Start Recenzje i omówienia To jedno – biograficzno-poetycka opowieść o Dorze Maar

To jedno – biograficzno-poetycka opowieść o Dorze Maar

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Elżbieta Musiał, To jedno, Wyd. ARK Media, Warszawa 2016, s. 58.

Artysta, dodajmy do tego wielki artysta, jeśli nie rzec: artystyczny geniusz, wizjoner, kreator sztuki, to osobowość z pewnością niełatwa nie tylko w obcowaniu czysto ludzkim, na niwie towarzyskiej czy twórczej, a co dopiero w układzie osobistym, intymnym, uczuciowym. A jeśli w takim związku pojawi się partnerka o równie silnej osobowości, mocnej konstrukcji psychicznej, o mentalności artystycznej, to czy taki układ damsko-męski ma szanse na udany związek, ba w ogóle na dłuższe choćby przetrwanie?… Toksyczny układ niszczy wszystko w zastraszającym tempie – miłość, przyjaźń, intymny kontakt, partnerski układ, wspólną przeszłość, stworzone dzieła, jednakowe patrzenie na sztukę…
A taki właśnie związek tworzyli Pablo Picasso i Dora Maar (właśc. Henriette Theodora Markovic), wybitny malarz hiszpański i modelka, fotograficzka i również surrealistyczna artystka, z pochodzenia Chorwatka, która wychowała się w Argentynie, gdzie biegle opanowała hiszpański. Poznali się w jednej z paryskich kawiarni, gdzie spotykała się światowa cyganeria. On miał wówczas 54 lata, ona 28, jego okrzyknięto już geniuszem, ona dopiero wchodziła w świat artystyczny. Przykuła uwagę Picassa czarnymi rękawiczkami haftowanymi w róże, kiedy bawiła się nożem, wbijając go między palce, aż do zranienia.

Paryska zima 1936 roku. Śnieg nie mógł padać.
To by dopiero
była sceneria: nieskazitelność bieli, czarne
rękawiczki
w czerwone róże i skrwawiona kropla. Żywa
inspiracja.
[…]
Podszedł i poprosił o splamiona rękawiczkę. Tę
jedną.
I nic więcej.
Od krwi zaczynał, od pulsu, od wnętrza. Reszta
ciała przyszła potem.

Podobny temperament, przyjaźń, duchowość, zrozumienie na niwie artystycznej jeszcze mocniej połączyły parę kochanków; on zwykł mawiać o niej, że może z nią „rozmawiać jak z mężczyzną”, ona, że po „Picassie tylko Bóg”. Jednak taki związek spala się szybciej niż zwyczajny, płonie żarliwiej i gaśnie tak szybko, jak nagle się rozpalił. Po dziewięciu latach nadszedł czas rozstania i zburzenia tego, co tak pieczołowicie budowała.

Tak, wiem, jak to jest. Oszukiwać siebie, bo
może zostanie
przy nas, co odchodzi. […]
Zanim schowałaś się za horyzont, już byłaś dla
niego
przeźroczysta, jak jedna z warstw w grafice, ale
ta z przewagą
powietrza. Istniałaś z każdym oddechem mniej
[…]
Miałaś tyle czasu na zastanowienie, więc wiesz,
że albo
kochał za bardzo, albo w ogóle nie umiał.
Dlatego miłość unieśmiertelniał.

Właściwie wszystkie związki Picassa z kobietami okazywały się nietrwałe, nieszczęśliwe, nieudane. Jeśli kobieta podporządkuje się artyście, przestaje być dla niego partnerem, przestaje być też muzą, kochanką, obiektem westchnień, uniesienia i pożądania. Załamanie nerwowe, choroba psychiatryczna, leczenie elektrowstrząsami, szpital, unicestwienie... Tak odchodziły kobiety Picassa, tak odeszła też Dora Maar. Dwie kochanki artysty popełniły samobójstwa po jego śmierci, inne dwie popadły w obłęd. Dora choć odtrącona, samotna, pozostała wierna swojemu mistrzowi. Jej miejsce zajęła inna kobieta, tym razem o czterdzieści lat młodsza od Picassa. Po niej
była jeszcze jedna, w sumie siedem muz w życiu genialnego twórcy.
I mimo iż niektóre z kobiet Picassa były w swojej epoce dobrze znane socjecie artystycznej Paryża, były modelkami lub tancerkami, pozowały do obrazów innych malarzy, dwie były artystkami, wszystkie zaś portretowane były przez Picassa, to jednak tylko Dora Maar zyskała rozgłos w świecie sztuki, była bowiem zaliczana do wybitnych twórców surrealizmu. Ona też towarzyszyła swojemu mistrzowi w okresie jego malarskiego apogeum, kiedy tworzył słynną, monumentalną Guernikę, którą pomagała mu malować, dokumentowała zapisami fotograficznymi warsztat jego pracy (wykonała 1800 fotosów), była intelektualistą i godnym niego partnerem w żywiołowych dyskusjach o sztuce. W jej życiu więcej było cierpień niż radości, a w związku z Picassem więcej łez niż uśmiechów, choć przy mistrzu ich nie okazywała, to właśnie ją w 1937 r. uwiecznił Picasso na swoich typowo kubistycznych obrazach Płacząca kobieta i Portret Dory Maar, na którym artystka uśmiecha się tajemniczo. Picasso dzielił swoje kobiety na „wycieraczki” i „boginie”, jej od razu przyznał to miano i oddał artystyczny hołd.

Patrzcie, jak dla mnie płacze. Niekończąca się
sekwencja
W dziele tego, który był już więcej niż Bóg. A to
płakały
Obrazy. […]
Każdy
ma swoją Guernikę. Przynajmniej jesteś
monumentem,
który rozpacza. […]
Mogłaś bezkarnie zmieniać proporcje. Już nie
jeden do siedmiu
w dziele Picassa, przy założeniu, że muz było
siedem. Przy
tobie płonęła Guernika.

Dora Maar ukończyła Akademię Julian – prywatną szkołę malarską w Paryżu, do której mogły uczęszczać kobiety, zajmowała się malarstwem, ale stała się artystką obiektywu. Poprzez cykle fotograficzne utrwaliła wygląd zaułków i życia nędzarzy, starców i kalek z ubogich dzielnic i przedmieść Madrytu i Paryża. Eksperymentowała ze światłocieniem, negatywami, fotomontażem, zdjęciowym kolażem, wykonywała też odważne akty. Uwieczniła na swoich kliszach znanych artystów, aktorów i malarzy, m.in. Leonor Fini. Dziś tworzą one nieocenioną dokumentację jej epoki, świadectwo czasu lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Przez samych nadrealistów uważana była za mistrza fotografii, a krytycy tego kierunku zaliczali ją do ścisłego grona najwybitniejszych jego przedstawicieli.

Inne wolały odejść na wieczność. Maria Teresa,
Jacqueline.
To cena za wolność. Lub do swoich obrazów
jak Gilot.
Tylko ty jedna, a ty do końca. Zadziwiająca
wierność. […]
Mój Boże, ty, muza totalna, z natury skłonna
do wyuzdanej
nagości i rozmodlenie. Co za obrazek? […]
Twoje nienarodzone dziecko zastąpiłaś nim. A gdy
przyjdzie
cierpieć, to cierpieć dla niego. Pęczniał, rósł jak
balon
nad twoją głową. Monstrualny z jednym jądrem
i zasłaniał całe
niebo. […]
Po Picassie tylko Bóg. I znów
samospełniająca się
przepowiednia.

Po rozstaniu z malarskim geniuszem Dora Maar leczyła się psychiatrycznie m.in. u jednego z psychoanalityków Jacquesa Lacana, duchowego przywódcy nowego ruchu artystycznego, który zasłynął słynną parafrazą „Myślę tam, gdzie nie jestem, zatem jestem tam, gdzie nie myślę”. Jej losy przypominały tragiczny romans i życie francuskiej rzeźbiarki Camille Claudel. Najpierw dla swojego mistrza zarzuciła fotografię, twierdząc: albo sztuka, albo Picasso, potem zatraciła dla niego całą siebie, swoje życie, wszystko... Rozstając się z narcystycznym malarzem, ponoć zarzuciła mu, że nigdy nikogo nie kochał i nigdy nie poznał smaku miłości.

Świat się rozpadał. Do woli można go było
składać na obrazach.
Chroniczne źródło inspiracji podobne naturze.
[…]
Znów skonstruował obraz. Doro, tym razem
umieścił cię za
kratami. Co prawda, kraty potem zamalował,
ale to nie zwróciło
ci wolności.

Kiedy zaczęła popadać w obłęd, tracić pamięć, nazywała siebie Królową Tybetu. Stwierdzono u niej manię prześladowczą, schizofrenię, paranoję i delirium tremens. Po opuszczeniu szpitala nie była już sobą. Żyła samotnie, opuszczona i zapomniana. Tak upłynęło jej kolejnych 50 lat. Przeszła na katolicyzm, stała się dewotką, dziwaczała coraz bardziej, gromadząc tylko pamiątki po swoim kochanku. Zmarła w 1997 r. w Paryżu, mając 89 lat.
Na obrazach genialny twórca kubizmu zazwyczaj malował ją całą we łzach, a kiedy obrazy z jej podobizną zaczęły osiągać astronomiczne kwoty, Dora Maar stwierdziła, że „jej łzy sprzedają się lepiej niż diamenty”. Jej portret Dora Maar z kotem namalowany przez Picassa siedem lat później sprzedany został na aukcji za ponad 95 milionów dolarów! Był to wówczas piąty na świecie najdrożej sprzedany obraz.
Poemat Elżbiety Musiał To jedno poświęcony wrażliwej, delikatnej kobiecie-intelektualistce, fenomenalnej fotografce i natchnionej muzie artystów, czyta się jednym tchem, co w przypadku kontemplowania kreacji świata poetyckiego zdarza się rzadko. Jednak odpowiednie operowanie słowem, nastrojem, emocjami przy doskonałym warsztacie pisarskim i świetnie opanowanej sztuce empatii oraz drobiazgowo przeprowadzonej psychologiczno-duchowej wiwisekcji bohaterów lirycznych sprawia, że najnowszy tomik Musiał przeżywa się głęboko i zapada on w pamięć na długo, jak pogmatwane, toksyczne życie kochanków artystycznej bohemy, które autorka skrupulatnie opisuje.

Robert Rudiak