Start Recenzje i omówienia Kryminały z duszą

Kryminały z duszą

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Elisabeth Herrmann, Wioska morderców, przeł. W. Łygaś, Prószyński Media, Warszawa 2016, 548 s.
Elisabeth Herrmann, Śnieżny wędrowiec, przeł. W. Łygaś, Prószyński Media, Warszawa 2016, 511 s.

Od kilku dni zerkały na mnie książki Elisabeth Herrmann, kusząc intrygującymi okładkami i tytułami wyczuwalnymi dotykowo. „Dlaczego współczesne kryminały są takie opasłe?” – westchnęłam, spoglądając na ponad 500-stronicowe Wioskę morderców i Śnieżnego wędrowca. Przyznaję, że nie przepadam za krwistymi jak befsztyk kryminałami, a na myśl, że krew będzie się lała przez tyle stron, przechodziły mnie ciarki… Tytuł Wioska morderców nie sugerował spokojnej lektury w przeciwieństwie do Śnieżnego wędrowca. A jednak sięgnęłam najpierw właśnie po książkę, w której mała podupadła wieś Wendisch Bruch w Brandenburgii od 20 lat skrywa swoje mroczne tajemnice…

Już pierwszy rozdział tej powieści był przyjemnym zaskoczeniem – spoglądamy na ponurą wieś oczami młodego, niespokojnego psa, który zwietrzył nadchodzące nieszczęście. „Dziewczyna klęknęła i ukryła twarz w sierści psa. – Bruno – szepnęła. Czy takie było jego imię? Pomachał ogonem i polizał jej mokrą od łez twarz. Cały drżał […]. Nie pachniała krwią, tylko mydłem”15. Warto wspomnieć, że ta wrażliwość na uczucia zwierząt i ich prawa pojawia się w dalszych częściach książki, gdzie na przykład dowiadujemy się, jak hoduje się i zagazowuje myszki, szczury i króliki przeznaczone na karmę dla królów zoo – drapieżników… Pisarka podkreśla zresztą, że kocha zwierzęta i traktuję je z głębokim szacunkiem16. Kolejny rozdział przenosi nas do świata zwierząt i zezwierzęcenia – jesteśmy w berlińskim zoo wiele lat później. Makabryczne odkrycie na wybiegu nie tak miłych świnek pekari, które pałaszują część ludzkiego ciała, szokuje najpierw wystraszone przedszkolaki i gapiów, a potem opinię publiczną, sprowadzając do ogrodu zoologicznego cały sztab policji i dziennikarzy. Zupełnie przypadkiem na pierwszą linię ognia trafia policjantka patrolująca ulice Sanela Beara, która, wiedziona wrodzoną ciekawością, a także niezwykłą intuicją, wtrąca swój mały nos w nieswoje śledztwo i zapoznaje się z pracownicą zoo, Charlie Rubie, oskarżoną później o wyrafinowaną i okrutną zbrodnię.
Muszę przyznać, że główna bohaterka, krewka Chorwatka o niskim wzroście i wysokich ambicjach, od razu przypadła mi do gustu. Polubiłam też wysportowanego i zarozumiałego inspektora Lutza Gehringa, typa macho chodzącego w dopasowanych spodniach, który tylko w chwilach słabości przyznaje racje swojej pyskatej podwładnej. Okazuje się bowiem, że zdziwaczała, a nawet zdziczała Charlie Rubi, która przyznaje się do zbrodni, może nie być jej sprawcą, a wszystkie tropy wiodą do prawie wymarłej wioski Wendisch Bruch… Na potrzeby wydania opinii o poczytalności Rubi pisarka tworzy kolejne wyraziste postaci: doświadczonego psychologa, profesora Gabriela Brocka oraz jego pomocnika, przystojnego, lecz nieporadnego Jeremego Saalera, który ma problemy z własnym życiem uczuciowym i relacjami. Dobrym zabiegiem jest postawienie na jego drodze życiowej Cary Spoornitz, naturalnej blondynki o jędrnym ciele, która musi dostarczyć kluczowych informacji dla śledztwa i oceny Charlie. Autorka umiejętnie i barwnie opisuje wygląd i zachowanie swoich bohaterów – widać, że kreowanie postaci sprawia jej przyjemność: „[Cara] przyciemniła brwi, a wargi pociągnęła czerwoną matową szminką. Wyglądało to sztucznie, ale pasowało do jej typu urody. Na pewno należała do tych kobiet, za którymi mężczyźni oglądają się na ulicy […]. Jej sposób chodzenia przypominał mu ruchy baletnicy. Poruszała się płynnie, elegancko”17.
Najważniejsze dla Elisabeth Herrmann wydaje się jednak badanie zakamarków ludzkiej duszy i dochodzenie do motywów ich działań, nawet tych najokrutniejszych. W książce wyczuwa się zrozumienie i empatię dla bohaterów, a linia podziału na kata i ofiarę nie jest tak wyraźna. Poznajemy wszystkie okoliczności popełnianych zbrodni i sami możemy ocenić zachowanie bohaterów. Autorce zdecydowanie bliżej do Jamesa Pattersona, cenionego za psychologiczne portrety postaci, niż do Stephena Kinga i jego zimnych psychopatów. Co do krwistości tego kryminału, autorka na szczęście nie epatuje przemocą i nie przelewa zbyt dużo krwi. Sprawnie buduje napięcie i czasami sprytnie zwodzi czytelnika, wywołując uśmiech: „Walburga uderzyła tak mocno, że czerwona ciecz rozprysnęła się na blacie zlewozmywaka. W końcu odłożyła młotek i jakimś narzędziem o staroświeckim wyglądzie próbowała otworzyć puszkę”18. Książkę czyta się szybko, strony same się przewracają, a przyjemności w lekturze dodaje pora roku, w której osadzona została akcja – środek lata.
Muszę wyznać, że jako pisarka (wprawdzie nie literatury kryminalnej, lecz książek dla dzieci i wierszy), z pewną pasją, a pewnie i obsesją na punkcie języka, przyglądałam się z powagą słowom i słówkom tej powieści, pełnym zapachów lata i przelotnych przyjemności, podkreślając sobie to i owo, przysmak na podniebieniu: „Był odurzający, przemożny i zbyt rzeczywisty, żeby był prawdziwy. Ale tak właśnie pachniały truskawki w kuchni jej matki, gdy robiła z nich dżemy i kompoty […]. Beara zebrała garść przejrzałych, ciemnofioletowych śliwek i weszła na szczyt wzniesienia. Usiadła w trawie i ugryzła pierwszy owoc. Był słodki i ciepły od słońca”19. Powracając do fabuły, powinnam nadmienić, że pod koniec książki niektóre wydarzenia wydają się trochę nieprawdopodobne (a może jak w złym śnie) i trudno zrozumieć, dlaczego bohaterom nie udaje się uciec przed szaloną osobą. Te poszarpane sceny są być może potrzebne do tego, co autorka obmyśliła na końcu – mrożących w żyłach chwil, które na długo się pamięta i grand final – wytłumaczeniu tego całego koszmaru. Poruszająca historia kobiecych dramatów zapadła mi w pamięć i żałowałam, że muszę rozstać się z Sanelą Bearą i Lutzem Gerhingiem. Warto dodać, że książka znalazła się na liście bestsellerów w całej Europie, a w Polsce nominowana była do nagrody portalu Lubimy czytać.
Kiedy wzięłam do ręki Śnieżnego wędrowca, z radością odkryłam, że to druga część cyklu o Saneli Bearze i Lutzu Gerhingu. Ich złożona relacja wprowadza emocjonalne napięcie potrzebne w każdej dobrej książce – impulsywni i przekonani o swojej racji działają na siebie często jak płachta na byka, odpychają się, ale i przyciągają i – co najważniejsze – są sobie potrzebni. Od razu nadmienię, że liczyłam na pełniejsze rozwinięcie ich relacji (apetyt rośnie w miarę lektury), ale zapewne stanie się to w kolejnej części cyklu.
Tym razem Sanela Beara zaczyna zajmować się sprawą zaginionego i prawdopodobnie zamordowanego chorwackiego chłopca na prośbę samego Gerhinga, który potrzebuje tłumaczki, żeby nawiązać lepsze relacje z rodziną Darija. Sanela od razu orientuje się, że tak naprawdę, dumny i porywczy inspektor potrzebuje jej pomocy w śledztwie. Miotają nią sprzeczne uczucia, ale postanawia zaangażować się w poszukiwanie zabójcy Darija. I jak to Sanela wymyśla własne, kontrowersyjne sposoby dotarcia do prawdy – zmienia kolor włosów na wściekły blond i zatrudnia się jako pomoc domowa w bogatej rodzinie Reinartzów, u których pracowała matka chłopca. Nie wszystko złoto, co się świeci – berlińska rodzina krezusów odsłania swoje mroczne oblicze, przeciwstawione przyjaznym i ciepłym relacjom w chorwackiej diasporze.
Śnieżny wędrowiec to wciągająca i nastrojowa książka – w kontraście do rozpalonego lata Wioski morderców – osadzona jest w środku śnieżnej zimy. Opisy zastygłej przyrody i ludzi chroniących się przed obezwładniającym jak rozpacz chłodem są poetyckie i melancholijne, umiejętnie zestawione z rozpalonymi emocjami pełnymi namiętności i nienawiści. Ośnieżone słowa są na tyle sugestywne, że schroniłam się pod kołdrą, aby kontynuować lekturę, sięgając po kubek gorącej herbaty z imbirem i miodem, a „popołudnie skryło się za szarymi chmurami przyniesionymi przez nadciągający niż”20. Książka porywa w zimową podróż już od pierwszej strony: „mróz obejmował miasto żelaznym uściskiem […] Nadkomisarz policji kryminalnej Lutz Gehring już kilka razy się poślizgnął. Uchwycił się dachu samochodu, aby go obejść i znaleźć się po drugiej stronie, przy drzwiach kierowcy […] Było tak zimno, że kluczyki od samochodu wypadły mu ze zgrabiałych palców”21. W czasie zimowej wędrówki stykamy się, tak jak w Wiosce morderców z okrutnym losem zwierząt – czy to wilk, czy królik. Autorka dostarcza nam również bardzo dokładnych opisów znalezionych przedmiotów, robi to z rzetelnością reporterki i dokumentalistki z ponad 25-letnim doświadczeniem zawodowym – praca w dziennikarstwie nauczyła ją, że „opieranie się na dowodach jest najważniejsze. Najpierw fakty, potem fikcja”22.
Mocną stroną powieści Elisabeth Herrmann są postaci drugoplanowe, na tyle charakterystyczne i szczegółowo opisane, że można się do nich przywiązać i oczekiwać na ich powrót. Jest pośród nich na pewno nieporadna Gerlinde Schwab, policjantka, która prowadzi akta spraw i która jest często, z racji swojej hipochondryczności i wyglądu hipopotama, pośmiewiskiem kolegów i koleżanek. A jednak to właśnie na tej pracowitej i lojalnej osobie Gerhing może śmiało polegać. Istotne jest również to, że wzajemne relacje bohaterów tego kryminału i motywy ich działania są, tak jak w życiu, złożone. Podobnie jak w Wiosce morderców, nie będzie tak łatwo pokazać winowajcę palcem – winy mnożą się, a w kręgu przemocy i nienawiści nie ma zbyt wielu „świętych”. Jednak muszę przyznać, że przy spotkaniach Saneli z przystojnym Darko Tudorem, który pracuje w leśnej stacji badawczej zajmującej się życiem wilków, nabrałam wątpliwości, czy prawdziwa policjantka posunęłaby się tak daleko… Ale wiemy o sobie tyle, ile nas nauczono, a życie to wędrówka w nieznane. Podróż ze Śnieżnym wędrowcem była dla mnie ciekawsza niż poruszanie się po Wiosce morderców – może z powodu nastrojowej zimowej aury, a może poprzez poruszający dramat małego chłopca, bliski sercu każdego rodzica. Moja recenzja dobiega powoli końca, tak jak zima w Śnieżnym wędrowcu, więc dodam tylko, że obie książki Elisabeth Herrmann to wciągająca literatura kryminalna dla wrażliwych dusz.


15 E. Herrmann, Wioska morderców, przeł. W. Łygaś, Warszawa, 2016, s. 13-14.
16 Wywiad z Elisabeth Herrmann. Dostęp: http://ksiazki.onet.pl/wywiad-z-elisabeth-herrmann-autorka-ksiazki-wioska-mordercow/ffh2en [odczyt: 20 września 2017].
17 E. Herrmann, Wioska..., s. 161.
18 Tamże, s. 302.
19 Tamże, s. 244.
20 E. Herrmann, Śnieżny wędrowiec, przeł. W. Łygaś, Warszawa 2016, s. 254.
21 Tamże, s. 1.
22 Wywiad z Elisabeth Herrmann...

Agnieszka Ginko-Humphries

 

Poprawiony (wtorek, 02 stycznia 2018 14:49)