Start Recenzje i omówienia Wspomnienia, które przychodzą i odchodzą

Wspomnienia, które przychodzą i odchodzą

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Eugeniusz Paukszta, Spowiedź Lucjana Skobiela, Replika, Zakrzewo 2010, 224 s.

Ta kameralna opowieść to nie tylko bilans życia starego człowieka i studium ojcowskiej miłości, ale także głębokie spojrzenie na trudne relacje polsko-niemieckie. Dzisiaj, po ponad pół wieku od publikacji, aktualność Spowiedzi Lucjana Skobiela Eugeniusza Paukszty jest miłym czytelniczym odkryciem.

Tytułowy bohater powieści Lucjan Skobiel zostaje sam w mieszkaniu swojej córki, która wyjechała z rodziną na krótki urlop. W ciągu kilku wieczornych godzin starszy człowiek oddaje się wspomnieniom ze swojego pracowitego życia. Nie było ono łatwe dla ludzi z jego pokolenia: dwie wojny światowe, kampania 1920 roku, czasy powojenne, w których wszystko trzeba było sobie układać od nowa. W przypadku Lucjana chodziło jeszcze o uporządkowanie spraw rodzinnych, ponieważ żona Lucyna podczas wojny opowiedziała się za Niemcami i wyjechała z ukochaną córką. Po przedwczesnej śmierci żony Lucjan zdecydował, że dziewczynka zamieszka z nim w Polsce. Eugeniusz Paukszta stworzył rzadki w polskiej literaturze obraz ojca samotnie wychowującego dziecko oraz wzruszający portret ojcowskiej miłości, chwilami nieporadnej, ale będącej uczuciem najczystszym z możliwych.
Powieść powstała w 1963 roku, a zatem to był jeszcze czas przed publikacją przełomowego listu biskupów polskich do niemieckich, który zapoczątkował stopniowe ocieplenie i normalizację polsko-niemieckich relacji. Trzeba tu przypomnieć, że odezwa ta nie spotkała się z przychylnością ówczesnych władz, którym na rękę było – z wiadomych względów – utrwalanie wizerunku Niemca-wroga Polski (Ludowej). Spowiedź Lucjana Skobiela, gdzie ważnym wątkiem są prywatne, rodzinne relacje między Niemcami a Polakami, jest próbą zabrania głosu na tematy, o których szeroko wtedy się nie mówiło.
Eugeniusz Paukszta pokazał polsko-niemieckie powiązania nie od strony polityki czy sporu o granicę na Odrze i Nysie. Nie ma tu jadu, nowomowy i oficjalnej propagandy. Jest za to bogata warstwa psychologiczna, pozwalająca poznać motywy życiowych decyzji bohaterów powieści. Postać żony Lucyny jest nie do końca jednoznaczna. Spowiedź Lucjana Skobiela wydaje się daleka od kanonów nurtu tzw. małego realizmu z lat 60. XX wieku, zadowalającego się stereotypowym i raczej powierzchownym portretowaniem rzeczywistości.
Autor książki prowadził podczas wojny działalność konspiracyjną oraz był dowódcą oddziału partyzanckiego. Można doszukać się wielu wątków autobiograficznych w losach Lucjana, w powieści streszczonych następująco:

Ochotnik z 1920 roku, poszedł zwalczać Republikę Rad, zaprzedał się obozowi reakcji. Późniejszy oficer sanacji, wierny jej do samego końca, w czasie okupacji, wygnany przez żonę Niemkę, związał się z górą AK [...], żeby nie pozostało żadnej już wątpliwości – przejście zaś w późniejszym okresie do Armii Ludowej stawia całą tę sprawę pod wielki, dotąd nie wyjaśniony znak zapytania... [s. 146, pisownia oryginalna]

Można oczywiście doszukiwać się symbolicznego przesłania w historii „odzyskanej z rąk niemieckich” Gosi, córki Lucjana, która po kilku latach spędzonych w Niemczech wróciła do Polski. Odbieramy Niemcom to, co nasze – i w ten sposób definiujemy granice naszej ojczyzny. (Przypomnijmy też, że tuż po wojnie „Niemcy” pisano u nas małą literą). Natomiast obecnie, po ponad pół wieku od publikacji powieści, dostrzegamy tutaj bardzo zaskakujące podobieństwo losu Gosi do tego, czego obecnie doświadczają dzieci Polaków – reemigrantów, powracające do polskich szkół (i to wcale nie z wrogich krajów). Wychowane poza krajem, nie zawsze dobrze radzą sobie z językiem polskim, oderwane kulturowo od rówieśników, pod wieloma względami inne, spotykają się w szkole ze stygmatyzacją i dyskryminacją, przejawami nienawiści i nietolerancji. Wtedy, po wojnie, dla polskich dzieci Gosia była Niemrą.
Lucjan z córką pomieszkują w Szczecinku, później przenoszą się do Poznania. Jak niezwykle uderzającą rzeczą jest spojrzenie Eugeniusza Paukszty na to miasto! Tak czytamy w powieści o przedwojennym Poznaniu:

[...] Hallerczykowskie błękitne mundury, Paderewski i Ratajczak symbolami powstania wielkopolskiego, zamiast sybirskich zamieci wóz Drzymały i pacierz wrzesińskich dzieci, cholernie poplątane w tej Polsce, bo na ten cały sentyment nakłada się zaraz imię Dmowskiego, maszerują ulicą spasione facety [...], idą, ale znowu ma któryś wpiętą w klapę odznakę pamiątkową „Sokoła” [...], diabli się nie wyznają w tej arcypolskiej mozaice [s. 58].

Nie można oprzeć się wrażeniu, że wizerunek stolicy Wielkopolski nakreślony w Spowiedzi Lucjana Skobiela jest jakby żywcem wyjęty ze stronic reportażu Marcina Kąckiego Poznań. Miasto grzechu (Wyd. Czarne, 2017). Obu autorom – tyle że Paukszta widział to już ponad pięćdziesiąt lat temu – udało się uchwycić ten szczególny rodzaj fasadowej moralności, która nakazuje odwracać oczy i zamiatać niewygodne rzeczy pod dywan. Obaj dostrzegają, że Poznań był i jest środowiskiem dusznym, mrocznym, pełnym hipokryzji, między innymi na tle obyczajowym i religijnym. Eugeniusz Paukszta:

W cnotliwym mieście musiały istnieć również rejony innego, zakazanego życia. [...] Nietrudno było o właściwy klimacik. Bogobojne niewiasty, zacne mieszczki z kupieckich rodzin przy bliższym poznaniu dziwnie mało zaczynały dbać o swoją cnotę, całą uwagę zwracając na to jedynie, by zachowane zostały wszelkie pozory. Bo co by to dopiero rzekła opinia... [s. 48]

Kto i co kryje się za tą „opinią”? „Pruderyjne mieszczaństwo, purytańsko dostojni kupcy, akademickość oficjalnego stylu urzędowania, [...] zacnie nudny tok codziennego życia, schludność i obawa ekstrawagancji” (s. 48).
Doskonała jest konstrukcja powieści, przywodząca na myśl formę teatralnego monodramu. Lucjan Skobiel oddaje się w samotności wspomnieniom, które przychodzą i odchodzą, wirują w onirycznym tańcu, wydobywając ze studni zapomnienia niepamiętane od dawna szczegóły, słowa, zdarzenia. Starszy człowiek dokonuje życiowego bilansu, dochodzi do ładu z samym sobą, na nowo definiuje relację z córką, co nabiera szczególnego znaczenia w świetle zakończenia książki. Sięgnijmy po Spowiedź Lucjana Skobiela Eugeniusza Paukszty i doceńmy, jak pojemna i bogata to powieść, pozwalająca ujrzeć wiele współczesnych problemów w interesującym świetle.

Joanna Kapica-Curzytek