małgorzaty Mikołajczak, oraz autorów niemieckich: Hansa-Jurgena Rehfelda, Hannah Lotte Lunda, Benno Pubanza. Prezentują oni swój punkt widzenia na sprawy pogranicza niejako z drugiej strony Odry. Nie sposób relacjonować dokładnie tych wszystkich esejów poza ich zasygnalizowaniem. Benno Pubanz np. opisuje kartę polsko-niemieckich kontaktów literackich na przykładzie Polsko-Niemieckiego Biura Literackiego, w którego pracach ze strony polskiej mocno uczestniczył Zdzisław Morawski. Szkoda, że jego nazwiska autor nie przywołuje. Jest Morawski autorem pięknego ponadgranicznego poematu-dialogu o Odrze z poetą niemieckim Helmutem Preislerem i zresztą jeszcze innych wierszy z tematem niemieckim. Zaś Wolf Kampmann w poetyckiej narracji, nacechowanej intencjami uniwersalistycznymi: „Rzeka czasu – strumień świadomości ponad granicami”, w tonie refleksyjnego przesłania przedstawia swoje rozterki, pytając, a pytanie jest (i będzie) ciągle aktualne, czy Odra dzisiaj łączy, czy dzieli nas – sąsiadujące kraje.
Zostało podjęte szerokie spektrum tematyczne, ujęte w kategoriach krajobrazowych. Artykuły poświęcone są: złożonej historii regionu, procesowi przyswajania przestrzeni regionalnej, pamięci pomnikowej, krajobrazowi legend Ziemi Torzymskiej, ciągłości przestrzeni sakralnej, roli prasy i pism XIX i XX wieku na styku wielu regionów (w tym „Nadodrza” i „Rocznika Lubuskiego”), nie mogło zabraknąć też omówienia toposu wina i uprawy winorośli, która obecnie dynamicznie wraca na dawne miejsca. Na przykładach twórczości (w prozie) Sergiusza Sterny-Wachowiaka i Czesława Markiewicza omówiony zostaje wątek niemieckich śladów. Ale i poezja lubuska pod tym kątem została dokładnie spenetrowana. Tudzież sięgnięto do tradycji dworku literackiego, które w Cybince i Madlitz były ważnymi miejscami spotkań niemieckich romantyków. Wiele zagadnień zostało poruszonych. Jest tom VI swoistym kompendium wiedzy o sprawach lubuskiego pogranicza w szerokim ujęciu. Rzecz warta pochwały. Książka użyteczna w kulturowym dialogu. Co ważne, rozważania teoretyczne współbrzmią harmonijnie z całością ujęć tematycznych. Na uwagę zasługuje bogata, kilkudziesięciostronicowa bibliografia źródłowa oraz indeks nazwisk. Cóż na koniec. Może taka refleksja, że literatura poza funkcjami duchowymi ma także znaczenie jako dokument, jako świadectwo obecności. Przydatne wielorako, czego nie można bagatelizować. Wypada w polityce kulturalnej właśnie na obszarze lubuskiego pogranicza starać się, aby różne tutejsze władze o tym pamiętały. Wszystko, co tutaj się dokonuje, poniekąd automatycznie przyczynia się do mitologizacji krajobrazu życia i śladów obecności. Myślał o tej powinności bardzo mądrze Zdzisław Dąbek w Żarach (red. „Kroniki Żarskiej”). Taka jest potrzeba, wręcz egzystencjalna, która ma swoją siłę.

Czesław Sobkowiak

Poprawiony (środa, 25 kwietnia 2018 13:02)