Jeden wieczór

Spędź ze mną jeszcze ten jeden wieczór, proszę... Tylko jeden, niezapomniany. Doskonały pod każdym względem. Taki, który zostanie w nas na zawsze...
To przecież zaledwie chwila, mały fragment życia, ale poświęcony tylko dla mnie i właśnie to może uczynić go wyjątkowym.

Tylko pomyśl...

Jest bardzo późne letnie popołudnie, słońce schodzi coraz niżej, choć wciąż jeszcze mocno grzeje. Zapach traw i kwiatów w ogrodzie jest intensywny, ma się wrażenie, że wręcz oblepia wszystko, do czego dotrze. Jesteśmy tym zapachem spowici, rozleniwieni, na granicy odurzenia.
Pszczoły zwabione ulatującą wonią dawno zjedzonego ciasta z owocami pobrzękują niecierpliwie, daremnie dopominając się dostępu do smakołyku. W pustych kieliszkach z osadem słodkiego wina kilka z nich, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa, delektuje się gronową, wonną, prawie niewidoczną warstwą jeszcze przed chwilą naszej przyjemności.
Krajobraz za drewnianym, niskim i gęstym płotem traci wyrazistość konturów, a tam, gdzie do tej pory zalegały słoneczne plamy, swoje panowanie rozpoczął ożywczy cień. Zieleń z jasnozielonej przeistacza się w głęboką, ciemną, niemal z domieszką czerni. Wszystko po upalnym dniu zaczyna oddychać głębiej, a rozpościerająca się nieopodal łąka szczodrze oddaje drogocenną wilgoć, pozwalając swoim mieszkańcom opuścić schronienia, które zajęli, przestraszeni parzącymi dotknięciami słońca. Znów słychać ptaki, nawołujące, głośne, bezczelnie pewne swoich talentów.
Siedzimy, czekając, aż nadejdzie kolejny akt tego niesamowitego spektaklu. Czas leniwie płynie obok nas, tracąc swoje ramy i ograniczenia.
Pierwsza fala niemal niezauważalnie skradającego się chłodu dotyka naszych odkrytych ramion i bosych stóp, zapowiadając nadciągający wieczór, więc wracamy do domu: ty sięgasz po ciepłe swetry, a ja w tym czasie przygotowuję herbatę. W białych, dużych kubkach napar herbaty dojrzewa, nieśpiesznie zabarwiając wrzątek kolorowymi, tanecznie przenikającymi się smugami uwalnianej esencji.
Wychodzę z herbatą do ogrodu i widzę, że czekasz na mnie. Siadamy razem na huśtawce, nadając jej spokojny, prawie nieodczuwalny rytm. Z przyjemnością nakładam szorstki, wełniany sweter i powoli sączę gorącą i aromatyczną herbatę. Otaczasz mnie ramieniem, a ja wtulam głowę pomiędzy twój bark i policzek.
Jest cicho, rześko i magicznie...
Nad łąki nadciągają pierwsze opary srebrnej mgły, nadając im tajemniczy wygląd szkockich wrzosowisk. Ptaki już umilkły, ale teraz świerszcze prześcigają się w swoich koncertach, trąc skrzydełka jak oszalałe.
Czekamy razem, aż gęstniejący zmrok łapczywie zagarnie wszystko, na co jeszcze patrzymy. Powoli i my stajemy się jego częścią, zapadając się w niego bezwolnie.
Niedopita, już zimna herbata w tych ciemnościach wygląda jak złapane w pułapkę fajansowych kubków fragmenty aksamitnego nieba. Może gdyby sięgnąć łyżeczką, udałoby się złapać parę gwiazd?
Wtulam się w ciebie mocno, z całych sił, odpędzając obawę, że w ciemności zgubimy do siebie drogę. Pachniesz spokojem, ciszą i tym wszystkim, co daje mi poczucie, że teraz wszystko jest tak, jak trzeba. Jakby nigdy nie było żadnego „przedtem” ani nadchodzącego „potem”. Jest tylko „tu i teraz”. Krótka, wszystkimi zmysłami odczuwalna chwila absolutnego szczęścia, na którą tak rozpaczliwie się czeka, a która przychodzi w najmniej spodziewanym momencie.

Ale przecież to nie ty, to nie ja. Nas już nie ma i nigdy nie będzie... Może nie było nas wcale? Nie ma łąki, ogrodu, domu, nie ma nawet huśtawki, a wieczór taki jak ten nigdy nam się nie zdarzy...

Aldona Reich