Start Recenzje i omówienia Konwencjonalna awangarda Katosa

Konwencjonalna awangarda Katosa

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Jacek Katos, Partes Corporis, Animae Fragmenta..., Pro Libris, Zielona Góra 2017, 134 s.

Oświadczam, że jestem przeciwko dada, ponieważ tylko w ten sposób mogę dada popierać.
Walter Arensberg

W Piekarni Cichej Kobiety robi się trochę nerwowo, bo od godziny 19.16 (to nawiązanie do narodzin dadaizmu w 1916 roku), czyli zaplanowanego rozpoczęcia, minęło kilka kwadransów. Każdy zdążył już wypalić trzy papierosy, porozmawiać o pogodzie z przypadkowymi współuczestnikami i... nic. Totalna ignorancja – można by pomyśleć. A tak naprawdę wszystko już dawno się zaczęło. Punktualnie została uruchomiona płyta z interpretacjami tekstów Jacka Katosa Katarzyńskiego, ale o tym dowiedziałam się dużo później, bo tego wieczoru słychać było raczej hałas niż muzykę. Staliśmy się zaangażowani, wytrąceni z obojętności widza i biernej konsumpcji. Przypomniało mi to teatr w teatrze Ludwiga Tiecka – gdzie w prologu Kota w butach – jedna z postaci siedzących na widowni nawołuje publiczność do tupania i wygwizdania sztuki. W performansie Katosa ta rola przypadła sugestywnemu Cezaremu Molendzie (w dalszej części wieczoru aktor stał się prawdziwym, czerwonym dziełem sztuki) z alternatywnego Teatru Terminus a Quo. To właśnie aktorki i aktorzy z nowosolskiego teatru podjęli się zaprezentowania m.in. poezji dźwiękowej, poezji symultanicznej (wiersze odczytywane równolegle), poezji poszarpanej oraz pewnego typu poezji deptanej (nawiązania do akcji grupy „Budowa II”, w której Katos działał w latach 80.). Ważną postacią był też „postdadaistyczny wodzirej urodzinowej stypy” – Ernest Nita, stemplujący każdego z przybyłych gości.

W dalszej części wieczoru robiło się coraz ciekawiej, czas linearny został powstrzymany: duchowy ojciec dadaizmu – Hugo Ball w kubistycznym stroju zaprojektowanym przez Marcela Janco, a wykonanym przez Marcela Duchampa – obecny był niemal w skali 1:1 na ostatnim wieczorze Katosa. W jego roli wystąpił ekscentrycznie ubrany Edward Gramont z teatru TAQ, wypowiadający mantryczne słowa „Zgrudewiszcze Badgaszcze”. Zurych, rok 1916 – faktycznie do tego miejsca i czasu można było się przenieść podczas prezentacji projektu Katosa, na który składały się: płyta (...Części Ciała, Fragmenty Duszy), Art Box Poetica – dadaskalia oraz książka (Partes Corporis, Animae Fragmenta...) prezentująca wiersze dawne i nowe. Pomysł Katosa mógłby mieć walory edukacyjne – bo przecież trudno doświadczyć ruchu artystycznego z pierwszej połowy XX wieku na lekcji języka polskiego przez podręcznik. Nauka przez przeżycie czy tzw. pedagogika przeżyć to dobry kierunek dla szkół. Tylko że dadaizm wydaje się na tyle nieprzyzwoity w swojej kontestacji rzeczywistości, że nie byłoby to w interesie szkoły, aby nim fascynować.
Ważnym elementem spotkania był interesujący komentarz Magdaleny Lachman z Uniwersytetu Łódzkiego. Badaczka napisała także wstęp do książki Katosa, w którym nieco wyjaśniła przejawy awangardowego temperamentu twórcy. Później zaprosiła poetę do krótkiej rozmowy – jednak Katos, najgłębiej partycypujący w wydarzeniu, z trudem wypowiadał się o swojej sztuce (przyjmijmy jednak, że autor jest zwolniony z interpretacji tego, co wytwarza i dajmy mu przywilej „boskiego zapętlenia”). Następnie poeta zaprezentował swoistą skrzynię, którą nazwał Art Box Poetica (A. B. P.) – dadaiskalia. Dostępna jest tylko w sześciu egzemplarzach (zestawy miały różny cel przeznaczenia, zostały określone jako: oficjalne, osobiste i charytatywne). Wśród umieszczonych tam ready mades były np. praca magisterska o pornografii, kolaż, płyta, 13 nr „Dada Rzyje”, udko kurze na płótnie, magnes na lodówkę, trudne do nazwania wycinki oraz mydło z wtopionymi śrubami. Dokładny spis tych rzeczy zainteresowani odnajdą w książce. Niektóre połączenia wydają się nielogiczne, nonsensowne. I dobrze! Z wymienionych „dzieł” to właśnie ostatnie (mydło autorstwa Urszuli Suder) przyciąga uwagę. Przypomina nieco Podarunek (Cadeau) Mana Raya z 1921 roku1. Artysta połączył żelazko i gwoździe i nadał im niespotykaną formę. Przedmiot ten stracił swój utylitarny charakter i zaczął znaczyć inaczej. Mydło traci swoje przeznaczenie, bo śruby – w miarę upływu czasu i ścieralności mydła – poraniłyby ręce lub inne części ciała. Dzięki temu mamy do czynienia z nierozwiązywalnym konfliktem (obiekt-funkcja)2.
Spotkaniu towarzyszyły aktorskie wykonania utworów Katosa (zapamiętałam jedynie fachową interpretację Elżbiety Donimirskiej) oraz minirecital Jadę do Jerozolimy (ŻURAW). Mam wrażenie, że wiersze były na marginesie wszystkiego, co się odbywało. Tak chyba dzieje się z tymi tekstami w ogóle. Niezauważone, niedocenione, pominięte – może tak myśli o nich z uzasadnioną frustracją autor. Wydaje mi się, że są jak zapis partytury – nieczytelne dla kogoś, kto nie słyszy ich w głowie, bo nie zna nut.
Zabrzmi to może paradoksalnie – Katos wydaje się jednym z najbardziej tradycyjnych (konwencjonalnych) poetów lubuskich. Odwołuje się ciągle do awangardy, tworzy wokół siebie atmosferę nowatorstwa i przekraczania granic, a w gruncie rzeczy żadnej z wyimaginowanych granic nie przekracza (powtórka z awangardy to nie awangarda). Jest bardzo konsekwentny w kontynuowaniu dadaistycznych dykcji – jak zauważa Lachman (w 1997 roku wydał tomik Dada rzyje, czyli co było jest i wcale być nie musi, był też autorem artzinu „Dada rzyje”). Jego poezja wielokrotnie ociera się o grafomanię, kicz. Żeby nie być zupełnie gołosłowną, kilka przykładów nieporadnych poetyckich rozwiązań (Katos zebrał wiersze stare i nowe, staram się traktować je całościowo jako jedną opowieść):
1. Nadekspresyjność – objawiająca się wielokropkami („hmm...”) – nawet w tytule tomiku, multiplikacjami znaków interpunkcyjnych („Chroni?!”), bezsensownymi wulgaryzmami (jak w wierszu Yin i Yang).
2. Schematyczność obrazowania, banały („Jestem Twoją ziemią, Ty jesteś moim niebem”).
3. Za dużo serca we wszystkim („Moje serce/ Żongler naiwności”, „serce co kamieniem tarte”, „na wysokość gdzie serce/ być powinno”).
4. Nagromadzenie metafor dopełniaczowych („Kiedy niebo niecierpliwe/ wojną chmur się dławi,/ skrzydła wahaniem rozpostarte/ drżą tylko niepewnie”, „Ja tylko w agonii egoizmu gwiazdeczkami słów/ przystrajam uschnięte choinki zwykłych dni”).
5. Brak konsekwencji – bezzasadność stosowania wielkich i małych liter, interpunkcji.
6. Spiętrzone, puste metafory („mleczne piersi kosmicznego jestestwa karmiące beztroskie dzieci wiatru”).
7. Zbyt duży stopień abstrakcyjności, używanie wielkich słów, brak konkretu.
8. Tam, gdzie ma być intymnie, jest kiczowato (erotyki).
9. Limeryki o tanim zabarwieniu seksualnym .Jest w tej poezji jeden poruszający obraz: „odwiedził mnie trzynastoletni chłopiec z boiskiem w kieszeni”. Nie trzeba tu nic dodawać. Podmiotem większości tych wierszy jest wrażliwy, przerośnięty chłopiec. Krzyczy, ale nikt go nie słyszy. Szyfruje i nikt nie ma ochoty odgadywać znaczeń. Lachman trafnie diagnozuje: „Dadaizm w świetle swojej artzinowej recepcji jawi się bowiem jako potrzeba nie tyle artystyczna czy intelektualna, ile emocjonalna: jest propozycją, z którą być może nie da się i nie chce się dorastać, ale zarazem jest też idiomem, modułem, strategią czy postawą przydatną, gdy programowo nie chcemy, nie potrafimy czy nie możemy się starzeć”3. Nie jestem pewna, w jakim procencie (lub promilu) wiersze Katosa są dadaistyczne; może raczej są programowym sprzeciwem wobec konwenansów.
Jako że jest mi po drodze z eksperymentem, Fluxusem (który przecież inspirował się dada), odbieram bardzo pozytywnie tego typu sztukę partycypacyjną, którą za Claire Bishop można nazwać „sztucznymi piekłami”4. Wbrew ocenie tej poezji, zupełnie ze spokojem pozwalam sobie na ten wewnętrzny rozdźwięk, bo co innego sprawność literacka tych utworów, a co innego ich możliwa do uruchomienia intensywność. Zresztą zasada sprzeczności bliska jest wszystkim dadaistom („Wszystko jest w porządku, a także na odwrót”, pisał Kurt Schwitters). Chodzi w tym przypadku o przeżycie niepokoju i zrównanie czasowych perspektyw – bo czym różni się nasz współczesny niepokój od tego, który odczuwali ludzie otoczeni wojnami na początku XX wieku (podkreślę, że dadaizm narodził się w neutralnej politycznie Szwajcarii)? Dadaizm dawał możliwość wyrażenia sprzeciwu wobec rzeczywistości i cynizmu każdej ze stron konfliktu; poprzez praktykowanie bezsensu artyści próbowali odszukać sens lub stworzyć go na nowo. Gilles Deleuze użył słowa incurver (zakrzywić) na opisanie związku rzeczywistości i sztuki. I to chyba dobre określenie dadaistycznych działań. Czy intensywność takiej sztuki została osłabiona przez Katosa poprzez powtórzenie, zabawę z anachronizmem? A może właśnie odwrotnie – ten przeskok czasowy wywołuje w widzu jeszcze mocniejszą reakcję, jakieś niepokojące déjà vu. Chętnie przy okazji performansu Katosa zbadałabym odczucia widzów w trakcie spotkania oraz po jakimś czasie od niego (może udałoby się zauważyć jakąś zależność między percepcją, odczuwaniem ad hoc i późniejszym rozumieniem). Ale to refleksje spóźnione albo propozycja na kolejny (ostatni) raz Katosa.
Lubuski twórca wrzuca nas w chaos nazw i tytułów (nie wiemy po chwili, co dotyczy książki, płyty, a co A. B. P.) – dajmy mu i tę swobodę. W końcu świat nie jest idealnym odbiciem katalogu w bibliotece. „Ostatnia” książka, „ostatni” wieczór, „ostatni” wywiad w radiu – ostateczne, agonalne określenia oczywiście podkręcają atmosferę – to stary chwyt – ale mam nadzieję, że otwierają także nową perspektywę. Życzę więc zmartwychwstania.


1 D. Elger, Dadaizm, red. U. Grosenick, przeł. J. Wesołowska, Köln 2005, s. 88-89.
2 Tamże.
3 M. Lachman, Artzinowe (re)aktywacje dadaizmu [w druku, tekst udostępniony przez autorkę].
4 C. Bishop, Sztuczne piekła. Sztuka partycypacyjna i polityka widowni, przeł. J. Staniszewski, Warszawa 2015.

Mirosława Szott

Poprawiony (wtorek, 24 kwietnia 2018 12:43)