Mistrzyni słowa

Pochłonięta stukaniem w klawiaturę komputera prawie nie zauważałam przechodzących obok ludzi.
Niektórzy się zatrzymywali, zaciekawieni tym, co wyświetlało się na dużym ekranie, zainstalowanym nad moim miejscem pracy.
– Eee, to jakaś reklama jest.
– Scenę rozłożyli, kable, zaraz koncert tu będzie.
– Chyba nie, bo jakaś laska tu siedzi i pisze.
– Laptopy reklamuje.
W tle słychać muzykę z głośników i płacz dzieci. Przyciszony szelest, jaki zawsze słychać, kiedy obok przechodzą ludzie. Urywki rozmów, śmiech i podniesione głosy. Typowe sobotnie przedpołudnie w centrum handlowym. Z czasem coraz więcej ludzi i rosnący gwar.
Muszę się skupić i zająć pisaniem opowiadania. Mam w umowie stronę na godzinę, docelowo osiem stron znormalizowanego maszynopisu. Jest na razie pierwsza strona, nawet jestem zadowolona, ale robię sobie przerwę, żeby się zastanowić, co dalej. Łyk kawy, już przestygłej. Marzę o tym, żeby choć na chwilę wstać z krzesła i pochodzić. Pisząc u siebie w domu, zawsze można podejść do okna, wyjść do kuchni, wyjąć coś z lodówki albo wziąć coś do picia. Kiedy pisanie nie idzie, można zrobić pranie, chwycić za odkurzacz albo uporządkować książki na półkach. Albo odpowiedzieć na przedawnione maile.
Ale jestem tutaj i nie ma łażenia, mam siedzieć i pisać. Na przerwę jeszcze za wcześnie. Mogę najwyżej pozaglądać do słowników. Przyniosłam ze sobą papierowe, tylko takie lubię. Dotyk książki i szelest kartek jest obiecujący – może za chwilę wymyślę, co napisać dalej.
Moja chwila przerwy jest chyba nieco za długa, bo podchodzi do mnie menadżer:
– Napisz coś wreszcie, ludzie czekają i robi się nudno.
Wystukuję na chybił trafił dwa zdania i czuję, ze w tym miejscu powinien być dialog. To akurat łatwe, więc bez większego zastanowienia klecę krótką wymianę zdań między moimi postaciami. Idę dalej! Coś się zaczyna dziać. Może teraz będzie już łatwiej. Wśród ludzi, którzy stoją dookoła sceny za barierkami, podniósł się lekki szmer.
– Patrz, Jacek, ona coś pisze na klawiaturze i to się tam wyświetla.
– Jakaś reklama. Ale ciekawe, po co ona tak pisze?
– Ja bym chyba nie mogła. Siedzieć tak na scenie, żeby ludzie oglądali.
– A kto to? Z jakiegoś serialu może? Słuchaj, Bożenka, może to ta młoda z Singielki? Patrz, taka jakby podobna.
– Nie, tamta nie była taka gruba. I włosy ma inne.
– Jakie buty ma! Nawet za darmo bym takich nie chciała.
– Skąd, to nie jest żaden serial. W Warszawie widziałam, jak kręcą. Cały czas to samo powtarzali, bo się reżyserowi nie podobało. A tu żadnych aktorów nie ma.
– Jak nie robią do telewizji, to po co?
– Eee tam, zrób zdjęcie i idziemy dalej. Słuchaj, muszę jeszcze do tych bluzek zajrzeć. Może jeszcze są te, co widziałam w zeszłym tygodniu.
Powinnam się bardziej postarać, żeby przyciągnąć jak najwięcej osób. Na razie tylko nieliczni przystają pod moją sceną i z zainteresowaniem wpatrują się w ekran. Wrzucam fragment na swoją stronę na Facebooku. Ile będzie polubień? Piszę na ekranie kolejną stronę, a menadżer rozdaje wydruki i kody do pobrania e-booka.
– Promocja, pierwsza strona gratis, następne za dwa złote dziesięć groszy brutto. Tylko dzisiaj! Najnowsze opowiadanie Małgorzaty Borskiej, najlepiej sprzedającej się pisarki eventowej. Numer jeden w Polsce! Najwięcej sprzedanych stron! Wkrótce w sprzedaży tom opowiadań napisanych w galeriach handlowych w całej Polsce. Książka papierowa albo e-book!
– Ale się reklamuje. Myśli, że jak zrobi taki show, to od razu wszyscy polecą i kupią jej książki.
– Wszyscy nic tylko piszą. Do uczciwej roboty by się zabrali.
– No, panie, jak roboty nigdzie nie ma, to pisanie zostaje. Taki kraj.
– Lepiej, żeby coś zaśpiewała.
– Jak ona śpiewa, tak jak wygląda, to dzięki bardzo.
– Ale głupota, żeby płacić hajs za coś takiego. Kto to będzie czytał?
Też się zastanawiam. Dawno już pożegnałam się z pomysłami na ambitne książki o wysokich walorach literackich. To nie u nas, gdzie więcej niż połowa ludzi nie czyta wcale. Trzeba pisać tak, żeby ludziom się spodobało. A produkt trzeba odpowiednio zareklamować i dotrzeć do odbiorców. Takie literackie eventy są przyszłościowe, wystarczy się postarać o dobrego menadżera i wykreować wydarzenie.
– Mama, zrobisz zdjęcie?
– Ale migiem, bo już nie ma czasu. Tata będzie czekał.
– Obiecałaś mi, że pójdziemy na lody!
– Krycha, no gdzie ty się podziewasz. Włazisz do sklepu i nawet nie powiesz, że idziesz.

 

Joanna Kapica-Curzytek