Nowy świat

Gdy spoglądam przez okno, widzę niewzruszony porządek świata. Wiatr strąca liście z drzew, wiewiórki krzątają się pod krzewem leszczyny, woda w rzece nieustannie płynie. Ten ład napawa mnie spokojem, pozwala myślom zwolnić bieg, daje poczucie wolności, bo przecież po drugiej stronie ulicy wszystko mknie do przodu tak szybko, że pozbawia mnie nadziei, iż zdołam cokolwiek pochwycić w tym szalonym biegu. Po drugiej stronie ulicy tracę wolność. Oto przyczyna, z powodu której jakikolwiek temat moich rozważań umyka, nim go zdążę zatrzymać w moim umyśle, przeanalizować, ubrać w słowa i zapisać. Często bowiem okazuje się, że ów proces, zbyt długi, powoduje przedawnienie analizowanego zagadnienia. Jednak, ku pocieszeniu, wciąż istnieją sprawy uniwersalne, które skutecznie opierają się pędowi. Dzięki temu wciąż mogę pisać, nie tracąc poczucia aktualności.
Każdy człowiek rodzi się wolny. Podobno. Czymże jednak jest owa wolność, ten stan ducha, powodujący, że człowiek może oddychać pełną piersią, nie odczuwając przy tym bólu lub lęku? Czy żyjąc w cywilizowanym świecie, nie wyrzekamy się dobrowolnie wolności, by móc korzystać z dobrodziejstw, które oferuje nam współczesny świat, nowy świat? Czy w ogóle możliwe jest bycie wolnym, gdy żyje się w zorganizowanym społeczeństwie według zasad określonych bądź co bądź przez grupę ludzi? No i wreszcie – jak pogodzić uczucie wolności z nieustającym pragnieniem posiadania?
Aldous Huxley, pisarz wizjoner, przewidział skutki ciągłego udoskonalania ludzkiego życia pod pretekstem uczynienia ludzi permanentnie szczęśliwymi. W książce Nowy wspaniały świat roztacza przed nami wizję społeczności doskonałej, społeczności uporządkowanej biologicznie, w której nauka triumfuje, a człowiek w chwilach słabości zażywa somę – cudowny lek na wszelkie dolegliwości. Jakże to bliskie współczesnemu człowiekowi. Moja koleżanka ma w swojej torebce, oprócz lusterka i pomadki, pigułki chyba na wszystko: na zwalczanie stresu, na odporność, na zaparcia, na zmniejszenie apetytu, na wzmocnienie włosów i paznokci, na jędrność pośladków, na spokojny sen... Po całkowitej prezentacji tych specyfików byłam przekonana, że na zakończenie położy przede mną pigułkę na wieczne życie. Cóż, powiedziałabym, że jest ofiarą trzeciej wojny światowej, której strategię opracowują psycholodzy, ale przecież przywykliśmy do tego, że na wojnie przelewa się krew. Być może dlatego nie dostrzegamy tej wojny. David Lagercrantz pisał, że pierwsza wojna była wojną chemików, druga – fizyków, według mnie trzecia należy do psychologów. Oczywiście świat nauki oburzy się na taki wniosek. Niepotrzebnie, nie mam nic przeciwko nauce. Obawiam się jedynie tej nielicznej grupy ludzi, którzy osiągnięciami nauki zwykli karmić chorobliwe idee zamieszkujące ich umysły. Oto jak powstaje nowy świat – na skutek monstrualnej manipulacji świadomością jednostek. Manipulacji tak głębokiej, że w jej efekcie człowiek traci swoją indywidualność, swoją osobowość. To jest znamię naszych czasów – ujednolicanie, ścieranie wszystkiego na proch. Nie dostrzegamy jednak tego, że jedyne, co ścieramy, to realny obraz świata. W efekcie my sami, będąc przecież integralną częścią tego świata, przestajemy doświadczać życia realnie, zatapiając się w iluzji tudzież w substytucie realności, którą stanowi świat wirtualny.
Jakie bogactwa oferuje ludzkości ten nowy świat, dla którego świadomie lub nieświadomie rezygnujemy z wolności? Wygoda, o tak, człowiek szybko przyzwyczaja się do wszelkich wygód. Dziś wszystko załatwisz, korzystając z Internetu, bez wychodzenia z domu. Nowy świat urządza twoje życie tak, by stało się możliwie najbardziej wygodne. Nowy świat oferuje ci złudne poczucie, że za pomocą kilku urządzeń panujesz nad resztą świata. Oto prawdziwie szatańska sztuczka: im więcej zagarniasz, tym zagarniasz mniej i tym mniej jest w tym procesie ciebie samego. Wprawdzie masz poczucie, że opanowujesz coraz więcej, ale nie dostrzegasz, że stajesz się panem jedynie własnych konstrukcji. Realność ci umyka. Stajesz się panem stworzonych przez siebie idei, lecz jednocześnie redukujesz swoją istotę do tych idei. Nabierasz coraz większego tempa, bo fizycznie nie odczuwasz zmęczenia. Biedna ludzkość, jak pisał Henry Miller: „im bardziej szalone tempo, tym uboższy duch”. Niestety wraz z rozwojem cywilizacji wygasa w nas życie duchowe, a wraz z nim tracimy wolność, która jest konieczna do ujawniania osobowości. Wolność to świadoma konieczność wyboru. Jednak nowy świat próbuje nam wmówić, że konieczność wybierania jest narzuconą nam formą przemocy wobec przyrodzonego nam prawa posiadania czego tylko zapragniemy. Erich M. Remarque pisał: „dopiero jeśli się nie chce posiadać, posiada się w całości”. Któż by nie chciał?
Innym zagrożeniem dla naszej wolności są wszelkie próby nadmiernego uporządkowania życia społeczeństw. Nadmiar ładu jest równie niebezpieczny jak jego zupełny brak. Totalne urządzanie wszelkich dziedzin życia także jest unicestwieniem realności. Claude Levi-Strauss pisał w Smutku tropików o tym, że „ludzkość ograniczyła się do monokultury i przygotowuje się do produkowania cywilizacji masowej jak buraki”. Czyż nie jesteśmy świadkami tego procesu? Bylibyśmy, gdybyśmy wyszli do drugiego człowieka zza monitora komputera czy tabletu. Paradoksalnie wciąż mamy wybór; możemy siedzieć bezpiecznie w zaciszu domowym, nurzając się w wirtualnym świecie, możemy powrócić do prawdziwego, realnego życia. Tyle tylko, że w tym drugim przypadku najprawdopodobniej zostaniemy potępieni przez arbitralne prawo społeczne, prawo, które przecież nie jest oparte na żadnym prawie natury.
Dlatego, gdy przechodzę na drugą stronę ulicy, uświadamiam sobie, że wszystko to, co mnie otacza, ta wysoce rozwinięta cywilizacja, żyje jednym globalnym życiem. Rozglądam się wokół i czuję się przytłoczona. To, co mnie przytłacza, to nie nieskończona różnorodność wszelkich form życia, lecz jedna istota monstrualnych rozmiarów – nowy świat.

 

Renata Diaków