Start Recenzje i omówienia Powrót redaktora Sokoła

Powrót redaktora Sokoła

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Krzysztof Koziołek, Operacja Aksamit, Manufaktura Tekstów, Nowa Sól 2016, 246 s.

Jedenastą książkę Krzysztofa Koziołka (jest także autorem opowieści historycznych i dla turystów) przeczytałem pod koniec 2016 r. Długo zbierałem się do wyrażenia tego, co dopiero teraz napisałem o książce autora rodem z Zielonej Góry z nowosolskim adresem. Nie mam wątpliwości, że K. Koziołek jest najpracowitszym współczesnym prozaikiem w środkowo- zachodniej Polsce. Jesienią 2016 r. wydawnictwo Manufaktura Tekstów wypuściło jego powieść Operacja Aksamit, u progu wiosny – Będę cię szukał aż cię odnajdę, a rok wcześniej nominowaną do Kryminalnej Piły i Lubuskiego Wawrzynu Literackiego powieść retro Furia rodzi się w Sławie. Niedawno dotarła do moich rąk jego kryminalna opowieść Tam, gdzie czai się wiatr, napisana przy udziale Macieja Ratajczaka, znawcy przeszłości ziemi przemęckiej na pograniczu wielkopolsko-lubuskim. K. Koziołek, absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, ma dopiero 39 lat. Jako powieściopisarz pokazał się w 2007 r. I już jego nazwisko figuruje na dwunastu książkach literackich.

W Operacji Aksamit K. Koziołek wraca do bohatera ze swoich wcześniejszych powieści. Odnoszę wrażenie, że robi to troszkę tak, jakby ignorował czytelników. Przypomina bowiem zdawkowo niektóre zdarzenia z życia redaktora Andrzeja Sokoła, a czytelnicy chcieliby czegoś więcej o nich się dowiedzieć. Mam na myśli nowych czytelników, bo starszych, mimo że z wiekiem pamięć zaczyna szwankować (dużo mógłbym o tym napisać), ten problem szeroko nie dotyczy. Ale pewnie tak już jest, gdy pisarz żyje wśród tych samych bohaterów i razem z nimi próbuje naprawiać świat. Zresztą nie tylko nowosolski/zielonogórski redaktor Sokół wraca na stronach Operacji Aksamit. Wraca także Sara Bednarz, nie w ciemię bita agentka instytucji mającej dbać o bezpieczeństwo państwa i obywateli, która ostatnio, kiedy to piszę, nazywa się ABW. Agentka mieszka we Wrocławiu, dziennikarz żyje w Zielonej Górze. Dzieli ich geograficzna odległość. Łączy coś, co da się nazwać miłością i nadzieją na wspólne życie. Łączą także bardzo ważne sprawy dotyczące Rzeczypospolitej. Nie zdradzę za wiele, jeśli napiszę, że akcja powieści zaczyna się w zrujnowanej fabryce w Nowej Soli (wypisz, wymaluj niedawno rozebrana Odra przy drodze na Wrocław, ale to mój domysł), gdzie dziennikarz odwiedza kanciapę pewnego biedaczyny. Może lepiej powiedzieć, że interesuje się mężczyzną, który zmarł z powodu przepicia. To, że zmarł z powodu przepicia, staje się podejrzane, bo ów mężczyzna przestał pić. Red. Sokół nie wierzy, że alkoholik zawsze będzie alkoholikiem, dlatego coraz bardziej daje się wciągnąć w wyjaśnienie tej śmierci. Akcja powieści przenosi się do innych miast, także do Warszawy, gdzie politycy z rządzącej ekstraligi, przy ośmiorniczkach popijanych wykwintną brandy, w pewnej restauracji rozmawiają o ciemnych interesach. Ma się rozumieć, że nie ma w nich mowy o korzyściach dla państwa. Co ciekawe i ważne w powieści K. Koziołka: agentka i dziennikarz są niemal osamotnieni. Ktoś tam bierze ich stronę, niby się stara, ale oni liczyli na więcej w walce z mafią na najwyższym, czyli rządowym szczeblu.
Coś podobnego wydarzyło się w polskiej rzeczywistości latem 2015 r. Wygląda na to, że K. Koziołek dokładnie przeanalizował rozmowy gości warszawskiej restauracji Sowa i Przyjaciele. A może nie? Może nos dziennikarski dużo wcześniej podpowiedział mu, do czego są zdolni politycy za długo zajmujący rządowe pokoje? Autor przecież jest magistrem politologii. Jeśli tak było, jako to przedstawił K. Koziołek w Operacji Aksamit, to powinien on awansować na głównego szefa ABW lub CBŚP. Śmieję się i źle mu życzę? W pierwszej sprawie – nie zaprzeczam, w drugiej – życzę mu tylko dobrze.
K. Koziołek nieźle opanował żargon urzędniczy, jakim posługują się organizatorzy operacji Aksamit. Momentami ma on coś, tzn. żargon, z prześmiewczego języka kabaretu. Momentami jest groźny, ale tylko momentami, bo dość szybko czytelnik nabiera wstrętu do polityków i zaczyna ich mieć powyżej uszu. Szczególnie złotoustych ministrów i totumfackich ich doradców.
K. Koziołek napisał powieść sensacyjną. Polityczną. Niemal zbeletryzowany reportaż. Operację Aksamit dałoby się zakwalifikować i do groteski, gdyby nie to, że przedstawione w powieści zdarzenia fikcyjne mogły być prawdziwe. Ale to już inna sprawa. Zadanie do odrobienia przez aktualnie rządzących i rozliczających swoich poprzedników.

 

Alfred Siatecki

Poprawiony (wtorek, 02 stycznia 2018 10:13)